Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]
Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]

Электронная книга - «Gdzie wasze ciała porzucone [To Your Scattered Bodies Go - pl]». Краткое содержание книги:

Sir Richard Burton, dziewiętnastowieczny angielski podróżnik, pisarz i awanturnik, umiera. Jednak śmierć nie jest końcem, jest początkiem. Budzi się w dziwnym świecie — ogromnej krainie, będącej doliną nieskończenie długiej rzeki. Krainie zamieszkanej przez wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli i umarli na ziemi — od neandertalczyków po kluczowe postacie naszej historii. Wraz z grupką niezwykłych towarzyszy wyrusza w podróż ku źródłom Rzeki w poszukiwaniu odpowiedzi na pytania zasadnicze — czym jest ten świat, kto go stworzył i kto w nim ustanawia prawa. Powieść, rozpoczynająca jeden z najsłynniejszych cykli fantastycznych, zdobyła nagrodę Hugo (1972) i uznanie czytelników na całym świecie.
1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 55
Перейти на страницу:

Nie winił za to Alicji Hargreaves. Była dzieckiem społeczeństwa, w którym żyła. Jak wszystkie kobiety była taką, jaką uczynili ją mężczyźni. Miała charakter dość silny i umysł na tyle elastyczny, by wznieść się ponad niektóre z przesądów swojej epoki i klapy. Nieźle przystosowała się do nagości, nie okazywała też otwarcie wrogości ani pogardy Wilfredzie. Wraz z Burtonem popełniła czyn, będący w sprzeczności ze wszystkimi poglądami, które w sposób otwarty i utajony wpajano jej przez całe życie. I zrobiła to już pierwszego dnia pobytu na „tamtym świecie”, kiedy powinna na kolanach śpiewać hosanny, ponieważ „zgrzeszyła” i obiecywać, że nigdy więcej nie „zgrzeszy”, jeśli nie zostanie wtrącona w ognie piekielne.

Myślał o niej, kiedy szli w stronę wzgórz. Od czasu do czasu odwracał głowę, by na nią popatrzeć. Brak włosów sprawiał, że jej twarz wydawała się stara, za to regiony poniżej pępka wyglądały jak u dziecka. Wszyscy demonstrowali tę samą sprzeczność: starcy od szyi w górę, dzieci od pasa w dół.

Przesuwał się do tyłu, aż znalazł się obok niej. Szedł teraz za Frigatem i Loghu. Jeśli nawet jego próba rozmowy z Alicją spełzła na niczym, to przynajmniej będzie mógł popatrzeć na Loghu. Miała ślicznie zaokrąglone tylne części ciała; jej pośladki wyglądały jak dwa duże jajka. I kołysała nimi równie czarująco jak Alicja.

— Jeżeli ta noc tak cię unieszczęśliwiła — zaczął cichym głosem — to dlaczego ze mną zostałaś?

— Nie zostałam z panem! Zostałam z grupą. Myślałam o tym, co naszło w nocy, choć to dla mnie bolesne. Muszę być uczciwa. To narkotyk w tej obrzydliwej gumie sprawił, że zachowaliśmy się… tak, jak się zachowaliśmy. Ja przynajmniej wiem, że to właśnie było powodem moich czynów. Wątpliwości co do pana tłumaczę na pańską korzyść.

— Czy nie ma nadziei na powtórkę?

— Jak może pan o to pytać? Oczywiście, że nie! Jak pan śmie!

— Nie zmuszałem cię. Jak próbowałem cię przekonać, zrobiłaś to, co byś zrobiła, gdyby nie krępowały cię przeróżne zahamowania. Te zahamowania nie są złe — w pewnych okolicznościach, na przykład gdy się jest prawnie poślubioną żoną człowieka, którego się kocha w Anglii, na Ziemi: Ale Ziemia już nie istnieje, przynajmniej taka, jaką znamy. Ani Anglia, ani angielskie społeczeństwo. I jeżeli nawet cała ludzkość została wskrzeszona i rozrzucona wzdłuż brzegów tej rzeki, to i tak możesz nigdy nie spotkać swego męża. Nie jesteś już zamężna. Pamiętasz… póki śmierć nas nie rozłączy? Umarłaś, a więc jesteście rozłączeni. Co więcej, nie ma małżeństwa w niebie.

— Jest pan bluźniercą, — panie. Burton. Czytałam o panu w gazetach i znam kilka pańskich książek o Afryce i Indiach, a także tę o Mormonach w Ameryce. Słyszałam też historie, w które trudno mi było uwierzyć, takim przedstawiały pana niegodziwym. Reginald był bardzo oburzony, kiedy przeczytał pańską „Kasidah”. Powiedział, że nie chce w swoim domu takiej ohydnej, ateistycznej literatury i wrzucił wszystkie pańskie książki do pieca.

— Jeśli jestem tak niegodziwy, a ty czujesz się kobietą upadłą, dlaczego nie odejdziesz?

— Czy muszę tłumaczyć raz jeszcze? W innej, grupie mężczyźni mogli być jeszcze gorsi. I, jak zechciał pan uprzejmie zauważyć, nie zmuszał mnie pan. W każdym razie jestem pewna, że ma pan jakieś serce pod tą powłoką cynizmu i ironii. Widziałam łzy w pana oczach, kiedy niósł pan płaczącą Gwenafrę.

— Rozgryzłaś mnie — powiedział z uśmiechem. — Bardzo dobrze. Niech i tak będzie. Będę rycerski, nie będę cię uwodził ani się naprzykrzał: Ale kiedy znów zobaczysz, że żuję gumę, to lepiej gdzieś się schowaj. Tymczasem daję słowo honoru — nie musisz się mnie obawiać, dopóki nie znajdę się pod wpływem gumy.

Zatrzymała się, szeroko otwierając oczy.

Masz zamiar znowu jej użyć?

— Dlaczego nie? Wprawdzie zmieniła niektórych ludzi w dzikie bestie, ale na mnie nie podziałała w ten sposób. Nie łaknę jej, zatem nie sądzę, by tworzyła nawyk. Od czasu do czasu wypalałem fajkę opium i nie uzależniłem się, więc nie przypuszczam, żebym był psychicznie podatny na narkotyki.

— O ile dobrze rozumiem, często bywał pan mocno zamroczony. Pan i ta odrażająca kreatura Swinburne…

Przerwała. Jakiś mężczyzna krzyknął coś do niej i chociaż nie znała włoskiego, zrozumiała jego nieprzyzwoity gest. Zaczerwieniła się i szybkim krokiem ruszyła naprzód. Burton spojrzał na natręta. Był dobrze zbudowany i smagły, z dużym nosem, cofniętym podbródkiem i blisko siebie osadzonymi oczami. Mówił językiem półświatka Bolonii, gdzie Burton spędził sporo czasu badając relikty i grobowce Etrusków. Za nim stało dziesięciu mężczyzn, w większości sprawiających równie nieprzyjemne wrażenie jak ich przywódca oraz pięć kobiet. Było oczywiste, że chcieli przyłączyć do swojej grupy więcej kobiet. I równie oczywiste było, że mieli ochotę na kamienne noże i toporki grupy Burtona. Sami uzbrojeni byli tylko w swoje rogi obfitości i bambusowe kije.

11

Burton krzyknął i jego ludzie nie przystając zbili się w ciasną grupkę. Kazz nie zrozumiał słów, ale od razu wyczuł, co się dzieje. Cofnął się, by wraz z Burtonem iść w tylnej straży. Jego wygląd i toporek w wielkiej łapie na chwilę powstrzymały Bolończyków. Szli za nimi wykrzykując głośno docinki i groźby, ale nie zbliżali się. Kiedy jednak dotarli do wzgórz, ich przywódca rzucił jakiś rozkaz i zaatakowali.

Młodzik z blisko osadzonymi oczami wywijając swym rogiem obfitości, runął na Burtona. Ten uchylił się i gdy cylinder opadł w dół, pchnął włócznią. Kamienny grot wbił się w splot słoneczny i napastnik upadł. Kazz odbił pojemnik kolejnego przeciwnika drzewcem dzidy, ale uderzenie wyrwało mu ją z dłoni. Skoczył w przód i toporkiem trafił tamtego w głowę. Atakujący upadł z zakrwawioną czaszką.

Niewysoki Lev Ruach walnął jednego z Bolończyków cylindrem w pierś, po czym natychmiast skoczył na niego. Tamten próbował się podnieść, ale trafiony stopami w twarz przewrócił się znowu. Ruach pochylił się i wbił mu w ramię swój krzemienny nóż. Mężczyzna zerwał się z wrzaskiem i rzucił do ucieczki.

Frigate radził sobie lepiej niż Burton oczekiwał. Wprawdzie zbladł i zaczął drżeć, kiedy banda ich zaczepiła, ale teraz, z cylindrem przywiązanym do nadgarstka i siekierą w prawej ręce rzucił się do ataku. Dostał rogiem w ramię, lecz zdołał częściowo zablokować uderzenie. Upadł na bok. Któryś z nieprzyjaciół zamierzył się z góry bambusowym kijem, ale Amerykanin przetoczył się, uniósł cylinder i odbił nim cios. Natychmiast był na nogach, zaatakował przeciwnika głową i obaj upadli. Toporek Frigate'a dwukrotnie trafił tamtego w skroń.

Alicja rzuciła swój róg w twarz któregoś z Bolończyków, po czym dźgnęła go utwardzonym w ogniu ostrzem bambusowej dzidy. Loghu podbiegła z boku i kijem uderzyła innego mężczyznę w głowę tak mocno, że osunął się na kolana.

W sześćdziesiąt sekund było po bitwie. Pozostali członkowie bandy uciekli, a ich kobiety pobiegły za nimi. Burton przewrócił na plecy wrzeszczącego przywódcę i wyrwał mu z brzucha włócznię. Nie wbiła się głębiej niż na pół cala. Ranny wstał i zaciskając dłońmi krwawiącą ranę odszedł chwiejnym krokiem. Dwóch napastników było nieprzytomnych, lecz mieli duże szanse przeżycia. Przeciwnik Frigate'a nie żył.

Amerykanin zbladł, poczerwieniał i znowu zbladł. Najwyraźniej jednak nie czuł się źle ani nie dręczyły go wyrzuty sumienia. Jego twarz wyrażała raczej podniecenie. I ulgę.

1 ... 15 16 17 18 19 20 21 22 23 ... 55
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)