Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Tu! — zawołał parodiując słowa Biblii — tu zginął Bicaret, jedyny spośród tych, którzy z nim byli.
— Ale ich jest czterech przeciw tobie. Kończ, rozkazuję ci.
— Ach, jeśli to rozkaz, to co innego — rzekł Bicaret — jesteś moim dowódcą, muszę więc być posłuszny.
Za czym uskoczył do tyłu, złamał swą szpadę na kolanie, by jej nie oddać, cisnął odłamki za mur klasztoru, skrzyżował ręce na piersiach i zagwizdał pieśń gwardzistów kardynała.
Męstwo jest zawsze szanowane, nawet u wroga. Muszkieterowie złożyli Bicaretowi ukłon szpadami i włożyli je do pochew. D’Artagnan uczynił to samo, po czym z pomocą Bicareta, jedynego spośród gwardzistów, który trzymał się na nogach, zaniósł pod bramę klasztoru Jussaca, Cahusaca i tego z przeciwników Aramisa, który był tylko ranny. Czwarty, jak powiedzieliśmy, padł trupem na polu walki. Dali sygnał do odwrotu, zabierając cztery szpady zdobyte na pięciu przeciwnikach, i ruszyli pijani radością ku pałacowi pana de Tréville.
Widziano ich, jak szli zajmując całą szerokość ulicy, objąwszy się ramionami, zaczepiając każdego spotkanego muszkietera, tak że ich powrót zamienił się w końcu w marsz triumfalny. Serce d’Artagnana pełne było upojenia, szedł między Atosem i Portosem ściskając ich czule.
— Jeśli nie jestem jeszcze muszkieterem — powiedział do nowych przyjaciół przekraczając próg pałacu pana de Tréville — jestem chyba przyjęty do terminu, prawda?
Rozdział VI
JEGO KRÓLEWSKA MOŚĆ LUDWIK XIII
Zajście narobiło dużo hałasu. Pan de Tréville gniewał się na muszkieterów głośno i winszował im po cichu, trzeba było jednak co szybciej uprzedzić króla, i pan de Tréville pośpieszył do Luwru. Było już jednak za późno; król zamknął się z kardynałem i panu de Tréville powiedziano, że Najjaśniejszy Pan pracuje i nie może go przyjąć. Wieczorem pan de Tréville zjawił się znowu, kiedy król zasiadł do gry. Jego Królewska Mość wygrywał, a że odznaczał się wielkim skąpstwem, był w wyśmienitym humorze; toteż krzyknął z daleka, gdy tylko ujrzał Tréville’a:
— Pójdź no tu, panie kapitanie, pójdź, niech cię wyłajam! Czy wiesz, że Jego Eminencja przyszedł się poskarżyć na muszkieterów, a tak się tym wszystkim przejął, że jest teraz cierpiący. Ależ ci twoi muszkieterowie to diabły wcielone, doigrają się stryczka!
— Nie, Najjaśniejszy Panie — odparł Tréville, który zrozumiał od razu, jak się rzeczy mają — przeciwnie, to zacni chłopcy, łagodni jak baranki, a pragną tylko jednego, jestem tego pewien: służyć szpadą Waszej Królewskiej Mości. Ale cóż robić, skoro gwardziści pana kardynała wciąż szukają z nimi zwady: biedacy, muszą bronić honoru swych barw.
— Słuchaj no, panie de Tréville — rzekł król — można by pomyśleć, że mówisz o jakim zakonie! Doprawdy, mój miły kapitanie, bierze mnie ochota odebrać ci oficerski patent i ofiarować go pannie de Chémerault[*], którą przyrzekłem zrobić przeoryszą klasztoru. Nazywają mnie Ludwikiem Sprawiedliwym, mości Tréville, i wkrótce przekonamy się, jak się rzeczy mają.
— Właśnie dlatego, że ufam w twą sprawiedliwość, Najjaśniejszy Panie, cierpliwie i spokojnie czekam wyroku.
— Poczekaj więc, poczekaj — rzekł król — nie będziesz czekał długo.
W istocie szczęście odwróciło się, a ponieważ król zaczął przegrywać to, co uprzednio wygrał, rad był z pretekstu, który pozwalał mu wycofać się z wygraną.
Wstał więc po chwili i chowając do kieszeni pieniądze, których większą część stanowiła wygrana, powiedział:
— La Vieuville[*], zajmij moje miejsce, mam do pomówienia z panem de Tréville w ważnej sprawie. Ach! Miałem na stole dwadzieścia cztery luidory; wyłóż tę samą sumę, aby ci, co przegrali, nie czuli się pokrzywdzeni. Sprawiedliwość przede wszystkim.
Za czym, zwracając się do pana de Tréville i idąc z nim ku okiennej wnęce, król ciągnął dalej:
— A zatem powiadasz, że to gwardziści Jego Eminencji szukali zwady z muszkieterami?
— Tak, Najjaśniejszy Panie, jak zawsze.
— A jakże do tego doszło, hę? Wiesz bowiem dobrze, drogi kapitanie, że sędzia powinien wysłuchać obu stron.
— Mój Boże, w sposób najprostszy i najzwyczajniejszy w świecie. Trzej moi najlepsi żołnierze, których imiona są Najjaśniejszemu Panu znane i których oddanie niejeden raz miał okazję ocenić — a mogę zapewnić mego króla, że służą mu z całego serca — trzej moi najlepsi żołnierze, jak rzekłem, panowie Atos, Portos i Aramis, udali się na przechadzkę z pewnym młodzieńcem z Gaskonii, którego im poleciłem tego samego ranka. Celem przechadzki miało być Saint-Germain[*]; spotkali się właśnie obok karmelitów bosych, kiedy zaczepili ich panowie Jussac, Cahusac, Bicaret i dwaj inni gwardziści, którzy nie przybyliby tam zapewne w tak licznym towarzystwie, gdyby ich zamiary były w zgodzie z obowiązującymi edyktami.
— Więc tak! Dajesz mi do myślenia — rzekł król — zapewne sami przyszli się bić.
— Nie oskarżam ich, Najjaśniejszy Panie, ale sam orzeknij, co może robić pięciu uzbrojonych ludzi w miejscu tak bezludnym jak okolice klasztoru karmelitów bosych.
— Tak, masz słuszność, mój Tréville, masz słuszność.
— Kiedy jednak zobaczyli moich muszkieterów, zmienili zamiar i puścili w niepamięć niechęci osobiste, by przypomnieć sobie o niechęci do naszych barw. Wasza Królewska Mość wie dobrze, że muszkieterowie, którzy służą królowi i tylko królowi, są z natury rzeczy nieprzyjaciółmi gwardzistów pana kardynała.
— Tak, Tréville — rzekł król melancholijnie — i bardzo to smutne, wierzaj mi, że dwie są partie we Francji, dwie głowy królestwa; ale wszystko to się skończy, Tréville, wszystko się skończy. Powiadasz więc, że gwardziści szukali zwady z muszkieterami?
— Powiadam, że jest bardzo prawdopodobne, iż rzeczy wzięły taki obrót, ale nie mogę przysiąc, Najjaśniejszy Panie. Wiesz dobrze, jak trudno jest dojść prawdy, i jeśli nie jest się obdarzonym tym niezwykłym wyczuciem, które sprawiło, że Ludwik XIII otrzymał przydomek Sprawiedliwego...
— Masz słuszność, Tréville; ale twoi muszkieterowie nie byli sami, towarzyszył im jakiś chłopiec?
— Tak, Najjaśniejszy Panie, a jeden spośród nich był ranny. Tak więc trzej muszkieterowie królewscy, w tym jeden ranny, oraz dziecko nie tylko stawili czoło pięciu najgroźniejszym gwardzistom kardynała, ale obalili czterech.
— Ale to zwycięstwo — zawołał król, cały promieniejąc — całkowite zwycięstwo!
— Tak, Najjaśniejszy Panie, równie wielkie, jak przy moście Cé.
— Czterech ludzi, w tym jeden ranny i dziecko, powiadasz?
— Młodzieniec zaledwie, a tak się dzielnie zachował w tej okazji, że ośmielę się polecić go uwadze Waszej Królewskiej Mości.
— Jak się nazywa?
— D’Artagnan, Najjaśniejszy Panie. Jest to syn jednego z mych najdawniejszych przyjaciół, syn człowieka, który pod wodzą twego sławnego ojca brał udział w wojnie podjazdowej.
— I powiadasz, że ten młodzieniec dzielnie walczył? Opowiedz mi o tym, Tréville, wiesz, że lubię opowiadania o walkach i potyczkach.
Tu król Ludwik XIII gracko podkręcił wąsa i wziął się pod bok.
— Najjaśniejszy Panie — podjął Tréville — jak ci już powiedziałem, pan d’Artagnan jest niemal dzieckiem, a jako że nie ma zaszczytu być muszkieterem, nosił zwykłe suknie. Gwardziści pana kardynała, widząc, że to młokos i że nie należy do nas, poprosili go, by się wycofał, zanim przystąpią do ataku.