Gazeta Lokalna
- Автор: Lapid Shulamit
- Язык: польский
- Жанр: Другие детективы
Электронная книга - «Gazeta Lokalna». Краткое содержание книги:
Do klubu zaczęli napływać ludzie. Wszyscy młodzi, około dwudziestki. Od czasu do czasu ktoś podchodził i klepał Jackiego po ramieniu. Bruria sunęła od stolika do stolika, zapalając świece, a potem zgasiła światło elektryczne. Barman przecierał kufle i wieszał je na drewnianych kołkach nad głową.
– Bencijon Koresz w końcu do mnie dotrze. Proszę, porozmawiaj z nim. Opowiedz mu to, co ci powiedziałem. Nie złamałem w żaden sposób prawa. Byłem kochankiem Aleks Hornsztyk. Dokładnie tak, jak ty byłaś kochanką Pinchasa Hornsztyka.
Lizzi popatrzyła na Jackiego zimnym wzrokiem. Ledwie zdołała zdusić w sobie krzyk. Coś podobnego przeżyła w dzieciństwie, gdy o mało nie utonęła w morzu.
– Co masz na myśli? – zapytała.
– Widziałem was.
– Co widziałeś?
– Nie udawaj.
– To ty nie udawaj.
Wstała z miejsca, biorąc torbę zawieszoną na oparciu krzesła. Jackie złapał ją za ramię i przytrzymał siłą.
– Zabierz rękę.
Ludzie w klubie zaczęli im się przyglądać i Lizzi pomyślała, że to dobrze. To jej pomoże. Jeśli będzie trzeba, wywoła awanturę. Miała wielką ochotę wywołać awanturę.
– Lizzi, usiądź, proszę. Przepraszam.
– To twoja sprawa, co ci chodzi po głowie, Jackie. Mnie w to nie mieszaj.
– W porządku. Przeprosiłem cię. Usiądź. I tak za piętnaście minut zaczynam grać.
Doskonale pamiętała, że kiedy zeszła z Hornsztykiem do piwnicy, Jackie siedział przy fortepianie w salonie. W pokoju Filipinki słyszała dochodzącą z góry melodię. Nie mógł nic widzieć. Chyba że ktoś inny widział, jak wchodzili lub wychodzili z pokoju, i mu o tym powiedział.
Lizzi usiadła i starała się na niego nie patrzeć. Nigdy nie lubiła Jackiego Danziga. Teraz naprawdę go nie cierpiała. Tylko że ten wstrętny człowiek niekoniecznie musi być mordercą – powiedziała sobie.
– Wytłumacz się.
– Po prostu się pomyliłem.
– Chcę wiedzieć, co miałeś na myśli.
– Kiedy już mi powiedziałaś, że idziesz do domu, zobaczyłem, że podchodzisz do drzwi i rozmawiasz z Hornsztykiem, a potem oboje znikacie w środku.
– Pokazywał mi willę.
– Ale nie wróciliście.
– Wyszłam przez ogród. Nie chciałam iść tą samą drogą, skoro już się ze wszystkimi pożegnałam. Hornsztyk przecież wrócił?
– Dobrze wiesz, że nie wrócił.
– Ale stał przy drzwiach i żegnał gości?
– Grałem do północy. O północy zmienił mnie didżej i pojechałem do domu.
– Puszczali w końcu fajerwerki?
– Może później. – Milczał jakiś czas, po czym zapytał: – Porozmawiasz z Koreszem?
– Tak.
– Dziękuję, Lizzi.
Nie odpowiedziała ani nie popatrzyła na niego. Sala wypełniała się młodymi ludźmi, gwarem rozmów i dymem papierosów. Ruda grzywka kręciła się między stolikami, z tacą zastawioną butelkami piwa. Na małej scenie ktoś sprawdzał mikrofon.
Lizzi wyszła na zewnątrz. W świetle latarni spojrzała na zegarek. Prawie dziesiąta. Trochę za późno, żeby dzwonić do Benciego. Obudzi dziewczynki i Georgette będzie na nią zła. Teraz żałowała, że wzięła prysznic przed rozmową z Jackiem. Chętnie znowu by się wykąpała. Jak to się stało, że ze wszystkich facetów na świecie Aleksandra Hornsztyk wybrała właśnie jego? Lizzi przypomniała sobie Adulama; postanowiła zadzwonić do Arielego i opowiedzieć mu o wszystkim. Trzymała w ręku koniec długiej splątanej nici i potrzebowała jego wsparcia.
– To wolny kraj. Jeśli zechcemy drukować historie wszystkich romansów, nie zostanie nam miejsca na nic innego – powiedział Arieli równie miłym tonem jak zawsze.
– Ten romans skończył się morderstwem.
– Jaki jest związek między morderstwem a faktem, że ofiara miała młodego kochanka?
– Popadła w kłopoty finansowe. Była w sytuacji podbramkowej. Chciała, żeby zwrócił jej pieniądze.
– Możesz to udowodnić?
– On sam mi opowiedział.
– Nie sprawia wrażenia specjalnie prawdomównego.
– Nie, rzeczywiście.
– Czemu w ogóle chciał z tobą rozmawiać?
– Prosił, żebym pomówiła z moim kuzynem, który prowadzi śledztwo. Bał się, że policja będzie się nad nim znęcać w czasie przesłuchania.
– Chce cię wykorzystać. Tak jak wykorzystywał panią Hornsztyk.
Lizzi poczuła nagły dreszcz. Arieli oczywiście miał rację. Jackie próbował ją wykorzystać. Z drugiej strony jednak zamierzała mu odpłacić tą samą monetą.
– Rozmawiałaś ze szwagrem?
– Jeszcze nie.
– Nie rozmawiaj z nim, Badihi.
– Dlaczego?
– Zabroni ci opublikować tę historię.
– Ale może też mi coś powiedzieć.
Arieli zakończył rozmowę w swój ulubiony sposób – rzucając słuchawkę. Lizzi obiecała sobie, że kiedyś również tak zrobi. Żadnego „cześć”, żadnego „do widzenia”, tylko ten głuchy stuk, raptownie rozdzielający ją z rozmówcą. Siedziała chwilę, wpatrując się w aparat, i usiłowała się domyślić, czy trzask słuchawki znaczył: „Masz rację, kochana Lizzi” czy też „Nie mam co gadać z taką idiotką”. Możliwe, że coś pośrodku. A przecież, rozważając sprawę na chłodno, Arieli wydawał się zatroskany faktem, że Benci może jej zabronić opublikowania tej historii. Co by znaczyło, że jest zainteresowany. Ale czy sądzi, że ona rozwiąże tę zagadkę bez współpracy z policją? Nie, nawet przeklęty Arieli wie, że to niemożliwe. Tak tylko zabezpiecza się na przyszłość. Zawsze będzie mógł powiedzieć, że zakazał Lizzi Badihi radzić się policji, tak jak i będzie mógł powiedzieć, że na jej prośbę zezwolił na współpracę z policją.
Lizzi włożyła magnetofon do szuflady, zdjęła plastikowe kolczyki i poszła do łazienki. Zezłościło ją, że woda jest letnia. W zeszłym miesiącu wydała prawie jedną trzecią pensji na naprawy urządzeń ogrzewczych w budynku. Trudno. Pojutrze założą jej grzejnik i przynajmniej jeden problem w końcu zostanie rozwiązany.
Rozdział 9
„Intymny związek między zamordowaną a miejscowym pianistą”. Lizzi wpatrywała się w nagłówek „Dziennika”, jak gdyby za moment litery miały się zamienić w olbrzymie skorpiony i pożreć ją żywcem. Była tak zła, że znaki tańczyły jej przed oczami i nie mogła przeczytać całego artykułu. Ten wąż Adulam! Arieli i te jego rady!
Siedziała w swoim mieszkaniu i czekała na montera, który oczywiście nie przyszedł. Czy w ogóle jakikolwiek pracownik w tym kraju był w stanie zjawić się na czas? To nie Szwajcaria. Mała ziemia pionierów, wszystko improwizowane, zero porządku. Na pewno przyjdzie, może nie dzisiaj, ale w końcu przyjdzie, a ona będzie miła i zaproponuje mu coś do picia. On powie jej na próbę jakiś komplement, żeby sprawdzić, czy w ogóle jest o czym mówić. Ona zaś – doświadczona w takich sytuacjach – będzie starała się tak odpowiedzieć, żeby się nie obraził i jeszcze założył jej piecyk.
Dopiero o dziesiątej dotarła do redakcji. Szibolet powiedziała, że szuka jej inspektor Bencijon Koresz, a Dahan zapytał, co się stało.
– Wstałam o szóstej rano, żeby być gotowa na wizytę tego twojego montera, ale się nie doczekałam.
– Jak to, nie przyszedł? – Czuł się obrażony, jeśli rzeczywistość zaprzeczała stwierdzeniu: „Dahan wszystko załatwi”. Patrzył na nią wzrokiem wiernego spaniela, którego porzucił właściciel. Mało brakowało, a Lizzi zaczęłaby go naprawdę żałować.
– Jedno ci mogę obiecać. Już nigdy go nie zatrudnię.
Poszła do swojego pokoju i zadzwoniła do Benciego. Okazało się, że Jackie Danzig został przesłuchany i przyznał się do znajomości z Lizzi Badihi, z którą – jak wiadomo – przyszedł na przyjęcie do domu Hornsztyków.