Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Peanatema [Anathem - pl]
Peanatema [Anathem - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Peanatema [Anathem - pl]

Электронная книга - «Peanatema [Anathem - pl]». Краткое содержание книги:

Stephenson opisał tu badaczy, filozofów, naukowców, którzy zostali zamknięci w zakonach i pozbawieni dostępu do komputerów, akceleratorów cząstek oraz reszty niezbędnego ustrojstwa, lecz nie zaprzestali swoich badań. Opracowali nowe metody pracy, równie dobre, a może nawet lepsze od starych, bo działające wyłącznie w oparciu o wszechstronne możliwości psychofizycznego instrumentarium człowieka. Tym samym Stephenson zdaje się mówić wprost — jedyną technologią, którą warto rozwijać jest człowiek.
1 ... 184 185 186 187 188 189 190 191 192 ... 253
Перейти на страницу:

Gdzieniegdzie widziałem też deklarantów z Doliny Dzwoneczków. Serce zaczynało mi bić szybciej, kiedy myślałem o tym, jak pięknie byłoby trafić do jednej komórki z nimi. Czcza fantazja, naturalnie — w takim gronie byłbym gorzej niż bezużyteczny — ale jako sen na jawie całkiem przyjemna. Nie wiedziałem, czym taka komórka mogłaby się zajmować, ale z pewnością czymś ciekawszym niż zgadywanie tensorów inercji. I pewnie znacznie bardziej niebezpiecznym, więc może jednak powinienem się cieszyć, że nie dorastam im do pięt.

Ciekawe — kontynuując rozważania w podobnym duchu — jak wygląda komórka fraa Jaada? I nad czym ma pracować? Z perspektywy czasu coraz lepiej rozumiałem, jak wielkim przywilejem były dla mnie dwa dni podróży w towarzystwie tysięcznika. Wyglądało na to, że jest jedynym milenarystą na konwoksie.

W gruncie rzeczy wystarczyłaby mi obecność przynajmniej jednego kompana z naszej starej ekipy odpowiedzialnej za nakręcanie zegara w Edharze — nie sądziłem jednak, żebyśmy zostali w ten sposób skojarzeni. Troska Ali w oczywisty sposób wiązała się z koniecznością dzielenia uczestników konwoksu na komórki. Nie wiedziałem, co ją gryzie, ale jej zachowanie powinno być dla mnie ostrzeżeniem, żebym nie spodziewał się wesołego spaceru w gronie przyjaciół. Szacunek (kusi mnie, żeby powiedzieć: cześć), jakim wielu uczestników konwoksu otaczało edharczyków, sprawiał, że połączenie nas kilku w jednej komórce wydawało się wielce nieprawdopodobne; prędzej zostaniemy podzieleni między jak największą liczbę komórek i w roli ich szefów skazani na samotność, która już stała się udziałem Ali.

Od strony Urwiska zbliżał się fraa Jaad. Ciekaw byłem, czy zakwaterowali go gdzieś pod szczytem, w matemie tysięczników — bo jeśli tak, to mnóstwo czasu musiało mu zabierać chodzenie w tę i z powrotem po schodach. Rozpoznał mnie z daleka i skręcił w moją stronę.

— Znalazłem Orola — powiedziałem, mimo że oczywiście już o tym wiedział.

Skinął głową.

— Nieszczęśliwie się złożyło… — powiedział. — Orolo w stosownym czasie pokonałby labirynty, trafił do skalnego gniazda i został moim fraa. Miło byłoby z nim pracować, pić jego wino, dzielić jego myśli.

— Wino robił paskudne.

— W takim razie wystarczyłoby mi dzielenie myśli.

— Dużo rozumiał — dodałem. Korciło mnie, żeby zapytać, jak to robił; może nauczył się odczytywać informacje zakodowane w pieśniach tysięczników? Bałem się jednak wygłupić. — Uważa… To znaczy, uważał, że opracowaliście jakąś nową praksis. Od razu skojarzyło mi się to z twoim podeszłym wiekiem.

— Niszczycielski wpływ promieniowania na żywy organizm sprowadza się do oddziaływania między fotonami lub neutronami i cząsteczkami składającymi się na ten organizm — odparł.

— A to są efekty kwantowe.

— Otóż to. Komórka, która właśnie przeszła mutację, oraz komórka, która jej nie przeszła, należą do dwóch Historii, które w przestrzeni Hemna dzieli tylko jedno rozwidlenie trajektorii.

— Starzenie się jest efektem błędów zapisu w sekwencjach dzielących się komórek… To również są zjawiska kwantowe.

— To prawda. Łatwo zrozumieć, w jaki sposób mogła powstać wiarygodna i wewnętrznie spójna mitologia, w której opiekunowie składowisk odpadów radioaktywnych wynaleźli praksis służącą do leczenia obrażeń radiacyjnych, a następnie rozwinęli ją w stopniu umożliwiającym powstrzymanie skutków starzenia się. I tak dalej.

Jego „i tak dalej” wydało mi się strasznie obszerne, ale wolałem się w to nie zagłębiać.

— Zdajesz sobie sprawę, jakie skutki może przynieść ta mitologia, jeśli rozpowszechni się w Saeculum? — zapytałem.

Fraa Jaad wzruszył ramionami. Saeculum go nie interesowało.

Co innego konwoks.

— Są tu tacy, którym zależy na tym, żeby podnieść ją do rangi faktu — powiedział. — To by im przyniosło ulgę.

— Zh’vaern zadawał dziwne pytania — przyznałem.

Ruchem głowy wskazałem pochód matarrhitów idących po trawie w pewnej odległości od fundy. Był to z mojej strony gambit, którym zamierzałem nawiązać nić porozumienia z fraa Jaadem, zachęcając go, żeby mi przytaknął, że matarrhici są dziwaczni i nieznośni. On jednak zrobił unik.

— Od nich możemy się dowiedzieć więcej niż od innych uczestników konwoksu — odparł.

— Naprawdę?

— Ci w płaszczach zasługują na naszą najwyższą uwagę.

Dwóch matarrhitów odłączyło się od pochodu i wzięło kurs na Fundę Avrachona. Patrzyłem, jak Zh’vaern i Orhan idą w naszą stronę, i zastanawiałem się, co takiego widzi w nich Jaad. Zanim jednak zdążyłem go o to zapytać, wśliznął się za próg fundy.

Przywitali się ze mną (dosyć ozięble) i również weszli do środka.

Arsibalt i Barb szli sto stóp za nimi.

— Są jakieś wyniki? — zapytałem.

— Kawałek statku zniknął! — obwieścił Barb.

— Ta konstrukcja, którą badacie…

— Tam właśnie był przymocowany brakujący element!

— Co to było, twoim zdaniem?

— Napęd międzykosmiczny, cóż by innego? Nie chcieli nam go pokazać, bo jest ściśle tajny, więc zostawili go gdzieś dalej od Arbre.

— A wy coś macie, Arsibalcie?

— Statek jest zlepkiem prefabrykatów pochodzących ze wszystkich czterech kosmosów paktu. Przypomina wykopalisko archeologiczne. Z najstarszego kawałka, z Pangei, niewiele zostało. Z Diaspu są tylko nieliczne kawałki. Większość surowca zebrano w kosmosach Antarkty i Quatora. Jesteśmy prawie pewni, że z tych dwóch Antarkta była pierwsza.

— Świetnie! — przyznałem.

— A co u ciebie, Ras? — zainteresował się Barb. — Jakie wyniki ma twoja grupa?

Zacząłem zbierać rzeczy, żeby móc wejść do środka. Arsibalt mi pomógł.

— Chlupocze — powiedziałem.

— Chlupocze?!

— Kiedy dwudziestościan okręcił się w miejscu, nie poruszał się regularnie: trochę nim zachybotało. Doszliśmy do wniosku, że element obrotowy zawiera znaczną ilość stojącej wody: kiedy nagle wprowadzi się go w ruch, woda się przelewa. I chlupocze.

Wdałem się w dłuższy wywód o wyższych harmonicznych chlupotania. Barb stracił zainteresowanie rozmową i wszedł do fundy.

— O czym rozmawiałeś z fraa Jaadem? — zainteresował się Arsibalt.

Nie bardzo miałem ochotę zwierzać mu się z części naszej rozmowy dotyczącej praksis, odparłem więc zgodnie z prawdą:

— O matarrhitach. Powinniśmy ich obserwować i uczyć się od nich.

— Mamy ich szpiegować? — spytał zafascynowany Arsibalt.

Pomyślałem, że z jakiegoś powodu chce szpiegować matarrhitów i chciałby mieć błogosławieństwo Jaada.

— Powiedział, że ci w płaszczach zasługują na naszą najwyższą uwagę.

— Dokładnie tak powiedział?

— Mniej więcej.

— „Ci w płaszczach” zamiast po prostu „matarrhici”?

— Tak.

— Bo to wcale nie są matarrhici! — wyszeptał podniecony Arsibalt.

— Wezmę go, pozwolisz? — W swoim zapale zabrał już moją deskę, nie pozostało mi więc nic innego, jak skonfiskować nóż.

Arsibalt się podłamał.

— Myślisz, że jestem tak poważnie zaburzony, że nie można mi powierzać ostrych przedmiotów.

1 ... 184 185 186 187 188 189 190 191 192 ... 253
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)