Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 156 157 158 159 160 161 162 163 164 ... 167
Перейти на страницу:

Sprawdziły się wszystkie jego podejrzenia: droga, którą jechał powóz, obiegała las. Atos szedł chwilę z oczyma wbitymi w ziemię; lekkie plamy krwi, którą broczył człowiek towarzyszący powozowi konno lub ranny koń, znaczyły drogę. W odległości trzech czwartych mili od Festubert[*] ujrzał wielką plamę krwi; ziemia była tu poryta kopytami koni. Pomiędzy lasem a tym miejscem zdradzieckim, nieco wstecz od porytej ziemi, można było zobaczyć te same ślady małych stóp co w ogrodzie; tu stanął powóz.

W tym miejscu Milady wyszła z lasu i wsiadła do powozu.

Zadowolony z tego odkrycia potwierdzającego jego przypuszczenia, Atos powrócił do oberży, gdzie zastał Plancheta czekającego nań niecierpliwie.

Wszystko stało się tak, jak przewidział Atos.

Planchet szedł drogą, podobnie jak Atos zauważył ślady krwi i jak Atos rozpoznał miejsce, gdzie zatrzymały się konie; ale poszedł dalej niż Atos i we wsi Festubert, gdy pił w oberży, dowiedział się przypadkiem, że poprzedniego dnia o wpół do dziewiątej wieczór ranny mężczyzna, który towarzyszył damie w powozie pocztowym, musiał się zatrzymać nie mogąc jechać dalej. Wypadek uznano za sprawę złodziei, którzy zatrzymali jakoby powóz w lesie. Mężczyzna został we wsi, kobieta pojechała dalej.

Planchet zaczął szukać pocztyliona, który prowadził powóz, i znalazł go. Odwiózł on damę do Fromelles[*], skąd udała się do Armentières. Planchet ruszył na przełaj i o siódmej rano był w Armentières.

Była tam tylko jedna oberża, a mianowicie oberża pocztowa. Planchet podał się za służącego, który szuka pracy. Rozmawiał zaledwie dziesięć minut z ludźmi w oberży, kiedy już wiedział, że o jedenastej wieczór przybyła tu samotna kobieta, zajęła pokój, wezwała oberżystę i powiedziała mu, że chciałaby spędzić jakiś czas w okolicy.

Planchet wiedział już wszystko, co chciał wiedzieć. Pośpieszył do kolegów, znalazł ich na umówionym miejscu, postawił na straży przy wszystkich wyjściach z oberży i zjawił się u Atosa; właśnie kończyli rozmowę, gdy weszli przyjaciele.

Wszystkie twarze były ponure, nawet łagodna twarz Aramisa.

— Co mamy robić? — zapytał d’Artagnan.

— Czekać — odparł Atos.

Każdy udał się do swego pokoju.

O ósmej wieczór Atos kazał osiodłać konie i uprzedzić lorda Wintera oraz przyjaciół, by przygotowali się do drogi. W mgnieniu oka wszyscy pięciu byli gotowi, opatrzyli i nabili broń. Atos przyszedł ostatni; d’Artagnan siedział już na koniu, nagląc do odjazdu.

— Cierpliwości — rzekł Atos. — Brak nam jeszcze kogoś.

Czterej jeźdźcy rozejrzeli się wokoło ze zdumieniem, zastanawiając się, kogo też może brakować.

W tej chwili Planchet przyprowadził konia Atosa; muszkieter wskoczył lekko na siodło.

— Zaczekajcie na mnie — rzekł — zaraz wracam.

I ruszył galopem.

W piętnaście minut potem wrócił w towarzystwie mężczyzny w wielkim czerwonym płaszczu i w masce na twarzy.

Lord Winter i trzej muszkieterowie wymienili pytające spojrzenia. Żaden z nich nie mógł objaśnić drugich, nikt bowiem nie znał tego człowieka. Pomyśleli jednak, że tak być musi, skoro to Atos zarządził.

O dziewiątej mała kawalkada prowadzona przez Plancheta ruszyła w drogę śladami powozu.

Smutny był widok owych sześciu mężczyzn jadących w milczeniu, pogrążonych w myślach ponurych jak rozpacz, mrocznych jak kara.

Rozdział XXXV

SĄD

Była to burzliwa i ciemna noc. Wielkie chmury przebiegały po niebie zasłaniając światło gwiazd; księżyc miał wzejść dopiero o północy.

Niekiedy w świetle błyskawicy przecinającej horyzont widać było pustą i białą drogę; potem światło gasło i wszystko znów pogrążało się w ciemności.

Co chwila Atos wołał d’Artagnana, wciąż jadącego na przedzie, i nakazywał mu wrócić do szeregu, ale zaraz potem d’Artagnan znów wysuwał się na czoło; myślał tylko o tym, by pędzić przed siebie.

W ciszy przejechali przez Festubert, gdzie pozostał ranny służący, potem przecięli las Richebourg[*]; gdy znaleźli się w Herlies[*], Planchet prowadzący grupę skręcił na lewo.

Lord Winter, Portos i Aramis próbowali kilkakrotnie nawiązać rozmowę z mężczyzną w czerwonym płaszczu; ale na każde pytanie kłaniał się tylko, nie dając odpowiedzi. Podróżni zrozumieli więc, że jest jakaś przyczyna, dla której nieznajomy milczy, i przestali zwracać się do niego.

Burza wciąż się wzmagała, błyskawice przecinały niebo jedna po drugiej, rozlegały się grzmoty, a wiatr, zwiastun huraganu, rozwiewał pióra i włosy jeźdźców.

Kawalkada jechała teraz cwałem.

Niedaleko za Fromelles zaczęła się ulewa, jeźdźcy owinęli się w płaszcze. Pozostały jeszcze trzy mile do przebycia, które przejechano pod potokami deszczu.

D’Artagnan zdjął kapelusz i nie włożył płaszcza: przyjemnie mu było, że woda spływa z płonącego czoła i chłodzi ciało wstrząsane gorączkowym dreszczem.

W chwili kiedy mała grupa minęła Goskal i skierowała się ku stacji pocztowej, człowiek ukryty pod drzewem i niewidoczny w ciemnościach wyszedł na środek drogi, kładąc palec na ustach.

Atos poznał Grimauda.

— Co się stało? — zawołał d’Artagnan. — Czyżby opuściła Armentières?

Grimaud skinął potakująco głową. D’Artagnan zazgrzytał zębami.

— Spokojnie, d’Artagnanie! — rzekł Atos. — Ja zająłem się wszystkim i moją jest rzeczą pytać Grimauda.

— Gdzie ona jest? — zapytał Atos.

Grimaud wyciągnął ręce w stronę Lys.

— Daleko stąd? — zapytał Atos.

Grimaud pokazał swemu panu zgięty palec wskazujący.

— Sama? — zapytał Atos.

Grimaud skinął głową, że tak.

— Panowie — rzekł Atos — jest sama, w odległości pół mili stąd w stronę rzeki.

— Dobrze — rzekł d’Artagnan. — Zaprowadź nas, Grimaud.

Grimaud ruszył naprzód, a za nim kawalkada.

Po przebyciu jakich pięciuset kroków znaleźli się nad strumykiem i przejechali go w bród.

W świetle błyskawicy ujrzeli wieś Enguinghem[*].

— To tu, Grimaud? — zapytał Atos.

Grimaud przecząco poruszył głową.

— Spokojnie! — rzekł Atos.

Jechali dalej.

Znowu zalśniła błyskawica; Grimaud wyciągnął rękę i w świetle niebieskawego ognistego węża ujrzeli mały samotny dom na brzegu rzeki, w odległości stu kroków od promu.

W oknie paliło się światło.

— Jesteśmy na miejscu — rzekł Atos.

W tej samej chwili człowiek leżący w rowie powstał. Był to Mousqueton; wskazał palcem oświetlone okno.

— Jest tutaj — rzekł.

— A Bazin? — zapytał Atos.

— Pilnowałem okna, on pilnował drzwi.

— Dobrze — rzekł Atos. — Jesteście wierni słudzy.

Atos zeskoczył z konia, rzucił uzdę Grimaudowi i podszedł do okna, dając znak towarzyszom, by zatrzymali się przy drzwiach.

Mały dom był otoczony żywopłotem, wysokim na dwie lub trzy stopy; Atos przeskoczył żywopłot, podszedł do okna: okiennic nie było, ale krótkie firanki zasłaniały szyby.

Wspiął się na występ kamienny, by zajrzeć do wnętrza ponad firankami. W świetle lampy ujrzał kobietę w ciemnym płaszczu siedzącą na stołku obok gasnącego ognia: łokcie wsparła na nędznym stole, głowę opuściła na ręce, białe jak z kości słoniowej.

1 ... 156 157 158 159 160 161 162 163 164 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)