Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
— Co? — zapytała z opuszczonym spojrzeniem. — Ach. Bardzo niewielu, nawet włączając w to kobiety z Wieży, wiedziało, czym jest Callandor, zanim go dobyłeś, niemniej jednak niektóre zakamarki Biblioteki Wieży kryją zaskakujące rzeczy. Parę lat temu przeprowadziłam małe śledztwo, kiedy po raz pierwszy powzięłam podejrzenie, że być może dziecko takie jak ty ssie właśnie pierś matki. Tuż przed moją decyzją odejścia na emeryturę. Z dziećmi jest zawsze mnóstwo zachodu, poza tym jakoś nie potrafiłam sobie wyobrazić, jak cię znaleźć, zanim nie staniesz się dojrzały.
— Co masz na myśli? — zapytał ostro.
Cadsuane spojrzała wówczas na niego. Z tymi rozwianymi włosami i płatkami śniegu osiadającymi na sukni wyglądała jak prawdziwa królowa.
— Powiedziałam ci, że nie zniosę niegrzeczności. Jeśli powtórnie poprosisz mnie o pomoc, spodziewam się, że uczynisz to grzecznie. I liczę na przeprosiny za dzisiejsze zachowanie!
— Co miałaś na myśli, mówiąc o Callandorze?
— Jest uszkodzony — odparła grzecznie — brakuje mu tłumika, który czyni inne sa’angreale bezpiecznymi w użytkowaniu. I najwyraźniej powoduje tylko intensyfikację oddziaływania skazy, przepełniając umysł szaleństwem. Przynajmniej póki używa go mężczyzna. Jedynym bezpiecznym sposobem, abyś mógł posługiwać się Mieczem Który Nie Jest Mieczem, jedynym sposobem korzystania zeń bez ryzyka natychmiastowej śmierci albo spróbowania dokonania Światłość jedna wie jakich rzeczy w szaleństwie, jest połączenie z dwoma kobietami, z których jedna będzie plotła strumienie.
Wyszedł z komnaty, starając się nie garbić. A więc nie tylko dziwaczność saidina wokół Ebou Dar zabiła Adleya. Zamordował człowieka w momencie, gdy wyprawił Narishmę po ten przedmiot.
Ścigał go głos Cadsuane.
— Pamiętaj, chłopcze. Musisz bardzo ładnie poprosić i błagać o wybaczenie. Być może nawet się zgodzę, jeśli twe przeprosiny będą dostatecznie szczere.
Rand ledwie słyszał jej słowa. Miał nadzieję, że znowu użyje Callandora, gdy tylko będzie dostatecznie silny. Teraz został tylko jeden sposób, a na myśl o nim czuł ogarniające go przerażenie. W jego uszach dźwięczały słowa innej kobiety, dawno nieżyjącej kobiety. „Możesz rzucić wyzwanie Stwórcy”.
28
Szkarłatny cień
Nie przypominało to stosownej scenerii dla wybuchu napiętej sytuacji, którego Elayne cały czas się obawiała. Harlon Bridge było wioską średniej wielkości, z trzema gospodami i wystarczającą liczbą domostw, by nikt nie musiał spać na stryszku. Kiedy tego ranka Elayne i Birgitte zeszły po schodach do wspólnej sali, pani Dill, krągła karczmarka, uśmiechnęła się ciepło i skłoniła tak głęboko, na ile pozwalała jej tusza. Nie chodziło tylko o to, że Elayne jest Aes Sedai. Panią Dill do tego stopnia cieszyła gospoda pełna gości — zwłaszcza kiedy drogi całkowicie zasypał śnieg — że kłaniała się prawie każdemu. Na ich widok Aviendha szybko przełknęła resztki chleba i sera, strzepnęła kilka okruszków z zielonej sukni i porwała ciemny płaszcz z zamiarem przyłączenia się do nich.
Na zewnątrz słońce właśnie zerkało ponad horyzont, kreśląc na nim wielką kopułę bladej żółci. Kilka rozproszonych chmur znaczyło piękny błękit nieba, poza tym były białe i puszyste, i nic nie zwiastowało opadów. Dzień wydawał się znakomity na podróż.
Natychmiast jednak doszło do pierwszego zgrzytu — Adeleas już dreptała w ich stronę po zaśnieżonej ulicy, siwowłosa siostra wlokła za rękę jedną z kobiet Rodziny, Garenię Rosoinde. Garenia była kobietą o wąskich biodrach, Saldaeanką która przez ostatnie dwadzieścia była lat kupcem, aczkolwiek wyglądała na parę lat tylko starszą od Nynaeve. W normalnych okolicznościach silnie zakrzywiony nos nadawał jej twarzy nieustępliwy wyraz kogoś, kto z pewnością będzie się ostro targować i na jotę nie ustąpi. Teraz ciemne, nakrapiane oczy ziały w twarzy niczym dwie studnie, a szeroko otwarte usta zamarły w bezsłownym jęku. Za nimi wędrowała powiększająca się z każdą chwilą gromadka Kuzynek, które unosiły spódnice ponad śniegiem, szepcząc coś między sobą, a następne wciąż do nich dołączały, zbiegając się ze wszystkich stron. Reanne i pozostałe członkinie Kółka Dziewiarskiego szły na czele, na wszystkich twarzach zamarł ponury grymas, jedynie Kirstian była spokojna, chociaż znacznie bledsza niż zwykle. Alise była wśród nich również, jednak wyraz jej oblicza pozostawał nieodgadniony.
Adeleas zatrzymała się przed Elayne i pchnęła Garenię tak mocno, że kobieta musiała podeprzeć się rękoma, aby nie upaść w śnieg całym ciałem. W takiej też pozycji zamarła, wciąż niemo krzycząc. Kuzynki zebrały się za nią, ich liczba wciąż rosła.
— Do ciebie przychodzę z tą sprawą, ponieważ Nynaeve jest zajęta — oznajmiła Brązowa siostra, zwracając się do Elayne. Chciała w ten sposób dać do zrozumienia, że Nynaeve korzysta z jednej z nielicznych chwil na osobności z Łanem, jednak po raz pierwszy nawet cień uśmiechu nie zagościł na jej wargach. — Bądź cicho, dziecko! — warknęła na Garenię, która natychmiast posłusznie zamilkła. Adeleas z satysfakcją skinęła głową. — To nie jest Garenia Rosoinde — powiedziała. — W końcu ją rozpoznałam. Ma na imię Zarya Alkaese, jest nowicjuszką, która uciekła z Wieży niedługo przedtem, zanim Vandene i ja postanowiłyśmy się wycofać i przystąpić do spisania naszej historii świata. Kiedy jej to zarzuciłam, przyznała się do wszystkiego. Jestem zaskoczona, że Careane nie rozpoznała jej wcześniej, wszak razem odbywały przez dwa lata nowicjat. Prawo stanowi wyraźnie, Elayne. Uciekinierka musi zostać odziana w biel tak szybko, jak to tylko możliwe, i trzymana pod surowym nadzorem, póki nie wróci do Wieży, gdzie poniesie stosowną karę. Po czymś takim odechce jej się raz na zawsze uciekać!
Elayne powoli pokiwała głową, próbując wymyślić jakąś odpowiedź. Niezależnie od tego, czy Garenia — Zarya — planowała nową ucieczkę, nie należało dawać jej okazji. Była bardzo silna, jeśli szło o władanie Mocą, Wieża nie pozwoliłaby jej odejść, nawet gdyby resztę życia miało jej zabrać zdobycie szala. Elayne jednak przypomniała sobie coś, co ta kobieta powiedziała, gdy spotkały się pierwszy raz. Wówczas sens jej słów nie całkiem do niej dotarł, teraz jednak pojęła, o co chodziło. W jaki sposób Zarya mogłaby przywdziać znowu biel nowicjuszki, po tym jak przez siedemdziesiąt lat żyła jako niezależna kobieta? Co gorsza, szepty wśród Kuzynek zaczynały powoli brzmieć niczym głuchy pomruk grzmotu. Nie zostawiono jej wiele czasu do namysłu, Kirstian bowiem padła znienacka na kolana, jedną dłonią chwytając rąbek spódnicy Adeleas.
— Zdaję się na waszą łaskę — oznajmiła tonem, który pozostawał w zadziwiającej sprzeczności z obliczem, z którego uciekła wszelka krew. — Zostałam wpisana do księgi nowicjuszek prawie trzysta lat temu i uciekłam niecały rok później. Przyznaję się i... błagam o zmiłowanie.
Tym razem to siwowłosa Adeleas wytrzeszczyła oczy ze zdziwienia. Kirstian twierdziła, że uciekła z Wieży w czasach, gdy ona sama jeszcze była niemowlęciem, jeśli nawet nie przed jej narodzinami! Większość sióstr wciąż nie bardzo wierzyła w wiek, jakim szczyciły się Kuzynki. Kirstian w rzeczy samej wyglądała na kobietę, która dopiero wkroczyła w wiek średni.
Mimo to Adeleas szybko odzyskała panowanie nad sobą. Jakkolwiek stara była tamta kobieta, Adeleas była Aes Sedai dłużej, niźli wynosił żywot normalnego człowieka. Otaczała ją aura dojrzałości i autorytetu.
— Jeśli tak istotnie jest, dziecko — jej głos zadrżał odrobinę przy ostatnim słowie — to obawiam się, że ciebie również musimy odziać w biel. I oczywiście nie unikniesz kary, jednak zapewne zostanie ona złagodzona przez wzgląd na to, że dobrowolnie się przyznałaś.