Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 167
Перейти на страницу:

— Widzisz więc, Tréville — przerwał król — że to oni zaatakowali.

— W samej rzeczy, Najjaśniejszy Panie, nie ulega najmniejszej wątpliwości. Nakłaniali go więc, by się wycofał; ale on odparł, że sercem jest muszkieterem i wiernym sługą Waszej Królewskiej Mości, zostanie więc z panami muszkieterami.

— Dzielny młodzieniec! — szepnął król.

— I rzeczywiście został z nimi. Wasza Królewska Mość ma w jego osobie nie lada jakiego żołnierza, on to bowiem zadał panu de Jussac ów straszliwy cios, który tak bardzo rozgniewał pana kardynała.

— To on zranił Jussaca! — zawołał król. — On, to dziecko? Ależ Tréville, to niemożliwe.

— Tak jest, jak to miałem honor powiedzieć Waszej Królewskiej Mości.

— Jussac, jedna z pierwszych szpad w królestwie!

— Najjaśniejszy Panie, trafił na lepszego od siebie.

— Chcę widzieć tego młodzieńca, Tréville, chcę go widzieć i jeśli można coś dla niego zrobić, nie zapomnimy o nim.

— Kiedy Wasza Królewska Mość zechce go przyjąć?

— Jutro w południe, Tréville.

— Mam przyprowadzić tylko jego samego?

— Nie, niechaj przyjdą wszyscy czterej. Chcę im podziękować wszystkim razem, ludzie oddani trafiają się rzadko, Tréville, wierność należy wynagrodzić.

— W południe, Najjaśniejszy Panie, będziemy w Luwrze.

— Ale bocznymi schodami, Tréville, bocznymi schodami. Nie trzeba, żeby kardynał widział...

— Tak jest, Najjaśniejszy Panie.

— Rozumiesz, Tréville, edykt jest zawsze edyktem, tak czy inaczej pojedynki są zabronione.

— Ale ta potyczka nie miała nic wspólnego z pojedynkiem, to napaść; dowodem, że było pięciu gwardzistów kardynała przeciw moim trzem muszkieterom i panu d’Artagnanowi.

— To prawda — rzekł król — ale mniejsza o to, Tréville, przyjdźcie bocznymi schodami.

Tréville uśmiechnął się, ale jako że zyskał już dużo od tego dziecka, które buntowało się przeciw swemu panu, pożegnał z szacunkiem króla i oddalił się za jego pozwoleniem.

Jeszcze tego samego wieczora trzej muszkieterowie zostali powiadomieni o czekającym ich zaszczycie. Ponieważ znali już od dawna króla, przyjęli tę wiadomość bez większego wzruszenia, ale d’Artagnan, którego ponosiła gaskońska wyobraźnia, dopatrywał się w tej audiencji łaski losu i spędził noc na rozkosznych marzeniach. O ósmej rano był już u Atosa.

Zastał muszkietera ubranego i gotowego do wyjścia. Ponieważ spotkanie u króla wyznaczone było na godzinę dwunastą, Atos ułożył się z Porostem i Aramisem, że spędzą czas na grze w piłkę w traktierni położonej obok stajen luksemburskich. Atos zaprosił również d’Artagnana. Choć młodzieniec nie znał gry i nigdy nie brał w niej udziału, zgodził się chętnie, nie wiedząc, co ma robić z czasem do południa, była bowiem godzina dziewiąta.

Dwaj muszkieterowie byli już w traktierni i bawili się przerzucaniem piłki. Atos, który znakomicie opanował wszystkie cielesne ćwiczenia, przeszedł z d’Artagnanem na stronę przeciwną, by rozegrać z nimi partię. Ale jakkolwiek posługiwał się lewą ręką, już za pierwszym ruchem zrozumiał, że rana jest jeszcze zbyt świeża, by mógł sobie pozwolić na grę. D’Artagnan został więc sam, a ponieważ oświadczył, że zbyt kiepskim jest jeszcze graczem, by mógł rozpocząć partię, zabawiano się tylko przerzucaniem piłki nie licząc punktów.

Tymczasem piłka rzucona herkulesową ręką Portosa przeleciała tuż obok twarzy d’Artagnana i nasz bohater pomyślał sobie, że niewiele brakowało, by przepadła audiencja, nie mógłby bowiem z pokiereszowaną twarzą zjawić się u króla.

A ponieważ jego gaskońska wyobraźnia od tej wizyty uzależniała całą przyszłość, skłonił się uprzejmie Portosowi i Aramisowi, oświadczając, że rozegra z nimi partię dopiero wtedy, gdy będzie mógł im sprostać; za czym stanął za sznurem wśród widzów.

Na nieszczęście d’Artagnana, między widzami znajdował się gwardzista Jego Eminencji; wzburzony wczorajszą porażką swych towarzyszy, przyrzekł sobie, że skorzysta z pierwszej okazji, żeby się zemścić. Uznał tedy, że sposobna chwila nadeszła, i rzekł zwracając się do sąsiada:

— Nic w tym dziwnego, że ten młodzieniec boi się piłki; to na pewno przyszły muszkieter.

D’Artagnan odwrócił się, jakby ugryzła go żmija, i utkwił spojrzenie w gwardziście, który wypowiedział te zuchwałe słowa.

— Tam do licha — podjął gwardzista, chwacko podkręcając wąsa — możesz na mnie patrzeć, ile ci się podoba, mój panku, powiedziałem, co powiedziałem.

— A ponieważ to, co pan powiedział, jest aż nadto jasne i nie musisz swych słów tłumaczyć, proszę, byś zechciał mi towarzyszyć.

— A kiedyż to? — zapytał gwardzista z tą samą kpiącą miną.

— Natychmiast, jeśli łaska.

— Wiesz pan zapewne, kim jestem?

— Nie mam najmniejszego pojęcia i niewiele mnie to obchodzi.

— Szkoda, gdybyś bowiem znał me nazwisko, być może nie spieszyłbyś się tak bardzo.

— Jakże się pan nazywa?

— Bernajoux[*], do usług.

— Dobrze więc, panie Bernajoux, będę cię czekał przy bramie.

— Idę.

— Nie śpiesz się zanadto, nie trzeba, by widziano, że wychodzimy razem. Zbyt wiele ludzi przeszkodziłoby nam w naszych zamiarach.

— Zgoda — odparł gwardzista zdumiony, że jego imię nie wywarło żadnego wrażenia na młodym człowieku.

W istocie było to imię dobrze znane wszystkim prócz jednego może d’Artagnana, Bernajoux należał bowiem do tych zabijaków, którzy najczęściej brali udział w codziennych burdach: wszystkie edykty króla i kardynała były wobec nich bezsilne.

Portos i Aramis grali z takim zapałem, Atos zaś przyglądał się grze z tak wielkim zainteresowaniem, że nie zauważyli wyjścia młodego towarzysza, który zatrzymał się przy bramie, jak to zapowiedział gwardziście; w chwilę potem Bernajoux też się tam zjawił. Ponieważ d’Artagnan nie miał czasu do stracenia, zważywszy, że audiencja u króla była wyznaczona na dwunastą, rozejrzał się dokoła i widząc, że ulica jest pusta, powiedział:

— Na honor, bardzo to dla pana szczęśliwie się składa, choć nazywasz się Bernajoux, że masz do czynienia jedynie z kandydatem na muszkietera, bądź jednak spokojny, uczynię wszystko, co w mej mocy. Stawaj!

— Wydaje mi się jednak — rzekł gwardzista, któremu d’Artagnan dopiekł do żywego — że miejsce nie jest najlepsze i że raczej należałoby się bić za opactwem Saint-Germain albo na Pré-aux-Clercs.

— Bardzo rozsądnie pan mówi — odparł d’Artagnan — ale niestety, mam niewiele czasu, ponieważ wyznaczono mi spotkanie dokładnie na dwunastą. Stawaj więc, mój panie, stawaj!

Bernajoux nie należał do tych, którym trzeba dwa razy powtarzać podobne wezwanie. W tej samej chwili szpada błysnęła w jego dłoni i natarł na swego przeciwnika, spodziewając się, że młokosa tchórz obleci.

Ale d’Artagnan poprzedniego dnia odbył chrzest bojowy i ożywiony zwycięstwem, pełen pychy na myśl o czekających go faworach, postanowił nie cofać się ani o krok. Jakoż obie szpady w pierwszym złożeniu przywarły do siebie aż po rękojeść, a ponieważ d’Artagnan nie ruszył się z miejsca, przeciwnik musiał postąpić do tyłu. D’Artagnan uchwycił jednak moment, kiedy Bernajoux czyniąc ten ruch odsłonił się na chwilę, zamierzył się i ugodził go w ramię. Za czym nasz młodzieniec cofnął się o krok i uniósł szpadę; ale Bernajoux krzyknął mu, że walczy dalej, i rzucając się w ferworze na przeciwnika, sam nadział się na jego szpadę. Ponieważ jednak nie upadł i nie uznał się za pokonanego, lecz cofał się w kierunku pałacu pana de La Trémouille[*], w którego służbie znajdował się jego krewniak, d’Artagnan, nie zdając sobie sprawy z powagi tej drugiej rany, naciskał nań żywo i byłby niewątpliwie powalił go trzecim ciosem, kiedy odgłosy z ulicy dobiegły do sali gry w piłkę. Dwaj przyjaciele gwardzisty, którzy zauważyli, jak rozmawiał z d’Artagnanem i wyszedł w chwilę później, wypadli z bronią w ręce i rzucili się na zwycięzcę. Ale natychmiast pojawili się tam również Atos, Portos i Aramis i zmusili do odwrotu gwardzistów nacierających na ich młodego towarzysza. W tej chwili Bernajoux upadł, a jako że było dwóch gwardzistów na czterech muszkieterów, gwardziści poczęli krzyczeć: “Sam tu, ludzie pana de La Trémouille!” Na te krzyki kto żyw wybiegł z pałacu. Ludzie pana de La Trémouille rzucili się na czterech przyjaciół, którzy z kolei zaczęli wołać: “Sam tu, muszkieterowie!”

1 ... 13 14 15 16 17 18 19 20 21 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)