Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Nazajutrz po moim powrocie do Lille mój brat uciekł; oskarżono mnie o współudział i skazano zamiast niego na więzienie, dopóki on sam się nie zjawi. Mój biedny brat nie wiedział o tym wyroku. Odnalazł tę kobietę, uciekli razem do Berry; tam otrzymał małe probostwo. Ona uchodziła za jego siostrę.
Pan władający ziemiami, na których znajdowało się probostwo, ujrzał rzekomą siostrę i tak się w niej zakochał, że zechciał ją poślubić. Wówczas porzuciła tego, kogo zgubiła, dla tego, kogo miała zgubić, i została hrabiną de La Fère...”
Wszystkie oczy zwróciły się na Atosa, było to bowiem jego prawdziwe nazwisko, i Atos dał znak głową, że słowa kata są prawdą.
— “Wówczas — ciągnął dalej kat — mój biedny brat, oszalały, zrozpaczony, postanowił zakończyć życie, które ona ze wszystkiego odarła, pozbawiając go i honoru, i szczęścia, i wrócił do Lille; dowiedziawszy się, że zostałem skazany zamiast niego, stawił się w więzieniu i powiesił się tego samego dnia na okiennicy w swym lochu.
Zresztą muszę oddać sprawiedliwość tym, co mnie uwięzili: dotrzymali słowa. Ledwo stwierdzono tożsamość zwłok, zwrócono mi wolność.
Oto zbrodnia, o jaką ją oskarżam; oto przyczyna, dla której została napiętnowana”.
— Mości d’Artagnanie — rzekł Atos — jakiej kary żądasz dla tej kobiety?
— Kary śmierci — odparł d’Artagnan.
— Milordzie Winter — ciągnął Atos — jakiej kary żądasz dla tej kobiety?
— Kary śmierci — odparł lord Winter.
— Portosie i Aramisie, którzy jesteście jej sędziami, jakiej kary żądacie dla tej kobiety?
— Kary śmierci — odpowiedzieli głuchym głosem dwaj muszkieterowie.
Milady jęknęła straszliwie i na kolanach przyczołgała się do sędziów.
Atos wyciągnął ku niej rękę.
— Karolino Backson, hrabino de La Fère, lady Winter — powiedział — twoje zbrodnie uprzykrzyły się ludziom na ziemi i Bogu w niebie. Jeśli znasz jakieś modlitwy, zmów je, jesteś bowiem skazana i umrzesz.
Na te słowa, które nie pozostawiały jej żadnej nadziei, Milady wstała i wyprostowała się chcąc mówić, ale zabrakło jej sił; czuła, że jakaś potężna i niewidoczna ręka chwyta ją za włosy i wlecze nieubłaganie jak przeznaczenie; nie próbowała więc nawet stawiać oporu i wyszła z domu.
Lord Winter, d’Artagnan, Atos, Portos i Aramis wyszli w ślad za nią. Służący ruszyli za panami zostawiając pusty pokój z rozbitym oknem, otwartymi drzwiami i kopcącą lampą, która płonęła smutno na stole.
Rozdział XXXVI
EGZEKUCJA
Była blisko północ; sierp księżyca, krwawy od ostatnich śladów burzy, wschodził za Armentières, a w jego bladym świetle widać było ciemne sylwety domów i ażurowy rysunek wysokiej dzwonnicy. Na wprost Lys toczyła swe wody niby strumień roztopionej cyny; na drugim brzegu czarna masa drzew rysowała się na tle burzliwego nieba przesłoniętego wielkimi miedzianymi chmurami; zdawało się, że jest zmierzch pośrodku nocy. Na lewo wznosił się stary opuszczony młyn o nieruchomych skrzydłach; w jego ruinach rozbrzmiewał ostry, monotonny i wciąż powtarzający się krzyk sowy. Tam i sam na równinie, na lewo i prawo od drogi, którą postępował posępny orszak, rosły niskie i przysadziste drzewa podobne do niekształtnych karłów, które przykucnęły, by pilnować ludzi o tej smutnej godzinie.
Od czasu do czasu szeroka błyskawica oświetlała cały horyzont, wiła się nad czarną masą drzew i niczym straszliwy bułat przecinała niebo i wodę na dwie połowy. Powietrze było ciężkie i nieruchome. Śmiertelna cisza przytłaczała naturę, ziemia była wilgotna i śliska po niedawnym deszczu, trawy pachniały mocno.
Dwaj służący prowadzili Milady pod ramiona; z tyłu szedł kat, a za katem postępowali lord Winter, d’Artagnan, Atos, Portos i Aramis. Planchet i Bazin zamykali orszak.
Dwaj służący prowadzili Milady w stronę rzeki. Milady milczała, ale jej oczy z nieopisaną wymową błagały kolejno każdego, na kogo spojrzała.
Kiedy znajdowała się o kilka kroków przed innymi, rzekła do służących.
— Tysiąc pistoli dla każdego, jeśli pomożecie mi w ucieczce; ale jeśli wydacie mnie swym panom, wiedzcie, że blisko są ludzie, którzy mnie pomszczą i każą wam drogo zapłacić za mą śmierć.
Grimaud wahał się. Mousqueton drżał cały.
Atos, który usłyszał głos Milady, zbliżył się szybko, lord Winter zrobił to samo.
— Trzeba odprawić tych służących — powiedział. — Mówiła do nich, nie są już pewni.
Zawołano Plancheta i Bazina, którzy zajęli miejsce Grimauda i Mousquetona.
Gdy znaleźli się nad brzegiem rzeki, kat podszedł do Milady i związał jej ręce i nogi.
Wówczas przerwała ciszę i zawołała:
— Jesteście nikczemni, jesteście nędzni mordercy, w dziesięciu zabijacie jedną kobietę: miejcie się na baczności, jeśli nawet nikt nie przyjdzie mi na pomoc, zostanę i tak pomszczona.
— Nie jesteś kobietą — rzekł zimno Atos. — Nie należysz do rodzaju ludzkiego, jesteś demonem, który uciekł z piekieł i którego odeślemy do piekieł z powrotem.
— Ach, cnotliwi panowie! — rzekła Milady. — Zważcie, że ten, kto dotknie włosa na mej głowie, sam staje się mordercą.
— Kat może zabijać nie stając się mordercą, pani — rzekł mężczyzna w czerwonym płaszczu, uderzając ręką po szerokim mieczu. — To ostatni sędzia, Nachrichter, jak mówią nasi sąsiedzi Niemcy.
Mówiąc te słowa wiązał Milady, a ona krzyknęła kilka razy dziko; głos jej zabrzmiał ponuro i dziwnie pośród nocy i zginął w głębi lasu.
— Ale jeśli jestem winna, jeśli popełniłam zbrodnie, o które mnie oskarżacie — wyła Milady — zaprowadźcie mnie przed trybunał; nie jesteście sędziami, żeby mnie skazywać!
— Proponowałem ci Tyburn — rzekł lord Winter. — Dlaczego się nie zgodziłaś?
— Bo nie chcę umrzeć! — zawołała Milady szarpiąc więzy. — Bo jestem zbyt młoda, by umrzeć!
— Kobieta, którą otrułaś w Béthune, była jeszcze młodsza od ciebie, pani, a jednak nie żyje — rzekł d’Artagnan.
— Wstąpię do klasztoru, zostanę zakonnicą — rzekła Milady.
— Byłaś w klasztorze — rzekł kat — i wyszłaś stamtąd, by zgubić mego brata.
Milady wydała okrzyk przerażenia i upadła na kolana.
Kat chwycił ją za ramiona i chciał zanieść do łódki.
— O, mój Boże, mój Boże! — zawołała. — Więc chcecie mnie utopić!
Te krzyki były tak rozdzierające, że d’Artagnan, który z początku ścigał ją najzawzięciej, opadł na pień drzewa, zwiesił głowę i zatkał sobie uszy dłońmi; mimo to słyszał wciąż jej groźby i krzyki.
D’Artagnan był najmłodszy ze wszystkich; zabrakło mu sił.
— Och, nie mogę patrzeć na to straszliwe widowisko! Nie mogę się zgodzić, żeby ta kobieta umarła w ten sposób.
Milady usłyszała te słowa i poczuła drgnienie nadziei.
— D’Artagnanie, d’Artagnanie! — zawołała. — Przypomnij sobie, że cię kochałam!
Młodzieniec wstał i postąpił krok ku niej.
Ale Atos wyciągnął szpadę i zagrodził mu drogę.
— Jeśli postąpisz jeszcze krok, d’Artagnanie, skrzyżujemy szpady.
D’Artagnan padł na kolana i zaczął się modlić.
— Kacie — rzekł Atos — czyń swą powinność.
— Chętnie, wielmożny panie — powiedział kat — bo wierzę święcie, jakem dobry katolik, że sprawiedliwie wypełniam wyrok na tej kobiecie.
— Dobrze.