Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
jakby wyrosła mu druga głowa. Harry opierał się o ścianę i patrzył w podłogę. - Przez
cały wieczór myślałem... o tobie. Ale ciebie nie było. Wszyscy tam byli. I się obcis...
ości... obściskiwali. I robili inne rzeczy. A ciebie tam nie było... i ja... tęskniłem. I chciałem tylko wrócić do ciebie. To było głupie, że poszedłem. Mogłem... z tobą.
Robić inne rzeczy. Być. - Przez chwilę panowała cisza i resztka racjonalnie
myślącego umysłu Harry'ego zaczęła się zastanawiać, co to oznacza, ale ta
większość, która była całkowicie pijana, zupełnie się tym nie przejęła, zbyt skupiona
na niekontrolowanym wyrzucaniu z siebie wszystkiego, co tylko ślina przyniosła mu
na język. - Następnym razem wezmę cię ze sobą. Tak. Wezmę. I wszystko będzie
dobrze. I już nie będę się czuł taki samotny...
- Nie wyglądało, jakbyś był aż tak bardzo samotny, Potter. - Chłodne, odległe słowa
przerwały jego wywód i zmusiły go do oderwania się na chwilę od swojego ciągu
myśli i skupieniu na przypatrującemu mu się spod przymrużonych powiek Severusie.
A tak, Ginny... pamiętał. Przypomniał sobie też, że układał wymówki na tę właśnie
okazję, ale teraz one wszystkie wydawały się jakieś durne. Zresztą i tak wyleciały mu
z głowy. Spróbował się skupić i przypomnieć sobie, co tylko był w stanie, z tamtego
wypadku. I powiedzieć wszystko, co wie. Całą prawdę. Prawda to chyba najlepsza
wymówka.
- Ale... to był tylko jeden taniec. Ona mnie zmusiła. Przyprowadziła swojego chłopaka
i taką durną dziewczynę, która ciągle się na mnie gapiła. - To nie była dobra
odpowiedź, sądząc po nagłym rozbłysku wściekłości w czarnych oczach, ale Harry
był zbyt pijany, by to zauważyć. - No i ona ciągle chciała, ta idiotka, Anastassy, czy
jakoś tak... no więc ona chciała, żebym z nią zatańczył. No to poszedłem do Ginny i
poprosiłem, żeby ją ode mnie zabrała. Ale Ginny powiedziała, żebym z nią zatańczył
i zaczęła mnie uczyć. Ale ja nie chciałem! Tylko że tak dobrze mi szło, no i tak sobie
pomyślałem... pomyślałem, że to ty, a nie ona. To znaczy, że ty jesteś nią. - Chyba
coraz bardziej się pogrążał, sądząc po nagłym spadku temperatury w pomieszczeniu
i gęsiej skórce, którą poczuł. - To znaczy... - Zacisnął powieki, próbując poskładać
wirujące szaleńczo myśli, ale nie był w stanie tego zrobić. - Widziałem cię i myślałem,
że z tobą tańczę. Widziałem cię, kiedy zamknąłem oczy. Chciałem, żebyś to był ty. A
później je otworzyłem i naprawdę cię zobaczyłem. I przestraszyłem się tego, co sobie
pomyślisz. I się potknąłem. I ona na mnie wpadła. Ale ją zepchnąłem! Widziałeś, że
ją zepchnąłem? - Spojrzał z nadzieją w obserwującą go z uwagą twarz Snape'a,
który w czasie, kiedy Harry mamrotał wyjaśnienia, podszedł do niego i teraz stał tuż
przed nim i przypatrywał się z uwagą jego rozszerzonym, zamglonym alkoholem
zielonym oczom, jakby poddawał je analizie.
Przez chwilę panowała cisza. A wszystkie zmysły Harry'ego, które były w stanie
odbierać jeszcze jakiekolwiek bodźce, krzyczały, żeby nie ruszał się i nie odzywał.
- Dobrze - powiedział w końcu Severus i Harry poczuł, że całe jego ciało omdlewa z
ulgi, chociaż powoli już zapominał czego ona dotyczyła. - Ale ograniczysz kontakty z
panną Weasley do niezbędnego minimum. Nie wiem, czy w stanie, w którym się
obecnie znajdujesz, cokolwiek do ciebie dotrze, lecz z pewnością pamiętasz moje
ostrzeżenie? Jeżeli jeszcze raz przyłapię cię z nią sam na sam, nie będę słuchał
żadnych wyjaśnień.Żadnych.
Harry pokiwał głową i opuścił ją na pierś Severusa, ponieważ właśnie dotarło do
niego, że przecież kręciło mu się w głowie. Jakoś na chwilę o tym zapomniał, kiedy
patrzył w te dwa czarne tunele.
- No to... dobrze, że dobrze. To ja... jestem zmęczony... - oderwał się od Severusa. -
Idę wziąć prysznic - oświadczył po chwili i nierównym krokiem ruszył w kierunku
czegoś, co wyglądało jak drzwi. Przesuwał się po chwiejnym gruncie podłogi w
niezwykle prosty technicznie sposób - wbijał wzrok w cel, do którego chciał się
dostać, i patrzył na niego tak długo, dopóki nie zaczął się do niego zbliżać. Cel, nie
Harry.
Ale tym razem poskutkowało to jedynie tym, że potknął się o nogę stojącego przed
biurkiem krzesła, którego nie zauważył, i z impetem runął na podłogę.
Jęknął, czując, że coś mu chrupnęło w nosie, którym uderzył w twardą powierzchnię.
Poczuł przenikliwy ból, który zdawał się promieniować aż do mózgu.
Uniósł się na łokciach i odkrył, że nic nie widzi. Kawałki potłuczonego szkła i oprawki
jego okularów leżały na podłodze. Usłyszał kroki i po chwili poczuł silne pociągnięcie
za bluzę, które podniosło go i postawiło na nogi.
- Potter, na litość... Jak ty tutaj w ogóle dotarłeś? - zapytał cierpko Snape, dotykając różdżką jego nosa. - Zaboli. Episkey.
Harry krzyknął i złapał się za nos, czując kolejne przeszywające ukłucie bólu i
spływającą po wargach krew.
- Ała! To bolało!
Mężczyzna przewrócił oczami, zanim schylił się po jego okulary i rzucił kolejne
zaklęcie:
- Oculus reparo.
Ostrożnie włożył mu je na nos. Harry zamrugał i uśmiechnął się z wdzięcznością. Nie
wiedział dlaczego, ale ten gest wydał mu się taki... czuły. Severus skrzywił się i
odsunął.
- Chodź, ty głupi dzieciaku. - Złapał go za ramię. - Nie możesz w takim stanie wracać
do wieży. - Po tych słowach pociągnął go do swoich komnat, a kiedy już się w nich
znaleźli, popchnął go na fotel i podszedł do jednej z półek.
- Przestało tak kołysać - oznajmił Harry, pocierając twarz, czym rozmazał krew
jeszcze bardziej. - Ale nadal wszystko wiruje.
Odwrócony plecami Snape prychnął, ale nie skomentował tego. Po jakimś czasie
podszedł do Harry'ego, trzymając w dłoni szklankę z mętnym, jasnobłękitnym
płynem.
- Pij - rozkazał, podając mu ją.
- Co to jest? - Harry zmarszczył brwi.
- Coś, po czym poczujesz się lepiej.
- Ale ja się dobrze czuję - wyszczerzył się Harry. - Tylko ściany i meble jakoś dziwnie
się na mnie uwzięły.
- Nie dyskutuj ze mną, tylko pij.
- Nie. - Harry odstawił szklankę na stolik. - Ostatni raz, kiedy mi to dałeś, poczułem
się gorzej, a nie lepiej. Pamiętam. Dużo gorzej.
Severus zmarszczył brwi i wbił w niego ostre jak brzytwa spojrzenie.
- Potter, nie zmuszaj mnie, abym użył siły.
Harry przytrzymał się poręczy, aby wstać, po czym chwiejąc się lekko, spojrzał na
Snape'a wyzywająco.
- Nie chcesz mnie wykoszy... rzystać, Severusie?
Mężczyzna prychnął i spojrzał w bok.
- Tak, z tą krwią rozmazaną na twarzy i głupkowatym uśmiechem wyglądasz bardzo
pociągająco.
Harry wyszczerzył się.
- Naprawdę?
Snape wyjął różdżkę i rzucił zaklęcie czyszczące na twarz Harry'ego.
- Przestań się ze mną drażnić i wypij wreszcie ten eliksir.
- A ty ciągle tylko o tym eliksirze... - Harry westchnął z irytacją, przysuwając się bliżej i owijając ramiona wokół tali Snape'a. - Dlaczego nie chcesz mnie wykoszy...
szyrzystać?
- Jesteś pijany - wycedził mężczyzna, spoglądając na niego z góry zmrużonymi
oczami.
- Ostatnio ci to nie przesz... kadzało - odparł Harry, uśmiechając się szeroko. - I
podobało mi się. Możemy to powtórzyć.
- Potter, bycie wykorzystanym polega przede wszystkim na tym, że powinno