Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Trzej muszkieterowie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Trzej muszkieterowie

Электронная книга - «Trzej muszkieterowie». Краткое содержание книги:

Najsłynniejsza powieść Aleksandra Dumasa ojca, której akcja toczy się w XVII wieku za panowania Ludwika XIII. Bohater książki, ubogi gaskoński szlachcic d’Artagnan i jego trzej przyjaciele: Atos, Portos i Aramis przeżywają mnóstwo zaskakujących przygód w świecie pełnym intryg, pojedynków, zdrad, miłosnych namiętności... Ze wszystkich opresji wychodzą obronną ręką, bowiem postępują wedle skutecznej zasady: “Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”.
1 ... 151 152 153 154 155 156 157 158 159 ... 167
Перейти на страницу:

— Ale ci czterej powinni być teraz pod La Rochelle.

— Ja również tak sądziłam; ale list, który pani Bonacieux otrzymała od pani marszałkowej i lekkomyślnie mi pokazała, każe mi wierzyć, że jadą tutaj.

— U licha! I co robić?

— Co powiedział pan kardynał, jeśli idzie o mnie?

— Mam otrzymać od pani wiadomości pisemne lub ustne i wrócić pocztą; kiedy Jego Eminencja będzie wiedzieć, coś zrobiła, da ci znać, co masz robić dalej.

— Powinnam więc tu zostać?

— Tu albo w okolicy.

— Nie może mnie pan zabrać ze sobą?

— Nie, rozkaz jest wyraźny; w okolicach obozu mogą panią poznać i, jak sama rozumiesz, twoja obecność skompromitowałaby Jego Eminencję.

— A zatem mam czekać tu lub w okolicy.

— Powiedz mi pani tylko od razu, gdzie będziesz czekała na rozkazy Jego Eminencji, bym wiedział, gdzie cię szukać.

— Może nie będę mogła tu zostać.

— Dlaczego?

— Zapominasz pan, że moi wrogowie mogą przybyć w każdej chwili.

— To prawda; ale w takim razie ta kobieta wymknie się Jego Eminencji.

— Ba! — rzekła Milady ze swym szczególnym uśmiechem. — Zapominasz pan, że jestem jej najlepszą przyjaciółką.

— Rzeczywiście! Mogę więc powiedzieć kardynałowi, że jeśli idzie o tę kobietę...

— Może być spokojny.

— To wszystko?

— Będzie wiedział, co to znaczy.

— Odgadnie. A teraz co mam robić?

— Wyjechać natychmiast; wydaje mi się, że z takimi nowinami warto się pośpieszyć.

— Mój powóz został uszkodzony, kiedy wyjeżdżałem do Lilliers[*].

— Znakomicie!

— Jak to znakomicie?

— A tak, potrzebny mi pański powóz.

— Jakże więc pojadę?

— Konno.

— Łatwo pani powiedzieć, sto osiemdziesiąt mil.

— I cóż to takiego?

— Dobrze. Co dalej?

— Przejeżdżając przez Lilliers, odeślesz mi powóz, polecając swemu służącemu, by był na moje rozkazy.

— Dobrze.

— Masz pan zapewne przy sobie jakiś rozkaz kardynała?

— Moje pełnomocnictwo.

— Pokażesz je przeoryszy i powiesz jej, że przyjadą tu po mnie dziś lub jutro i że mam wyjechać z osobą przysłaną przez pana.

— Wybornie.

— Nie zapomnij mówić o mnie surowo przeoryszy.

— Dlaczego?

— Jestem ofiarą kardynała. Muszę przecie wzbudzić zaufanie tej biednej pani Bonacieux.

— Słusznie. A teraz, czy chciałaby pani złożyć mi raport z tego, co zaszło?

— Przecie powiedziałam panu wszystko, masz dobrą pamięć. Powtórz to, co usłyszałeś, papier można zgubić.

— Masz rację; muszę tylko wiedzieć, gdzie pani szukać, żebym nie tracił czasu na przetrząsanie okolicy.

— Dobrze, zaczekaj.

— Czy dać pani mapę?

— O, znam tę okolicę doskonale.

— Pani? Kiedyś tu była?

— Wyrosłam tutaj.

— Doprawdy?

— Jak widzisz, taka rzecz może się przydać.

— Będzie więc pani na mnie czekać?...

— Pozwól mi się zastanowić przez chwilę; dobrze, w Armentières.

— Co to za Armentières?

— Miasteczko nad Lys[*]; wystarczy, bym przejechała rzekę, a znajdę się za granicą.

— Doskonale! Ale rzecz jasna, że przeprawi się pani przez rzekę tylko w razie niebezpieczeństwa.

— Oczywiście!

— A jakże będę wiedział, gdzie pani jest?

— Nie jest panu potrzebny służący?

— Nie.

— To pewny człowiek?

— Wypróbowany.

— Daj mi go pan; nikt go nie zna, zostawię go w miejscowości, którą opuszczę; wskaże ci do mnie drogę.

— Więc pani powiada, że będzie na mnie czekać w Armentières?

— Tak.

— Napisz mi tę nazwę na skrawku papieru, żebym nie zapomniał; nazwa miasteczka to chyba nic kompromitującego?

— Któż to może wiedzieć? Ale mniejsza z tym — rzekła Milady pisząc nazwę na kartce papieru. — Więc będę skompromitowana.

— Dobrze — powiedział Rochefort biorąc z rąk Milady papier, który złożył i schował w kapeluszu. — Zresztą niech pani będzie spokojna, zrobię, jak robią dzieci: jeśli zgubię papier, będę powtarzał nazwę przez całą drogę. A więc to już wszystko?

— Tak mi się zdaje.

— Powtórzmy: Buckingham nie żyje lub ciężko ranny; twoja rozmowa z kardynałem podsłuchana przez muszkieterów; lord Winter uprzedzony o twoim przybyciu do Portsmouth; d’Artagnan i Atos do Bastylii; Aramis kochanek pani de Chevreuse; Portos pyszałek; pani Bonacieux odnaleziona; przysłać pani jak najszybciej powóz; oddać mego służącego do twej dyspozycji; zrobić z ciebie ofiarę kardynała, żeby przeorysza wyzbyła się wszelkich podejrzeń; Armentières na brzegu Lys. Czy tak?

— Doprawdy, mój drogi kawalerze, masz wyborną pamięć. Ale dodaj jeszcze jedno.

— Co?

— Widziałam śliczny las, który graniczy z ogrodem klasztornym. Powiedz przeoryszy, że wolno mi przechadzać się w tym lesie; kto wie, może trzeba mi będzie wyjść furtką.

— Pamięta pani o wszystkim.

— Ale pan zapomina o pewnej rzeczy...

— O czym?

— Zapytać, czy nie trzeba mi pieniędzy.

— Rzeczywiście, ile pani trzeba?

— Tyle złota, ile pan ma przy sobie.

— Mam około pięciuset pistoli.

— Ja tyle samo; mając tysiąc pistoli można zrobić wszystko; opróżnij kieszenie.

— Proszę.

— Dobrze. Kiedy pan wyrusza?

— Za godzinę; muszę coś zjeść i posłać po konia pocztowego.

— Znakomicie. Do widzenia, kawalerze!

— Do widzenia, hrabino!

— Poleć mnie kardynałowi.

— Poleć mnie diabłu.

Milady i Rochefort wymienili uśmiechy i rozstali się.

W godzinę potem Rochefort ruszył galopem; w pięć godzin potem przejeżdżał przez Arras.

Nasi czytelnicy wiedzą już, że d’Artagnan go poznał, co wzbudziło obawy w czterech muszkieterach i przyśpieszyło ich podróż.

Rozdział XXXIII

KROPLA WODY

Ledwie Rochefort wyszedł, gdy weszła pani Bonacieux. Zastała Milady uśmiechniętą.

— A więc — rzekła młoda kobieta — to, czego się pani obawiała, już się stało; dziś wieczór lub jutro rano kardynał przyśle po ciebie.

— Kto ci to powiedział, moje, dziecko? — zapytała Milady.

— Słyszałam z ust samej przeoryszy.

— Siądź tu przy mnie — rzekła Milady.

— Jestem.

— Poczekaj, aż się upewnię, że nikt nas nie słyszy.

— Po cóż te środki ostrożności?

— Zaraz się dowiesz.

Milady wstała, podeszła do drzwi, otworzyła je, zajrzała na korytarz i wróciła, by usiąść przy pani Bonacieux.

— A więc — rzekła — dobrze grał swą rolę?

— Kto?

— Ten człowiek, co mówił przeoryszy, że jest wysłannikiem kardynała.

— Więc grał rolę?

— Tak, moje dziecko.

— Ten człowiek nie jest więc...

— Ten człowiek — powiedziała Milady zniżając głos — jest moim bratem.

1 ... 151 152 153 154 155 156 157 158 159 ... 167
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)