Trzej muszkieterowie
- Автор: Дюма Александр
- Год: 1993
- Язык: польский
- Год: Wydawnictwo “Krąg”
- ISBN: 83-85208-13-5
- Переводчик: Joanna Guze
- Жанр: Исторические приключения
Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:
— Ale ci czterej powinni być teraz pod La Rochelle.
— Ja również tak sądziłam; ale list, który pani Bonacieux otrzymała od pani marszałkowej i lekkomyślnie mi pokazała, każe mi wierzyć, że jadą tutaj.
— U licha! I co robić?
— Co powiedział pan kardynał, jeśli idzie o mnie?
— Mam otrzymać od pani wiadomości pisemne lub ustne i wrócić pocztą; kiedy Jego Eminencja będzie wiedzieć, coś zrobiła, da ci znać, co masz robić dalej.
— Powinnam więc tu zostać?
— Tu albo w okolicy.
— Nie może mnie pan zabrać ze sobą?
— Nie, rozkaz jest wyraźny; w okolicach obozu mogą panią poznać i, jak sama rozumiesz, twoja obecność skompromitowałaby Jego Eminencję.
— A zatem mam czekać tu lub w okolicy.
— Powiedz mi pani tylko od razu, gdzie będziesz czekała na rozkazy Jego Eminencji, bym wiedział, gdzie cię szukać.
— Może nie będę mogła tu zostać.
— Dlaczego?
— Zapominasz pan, że moi wrogowie mogą przybyć w każdej chwili.
— To prawda; ale w takim razie ta kobieta wymknie się Jego Eminencji.
— Ba! — rzekła Milady ze swym szczególnym uśmiechem. — Zapominasz pan, że jestem jej najlepszą przyjaciółką.
— Rzeczywiście! Mogę więc powiedzieć kardynałowi, że jeśli idzie o tę kobietę...
— Może być spokojny.
— To wszystko?
— Będzie wiedział, co to znaczy.
— Odgadnie. A teraz co mam robić?
— Wyjechać natychmiast; wydaje mi się, że z takimi nowinami warto się pośpieszyć.
— Mój powóz został uszkodzony, kiedy wyjeżdżałem do Lilliers[*].
— Znakomicie!
— Jak to znakomicie?
— A tak, potrzebny mi pański powóz.
— Jakże więc pojadę?
— Konno.
— Łatwo pani powiedzieć, sto osiemdziesiąt mil.
— I cóż to takiego?
— Dobrze. Co dalej?
— Przejeżdżając przez Lilliers, odeślesz mi powóz, polecając swemu służącemu, by był na moje rozkazy.
— Dobrze.
— Masz pan zapewne przy sobie jakiś rozkaz kardynała?
— Moje pełnomocnictwo.
— Pokażesz je przeoryszy i powiesz jej, że przyjadą tu po mnie dziś lub jutro i że mam wyjechać z osobą przysłaną przez pana.
— Wybornie.
— Nie zapomnij mówić o mnie surowo przeoryszy.
— Dlaczego?
— Jestem ofiarą kardynała. Muszę przecie wzbudzić zaufanie tej biednej pani Bonacieux.
— Słusznie. A teraz, czy chciałaby pani złożyć mi raport z tego, co zaszło?
— Przecie powiedziałam panu wszystko, masz dobrą pamięć. Powtórz to, co usłyszałeś, papier można zgubić.
— Masz rację; muszę tylko wiedzieć, gdzie pani szukać, żebym nie tracił czasu na przetrząsanie okolicy.
— Dobrze, zaczekaj.
— Czy dać pani mapę?
— O, znam tę okolicę doskonale.
— Pani? Kiedyś tu była?
— Wyrosłam tutaj.
— Doprawdy?
— Jak widzisz, taka rzecz może się przydać.
— Będzie więc pani na mnie czekać?...
— Pozwól mi się zastanowić przez chwilę; dobrze, w Armentières.
— Co to za Armentières?
— Miasteczko nad Lys[*]; wystarczy, bym przejechała rzekę, a znajdę się za granicą.
— Doskonale! Ale rzecz jasna, że przeprawi się pani przez rzekę tylko w razie niebezpieczeństwa.
— Oczywiście!
— A jakże będę wiedział, gdzie pani jest?
— Nie jest panu potrzebny służący?
— Nie.
— To pewny człowiek?
— Wypróbowany.
— Daj mi go pan; nikt go nie zna, zostawię go w miejscowości, którą opuszczę; wskaże ci do mnie drogę.
— Więc pani powiada, że będzie na mnie czekać w Armentières?
— Tak.
— Napisz mi tę nazwę na skrawku papieru, żebym nie zapomniał; nazwa miasteczka to chyba nic kompromitującego?
— Któż to może wiedzieć? Ale mniejsza z tym — rzekła Milady pisząc nazwę na kartce papieru. — Więc będę skompromitowana.
— Dobrze — powiedział Rochefort biorąc z rąk Milady papier, który złożył i schował w kapeluszu. — Zresztą niech pani będzie spokojna, zrobię, jak robią dzieci: jeśli zgubię papier, będę powtarzał nazwę przez całą drogę. A więc to już wszystko?
— Tak mi się zdaje.
— Powtórzmy: Buckingham nie żyje lub ciężko ranny; twoja rozmowa z kardynałem podsłuchana przez muszkieterów; lord Winter uprzedzony o twoim przybyciu do Portsmouth; d’Artagnan i Atos do Bastylii; Aramis kochanek pani de Chevreuse; Portos pyszałek; pani Bonacieux odnaleziona; przysłać pani jak najszybciej powóz; oddać mego służącego do twej dyspozycji; zrobić z ciebie ofiarę kardynała, żeby przeorysza wyzbyła się wszelkich podejrzeń; Armentières na brzegu Lys. Czy tak?
— Doprawdy, mój drogi kawalerze, masz wyborną pamięć. Ale dodaj jeszcze jedno.
— Co?
— Widziałam śliczny las, który graniczy z ogrodem klasztornym. Powiedz przeoryszy, że wolno mi przechadzać się w tym lesie; kto wie, może trzeba mi będzie wyjść furtką.
— Pamięta pani o wszystkim.
— Ale pan zapomina o pewnej rzeczy...
— O czym?
— Zapytać, czy nie trzeba mi pieniędzy.
— Rzeczywiście, ile pani trzeba?
— Tyle złota, ile pan ma przy sobie.
— Mam około pięciuset pistoli.
— Ja tyle samo; mając tysiąc pistoli można zrobić wszystko; opróżnij kieszenie.
— Proszę.
— Dobrze. Kiedy pan wyrusza?
— Za godzinę; muszę coś zjeść i posłać po konia pocztowego.
— Znakomicie. Do widzenia, kawalerze!
— Do widzenia, hrabino!
— Poleć mnie kardynałowi.
— Poleć mnie diabłu.
Milady i Rochefort wymienili uśmiechy i rozstali się.
W godzinę potem Rochefort ruszył galopem; w pięć godzin potem przejeżdżał przez Arras.
Nasi czytelnicy wiedzą już, że d’Artagnan go poznał, co wzbudziło obawy w czterech muszkieterach i przyśpieszyło ich podróż.
Rozdział XXXIII
KROPLA WODY
Ledwie Rochefort wyszedł, gdy weszła pani Bonacieux. Zastała Milady uśmiechniętą.
— A więc — rzekła młoda kobieta — to, czego się pani obawiała, już się stało; dziś wieczór lub jutro rano kardynał przyśle po ciebie.
— Kto ci to powiedział, moje, dziecko? — zapytała Milady.
— Słyszałam z ust samej przeoryszy.
— Siądź tu przy mnie — rzekła Milady.
— Jestem.
— Poczekaj, aż się upewnię, że nikt nas nie słyszy.
— Po cóż te środki ostrożności?
— Zaraz się dowiesz.
Milady wstała, podeszła do drzwi, otworzyła je, zajrzała na korytarz i wróciła, by usiąść przy pani Bonacieux.
— A więc — rzekła — dobrze grał swą rolę?
— Kto?
— Ten człowiek, co mówił przeoryszy, że jest wysłannikiem kardynała.
— Więc grał rolę?
— Tak, moje dziecko.
— Ten człowiek nie jest więc...
— Ten człowiek — powiedziała Milady zniżając głos — jest moim bratem.