Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
niemal zwierzęcym pocałunku. Dziewczyna jęknęła w jej usta i zacisnęła palce na
ramionach, podczas gdy Tonks popchnęła ją i przycisnęła do ściany, całując jej usta
z taką siłą, jakby chciała je zmiażdżyć i pochłonąć. Harry widział ich splecione ze
sobą języki, kiedy na sekundę odrywały od siebie usta, aby zaczerpnąć tchu albo
zmienić pozycję. I wiedział, że nie powinien tego oglądać, że powinien odejść, że nie
powinno go tu być. Ale nie potrafił oderwać od nich wzroku, zbyt pochłonięty
widokiem, który roztaczał się przed jego oczami.
Ale jednocześnie poczuł w piersi niemiłe ukłucie żalu, kiedy zrozumiał, że on sam
nigdy czegoś takiego nie zazna. Że Severus nigdy nie będzie pożerał jego ust z
takim głodem i z taką namiętnością.
Dlaczego? Dlaczego Tonks mogła to robić, a Snape nie? Dlaczego Luna to dostała,
nie musząc nawet prosić, a on nie? To wydawało się takie... niesprawiedliwe.
Przestał jednak o tym myśleć, kiedy zobaczył, jak dłonie Tonks zaczynają błądzić po
ciele Krukonki. Jedną rękę wsunęła pod jej spódniczkę i już po chwili Harry zobaczył
ściągnięte gwałtownym ruchem aż do kolan białe majtki dziewczyny.
Rozszerzył oczy, widząc jak ręka Tonks ponownie wędruje do góry. Luna zajęczała w
jej usta i niemal osunęła się po ścianie. Tonks oderwała wargi od zaczerwienionych
ust dziewczyny i wpiła się w jej szyję, a jej ręka zaczęła poruszać się pod
spódniczką.
Luna odchyliła głowę do tyłu, a z jej ust wydobywały się jedynie ciche westchnienia i
niesamowicie głębokie pojękiwania.
Harry z przerażeniem odkrył, że zaczyna odczuwać pewien dyskomfort w dolnych
partiach ciała. Przestąpił z nogi na nogę i skrzywił się, czując ból ocierającej się o
spodnie erekcji.
A niech to! To chyba jakieś żarty! Przecież nie może stać tutaj i podniecać się
podglądaniem Luny i swojej nauczycielki w miłosnym uścisku. To... to niemożliwe.
Odetchnął głęboko, zacisnął na chwilę powieki i przysunął się jeszcze bliżej do
szpary pomiędzy deskami.
Z drugiej strony...
Zobaczył, jak Tonks, nie odrywając się od gładkiej szyi Luny, niezgrabnie usiłuje
wyciągnąć różdżkę ze swoich szat. Kiedy w końcu jej się to udało, obróciła głowę na
bok i dysząc ciężko, wyszeptała jakieś zaklęcie.
Harry poczuł emanujące ze środka ciepło. Ciepło, które sprawiło, że śnieg niemal
całkowicie się stopił i wsiąknął w ziemię. Schowała różdżkę z powrotem i powróciła
do wpatrującej się w nią rozmazanym lekko wzrokiem, zaczerwienionej Krukonki.
Zmieniła trochę ustawienie znajdującej się pod spódniczką ręki i uśmiechając się
zadziornie, pchnęła. Z ust Luny wydobył się zduszony pisk. Konwulsyjnie oplotła
ramiona wokół szyi Tonks, przyciskając rozchylone w niemym krzyku usta do jej
błyszczących coraz jaśniej włosów.
Nimfadora zatrzymała się na chwilę, pozwalając, by szczupłe ciało Luny rozluźniło
się, a po chwili zaczęła poruszać dłonią. Początkowo wolno, po chwili coraz szybciej.
Harry wpatrywał się rozszerzonymi oczami w znikającą pod materiałem rękę, a jego
wyobraźnia szalała, kiedy próbował wyobrazić sobie, co się tam dzieje. Oczami
duszy widział palec Tonks wsuwający się i wysuwający z Luny...
Zagryzł wargę i zacisnął dłoń na swoim pulsującym i całkiem wyraźnie dającym o
sobie znać kroczu.
Druga ręka Tonks wsunęła się pod górną cześć sukienki i zaczęła walczyć z ukrytymi
pod zielonym tiulem guzikami. Po jakimś czasie udało jej się je rozpiąć i Harry
otworzył usta, widząc wyłaniające się spod materiału niewielkie, sterczące piersi
Luny. Tonks zaczęła pocałunkami odznaczać drogę prowadzącą od szyi aż do
małych brązowych sutków. Wolną ręką objęła jedną pierś dziewczyny i zaczęła ją
ugniatać. Zatrzymała usta milimetry od drugiej piersi i łagodnie dotknęła czubkiem
języka ciemnej brodawki. Luna szarpnęła się i uderzyła plecami o ścianę, zagryzając
wargi w próbie zapanowania nad jękiem. Ale Tonks nie przerwała. Zaczęła obmywać
sutek językiem, raz za razem skubiąc go zębami, albo obejmowała go wargami i
delikatnie ssała, doprowadzając do tego, że z otwartych i łapczywie łapiących
powietrze ust Luny wydobywał się nieprzerwany jęk przyjemności.
Ale to było niczym w porównaniu z blaskiem, którym emanowały włosy Tonks.
Świeciły coraz jaśniej, coraz mocniej, tak jakby były odzwierciedleniem całego jej
podniecenia, wszystkich buzujących w niej emocji. Harry nigdy jeszcze nie widział
takiej gry świateł, takiej rozlewającej się na włosach, iskrzącej tęczy.
Zacisnął oczy, czując, że kręci mu się w głowie. Oparł czoło o ścianę i zaczął
oddychać ciężko, próbując zapanować nad bijącym szaleńczo sercem i drżeniem w
dolnych partiach ciała.
Nie, musiał coś z tym zrobić! Nie sądził, że samo oglądanie może być tak...
stymulujące.
Rozejrzał się wokół. Spływające z nieba światło księżyca odbijało się od śniegu. Było
niezwykle jasno. I cicho.
Do jego uszu dobiegały pojękiwania Luny i cichy szept Tonks. Choć nie potrafił
rozróżnić słów. Już nie. Nie w stanie, w którym się znajdował. Było zimno, ale on
odczuwał jedynie żar.
Musiał to zrobić! Musiał, bo jeżeli tego nie zrobi, to... eksploduje.
Rozpiął spodnie i dotknął swojego pulsującego członka. Jego dłoń była zimna.
Niemal tak zimna, jak dłoń Sev... Szybko zasłonił usta, tłumiąc jęk. Oparł się czołem
o chłodne drewno i owinął swoje lodowato zimne palce wokół rozgrzanego,
błagającego o spełnienie penisa. Wrażenie było tak intensywne, że niemal przestał
oddychać. Przez moment dyszał ciężko przez nos, próbując odzyskać kontrolę nad
sobą, ale nie był w stanie. Jego ciało błagało, jego umysł krzyczał, a usta jęczały w
zaciśniętą na nich konwulsyjnie dłoń. Jakże łatwo było wyobrazić sobie, że te
chłodne dłonie należą do Severusa, że to jego ręka zaczyna bardzo powoli poruszać
się na jego członku. Ostrożnie, bardzo ostrożnie, ponieważ był tak podniecony, że
każdy gwałtowniejszy ruch doprowadziłby go do natychmiastowego wybuchu.
I jakże łatwo było wyobrazić sobie usta Severusa... całujące go z takim głodem, z
takim pożądaniem... Jego śliski język wdzierający się siłą do gardła, penetrujący
ciepłe wnętrze ust, podniebienie, wewnętrzne strony policzków, te cienkie, twarde
wargi maltretujące jego usta, pożerające je...
Dłoń przyspieszyła. Samoczynnie. Przesuwała się po wrażliwej skórze, po
pulsującym pragnieniu, niemal wyciskając z niego orgazm.
Czuł łzy w oczach. Jakże łatwo było oszukać umysł... Jakże łatwo było wyobrazić
sobie teraz ten cichy, mroczny szept przy uchu:
Jestem spragniony twoich ust, Potter.
Jakże łatwo było wyobrazić sobie, że sięga do tych ust i spija z nich ten cichy szept...
Poczuł eksplozję. Niewiarygodnie silną, oślepiającą, białą eksplozję. Wszystkie
wyobrażenia skumulowały się, spłynęły do tego jedynego miejsca i zamieniły w
lepką, ciepłą ciecz zalewającą jego palce. Poprzez szum i dzwonienie w uszach
słyszał swój zduszony przyciśniętą do ust dłonią jęk, mieszający się z dochodzącymi
zza ściany cichymi odgłosami. Niemal osunął się na ziemię, próbując utrzymać się
na drżących nogach, które po chwilowym naprężeniu stały się nagle niezwykle słabe.