Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 191 192 193 194 195 196 197 198 199 ... 236
Перейти на страницу:

Na pierwszy rzut oka główna sala potwierdziła zewnętrzne bogactwo gospody, szczególnie wypolerowane, okrągłe stoliki, prawdziwe krzesła zamiast ławek, wysoki sufit z solidnych belek. Ściany pomieszczenia pokryto wizerunkami dojrzewających pod intensywnym słońcem pól jęczmienia, owsa i prosa, a na rzeźbionym obramowaniu nad wielkim kominkiem z białego kamienia stał malowany, kolorowy zegar. W kominku się wszakże nie paliło, powietrze w sali było zaś niemal równie lodowate jak na ulicy. Zegar nie chodził i wyglądał na zakurzony. Kurz zresztą pokrywał wszystkie możliwe powierzchnie. W całym pomieszczeniu znajdowało się tylko sześciu mężczyzn i pięć kobiet zgromadzonych nad swoimi napitkami wokół ustawionego pośrodku sali owalnego stołu, większego niż pozostałe.

Na widok Perrina i reszty przybyłych jeden z mężczyzn zerwał się na równe nogi, wykrzyczał głośne przekleństwo, a twarz pod warstwą brudu wyraźnie mu pobladła. Pulchna kobieta o rzadkich, tłustych włosach podniosła do ust cynowy puchar i próbowała wypić pozostałe w nim wino tak szybko, że aż jej pociekło po brodzie. Być może przerażały ich wszystkich jego oczy.

— Co się zdarzyło w tym mieście? — spytała twardo Annoura, zrzuciwszy płaszcz, jakby w palenisku płonął ogień. Zupełnie opanowane spojrzenie, jakim przesunęła po uczestnikach biesiady, zmroziło całą jedenastkę. Nagle Aybara uświadomił sobie, że ani Masuri, ani Seonid nie weszły za nim do środka. Bardzo wątpił, czy czekają na ulicy z końmi. Nie potrafił zgadnąć, co w tej chwili robiły one same albo ich Strażnicy.

Mężczyzna, który wcześniej zerwał się z miejsca, szarpał teraz nerwowo w palcach kołnierz kaftana. Kaftan uszyto kiedyś z pięknej niebieskiej wełny i przyozdobiono rzędem pozłacanych guzików aż do szyi, sądząc jednak po plamach, jego właściciel miał najwyraźniej zwyczaj ochlapywania stroju podczas jedzenia. On także wychudł ostatnio, o czym świadczyły wymowne, zwisające na jego ciele fałdy skóry.

— Co... co się zdarzyło, Aes Sedai? — zająknął się.

— Cicho bądź, Mycalu! — przerwała mu szybko jakaś wymizerowana kobieta. Wysoki kołnierz jej ciemnej sukni i rękawy były bogato haftowane, z powodu brudu ubioru kolory wydawały się wszakże niewyraźne. Zapadnięte oczy kobiety wyglądały jak czarne doły. — Dlaczego sądzisz, Aes Sedai, że coś się zdarzyło? — spytała.

Annoura zamierzała jej odpowiedzieć, jednak gdy otworzyła usta, wtrąciła się Berelain.

— Szukamy sprzedawców ziarna — oświadczyła.

Mina Annoury ani trochę się nie zmieniła, choć kobieta zamknęła usta z wyraźnie słyszalnym mlaśnięciem.

Przez minutę ludzie siedzący wokół stołu wymieniali długie milczące spojrzenia. Potem wymizerowana dobrą chwilę studiowała Annourę, w końcu przeniosła wzrok na Berelain, oceniając jej jedwabie i łzy ognia. A także diadem. Wreszcie wstała, chwyciła spódnice i dygnęła.

— Jesteśmy przedstawicielami cechu kupców So Habor, moja pani. Tego, co z niego pozostało... — dodała, po czym chyba ugryzła się w język, następnie zaś wzięła głęboki, drżący wdech. — Jestem Rahema Arnon, moja pani. W jaki sposób możemy ci służyć?

Kupcy wyraźnie się odprężali, słysząc, że ich goście przybyli jedynie po ziarno i inne produkty, które mogli im dostarczyć: takie jak oliwa do lamp i gotowania, fasola, igły, podkowy dla koni, materiał, świece i tuzin innych, potrzebnych w obozie rzeczy. W każdym razie ich przerażenie nieco osłabło. Niewielu typowych kupców słuchających listy produktów, które wymieniała Berelain, nie skrywałoby chciwego uśmiechu, jednakże ta grupka...

Pani Arnon głośno poleciła właścicielce gospody przyniesienie wina („najlepsze wino, szybko, jak najszybciej”), lecz kiedy jakaś kobieta o długim nosie z wahaniem wsunęła głowę do głównej sali gospody, Arnon musiała do niej podbiec, złapać jej brudny rękaw i wciągnąć ją do pomieszczenia, gdyż właścicielka wyraźnie zamierzała natychmiast się wycofać. Mężczyzna w poplamionym jedzeniem kaftanie wołał kogoś imieniem Speral, każąc mu przynieść puchary, a kiedy nikt nie odpowiedział na jego trzykrotne wołanie, nerwowo się zaśmiał i sam się rzucił do tylnej sali. Wyłonił się moment później, niosąc w dłoniach trzy duże, cylindryczne, drewniane naczynia, które postawił na stole, nie przestając wydawać nerwowych chichotów. Pozostali również się uśmiechali, kłaniali i dygali Berelain, robiąc jej miejsce z przodu owalnego stołu. Mężczyźni i kobiety o tłustych twarzach bezwiednie i bezmyślnie drapali się w różnych miejscach, najwyraźniej nie panując nad tym odruchem. Perrin wcisnął rękawice za pas, stanął przy malowanej ścianie i obserwował.

Zgodzili się pozostawić handlowe negocjacje Berelain. Pierwsza z Mayene przyznawała niechętnie, że Aybara wie więcej o koniach niż ona, jednakże to ona wszak niegdyś negocjowała traktaty w sprawie sprzedaży rocznego połowu olejowych ryb. Annoura uśmiechnęła się nieznacznie na sugestię, że pyszałkowaty wiejski chłopak potrafi dawać dobre rady. Nigdy go wprawdzie nie nazwała takim określeniem — słowa „mój panie” przychodziły jej równie łatwo jak Masuri i Seonid — tym niemniej jasne było, że uważa go za tępego i do wielu rzeczy niezdolnego. Po chwili jej uśmiech zbladł i Annoura stanęła za Berelain, z uwagą studiując kupców, jakby pragnęła na zawsze zapamiętać ich twarze.

Właścicielka gospody przyniosła wino w cynowych pucharach, które ostatnio widziały szmatkę do polerowania dobre kilka tygodni, jeśli nie miesięcy, temu, więc Perrin tylko zajrzał do środka i zawirował naczyniem, mieszając trunek. Właścicielka gospody nazywała się Vadere, miała brud pod paznokciami i w zmarszczkach kłykci, gdzie wydawał się stanowić nieusuwalną część jej skóry. Aybara zauważył, że Gallenne, który — z jedną dłonią na rękojeści miecza — stał oparty plecami o przeciwległą ścianę, także jedynie trzymał puchar w drugiej dłoni. Berelain również nie tknęła swojego wina. Kireyin przez moment nieufnie obwąchiwał napitek, po czym wziął wielki łyk i zamówił u pani Vadere cały dzban.

— Cienkusz z tego twojego najlepszego — oświadczył kobiecie przez nos, ponownie oceniając wprawnym okiem wygląd wina — ale może zmyje otaczający nas smród.

Właścicielka zagapiła się na niego ponuro, potem poszła po wysoki, cynowy dzban, który bez słowa przyniosła i postawiła na stole. Kireyin widocznie uznał jej milczenie za oznakę szacunku.

Pan Crossin, mężczyzna w kaftanie poplamionym jedzeniem, odśrubował tymczasem pokrywki drewnianych pojemników i wysypał próbki łuskanego ziarna, które kupcy mieli do zaoferowania. Utworzył na stole trzy stosiki: żółtego prosa, brązowego owsa i nieco bardziej brunatnego jęczmienia. Ziarno było suche, najwyraźniej przed żniwami nie padało.

1 ... 191 192 193 194 195 196 197 198 199 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)