Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]
Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]

Электронная книга - «Milion nowych dni [One Million Tomorrows - pl]». Краткое содержание книги:

„Milion nowych dni” to powieść, której akcja rozgrywa się dwa wieki później, i w której pewien wierny małżonek zostaje uwikłany w biologiczny eksperyment związany z konsekwencjami nieśmiertelności. Powieść ciekawie napisana, niemal sensacyjna, ale wartka akcja to nie jest jej jedyny walor. Ciekawe jest również tło, w którym rzecz się dzieje. Autor wykazuje się wieloma nowymi, świeżymi pomysłami na temat, jak może wyglądać codzienne życie za dwieście lat. Taki np. klucz hotelowy wysyłający impulsy działające na fluoryzujące pod ich wpływem strzałki na ścianach korytarzy, i w ten sposób wskazujące drogę do własnego pokoju, mógłby być stosowany już dziś.
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 41
Перейти на страницу:

Jeszcze jednym z początkowych problemów było używanie biostatów do niewłaściwych celów. Podczas wstępnej gorączkowej rywalizacji między producentami, kiedy z dnia na dzień zbijano fortuny usiłując jak świat długi i szeroki ratować wszystkich chorych stojących u progu śmierci, okazywało się, że niektórzy ludzie obdarzają nieśmiertelnością swoje psy i koty. Wprowadzone z czasem ustalenia prawne przewidywały ograniczone użycie biostatów przez weterynarzy, ale wyścigi konne i inne dziedziny, w których prawdziwy wiek zwierząt odgrywa ważną rolę, przeżyły trzęsienie ziemi. Dzięki temu, że biostaty doprowadzają każdy normalnie zdrowy organizm do wyśmienitego stanu, zrodziła się moda na mięso nieśmiertelnych krów, owiec i świń, która na dobrą sprawę nigdy całkiem nie znikneła, nawet pod koniec dwudziestego drugiego wieku…

Czując na sobie czyjeś spojrzenie, Carewe obrócił głowę. Dziecko siedzące na kolanach pasażerki odwinęło się samo z kocyka i jego różową, lalkowatą buzię oświetlało teraz jaskrawe światło wpadające przez okna samolotu. Dwoje błękitnych oczu — mądrych, choć przecież uwięzionych w stanie permanentnej psychozy przez dziecięcą niezdolność odróżniania swojego „ja” od świata zewnętrznego — wpatrywało się pociesznie w Carewe’a. Cofnął się instynktownie, kiedy niemowlę wyciągnęło do niego pulchną rączkę. Spostrzegając nagle jego reakcję, matka przycisnęła dziecko do piersi. Popatrzyła mu przez chwilę zaczepnie w oczy, po czym jej spojrzenie ześliznęło się z Carewe’a i spoczęło gdzieś na horyzoncie prywatnego wszechświata, do którego nie miał wstępu żaden mężczyzna.

Sześciomiesięczne dziecko, pomyślał w popłochu. Niemowlę wyglądało na sześć miesięcy, ale całkiem możliwe, że miało tyle lat co on. Przez krótką chwilę wsłuchiwał się w narastający jęk silników samolotu, a potem wstał pośpiesznie z fotela i przeszedł do tyłu w poszukiwaniu wolnego miejsca. Jedyne nie zajęte znajdowało się obok stanowiska stewarda pokładowego. Carewe opadł ciężko na wolny fotel i siedział postukując palcem w zęby.

— Podziałała panu na nerwy, co? — spytał współczująco steward.

— Kto?

Steward ruchem głowy wskazał przód samolotu.

— Pani Denier, Latająca Holenderka — wyjaśnił. — Czasem myślę, że powinna płacić za dwa bilety.

— Zna ją pan?

— Wszyscy, którzy latają na trasie do Lizbony, znają panią Denier.

— Często podróżuje? — spytał Carewe, starając się okazać tylko lekkie zaciekawienie.

— Nie tyle często, ile regularnie. Co roku na wiosnę. Podobno trzydzieści lat temu rozbił się na tej trasie samolot, którym leciała ona, jej mąż i dziecko. Mąż zginął.

— O! — powiedział Carewe i pomyślał, że nie chce już nic więcej wiedzieć. Odetchnął głęboko powietrzem pachnącym plastikiem i wyjrzał przez okno. Samolot właśnie ruszał.

— Odsiedziała dziesięć lat za wstrzyknięcie biostatu dziecku i od tamtej pory nie ma wiosny, żeby się nie pojawiła.

— Niesłychana historia.

— Podobno chce w ten sposób wskrzesić przeszłość albo szuka takiej samej śmierci, ale ja w to nie wierzę. Ma pewnie jakiś interes po tamtej stronie oceanu. Kobiety tak długo nie rozpaczają.

Samolot dotarł na środek tunelu startowego i wycie silników osiągnęło wyższy ton. Tej fazy lotu Carewe nie znosił najbardziej — kiedy maszyna zaczynała się wznosić, nie miała dostatecznej prędkości, a pilot czasu na reakcję, żeby ją ratować, gdyby nawaliły silniki. Chciał oderwać się myślami od latania.

— Przepraszam — rzekł. — To te silniki.

— Mówiłem, że kobiety nie obnoszą się z żałobą aż tak długo.

— Jak długo?

— Z tego co słyszałem, najkrócej trzydzieści lat. Wierzyć się nie chce, prawda?

Carewe potrząsnął głową, myśląc o przetartym zapięciu nosidełka. Niemożliwe, żeby do tego stopnia się zużyło w ciągu trzydziestu lat. Wchodząc w atmosferę samolot zakołysał się podejrzanie i Carewe, przytrzy­mując się poręczy fotela, zadał sobie w duchu pytanie, czy przypadkiem w tym roku pragnienie pani Denier się nie spełni.

Rozdział siódmy

Było późne popołudnie, kiedy wahadłowiec Współnarodów z Kinszasy, śmigając z niemal balistyczną prędkością w kierunku północno-wschodnim, przeleciał nad luźnymi zabudowaniami miejscowości okręgu Nouvelle Anvers i zatoczył łuk w stronę leśnej polany.

Kiedy tego samego dnia, tylko wcześniej, Carewe leciał samolotem liniowym z Lizbony, przyglądał się z nadzieją rosnącym z rzadka drzewom i krzewom, które nadawały północnoafrykańskiej sawannie sielankowy wygląd. Miał bardzo blade pojęcie o tym, gdzie stacjonuje brygada antynaturystyczna, której Farma na mocy kontraktu dostarczała leków, i gdyby okazało się, że gdzieś na terenie przypominającej park sawanny, to najbliższe kilka miesięcy zapowiadałoby się nie najgorzej, niemalże przyjemnie. Jednakże krajobraz powoli ulegał zmianie i w tej chwili wahadłowiec pędził nad wiecznie zieloną dżunglą, wyglądającą tak, jakby mógł w niej zaginąć bez śladu nie tylko on sam, ale i cała ludzkość. Jego nastrój rozpaczy i samopotępienia jeszcze się pogłębił. Powinien był porzucić szaleńczy i melodramatyczny pomysł wstąpienia do brygady antynaturystycznej tamtego szarego ranka, nazajutrz po zerwaniu z Ateną. Służba w brygadach odbywała się na zasadzie dobrowolności, więc gdyby się wycofał, zrobiłoby to na niej jeszcze mniejsze wrażenie niż jego pierwotna decyzja, żeby do nich wstąpić. To był właśnie cały on — kiedy sytuacja wymagała zdecydowania, on się potulnie dostosowywał, kiedy zaś zwykły rozsądek nakazywał uległość, wówczas na przekór logice pozostawał nieugięty.

Gdy wahadłowiec brał zakręt w sennym, żółtym powietrzu, Carewe widział przez chwilę w odległości kilku kilometrów na północ przedziwnie zlokalizowaną burzę. Zdążył tylko spojrzeć wysoko w niebo, gdzie wykrył ledwie dostrzegalne naprężenie pól sterowania pogodą, i zaraz potem strzeliły w górę drzewa, zasłaniając mu widok. Wahadłowiec wylądował na końcu polany i warkot silników ustał. Carewe rozpiął pasy bezpieczeństwa, wstał i ruszył do wyjścia za czwórką pozostałych pasażerów, brodatych, milkliwych sprawnych. Tamci zeszli po schodkach na przygniecioną trawę, gdzie czekał na nich samochód terenowy, który ich powiózł w stronę prześwitu między drzewami, i Carewe został sam, czując się kompletnie zagubiony. Wyglądał właśnie przez właz, wdychając przesycone wilgocią obce powietrze, kiedy z komory na dziobie wyszła pilotka — krzepka blondynka w niebieskim uniformie Współnarodów. Popatrzyła na niego z ironicznym współczuciem, za co był jej głęboko wdzięczny.

Kiwnął głową wskazując palisadę drzew i spytał:

— Może mi pani powiedzieć, którędy drogą do najbliższej cywilizacji?

— A pan kogo reprezentuje? Farmę? — spytała pilotka z akcentem zdradzającym, że jest albo Angielką, albo Australijką.

— Farmę — potwierdził, podniesiony na duchu faktem, że usłyszał nazwę swojej firmy w zupełnie mu nie znanym otoczeniu.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 41
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)