Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 178 179 180 181 182 183 184 185 186 ... 508
Перейти на страницу:

oczom Luny, ale nie śmiał się odezwać. - Twoja przyjaciółka chyba za dużo wypiła,

Harry - zachichotała nerwowo Tonks, ale jej włosy nie rozjaśniły się.

- Nie zwracaj się do mnie tak, jakby mnie tutaj nie było - wyszeptała Luna, wbijając w

nią nieco rozmyte spojrzenie. - Wiesz, jak mam na imię.

Harry przełknął swoje piwo i przeniósł wzrok na Tonks, czekając na jej reakcję. Po

raz pierwszy widział taką mozaikę uczuć na wiecznie rozmarzonej twarzy Luny. Był

już niemal pewien, że wszystkie jego podejrzenia okazały się prawdą. Ale wolał się

na razie nie mieszać i poczekać na dalszy rozwój wypadków.

- Może pójdziecie potańczyć? Zabawcie się. - Wyglądało na to, że Nimfadora próbuje

odzyskać kontrolę nad sytuacją. - W końcu to wasza impreza. Nie powinniście

siedzieć tutaj ze swoim nauczycielem i...

Harry widział, że twarz Luny czerwienieje i dziewczyna otwiera usta, żeby coś

powiedzieć, ale w tej samej chwili wyrosła obok nich potężna sylwetka Hagrida.

- Musiałem pogadać ze starym kumplem - zadudnił. - Chyba nic mnie nie ominęło?

Nieświadomy krępującej ciszy, która zawisła w powietrzu, usiadł pomiędzy Harrym a

Tonks i Luną, rozdzielając ich. Harry odchrząknął i postanowił zagadać Hagrida, by

Luna i Tonks mogły sobie wyjaśnić jakieś dręczące ich sprawy. Albo po prostu

pogapić się w obrus lub na ścianę, jeżeli tego im potrzeba.

- Cieszę się, że przyszedłeś - wymamrotał.

- Miałem opuścić taką imprezę? - zadudnił Hagrid. - Zresztą stęskniłem się trochę za

Ronem i Hermioną. Odwiedzają mnie jeszcze rzadziej niż ty. - Spojrzał w swój kufel i

westchnął. - Nikt już nie pamięta o starym gajowym.

- Przestań, Hagridzie. Oczywiście, że pamiętamy. Odwiedzę cię w święta, obiecuję.

Przecież zostaję w Hogwarcie. Wiesz o tym, prawda?

- Taa. Przykro mi z tego powodu, Harry.

- Dlaczego przykro? - Harry zmarszczył brwi i spojrzał ze zdziwieniem na

przygnębionego półolbrzyma.

- Wiem, że wolałbyś spędzić święta z Ronem i Hermioną, zamiast gnić tutaj ze

starymi profesorami - mamrotał Hagrid, wpatrując się w swój kufel z takim uporem,

jakby to była jedyna rzecz, która jeszcze utrzymywała go pionowo. - Myślisz, że nie

próbowałem się za tobą wstawić? Jak tylko się dowiedziałem, że zamierzają zostawić

cię tutaj na święta, popędziłem do dyrektora i powiedziałem mu... Tak mu

powiedziałem... że jesteś młody i że Artur i Molly to świetni czarodzieje i że będzie ci bardzo przykro, jeżeli będziesz musiał tu zostać... I Ronowi będzie przykro, i

Hermionie... I mi też, bo kiedy tobie jest przykro, Harry, to mnie też nie jest najlepiej...

- Harry spróbował ukryć zażenowanie, upijając kolejny, bardzo duży łyk piwa. - Ale

dyrektor nie chciał mnie słuchać. Powiedział, że całkowicie ufa Snape'owi i jeżeli

Snape twierdzi, że musisz zostać, to...

Harry opluł piwem cały stół. Przez chwilę krztusił się, nie mogąc złapać tchu. Udało

mu się to dopiero, kiedy poczuł na plecach uderzenie wielkiej dłoni Hagrida. Uderzył

czołem o blat, przez co zakręciło mu się w głowie.

- Przepraszam, Harry. Nic ci nie jest?

Harry pokiwał głową, gwałtownie łapiąc oddech i czując drżące w oczach łzy.

- P-profesor Snape powiedział dyrektorowi, że powinienem zostać na święta w

Hogwarcie? - zapytał. Musiał usłyszeć to ponownie. Bał się, że się przesłyszał.

- Tak - odparł nieco zbity z tropu Hagrid. - Przepraszam, Harry. Nie wiedziałem, że aż

tak cię to zdenerwuje. Wiem, że psor Snape niezbyt cię lubi, ale moim zdaniem to po

prostu...

Ale Harry nie słuchał już dalej. Wpatrywał się w opryskany piwem stół szeroko

otwartymi oczami i nie mógł uwierzyć własnym uszom.

Snape! Ten wredny, podstępny, ślizgoński Snape! Jak on mógł? Harry prosił go i

niemal błagał na kolanach, aby pozwolił mu spędzić ze sobą święta, a to on był tym,

który doprowadził do tego, że jednak zostanie w Hogwarcie! Zrobił to specjalnie! Tak

wszystko ukartował, aby to Harry prosił go i błagał! I jak zwykle dał mu się

przechytrzyć! Dlaczego wcześniej o tym nie pomyślał? Tylko skończony kretyn

uwierzyłby, że Snape tak łatwo pozwoli się zmanipulować i nabierze się ta ten, och,

jakże sprytny plan. To on pociągał za sznurki od samego początku. Mógł się tego

domyślić. Snape za bardzo oponował, za bardzo "nie chciał". I pamiętał, tak, teraz pamiętał. I rozumiał. Rozumiał, dlaczego na wspomnienie, że Harry się poddaje i w

takim razie idzie powiedzieć Dumbledore'owi, że pojedzie jednak do Weasleyów...

dlaczego Snape spojrzał na niego z takim zaskoczeniem. I zobaczył gniew w jego

oczach. Był zły, bo pomyślał, że jego plan nie wypalił. Że Harry'emu nie zależało aż

tak bardzo na spędzeniu z nim świąt i że sam się tej możliwości pozbawił przez

swoje durne zagrywki. Ale kiedy Harry zaczął "szantażować" go swoim wielce

podstępnym planem, mógł w końcu łaskawie zgodzić się na jego prośby.

Co za... Snape!

Harry uderzył czołem o blat.

Znowu pozwolił mu się wykiwać. Niech go szlag! Niech go...

Zaraz!

Zmarszczył brwi, pozwalając, by cały gniew spłynął z niego, odsłaniając sedno.

Przecież... przecież skoro Snape powiedział Dumbledore'owi, że Harry powinien

zostać w Hogwarcie, to znaczyło, że... że... chce spędzić z nim święta! Że też chce

spędzić z nim święta. Święta. Z nim. Spędzić. Chce.

Harry poczuł ciepło w żołądku. Uśmiechnął się do siebie.

Cały Snape. Nie mógł pozwolić, aby Harry dowiedział się, że także chce spędzić z

nim święta, więc wymyślił cały ten plan. To było... to było...

Och, do diabła! Miał ochotę po prostu zerwać się, uciec stąd i pobiec do niego.

Pobiec i powiedzieć mu, że tak, zostanie, że powinien był mu po prostu powiedzieć,

że on także chce z nim spędzić święta, że jeżeli tylko zechce, to Harry spędzi z nim

całe życie... że zrobiłby dla niego wszystko, że nie potrafi już bez niego istnieć, że

go... kocha...

Poczuł, że mimowolnie się rumieni.

Kocha... To słowo wydawało się takie dziwne... takie niepasujące.

Harry słyszał je często. Zakochane pary, które widywał na korytarzach przez cały

czas, obrzucały się tym słowem, jakby to był jakiś... ochłap. Coś tak zwyczajnego i

trywialnego, że nie warto zaprzątać sobie tym głowy przez czas dłuższy, niż jest

potrzebny, aby je wypowiedzieć.

Ale Severus... czy mógł używać tego słowa w stosunku do tego, co do niego czuł?

Wciąż wydawało mu się zbyt duże, zbyt... poważne. Może dlatego, że nikt mu tego

nigdy nie mówił? Przez całe swoje życie nie usłyszał tego słowa ani razu. I ani razu

go nie użył. A przecież wiedział podskórnie... wiedział, że... że jednak jest ktoś, kto

go kocha. Hermiona i Ron, jego rodzice, Syriusz, a nawet może... może trochę

Dumbledore i Hagrid. I pani Weasley.

Ale... ale to było zupełnie co innego. Żadna z tych osób nie sprawiała, że czuł się

tak... tak... jakby jego serce chciało eksplodować, gdy tylko na nich spojrzał. Miał

ochotę wydrapać je sobie z piersi, aby chociaż na chwilę zamilkło i nie reagowało tak

gwałtownie na każde spojrzenie, każde słowo, każdy dotyk... Aby nie umierało i nie

odradzało się na nowo z powodów, których sam nie do końca rozumiał.

Czy to... czy to właśnie oznaczało "kochać"?

Jeżeli tak... to był w bardzo poważnych tarapatach.

1 ... 178 179 180 181 182 183 184 185 186 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)