Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
je dla siebie i wykorzystam do własnych celów? Kto by pomyślał, że ta różowa
wiedźma...?
- Proszę, nie mów o tym nikomu! - przerwał mu Harry, spoglądając błagalnie na
stojącego przed nim wysokiego mężczyznę. - Wiem, że nie znosisz Tonks, ale... ale
tą drugą osobą jest... - ostrożnie - ...jedna z moich przyjaciółek. Ona jest taka
wrażliwa, nie zniosłaby, gdyby... - urwał, szukając odpowiednich słów. - Jeżeli to
wyjdzie na jaw, i to z mojej winy, nie przeżyłbym tego. Proszę, Severusie, zapomnij o
tym, co ci powiedziałem. Wiem, że nie obchodzą cię uczucia innych i że najchętniej
pozbyłbyś się Tonks, ale tym razem... zrób wyjątek. Ten jeden jedyny raz. Dla mnie.
Proszę.
Wzrok mężczyzny nie zmienił się. Wpatrywał się w Harry'ego, jakby rozważał jego
propozycję.
- A co dostanę w zamian, Potter? - powiedział w końcu cichym, chłodnym głosem.
Harry zarumienił się.
To była jego wina. To wszystko była jego wina. Wiedział, że jeżeli Severus się o tym
dowie, od razu będzie chciał to wykorzystać. Znał go przecież. I sam mu dostarczył
pretekst. Dlatego musi to teraz naprawić. Za wszelką cenę. Za każdą cenę.
Co mógłby dać Severusowi, czego nie dał mu do tej pory?
Siebie? Nie, siebie oddał w całości i to już dawno temu.
Harry spuścił głowę i zagryzł wargę. Zacisnął powieki, próbując odgonić bolesne
uczucie żalu i wściekłości na siebie.
Co może mu dać? Coś, co kocha, coś, co jest dla niego niezwykle ważne...
Otworzył gwałtownie oczy.
Podniósł głowę i spojrzał prosto w mroczne tunele oczu Mistrza Eliksirów.
- Quidditch - powiedział cicho.
Snape zmarszczył brwi.
- Słucham?
- Quidditch - powtórzył Harry, lekko zachrypniętym głosem. Przełknął ślinę i dodał. -
Zrezygnuję z Quidditcha. Pozwolę, aby Slytherin zdobył puchar.
Oczy mężczyzny rozszerzyły się na moment. Błysnęło w nich zaskoczenie,
zmieszane z niedowierzaniem. Przez chwilę patrzył na Harry'ego badawczym
wzrokiem, jakby nie do końca wierzył w to, co usłyszał. Ale po chwili oczy zmrużyły
się i zamigotały dziwnie. Zrobił krok w stronę Harry'ego, jakby zamierzał coś zrobić,
ale najwyraźniej w ostatniej chwili powstrzymał się. A może zrezygnował? Cofnął się i
opuścił dłoń, którą wcześniej nieświadomie uniósł w górę. Ponownie skrzyżował
ramiona na piersi, a jego twarz przybrała zwyczajny, surowy wyraz.
- Przyjmuję - oświadczył.
Harry zamknął oczy i spuścił głowę. Chciał westchnąć, ale czuł zbyt duży uścisk w
piersi.
A więc nie zagra już w Quidditcha? Jak ma to powiedzieć Hermionie i Ronowi? Jak
wytłumaczy reszcie drużyny?
Nie był zły na Snape'a. Wiedział, że to tylko i wyłącznie jego wina. Pił, żeby się upić.
A później przyszedł tutaj i wszystko wypaplał. Snape go do niczego nie zmuszał,
chciał mu dać eliksir na wytrzeźwienie, ale Harry go nie przyjął. I skończyło się tak,
jak się skończyło... I musi teraz ponieść karę. Ta myśl bolała, ale wiedział, że nie ma
innego wyjścia.
- Powinieneś wracać do dormitorium - usłyszał głos Snape'a. - Jest już późno. Jeżeli
twoi przyjaciele nie są tacy pijani jak ty, to lada chwila mogą zorientować się, że nie
ma cię w łóżku, i zaczną cię szukać.
Harry pokiwał głową i podniósł się.
- Przepraszam - wyszeptał. - Za wszystko, co powiedziałem. I za wszystko, co
zrobiłem. - Nie podnosząc wzroku, odwrócił się i zdążył zrobić zaledwie kilka kroków
w stronę drzwi, kiedy zatrzymał go głos Snape'a:
- Potter. - Harry odwrócił się powoli i spojrzał na mierzącego go uważnym
spojrzeniem mężczyznę. Snape wyglądał, jakby się nad czymś zastanawiał. Albo
jakby z czymś walczył. -Idź już spać - powiedział w końcu, choć jeszcze przed chwilą
zdawało się, że miał na końcu języka coś zupełnie innego. - Mam nadzieję, że masz
ze sobą pelerynę? - Harry skinął głową i wyjął z kieszeni mieniący się materiał. -
Dobrze, idź najkrótszą drogą. I żadnych przystanków po drodze. Masz iść prosto do
wieży Gryffindoru. Zrozumiałeś?
Harry ponownie skinął głową, po czym odwrócił się i bez słowa wyśliznął się z
pomieszczenia.
Podróż do wieży była długa i niezwykle męcząca. Harry pokonał całą drogę
niepewnym, zamyślonym krokiem. Próbował przetrawić wszystkie wydarzenia, ale
były zbyt ciężkie. Czuł ucisk w klatce piersiowej, a kolana uginały się pod nim niemal
przy każdym kroku.
Kiedy dotarł do Pokoju Wspólnego, usłyszał dochodzące z góry chrapanie. Wszyscy
spali. Nikt go nie szukał. Ron i Hermiona pewnie też sporo wypili, skoro nie
zauważyli, że zniknął. I dobrze. Czuł się wykończony. Psychicznie i fizycznie. Nękały
go wyrzuty sumienia, ogarniały fale całkowitego przygnębienia.
Cały ten wieczór... Sekret, który odkrył, tęsknota za Snape'em, niewinne słowa Luny
"to znaczy, że go kochasz", które przeraziły go bardziej niż sam Voldemort, wszystkie te łzawe, wylewne wyznania, jakie wymamrotał Snape'owi, sekret, który tak
bezmyślnie wypaplał, a teraz... koniec Quidditcha. Ostateczny.
To zbyt wiele...
Spojrzał na trzaskający cicho ogień i zamrugał kilka razy, czując, że zaczynają go
szczypać oczy. Wyjątkowo uporczywie.
Opadł na kanapę i ukrył twarz w dłoniach. Nie wiedział, jak długo tak siedział, nie
miał pojęcia, ile czasu upłynęło. Podejrzewał jedynie, że całkiem sporo. Ale on nie
potrafił wstać, nie potrafił podnieść się z kanapy i zmusić się do wykonania
jakiejkolwiek czynności. Miał wrażenie, że wszystko się zawaliło.
...nigdy nie będziesz mnie tak całował...
...nigdy tego nie poczuję...
To było żałosne. Tak bardzo żałosne, że wciąż nie potrafił uwierzyć, że to powiedział.
Ale to była prawda. I bolała. Bolała go za każdym razem, gdy o tym pomyślał,
nieważne, jak bardzo próbował wmawiać sobie, że tak nie jest.
Dlaczego, kiedy wszystko wydaje się w końcu układać, on zawsze musi to zepsuć?
Dlaczego musiał tyle pić? Dlaczego poszedł do Snape'a? Dlaczego nie przyjął od
niego eliksiru? Dlaczego zachował się jak skończony idiota? Dlaczego musiał znowu
skomleć o te głupie pocałunki? Dlaczego musiał wszystko wygadać? Dlaczego
chociaż raz nie potrafił się powstrzymać?
Dlaczego?
I jak teraz powie przyjaciołom, że nie może grać w Quidditcha? Jaką wymówkę tym
razem wymyśli? Jak im spojrzy w oczy? Co powie Ron? Obrazi się na niego. Na
pewno. Obrazi się i nie będzie się do niego odzywał. A Hermiona stanie po jego
stronie. Ginny też będzie zła. Wszyscy będą na niego źli. Cały Gryffindor odwróci się
do niego plecami. Znowu. A on po raz kolejny zostanie całkowicie sam.
Przełknął ślinę, próbując pozbyć się szczypiącego, bolesnego uścisku w gardle. Lecz
nieprzyjemne uczucie nasilało się, zaciskając pętlę na jego szyi i nie pozwalając mu
oddychać.
Zacisnął powieki mocniej, ale to nie pomogło. Poczuł dwie samotne łzy spływające
po policzkach. Chciał je powstrzymać, ale nie potrafił. Pojawiły się kolejne.
Zdjął okulary i wewnętrzną stroną dłoni wytarł płynące po skórze łzy. Nie był jednak w
stanie wytrzeć także kolejnych. I kolejnych.
Przyłożył dłonie do oczu i zacisnął usta, próbując stłumić szloch, który usiłował się z
nich wyrwać.
I wtedy poczuł ciepło. W kieszeni.
Przetarł dokładnie oczy i sięgnął mokrymi palcami po kamień.