Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
Ruszono w drogę.
Nazajutrz o trzeciej po południu przybyli do Surgères. Kardynał czekał tu na Ludwika XIII. Minister i król wymienili uprzejmości i powinszowali sobie szczęśliwego przypadku, który wybawił Francję od zawziętego wroga podburzającego przeciw niej całą Europę. Potem kardynał, uprzedzony przez Rocheforta o aresztowaniu d’Artagnana, którego spieszno mu było zobaczyć, pożegnał króla prosząc, by przybył nazajutrz obejrzeć gotową już tamę.
Wracając wieczorem do swojej kwatery przy Kamiennym Moście kardynał ujrzał przed drzwiami domu d’Artagnana bez szpady i trzech jego przyjaciół przy broni.
Tym razem, ponieważ był górą, spojrzał na nich surowo, spojrzeniem i ruchem ręki dając znak d’Artagnanowi, by szedł za nim.
D’Artagnan usłuchał.
— Czekamy na ciebie, d’Artagnanie — rzekł Atos dość głośno, by kardynał mógł go usłyszeć.
Jego Eminencja zmarszczył brew, przystanął na chwilę, za czym szedł dalej, nie mówiąc słowa.
D’Artagnan wszedł za kardynałem. Przy drzwiach stała straż.
Jego Eminencja udał się do pokoju, który służył mu za gabinet, i dał znak Rochefortowi, by wprowadził młodego muszkietera.
Rochefort wykonał rozkaz i wyszedł.
D’Artagnan pozostał sam z kardynałem; było to jego drugie spotkanie z Jego Eminencją, a nie wątpił, że będzie ostatnie.
Richelieu stał wsparty o kominek; od d’Artagnana dzielił go stół.
— Mości panie — rzekł kardynał — zostałeś aresztowany na mój rozkaz.
— Powiedziano mi o tym, Wasza Dostojność.
— A czy wiesz, dlaczego?
— Nie, Wasza Dostojność; mógłbym zostać aresztowany dla jednej tylko przyczyny, a ta jest jeszcze Waszej Eminencji nie znana. Richelieu patrzył uważnie na młodzieńca.
— Ejże — rzekł — co to ma znaczyć?
— Jeśli Wasza Dostojność zechce mi powiedzieć, jakie zbrodnie mi przypisują, powiem, co zrobiłem.
— Przypisuje ci się zbrodnie, za które spadły głowy nie takie jak twoja, mości panie! — rzekł kardynał.
— A jakież to zbrodnie, Wasza Dostojność? — zapytał d’Artagnan ze spokojem, który zdumiał kardynała.
— Zarzucają ci, żeś pisywał do nieprzyjaciół królestwa, że przejąłeś tajemnice państwowe, że próbowałeś udaremnić plany swego wodza.
— A któż mi to zarzuca, Wasza Dostojność? — rzekł d’Artagnan, który nie wątpił, że oskarżyła go Milady. — Kobieta napiętnowana przez sąd w naszym kraju, kobieta, która poślubiła jednego mężczyznę we Francji, a innego w Anglii, kobieta, która otruła swego drugiego męża i chciała otruć mnie samego?
— Co tu opowiadasz, mój panie! — zawołał zdumiony kardynał. — O jakiej kobiecie mówisz?
— O lady Winter — odparł d’Artagnan. — Tak, o lady Winter, której wszystkich zbrodni Wasza Eminencja bez wątpienia nie znał, skoro zaszczycił ją swym zaufaniem.
— Mości panie — rzekł kardynał — jeśli lady Winter, jak mówisz, popełniła te wszystkie zbrodnie, będzie ukarana.
— Jest już ukarana, Wasza Dostojność.
— A któż ją ukarał?
— My.
— Jest w więzieniu?
— Nie żyje.
— Nie żyje! — powtórzył kardynał, który nie mógł uwierzyć własnym uszom. — Nie żyje! powiedziałeś, że nie żyje?
— Trzy razy próbowała mnie zabić, wybaczyłem jej; ale zabiła kobietę, którą kochałem. Wówczas moi przyjaciele i ja pochwyciliśmy ją, osądzili i skazali.
D’Artagnan opowiedział o otruciu pani Bonacieux w klasztorze karmelitanek w Béthune, o sądzie w samotnym domu i o wykonaniu wyroku na brzegu Lys.
Dreszcz przebiegł przez ciało kardynała, choć nie drżał on z lada powodu.
Ale nagle, jakby pod działaniem ukrytej myśli, ponura dotąd twarz kardynała rozjaśniła się i przybrała najbardziej pogodny wyraz.
— A zatem — rzekł kardynał głosem, którego słodycz kontrastowała z surowością słów — ogłosiliście się sędziami, nie myśląc o tym, że ci, którzy karzą nie mając po temu prawa, są mordercami.
— Wasza Dostojność, przysięgam, że ani przez chwilę nie myślałem o tym, żeby ujść cało. Przyjmę karę, jaką Wasza Eminencja zechce mi wyznaczyć. Nie dbam tak bardzo o życie, bym obawiał się śmierci.
— Tak, wiem o tym, jesteś odważny, mój panie — rzekł kardynał czułym niemal głosem. — Mogę ci więc powiedzieć z góry, że będziesz sądzony, a nawet skazany.
— Kto inny odpowiedziałby Waszej Eminencji, że ma ułaskawienie w kieszeni, ja wszakże powiem: rozkazuj Wasza Dostojność, jestem gotów.
— Ułaskawienie? — zapytał Richelieu zaskoczony.
— Tak, Wasza Dostojność — rzekł d’Artagnan.
— Przez kogo podpisane? Przez króla?
Kardynał wypowiedział te słowa pogardliwym tonem.
— Nie, przez Waszą Eminencję.
— Przeze mnie? Oszalałeś chyba, mój panie!
— Wasza Dostojność pozna niewątpliwie swoje pismo.
Tu d’Artagnan pokazał kardynałowi cenny papier, który Atos odebrał Milady i dał d’Artagnanowi, by mu służył za glejt.
Jego Eminencja wziął papier i przeczytał wolno, akcentując każdą sylabę.
“Z mojego rozkazu właściciel tego dokumentu uczynił to, co uczynił.
Obóz pod La Rochelle, 5 sierpnia 1628. Richelieu”
Kardynał przeczytawszy te dwie linijki popadł w głęboką zadumę, nie oddał wszakże papieru d’Artagnanowi.
“Zastanawia się, jaki rodzaj męczarni wybrać dla mnie — powiedział do siebie cicho d’Artagnan. — Ale na honor! Zobaczy, jak szlachcic umiera”.
Młody muszkieter był gotów umrzeć bohatersko.
Richelieu wciąż się zastanawiał, obracając papier w rękach. Wreszcie podniósł głowę, utkwił orli wzrok w tej fizjonomii uczciwej, otwartej, bystrej, wyczytał z twarzy pobrużdżonej łzami wszystkie cierpienia, jakich zaznał młodzieniec przez ostatni miesiąc, i pomyślał po raz trzeci czy czwarty, jak wielką ma przed sobą przyszłość ten dwudziestojednoletni chłopiec, jak bardzo mógłby się przydać obdarzony takimi zdolnościami, odwagą i inteligencją, gdyby się znalazł w dobrych rękach.
Z drugiej strony zbrodnie, potęga, piekielny geniusz Milady przerażały kardynała już nieraz. Czuł skrytą radość, że uwolnił się na zawsze od niebezpiecznej wspólniczki.
Podarł powoli papier, który d’Artagnan oddał mu tak wielkodusznie.
“Jestem zgubiony” — pomyślał d’Artagnan.
Skłonił się głęboko przed kardynałem, jak człowiek, który powiada: “Panie, niech się stanie wola Twoja”.
Kardynał podszedł do stołu i nie siadając skreślił kilka linii na pergaminie zapisanym już w dwóch trzecich, za czym przyłożył swą pieczęć.
“To wyrok na mnie — rzekł sobie d’Artagnan. — Chce mi oszczędzić nudy Bastylii i długiego sądu. To bardzo uprzejmie z jego strony”.
— Proszę, mości panie — rzekł kardynał do młodzieńca. — Zabrałem ci twój glejt i wręczam ci w zamian inny. Na tym patencie brak nazwiska, dopiszesz je sam.
D’Artagnan wziął pismo z wahaniem i rzucił na nie okiem. Była to nominacja na porucznika muszkieterów. D’Artagnan padł do nóg kardynałowi.
— Wasza Dostojność! — zawołał. — Moje życie należy do ciebie, możesz nim rozporządzać od tej chwili; ale nie zasługuję na taką łaskę: mam trzech przyjaciół, którzy są bardziej jej godni...