Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 152 153 154 155 156 157 158 159 160 ... 167
Перейти на страницу:

— Twoim bratem! — zawołała pani Bonacieux.

— Tak, i tylko ty znasz moją tajemnicę; jeśli powiesz o tym komukolwiek, jestem zgubiona i ty, być może, również.

— O, mój Boże!

— Posłuchaj. Mój brat, który przybył mi na pomoc, mając zamiar uprowadzić mnie nawet siłą, jeśli będzie trzeba, napotkał w drodze wysłannika kardynała, który jechał po mnie; ruszył za nim. Znalazłszy się w oddalonym i pustym miejscu wyjął szpadę żądając od wysłannika, by mu oddał swe papiery; wysłannik chciał się bronić, mój brat go zabił.

— Och! — rzekła pani Bonacieux z drżeniem.

— Był to jedyny sposób, pamiętaj o tym. Mój brat postanowił użyć fortelu zamiast siły; wziął papiery, oświadczył, że on właśnie jest wysłannikiem kardynała, i za godzinę czy dwie zjawi się pojazd, który zabierze mnie z polecenia Jego Eminencji.

— Rozumiem; ten powóz przyśle twój brat.

— Właśnie, ale to nie wszystko; list, który otrzymałaś i który uważasz za list pani de Chevreuse...

— Tak?...

— Jest sfałszowany.

— Jak to?

— Jest sfałszowany: to pułapka, żebyś nie stawiała oporu, kiedy przyjadą po ciebie.

— Ale d’Artagnan przyjedzie.

— Mylisz się, d’Artagnan i jego przyjaciele są pod La Rochelle.

— Skąd wiesz o tym?

— Mój brat spotkał wysłanników kardynała przebranych za muszkieterów. Zawołają cię do bramy, będziesz myślała, że to przyjaciele, zabiorą cię i uwiozą do Paryża.

— O, mój Boże! Tracę głowę wśród tych wszystkich bezeceństw. Czuję, że oszaleję, jeśli to potrwa dłużej — mówiła pani Bonacieux podnosząc ręce do głowy.

— Poczekaj...

— Co?

— Słyszę tętent konia, to mój brat odjeżdża; chcę pożegnać go raz jeszcze, chodźmy.

Milady otworzyła okno i dała znak pani Bonacieux, żeby się zbliżyła. Młoda kobieta usłuchała.

Rochefort jechał galopem.

Kawaler podniósł głowę, ujrzał obie kobiety i w biegu skinął Milady przyjaźnie ręką.

— Ten zacny Jerzy! — rzekła Milady z miną czułą i melancholijną, zamykając okno.

Powróciła na swoje miejsce i usiadła, niby to pogrążona w rozmyślaniach.

— Droga pani! — powiedziała pani Bonacieux — przepraszam, że ci przeszkadzam, ale co radzisz mi czynić? Dobry Boże! Masz więcej doświadczenia niż ja, ja cię usłucham.

— Przede wszystkim — rzekła Milady — mogę się mylić, może d’Artagnan wraz z przyjaciółmi rzeczywiście przybędzie ci na pomoc.

— Och, to byłoby zbyt piękne! — zawołała pani Bonacieux. — To zbyt wielkie szczęście dla mnie.

— Rozumiesz więc, byłaby to tylko kwestia czasu, wyścig, kto przybędzie pierwszy. Jeśli pierwsi zjawią się twoi przyjaciele, jesteś uratowana; jeśli ludzie kardynała, jesteś zgubiona.

— O, tak, zgubiona bez litości! Co więc robić? Co robić?

— Pozostałby jeszcze sposób prosty, naturalny...

— Jaki, powiedz!

— Poczekać w okolicy, w ukryciu, i upewnić się, kim są ludzie, którzy przyjadą po ciebie.

— Ale gdzie czekać?

— O, to drobnostka; ja zatrzymam się i ukryję w odległości kilku mil stąd, tam zaczekam, aż zjawi się mój brat; cóż, wezmę cię ze sobą, ukryjemy się i będziemy czekać razem.

— Nie pozwolą mi odjechać, jestem tu jak uwięziona.

— Ponieważ sądzą, że wyjeżdżam z rozkazu kardynała, nie uwierzą, że masz ochotę udać się ze mną.

— A więc?

— Powóz jest przy bramie, mówisz mi do widzenia, wchodzisz na stopień, by mnie uściskać po raz ostatni; służący mego brata, który przyjedzie po mnie, jest uprzedzony, da znak pocztylionowi i ruszamy galopem.

— Ale d’Artagnan, a jeśli przyjedzie d’Artagnan?

— Alboż nie będziemy wiedzieć?

— Jakim sposobem?

— Nic łatwiejszego. Wysyłamy do Béthune służącego mego brata, a jak powiedziałam, możemy mu zaufać; przebiera się, wynajmuje mieszkanie naprzeciw klasztoru; jeśli przyjadą wysłannicy kardynała, nie rusza się z miejsca; jeśli d’Artagnan i jego przyjaciele, zaprowadzi ich do nas.

— Zna ich więc?

— Oczywiście, czyż nie widywał pana d’Artagnana u mnie?

— O, tak, tak, masz rację; wszystko będzie dobrze, doskonale, ale nie oddalajmy się stąd.

— Najwyżej o siedem czy osiem mil; będziemy tuż przy granicy i na pierwszy alarm przekroczymy granicę Francji.

— A na razie co robić?

— Czekać.

— A jeśli przyjadą?

— Powóz mego brata przybędzie wcześniej.

— Gdybym jednak była daleko, kiedy przyjadą po panią, przy obiedzie czy przy śniadaniu na przykład?

— Jest jeden sposób.

— Jaki?

— Powiedz poczciwej przeoryszy, że nie chcesz się ze mną rozstawać i prosisz, by pozwoliła nam jadać razem.

— Pozwoli?

— Czyżby w tym było coś niestosownego?

— Doskonale, w ten sposób nie rozstaniemy się ani na chwilę!

— Zejdź więc do niej i powiedz o tym; czuję, że mi się w głowie mąci, przejdę się po ogrodzie.

— Dobrze, ale gdzie panią znajdę?

— Tu, za godzinę.

— Tu, za godzinę; o, jaka pani dobra, dziękuję pani!

— Jakżebym mogła nie zajmować się panią? Nawet gdybyś nie była piękna i urocza, pamiętałabym, że jesteś przyjaciółką jednego z najbliższych moich przyjaciół.

— Drogi d’Artagnan, jakże będzie ci wdzięczny!

— Spodziewam się. Wszystko zatem umówione, schodzimy.

— Pani idzie do ogrodu.

— Tak.

— Proszę pójść tym korytarzem, a potem schodkami.

— Doskonale, dziękuję.

Kobiety rozstały się wymieniając czarujące uśmiechy.

Milady powiedziała prawdę; w głowie jej się mąciło od chaotycznych projektów. Potrzebowała samotności, by uporządkować myśli. Nie widziała jasno przyszłości, ale trzeba jej było tylko nieco ciszy i spokoju dla nadania mglistym pomysłom dokładnej formy, ścisłego planu.

Najpilniejszą sprawą było porwanie pani Bonacieux, umieszczenie jej w bezpiecznym miejscu; w najgorszym razie będzie w niej miała zakładniczkę. Milady zaczęła się obawiać zakończenia tego straszliwego pojedynku, w który jej przeciwnicy wkładali tyle wytrwałości co ona zaciekłości.

Czuła zresztą, tak jak czuje się nadejście burzy, że nastąpi wkrótce i będzie straszliwe.

Przede wszystkim więc, jak powiedzieliśmy, należało nie wypuszczać z rąk pani Bonacieux. Pani Bonacieux to życie d’Artagnana; więcej nawet niż własne życie, to życie ukochanej kobiety; jeśli szczęście Milady nie dopisze, będzie mogła prowadzić o nią układy i bez wątpienia uzyska dobre warunki. Ta sprawa była więc załatwiona: pani Bonacieux wyjedzie z nią nie podejrzewając niczego; kiedy ukryją się już w Armentières, łatwo potrafi jej wmówić, że d’Artagnan nie przybył do Béthune. Najdalej za dwa tygodnie powróci Rochefort; przez dwa tygodnie obmyśli plan zemsty nad czterema przyjaciółmi. Nie będzie się nudzić, dzięki Bogu, czeka ją najsłodsza rozrywka, jakiej zaznać może kobieta z jej charakterem: doprowadzi swój plan zemsty do doskonałości.

Tak rozmyślając rozglądała się dokoła, by zapamiętać topografię ogrodu. Milady była niby dobry generał, który przewiduje wszystko, zwycięstwo lub klęskę, i zależnie od przebiegu bitwy gotów iść naprzód lub nakazać odwrót.

Po godzinie usłyszała łagodny głos, który ją wzywał; była to pani Bonacieux. Zacna przeorysza zgodziła się oczywiście na wszystko i miały właśnie jeść razem kolację.

Wchodząc na dziedziniec usłyszała odgłos pojazdu zatrzymującego się przed bramą.

1 ... 152 153 154 155 156 157 158 159 160 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)