Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Atos postąpił krok w stronę Milady.
— Przebaczam ci zło, któreś mi wyrządziła — powiedział — przebaczam ci, żeś mi złamała życie, pozbawiła honoru, skalała mą miłość, żeś mnie wtrąciła w rozpacz i że nie ma dla mnie zbawienia na wieki. Umieraj w pokoju.
Lord Winter zbliżył się z kolei.
— Przebaczam ci — rzekł — otrucie mego brata, zabójstwo Jego Wysokości Lorda Buckinghama; przebaczam ci śmierć biednego Feltona; przebaczam ci zamachy na moje życie. Umieraj w pokoju. — A ja — rzekł d’Artagnan — proszę cię o wybaczenie, pani, że podstępem niegodnym szlachcica wywołałem twój gniew; w zamian za to przebaczam ci zabójstwo mojej biednej przyjaciółki i twoją okrutną zemstę; przebaczam ci i płaczę nad tobą. Umieraj w pokoju.
— I am lost! — szepnęła po angielsku Milady. — I must die[15].
Wstała o własnych siłach i rzuciła wokół spojrzenie, które zdawało się z płomienia. Nie zobaczyła nic.
Nasłuchiwała, ale nie usłyszała nic.
Dokoła miała tylko nieprzyjaciół.
— Gdzie mam umrzeć? — spytała.
— Na drugim brzegu — odparł kat.
Za czym zaprowadził ją do łodzi. Kiedy sam do niej wchodził, Atos podał mu sakiewkę ze złotem.
— Weź — rzekł. — Oto zapłata za wykonanie wyroku. Niechaj będzie wiadome, że działamy jako sędziowie.
— Dobrze — rzekł kat. — A teraz niechaj ta kobieta wie, że nie wykonuję swego rzemiosła, lecz obowiązek.
I wrzucił pieniądze do rzeki.
Łódź płynęła ku lewemu brzegowi Lys, unosząc winowajczynię i wykonawcę wyroku: wszyscy inni pozostali na prawym brzegu i padli na kolana.
Łódź ślizgała się powoli wzdłuż liny promu, w blasku bladej chmury, która zawisła nad wodą. Widziano, jak przybili do brzegu; sylwetki odcinały się czarno na czerwonym horyzoncie.
Milady podczas przejazdu udało się rozwiązać sznur krępujący nogi, gdy przybili do brzegu, wyskoczyła lekko na ziemię i rzuciła się do ucieczki.
Ale ziemia była wilgotna; na szczycie wzgórza Milady pośliznęła się i upadła na kolana.
Przesądna, pomyślała zapewne, że niebo odmawia jej pomocy, i pozostała w tej pozycji, z głową pochyloną i złożonymi dłońmi.
Wówczas z drugiego brzegu ujrzano, jak kat wzniósł obie ręce; promień księżyca zalśnił na ostrzu jego szerokiego miecza, ręce opadły, usłyszano świst miecza, krzyk ofiary i tułów bez głowy osunął się na ziemię.
Kat odpiął czerwony płaszcz, złożył w nim ciało i głowę, związał cztery rogi, zarzucił sobie ciężar na ramię i wszedł do łódki.
Kiedy znalazł się pośrodku Lys, zatrzymał łódź i wznosząc swój ciężar nad wodą, zawołał wielkim głosem:
— Niechaj stanie się zadość sprawiedliwości bożej!
Za czym opuścił trupa w głąb wody, która zamknęła się nad nim.
W trzy dni potem czterej muszkieterowie wrócili do Paryża; byli jeszcze wolni od służby i wieczorem mogli się udać z wizytą do pana de Tréville.
— I cóż, panowie — zapytał ich dzielny kapitan — bawiliście się dobrze na wycieczce?
— Wybornie! — odparł Atos we własnym imieniu i w imieniu towarzyszy.
ZAKOŃCZENIE
Dnia szóstego następnego miesiąca król, dotrzymując obietnicy, jaką złożył kardynałowi, że opuści Paryż i wróci do La Rochelle, wyjechał, oszołomiony jeszcze wieścią o zabójstwie księcia Buckinghama.
Chociaż królowa była uprzedzona, że człowiek, którego tak kochała, wystawiony jest na niebezpieczeństwo, nie chciała uwierzyć w tę śmierć i zapominając o ostrożności krzyknęła:
— To kłamstwo! Przecież pisał do mnie.
Ale nazajutrz musiała uwierzyć w tę okropną nowinę; La Porte, jak wszyscy zatrzymany w Anglii na skutek rozkazu króla Karola I, powrócił wioząc ostatni żałobny podarek od Buckinghama dla królowej.
Radość króla była wielka; nie zadał sobie trudu, by ją ukryć, okazał ją nawet królowej. Ludwik XIII, jak wszyscy ludzie słabego ducha, nie odznaczał się wspaniałomyślnością.
Ale niebawem król posmutniał: jego czoło nie rozjaśniało się nigdy na długo: czuł, że wracając do obozu udaje się w niewolę, ale mimo to powrócił.
Kardynał czarował go jak wąż ptaka, który choć skacze z gałęzi na gałąź, nie może umknąć.
Powrót do La Rochelle był bardzo smutny. Nasi czterej przyjaciele budzili zdumienie swych towarzyszy: jechali obok siebie z mrocznym spojrzeniem i spuszczonymi głowami. Tylko Atos podnosił od czasu do czasu szerokie czoło; błysk światła płonął w jego oczach, gorzki uśmiech przebiegał po ustach, potem, podobnie jak towarzysze, pogrążał się w rozmyślaniach.
Gdy tylko eskorta przyjeżdżała do jakiegoś miasta i muszkieterowie odprowadzili króla na spoczynek, przyjaciele szli do swej kwatery lub jakiejś odosobnionej oberży, gdzie nie grali i nie pili; rozmawiali tylko cicho, rozglądając się uważnie, czy nikt ich nie słyszy.
Pewnego dnia, kiedy król zarządził postój, by zapolować na srokę, a czterej przyjaciele wedle swego zwyczaju, zamiast polować, udali się do oberży przy głównym trakcie, jakiś mężczyzna, jadący do La Rochelle konno, zatrzymał się przy drzwiach, by wypić szklankę wina, i zajrzał w głąb izby, gdzie czterej muszkieterowie siedzieli przy stole.
— Hola! Mości d’Artagnanie! — rzekł. — Ciebie to widzę?
D’Artagnan podniósł głowę i krzyknął z radości. Ów nieznajomy, którego nazywał swym widmem, był człowiekiem z Meung, z ulicy des Fossoyeurs i z Arras.
Młodzieniec wyciągnął szpadę i skoczył ku drzwiom.
Ale tym razem nieznajomy, zamiast uciekać, zeskoczył z konia i ruszył d’Artagnanowi naprzeciw.
— Ach, panie — rzekł młodzieniec — spotykam cię wreszcie! Tym razem mi nie umkniesz.
— Nie jest to moim zamiarem, panie, tym razem bowiem sam cię szukałem; aresztuję cię w imieniu króla. Oddaj mi szpadę, i to nie stawiając oporu, powiadam; uprzedzam cię, że to sprawa gardłowa.
— Kim pan jest? — zapytał d’Artagnan opuszczając szpadę, ale nie oddając jej.
— Jestem kawaler de Rochefort — odparł nieznajomy — giermek kardynała de Richelieu i mam rozkaz odprowadzić cię do Jego Eminencji.
— Udajemy się do Jego Eminencji, panie kawalerze — rzekł Atos występując naprzód — i zechcesz zaufać słowu pana d’Artagnana, który wprost stąd pojedzie do La Rochelle.
— Mam oddać pana d’Artagnana w ręce straży, która zaprowadzi go do obozu.
— My będziemy jego strażą, panie, parol szlachcica; ale i parol — rzekł Atos marszcząc brew — że pan d’Artagnan nas nie opuści.
Kawaler de Rochefort obejrzał się za siebie i ujrzał Portosa i Aramisa stojących między nim a drzwiami; zrozumiał, że jest całkowicie zdany na łaskę tych czterech ludzi.
— Panowie — powiedział — jeśli pan d’Artagnan zechce mi dać swoją szpadę i dołączyć swe słowo do słów panów, zadowolę się waszą obietnicą, że zaprowadzicie go do kwatery Jego Dostojności.
— Masz moje słowo — rzekł d’Artagnan — a oto moja szpada.
— Jest mi to tym dogodniejsze — dodał Rochefort — że muszę jechać dalej.
— Jeśli jedziesz pan po to, by zobaczyć się z Milady — rzekł zimno Atos — jedziesz na próżno; nie znajdziesz jej.
— Cóż się z nią stało? — zapytał żywo Rochefort.
— Wróć do obozu, a dowiesz się.
Rochefort namyślał się przez chwilę, ponieważ jednak znajdowali się tylko o dzień drogi od Surgères, dokąd kardynał miał wyjechać na spotkanie króla, postanowił pójść za radą Atosa i wrócić wraz z nimi. Zresztą wracając sam mógł pilnować więźnia.
15
I am lost! I must die (ang.) — Jestem zgubiona! Muszę umrzeć.