Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Portos i Aramis spojrzeli na siebie, nie rozumiejąc, skąd Atos czerpie tę pewność.
Lord Winter pomyślał, że mówi tak dlatego, by ulżyć cierpieniu d’Artagnana.
— A teraz, panowie — rzekł Atos, kiedy się dowiedział, że w oberży jest pięć wolnych pokoi — pójdziemy każdy do siebie. D’Artagnan musi być sam, by płakać i spać. Ja zajmę się wszystkim, bądźcie spokojni.
— Wydaje mi się wszakże — powiedział lord Winter — że jeśli trzeba przedsięwziąć jakieś kroki przeciw hrabinie, mnie to dotyczy: to moja bratowa.
— I mnie — rzekł Atos. — To moja żona.
D’Artagnan uśmiechnął się, zrozumiał bowiem, że Atos jest pewien zemsty, jeśli zdradza tak wielką tajemnicę; Portos i Aramis wymienili spojrzenia blednąc. Lord Winter pomyślał, że Atos oszalał.
— Pójdźcie więc do swych pokoi — rzekł Atos — i pozwólcie mi działać. To moja sprawa, jestem jej mężem. D’Artagnanie, jeśliś nie zgubił papieru, który wypadł z kapelusza tego człowieka, daj mi go; jest tam napisana nazwa miasteczka...
— Ach — rzekł d’Artagnan. — Rozumiem, nazwa napisana jej ręką...
— Widzisz — rzekł Atos — widzisz, że jest Bóg na niebie!
Rozdział XXXIV
CZŁOWIEK W CZERWONYM PŁASZCZU
Rozpacz Atosa ustąpiła miejsca skupionemu cierpieniu, dzięki czemu świetny umysł tego człowieka pracował z jeszcze większą jasnością.
Pochłonięty całkowicie myślą, by wypełnić przyrzeczenie, jakie złożył, i odpowiedzialnością, jaką wziął na siebie, ostatni udał się do swego pokoju, poprosił oberżystę, by przyniósł mu mapę prowincji, pochylił się nad nią, zbadał nakreślone linie, stwierdził, że z Béthune do Armentières prowadzą cztery różne drogi, i zawezwał służących.
Planchet, Grimaud, Mousqueton i Bazin stawili się i otrzymali jasne, dokładne i ważkie rozkazy Atosa.
Mieli wyruszyć nazajutrz o wschodzie słońca i udać się do Armentières, każdy inną drogą. Planchet, najinteligentniejszy z czwórki, miał iść tą drogą, którą umknął powóz; jak pamiętamy, strzelali za nim czterej przyjaciele, a towarzyszył mu służący Rocheforta.
Atos wysłał służących dlatego, że od chwili gdy byli w służbie u niego i jego przyjaciół, mógł stwierdzić, że posiadają rozmaite a cenne zalety. Poza tym pytania służących budzą w przechodniach mniej nieufności, a więcej sympatii niż pytania panów. Wreszcie Milady znała panów, a nie znała ich sług; natomiast służący znali doskonale Milady.
Wszyscy czterej mieli się spotkać nazajutrz o jedenastej; jeśli znajdą kryjówkę Milady, trzej zostaną, by jej pilnować, czwarty powróci do Béthune uprzedzić Atosa i zaprowadzić czterech przyjaciół.
Otrzymawszy te rozkazy służący wyszli.
Wówczas Atos wstał z krzesła, przypiął szpadę, otulił się w płaszcz i wyszedł z oberży; było około dziesiątej. Jak wiadomo, o dziesiątej wieczór na prowincji mało kto chodzi po ulicach. Ale Atos najwidoczniej szukał kogoś, do kogo mógłby zwrócić się z pytaniem. Wreszcie znalazł spóźnionego przechodnia, podszedł do niego, powiedział mu kilka słów: ów człowiek cofnął się z przerażeniem, odpowiedział wszakże muszkieterowi podając żądaną wiadomość. Atos ofiarował mu pół pistola za towarzystwo, ale tamten odmówił.
Atos szedł ulicą, którą wskazał mu przechodzień, ale znalazłszy się na skrzyżowaniu, stanął znów niepewny. Ponieważ jednak miał nadzieję, że spotka tu kogoś, czekał. Rzeczywiście po chwili zjawił się stróż nocny. Atos powtórzył mu to samo pytanie co przedtem, stróż okazał równe przerażenie, nie chciał Atosowi towarzyszyć i wskazał mu drogę.
Atos ruszył we wskazanym kierunku i doszedł do przedmieścia położonego na krańcu miasta, przeciwległym do tego, przez które wjechali. Tu znowu się zawahał i przystanął po raz trzeci.
Na szczęście przechodził żebrak, który zbliżył się do Atosa, by go poprosić o jałmużnę. Atos ofiarował mu talara za towarzystwo. Żebrak wahał się przez chwilę, ale na widok sztuki srebra, która połyskiwała w ciemności, przystał i ruszył przodem.
Gdy znaleźli się na rogu ulicy, żebrak wskazał w dali samotny i smutny dom. Atos poszedł w stronę tego domu; żebrak, otrzymawszy zapłatę, uciekał co sił w nogach.
Atos okrążył czerwonawo pomalowany dom, zanim zauważył drzwi; żadnego światła nie było widać, żaden dźwięk nie wskazywał na to, że dom jest zamieszkany; był ponury i milczący jak grób.
Atos zapukał trzykrotnie, ale nikt mu nie odpowiadał. Dopiero za trzecim razem rozległy się wewnątrz kroki. Wreszcie drzwi się uchyliły i ukazał się wysoki mężczyzna o bladej twarzy okolonej czarnymi włosami i brodą.
Atos i wysoki mężczyzna wymienili po cichu kilka słów, po czym gospodarz dał znak muszkieterowi, żeby wszedł. Atos skorzystał z pozwolenia i drzwi się zamknęły.
Człowiek, do którego Atos przyszedł z tak daleka i którego odnalazł z takim trudem, zaprowadził go do swego laboratorium, gdzie właśnie był zajęty wiązaniem kości szkieletu przy pomocy stalowych drutów. Korpus był już złożony, tylko czaszka leżała na stole.
Całe urządzenie pokoju wskazywało na to, że mieszkaniec tego domu zajmuje się naukami przyrodniczymi: były tam słoje pełne wężów podzielonych wedle gatunków, wysuszone jaszczurki połyskiwały jak szmaragdy w wielkich ramach z czarnego drzewa, wreszcie wiązki dzikich ziół, pachnących i obdarzonych zapewne cennymi właściwościami, nie znanymi zwyczajnym ludziom, były przyczepione do sufitu i wisiały w rogach pokoju.
Nie było tu zresztą ani rodziny, ani służby; wysoki mężczyzna sam mieszkał w tym domu.
Atos spojrzał zimnym i obojętnym okiem na opisane przez nas przedmioty i na zaproszenie gospodarza usiadł.
Wyjaśnił mu powód swej wizyty i powiedział, o jaką usługę go prosi, ale zaledwie wyłożył swą prośbę, gdy nieznajomy, który stał właśnie przed muszkieterem, cofnął się z przerażeniem i odmówił. Wówczas Atos wyciągnął z kieszeni niewielki papier, na którym były dwie linijki pisma, pieczęć i podpis, pokazał go temu, co przedwcześnie okazał niechęć. Wysoki mężczyzna, zaledwie spojrzał na papier, podpis i pieczęć, skłonił się na znak, że żadnych nie widzi już przeszkód i gotów jest usłuchać.
Atos nie żądał nic więcej; wstał, pożegnał gospodarza, wyszedł, ruszył tą samą drogą, wrócił do oberży i zamknął się w swoim pokoju.
O świcie d’Artagnan wszedł do pokoju Atosa i zapytał, co należy robić.
— Czekać — odparł Atos.
W kilka chwil potem przełożona klasztoru zawiadomiła muszkieterów, że pogrzeb odbędzie się w południe. O trucicielce nie miano wiadomości: wiedziano tylko, że uciekła przez ogród po piasku, na którym rozpoznano ślady jej stóp; furtka od ogrodu była zamknięta, klucz zniknął.
O oznaczonej godzinie lord Winter i czterej przyjaciele udali się do klasztoru; dzwony biły, kaplica była otwarta, krata od chóru zamknięta. Pośrodku chóru było ustawione ciało ofiary obleczone w habit nowicjuszki. Po obu stronach, na chórze i za kratami prowadzącymi do klasztoru, zgromadziły się wszystkie mniszki; słuchały mszy i śpiewały wraz z kapłanem, nie widząc ludzi świeckich i nie będąc przez nich widziane.
Po wejściu do kaplicy d’Artagnan poczuł, jak znów opuszcza go odwaga; odwrócił się, by spojrzeć na Atosa, ale Atosa nie było.
Pamiętając o spoczywającym na nim zadaniu, Atos udał się do ogrodu: tu, na piasku, idąc za lekkim odbiciem stóp tej kobiety, która wszędzie, gdziekolwiek przeszła, zostawiała za sobą krwawe ślady, doszedł do furtki prowadzącej do lasu, kazał ją otworzyć i wszedł w las.