Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фанфик » Desiderium Intimum
Desiderium Intimum - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Desiderium Intimum

Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:

HP/SS (NC-17)
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
1 ... 181 182 183 184 185 186 187 188 189 ... 508
Перейти на страницу:

Czuł spływające po policzkach łzy i zanikające powoli fale niemożliwej do opisania

przyjemności.

O tak, jakże łatwo było oszukać umysł... Severus miał rację.

Stał jeszcze przez chwilę, przyciskając czoło do drewnianych desek i próbując

wyrównać urywany, ciężki oddech. Miał wrażenie, że wszystkie jego mięsnie roztopiły

się. Jego dłoń drżała, kiedy w końcu odważył się oderwać ją od ust. Uniósł rozpalone

powieki. Kręciło mu się w głowie. Jeszcze bardziej niż wcześniej.

Zza ściany dochodziły pomruki i sapanie. Doprowadził się do porządku i po chwili

wahania zdecydował się zerknąć jeszcze raz. Jeden, ostatni raz.

Luna leżała na stojącym pod ścianą drewnianym stole. Naga. Jej niewiarygodnie

blada skóra lśniła w świetle księżyca, kiedy wyginała się, odrzucając głowę do tyłu.

Jasne włosy spływały ze stołu i niemal sięgały podłogi. Pomalowane na czarno

paznokcie Nimfadory zaciskały się na rozchylonych i uniesionych w górę udach

Luny... A Tonks klęczała pomiędzy nimi... Jej iskrzące wszystkimi kolorami tęczy

włosy opadły na drżące w spazmach podbrzusze dziewczyny i Harry nie mógł

zobaczyć nic poza powolnym, leniwym rytmem, w którym poruszała się głowa Tonks.

Oderwał się od szczeliny i oparł plecami o ścianę, czując, że serce ponownie

podskakuje mu do gardła, pragnąc niemal wyrwać mu się z piersi. Czuł, jak jego

policzki płoną.

Nie, dosyć tego! To było... zbyt intymne. Nie mógł tak stać tutaj i... A co jeżeli ktoś

podglądałby jego i Snape'a? Nie, musiał odejść. Zostawić je. Pozwolić, by były...

szczęśliwe ze sobą.

Nawet, jeżeli on sam czuł się teraz przerażająco rozdarty. I tak straszliwie samotny...

Odepchnął się od ściany i zataczając się nieco, ruszył w drogę powrotną do gospody,

wciąż nie potrafiąc uwierzyć w to, co zobaczył. A jednocześnie nie mogąc pozbyć się

z głowy ostatniego obrazu. Naga Luna i klęcząca pomiędzy jej udami Tonks...

Dlaczego jego rozdygotany umysł od razu podsunął w to miejsce jego samego i

Severusa? Merlinie, gdyby tak Severus kiedyś... pewnego dnia... też uklęknął przed

nim i... i...

Nie! Już dosyć! Nie może o tym myśleć! To się nigdy nie wydarzy...

Zagryzł wargę i zatrzymał się, wpatrując się w iskrzący w blasku księżyca śnieg.

Luna i Tonks... Jasne, że podejrzewał to już od dawna. Od kiedy zobaczył Lunę

biegającą po Hogwarcie z listami dla Tonks. Co to mogły być za listy? Miłosne? Ale

nie podejrzewał, że to... że to okaże się prawdą.

W gruncie rzeczy to była pocieszająca myśl. Że nie tylko on ma taki problem... Że nie

tylko on musi się ukrywać.

Ale... No właśnie, "ale"... Pomimo podobieństw, ich sytuacja wyglądała jednak

zupełnie inaczej. Nawet gdyby jakimś cudem ich związek wyszedł na jaw... Cóż,

Tonks to jednak nie Snape. Pewnie miałyby nieprzyjemności, ale gdyby ktoś się

dowiedział, że były Śmierciożerca, wciąż podejrzewany przez większość

czarodziejskiego świata o pozostawanie wiernym sługą Voldemorta, najbardziej

znienawidzony nauczyciel w szkole ma romans ze Złotym Chłopcem, Wybrańcem,

największą nadzieją czarodziejskiego świata...

Nie, to jednak nie było to samo. Nikt by tego nie zaakceptował. Wszyscy by się od

niego odwrócili. Wiedział o tym.

Ale... ale wiedział też, nie, był niemal całkowicie pewien, że potrafiłby to poświęcić.

Potrafiłby poświęcić wszystko... aby z nim być.

Chociaż pewnie nigdy nie dostanie tego, o czym najbardziej marzył. Tak, to prawda,

że był coraz bliżej, ale ta jedna rzecz nadal wydawała mu się tak odległa... I kiedy

widział, jak Tonks tak od niechcenia, tak lekko, bez żadnego problemu daje ją

Lunie... jak daje jej wszystko...

Zagryzł wargę i potrząsnął głową. Musi o tym zapomnieć. O wszystkim zapomnieć. O

smutku, o tęsknocie, o samotności. Tak. Zapomnieć. To był dobry plan.

*

Kiedy Harry wrócił do gospody, Ron i Hermiona siedzieli przy stoliku, pochyleni ku

sobie, a Hagrid nadal spał. Opadł ciężko na ławkę i westchnął.

- Och, Harry. - Hermiona oderwała się od Rona, mocno zaczerwieniona. - Nie

zauważyliśmy, kiedy wróciłeś. A gdzie Luna i Tonks?

- Ach, one... ee... postanowiły jeszcze trochę zostać, bo stwierdziły, że tutaj jest... za gorąco. Tak, za gorąco - wymamrotał szybko, rozglądając się za pozostawioną przez

Tonks butelką. Przecież widział jak ją gdzieś tutaj odstawiała.

- Och, to.. dobrze - mruknęła Hermiona, spoglądając na ciągnącego ją za rękaw

Rona. Przez chwilę wyglądała, jakby walczyła ze sobą, rozdarta pomiędzy czymś, co

najwyraźniej chciała kontynuować a elementarnym poczuciem obowiązku. Ale

widząc, że Harry'ego bardziej interesuje podłoga, odwróciła się do Rona i

uśmiechając się nieśmiało, pozwoliła mu przyciągnąć się do kolejnego pocałunku.

Harry zsunął się z krzesła i zaczął na kolanach przeczesywać podłogę. Starał się nie

zwracać uwagi na dłoń Rona, uparcie wędrującą pod spódniczkę Hermiony, która

równie uparcie próbowała go powstrzymywać i ciągle ją odsuwała.

Jest! Ciemna, zakorkowana butelka stała za krzesłem pochrapującego głośno

Hagrida. Harry dorwał ją, wygrzebał się spod stołu, przysunął sobie kufel z resztką

piwa kremowego i nalał do pełna znajdującej się w butelce przezroczystej cieczy.

Zapach, który uderzył w jego nozdrza, kiedy przysunął trunek do ust, wycisnął mu

niemal łzy z oczy. Opuścił powieki i wziął łyk.

W pierwszej chwili miał wrażenie, jakby napił się płynnej lawy. Piekły go wargi, język i przełyk i obawiał się, że tak je sobie poparzył, że powstaną bąble. Otworzył

załzawione oczy i spojrzał na migdalących się Rona i Hermionę.

Wszędzie. Wszędzie wszyscy się obmacywali, całowali i robili wszystkie te rzeczy,

których on nie mógł robić.

Cholera!

Poczuł, że wzrasta w nim frustracja. Skoncentrował rozmywający się wzrok na swoim

kuflu i powziął decyzję. Przyłożył go do ust i wziął kolejny łyk. I kolejny. I jeszcze

jeden. Po jakimś czasie stracił rachubę i z zaskoczeniem zauważył, że napój nie był

jednak aż tak okropny, jak na początku. Może po jakimś czasie traci swą moc?

Pamiętał, że wypił chyba cały kufel. I że nalał sobie kolejny. Nie, raczej nie. Miał taki zamiar, ale jakoś po pewnym czasie uświadomił sobie, że w butelce już nic nie ma.

Albo może to było po trzech kuflach?

I chyba wróciła Luna i Tonks. Tak mu się przynajmniej wydawało. I Tonks coś do

niego krzyczała. I Hermiona krzyczała. I ogólnie wszyscy się jakoś głośno

zachowywali. I ciągle nim potrząsali. A przecież chciał tylko wspiąć się na czubek

choinki. Było tam takie jasne światełko i wydawało mu się niezwykle wręcz

interesujące. Migotało i w ogóle.

A później nagle znalazł się na dworze. Razem z mnóstwem innych ludzi. Wyglądali

jakby gdzieś szli. I cieszył się, że nie tylko on się tak zatacza. Było głośno. Wszyscy

się śmiali. Ale jemu nie chciało się śmiać.

Chciał do Severusa.

Potem pamiętał schody. Wszyscy go wyprzedzili. Jak oni mogli tak szybko chodzić?

On musiał robić dwa kroki w tył, zanim udawało mu się wykonać jeden do przodu.

Robiło się coraz ciszej i ciszej. Aż w końcu zrobiło się zupełnie cicho. Harry

przystanął i próbował się rozejrzeć, ale szybko zrezygnował, kiedy wszystko nagle

zawirowało i niemal się przewrócił.

Był sam. I chciał do Severusa.

Chciał się z nim zobaczyć. Bardzo chciał. Rozpaczliwie chciał. Tęsknił za nim.

1 ... 181 182 183 184 185 186 187 188 189 ... 508
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)