Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Gazeta Lokalna - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gazeta Lokalna

Электронная книга - «Gazeta Lokalna». Краткое содержание книги:

Podczas wystawnego przyjęcia wydanego na cześć sędziego okręgowego Pinchasa Hornsztyka zostaje zamordowana jego żona Aleksandra, ambitna kobieta interesu. Uczestnicząca w przyjęciu Lizzi Badihi, księżniczka miejscowego brukowca, postanawia podjąć prywatne śledztwo. Rozwikłanie zagadkowego zabójstwa staje się dla niej sprawą prestiżową. Frapująca intryga kryminalna, która zadowoli najwybredniejszych koneserów tego gatunku powieści, nie jest jednak jedyną zaletą książki. W miarę rozwoju akcji ciekawym przeobrażeniom podlega też sama jej bohaterka, głównie za sprawą niekonwencjonalnych przygód erotycznych. Czytelnik znajdzie tu też sporo ciekawych obrazków z życia współczesnej izraelskiej prowincji.
1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 52
Перейти на страницу:

– Jest w szoku – westchnęła Jafa. – Cała odpowiedzialność spoczywa na nim. Wszystkie pożyczki i oszczędności!

– To nie jego wina, że ją zamordowano.

– Tak, ale co z pieniędzmi, które znikły?

– Nie znikły. Wszystko się wyjaśni. – Willi był wyraźnie zły na żonę. Wydłużył krok, jakby złość udzieliła się nawet jego roboczym butom i wystającym z cholewek skarpetkom. Widziały teraz tylko jego plecy.

– Willi nie jest w stanie zmierzyć się z rzeczywistością – powiedziała Jafa. – Ludzie tu są dobrzy, każdy lubi pracować, panuje równość, powietrze mamy świeże, a przyszłość różową. Gertrude Fisch miała rację. Trzeba umieć patrzeć.

W stołówce Lizzi poznała Szajkego Achinoama. Był niski i energiczny jak matka i miał niebieskie oczy ojca, ale pozbawione tego wzruszającego, naiwnego wyrazu. Kiedy zjedli smażoną rybę, Lizzi zapytała, czy mógłby jej poświęcić pół godziny, ponieważ zbiera materiały do artykułu o Aleksandrze Hornsztyk. Szajke był zajęty. Oczekiwano go w biurze. Hodowca mango chce się poradzić w sprawie plagi jeżozwierzy, a o trzeciej ma przyjechać przedstawiciel „Agrocasco” na rozmowę wstępną o uprawie papai. O czwartej zbiera się u niego Rada Projektów. Jafa zaproponowała więc Lizzi, żeby odpoczęła u nich w domu, aż będzie wolny. Willi natomiast powiedział, że niedobrze jest prowadzić po ciemku, i zasugerował Szajkemu, żeby zmienił kolejność spotkań. Zanim zjedli pomarańcze, Szajke zgodził się umieścić Lizzi przed hodowcą mango.

Kiedy znaleźli się w biurze skarbnika, wyzbył się tej odrobiny grzeczności, którą starał się zachować w obecności rodziców. Oskarżył Lizzi, że wykorzystała ich naiwność, aby dostać się do kibucu i węszyć w jego sprawach wewnętrznych. Oświadczył też gwałtownie, że nie przyłoży ręki do oszustw dziennikarzy. Lizzi zaprotestowała. Poszła na wystawę, nie wiedząc, kim są artyści. Jest niesprawiedliwy. Gdyby chciała przyjechać do Oznai i „węszyć w sprawach wewnętrznych”, zrobiłaby to już wcześniej z pomocą Szibolet. Jest gotowa wstać i pójść sobie w każdej chwili. Lecz jego reakcja dowodzi, że istotnie coś jest nie w porządku.

Otworzyły się drzwi i z sąsiedniego pokoju wyszedł Ido Gabrielow, sekretarz kibucu. Około pięćdziesiątki, średniego wzrostu, drobny, z twarzą pomarszczoną i bladą jak u kogoś, kto w dzieciństwie był niejadkiem. Zapytał, co to za hałasy.

– Nie mamy co ukrywać, Szajke – rzekł, gdy ten wyjaśnił mu, o co chodzi. – Niepotrzebnie się złościsz. Trafią do nas, czy tego chcemy, czy nie. Jeśli nie znajdzie się żaden motyw osobisty – nieszczęśliwa miłość, zdrada, diabli wiedzą co jeszcze – policja zacznie sprawdzać interesy Aleksandry Hornsztyk. Chyba że popełniła samobójstwo.

– Ona się nie zabiła – powiedziała Lizzi.

– Nie. Nie była typem samobójczyni – zgodził się z nią Ido.

– A jeśli rzeczywiście znajdzie się motyw osobisty… – nie ustępował Szajke. – Nie ma sensu wywoływać wilka z lasu.

– Ale wilk już został wywołany. Lepiej przekazać informacje na twoich warunkach niż przeciwnika. Brakuje nam pół miliona dolarów w kasie!

– Nie chcę z nią rozmawiać i nie zgadzam się, żebyś ty to robił. – Głos Szajkego drżał ze zdenerwowania. – A jeśli się przy tym upierasz, będziesz musiał mieć zezwolenie zarządu na udzielenie wywiadu.

– To jest terror! – Ido wypluł to słowo, jakby pozbywał się pestki, która utkwiła w gardle.

– No wiesz, Ido! Daj spokój! Po co te wielkie słowa? Mamy problem. Jesteś w stanie wziąć na siebie odpowiedzialność? Chcesz trzęsienia ziemi? Proszę bardzo, ty z nią rozmawiaj. Ale nie tutaj i nie teraz. Jestem zajęty.

Ido zbladł, chciał coś powiedzieć, ale zrezygnował i wyszedł z pokoju.

– W jaki sposób zginęło wam pół miliona dolarów? – spytała Lizzi. Wiedziała, że go prowokuje, ale co jeszcze mógł jej zrobić? Uderzyć?

Szajke wyglądał tak, jakby naprawdę miał taki zamiar. Zwrócił się w jej stronę wściekły, jego oczy płonęły niebieskim ogniem.

– Wy, dziennikarze – syknął ze złością – krwiopijcy.

– Jestem osobą pracującą i uczciwie utrzymuję się z własnej pracy. Sama zapłaciłam za studia i za każdą kromkę chleba, którą zjadłam, odkąd wyszłam z wojska dziesięć lat temu. Nigdy jeszcze nie wyciągnęłam informacji od kogoś, kto nie wiedział, kim jestem i czemu o to pytam. I są to najdłuższe przeprosiny, jakie kiedykolwiek wygłosiłam.

Wyraz twarzy Szajkego nieco złagodniał. Lizzi dostrzegła, że jego oczy mimo wszystko przypominają oczy ojca. W tej samej chwili rozległo się pukanie i do pokoiku weszło trzech mężczyzn. Jeden z nich, hodowca mango, przedstawił Szajkemu pracownika rezerwatu przyrody, który trzymał w ręku pustą pułapkę na jeżozwierze, oraz agenta ubezpieczeń dla rolników.

– Chcesz, żebyśmy poczekali na zewnątrz? – zapytał hodowca.

– Nie, nie. Przyszliście w samą porę, siadajcie – powiedział Szajke. – Właśnie skończyliśmy.

Rozdział 12

Lizzi usłyszała pisk pagera, jeszcze zanim doszła do samochodu. Odkryto, kto poplamił prześcieradło Filipinki – pomyślała przestraszona. Weszła do jakiegoś budynku, który wyglądał jak fabryka śrub, i spytała, czy może skorzystać z telefonu.

– Badihi, gdzie jesteś?

– W kibucu Sade Oznaja.

– Co tam robisz?

– Przeprowadzałam wywiad z rzeźbiarzem amatorem.

– Dlaczego nie bierzesz ze sobą pagera?

– Co mi to tutaj da?

– Badihi! A jeśli Egipcjanie zbombardują Beer Szewę?

– Czy Egipcjanie zbombardowali Beer Szewę?

Usłyszała jakieś trzaski i ucieszyła się, że nie rozumie, co Arieli odpowiedział. Jeszcze gotów podbić jej serce swoim kwiecistym językiem! Cierpliwie czekała na dalszy ciąg rozmowy.

– Aresztowano Filipinkę od Hornsztyków.

– Wiem.

– Informacja pojawiła się w „Dzienniku”.

– Myślałam, że nie chce pan publikować niczego, co dotyczy tej historii.

– Pozwól mi decydować samemu, co chcę publikować, a czego nie.

– Dobrze.

– Badihi!

– Tak?

– Nie baw się ze mną. Do tej pory miałaś dla mnie jedynie plotki i pogłoski. Aresztowanie Filipinki to fakt, który można sprawdzić. Wyślij wiadomość.

– Dobrze.

Uśmiechnęła się do siebie. Niech Arieli się trochę pomęczy.

– Badihi!

– Tak?

– Co robisz w Sade Oznai?

Postanowiła nie przeciągać struny i opowiedziała mu o powiązaniach Aleksandry Hornsztyk z kibucem.

– Myślisz, że pieniądze, które kibuc zapłacił Aleksandrze, znikły?

– Tak.

– Ktoś je ukradł?

– Nie wiem.

– O jakiej sumie mowa?

– Pół miliona dolarów.

– Czeki bez pokrycia?

– Nie. Pieniądze znikły gdzieś w drodze między kibucem a panią Hornsztyk.

– To sensacyjna wiadomość – powiedział Arieli.

– Wysłać coś?

– Nie masz dowodów.

– Mogę zacytować rozmowy, które tu słyszałam.

– I narazić się na sprawę o oszczerstwo?

Arieli rozłączył się, zostawiając Lizzi z tym pytaniem jakieś dwadzieścia kilometrów od Beer Szewy. Czy on tak samo traktuje kolegów z redakcji w Tel Awiwie? Uderza i znika?

Kiedy przeprowadzili się do nowej siedziby, wyświadczył im łaskę. Przyjechał do Beer Szewy z właścicielem gazety, Perlmuterem, panem Zewulunem, kierowcą, i panią Diną, odpowiedzialną za redakcyjne komputery. Wypili koniak, zjedli małe kawałeczki śledzia, oliwki i burekas, a na zakończenie uraczyli się sokiem pomarańczowym, który stał się już prawie symbolem ich zawodu. Specjalistka od komputerów, kobieta około czterdziestki, z powiekami umalowanymi jaskrawym niebieskim cieniem, myślała – oczywiście – że Lizzi jest kelnerką. Poprosiła ją, żeby podała kawę, ponieważ muszą już wracać do Tel Awiwu. Lizzi poszła przygotować kawę, a kiedy wchodziła do pokoju z tacą w ręku, pan Ocet, Gedalia Arieli, życzył powodzenia Prosperowi Parparowi, szefowi drukarni, który też został zaproszony na małe przyjęcie.

1 ... 11 12 13 14 15 16 17 18 19 ... 52
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)