Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Gazeta Lokalna - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Gazeta Lokalna

Электронная книга - «Gazeta Lokalna». Краткое содержание книги:

Podczas wystawnego przyjęcia wydanego na cześć sędziego okręgowego Pinchasa Hornsztyka zostaje zamordowana jego żona Aleksandra, ambitna kobieta interesu. Uczestnicząca w przyjęciu Lizzi Badihi, księżniczka miejscowego brukowca, postanawia podjąć prywatne śledztwo. Rozwikłanie zagadkowego zabójstwa staje się dla niej sprawą prestiżową. Frapująca intryga kryminalna, która zadowoli najwybredniejszych koneserów tego gatunku powieści, nie jest jednak jedyną zaletą książki. W miarę rozwoju akcji ciekawym przeobrażeniom podlega też sama jej bohaterka, głównie za sprawą niekonwencjonalnych przygód erotycznych. Czytelnik znajdzie tu też sporo ciekawych obrazków z życia współczesnej izraelskiej prowincji.
1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 52
Перейти на страницу:

– Benci, jestem zmęczona. Mam propozycję. Opowiem ci coś, o czym nie wiesz, a ty opowiesz mi, co znaleźliście na kontach bankowych Hornsztyków.

Lizzi zauważyła, że kierunek, jaki obrała, zdziwił go, i w duchu się za to pochwaliła.

– Posłuchajmy.

Lizzi opowiedziała o wizycie w sklepie z winami oraz o okolicznościach, w jakich – według Goldnera – Pinchas Hornsztyk zdobył rękę pierworodnej córki Lubicza, jak również dziesięć procent od jego dochodów. Poprosiła Benciego, żeby nie wplątywał w śledztwo Goldnera, a on przyrzekł jej uczynić, co się da. Zauważyła, że to, co powiedziała, pobudziło go do myślenia.

– On jest bardzo sprytny, ten Hornsztyk – stwierdził Benci.

– To pewne, że nie jest naiwny. Twoja kolej, mój drogi.

Coś na taśmie, którą przyniosła Lizzi, zaniepokoiło Benciego. Ciągle od nowa przesłuchiwał dialog między nią a Jackiem Danzigiem i w końcu poprosił o sporządzenie stenogramu.

– Może oczy będą mądrzejsze od uszu – stwierdził.

Zdradził Lizzi, że Jackie podkreślał ciągłe słowo „północ”, jak gdyby chciał je wyryć w pamięci słuchaczy. Pianista znał Lizzi i wiedział, że ma zwyczaj nagrywać wywiady. Wiedział także, że taśma z nagraniem dotrze do Benciego, który specjalnie jej zażądał, doświadczenie bowiem go nauczyło, że przestępcy zostawiają za sobą wiele śladów, które pozwalają sprawiedliwości zwyciężyć. O ile jej stróżom nie brak rozumu. Pewien włamywacz nadgryzł jabłko leżące na stole w kuchni, a nie miał kła. Oszust w Banku Europejskim pisał piórem wiecznym marki „Parker 1954”. Kto dzisiaj pisze par-kerem ‘54? Banalne, droga Lizzi, banalne.

– Spytałem Jackiego Danziga, co wydarzyło się o północy – opowiadał Benci. – Udawał naiwnego, starał się mnie zbyć, w końcu się poddał. Złamałem go, kiedy powiedziałem, że znaleźliśmy odciski jego butów koło kamiennej ławeczki, na której siedziała zamordowana. Nawet nie musiałem krzyczeć.

I pomyśleć tylko – zadumała się Lizzi – że ten człowiek w rękach Georgette jest miękki jak wosk.

– Naprawdę były odciski jego butów koło ławeczki?

– Tak. Tylko my ich nie znaleźliśmy. Okazało się, że Aleksandra Hornsztyk, albo – jak ją wszyscy nazywają – Aleks, umówiła się z nim o północy przy małym basenie w ogrodzie za domem. Skończył grać, wyszedł do ogrodu, podążył w kierunku basenu i znalazł ją siedzącą na ławce, martwą. Przerażony, odwrócił się i uciekł z przyjęcia, nic nikomu nie mówiąc.

– To znaczy, że o dwunastej już nie żyła.

– Jeśli Danzig mówi prawdę.

– Zatrzymaliście go?

– Nie.

– Dlaczego?

– Bo nie.

– Gdzie i kiedy miała miejsce rozmowa, podczas której umówili się na spotkanie?

– Zadzwoniła do niego przed przyjęciem, około szóstej, i powiedziała, kiedy ma przyjść i jakie utwory zagrać.

– Wiedział, czy była wtedy sama?

– Tak sądzi. Wydaje mu się, że słyszał chlupot wody. Czasami dzwoniła do niego w trakcie kąpieli.

– Wczoraj od szóstej rano czekałam na montera, który miał mi zainstalować ogrzewacz wody, ale w końcu nie przyszedł – powiedziała Lizzi z goryczą. – Co z tego wszystkiego mogę opisać?

– Ani słowa.

– Tak myślałam. Jadę do redakcji zająć się artykułem o wystawie.

– Możesz napisać, że Filipinka została przesłuchana i zwolniona.

– Po tym, jak umieścił to „Dziennik Południa”? Dzięki, mój drogi. Sprawdziliście konto Aleks?

– Sprawdzamy.

– Dasz mi znać?

– Nie.

Lizzi zarzuciła torbę na ramię i wyszła bez słowa pożegnania. Nie miała wątpliwości, że Benci wyciągnie korzyści z tego, co mu opowiedziała. Ona natomiast może tylko siedzieć na tej tykającej bombie zegarowej i po prostu czekać.

– Dzwoniła Hawacelet. Poszła na jakiś kurs – poinformowała ją Malka z wysokości swojego stanowiska.

– Poprawa własnego wizerunku.

– Otóż to. Pytała, czy będziesz mogła posiedzieć z dziećmi.

– Muszę wysłać artykuł do redakcji. To mi zajmie niecałą godzinę. O której mam przyjść?

– Co to za kurs?

– Wierzyć w siebie. Mieć lepsze życie.

– Powiem jej, że nie mogłaś. Wyglądasz na zmęczoną, Lizzi.

Lizzi chciała zaprotestować, ale zmieniła zdanie. Wprawdzie już od tygodnia nie widziała swoich siostrzenic, lecz Malka miała rację: była zmęczona. Gdy wyszła na ulicę, zdziwiła się, że zapadł już zmierzch. Światło latarni odbijało się w kałużach po wczorajszym deszczu. Nawet jeśli bardzo się pospieszy, nie zdąży do sklepu przed zamknięciem. Przy odrobinie szczęścia dotrze do domu przed wiadomościami w telewizji. Ugotuje sobie zupę szparagową z torebki i pójdzie spać. Poczuła, że mimo wszystko, jak na dziennikarkę, która tak mało zarabia, pracuje całkiem ciężko.

Rozdział 14

Bruno Balfour, wspólnik Aleksandry Hornsztyk, był wysokim mężczyzną po czterdziestce, barczystym, o silnie zarysowanej szczęce i dużych zębach. Miał rudawą brodę i niewielkie oczy z pomarszczonymi powiekami. Odznaczał się dużym urokiem osobistym, lecz w tej chwili sprawiał wrażenie mocno wystraszonego. Odkąd „to” się zdarzyło, nie jest w stanie pracować. Nic nie rozumie. Zupełnie nic! Kto chciałby zabić Aleks?! Cały czas mu się wydaje, że ją widzi; widzi, jak wchodzi do pokoju, słyszy, jak rozmawia przez telefon. Jej twarz jest zamglona, tylko uśmiech zostaje, jak uśmiech Kota z Cheshire. Nie śpi od czterech nocy. Martwi się też o biuro. Nigdy nie zajmował się sprawami organizacyjnymi i teraz wszystko zwaliło mu się na głowę. Dzisiaj ktoś przyniósł rachunek za trzydzieści par drzwi przesuwnych, a on nie ma pojęcia, gdzie szukać zamówienia. Wczoraj był tu agent z zakładu produkującego klimatyzatory i zażądał zadatku – Bruno zapłacił, mimo że nie wie, czy temu człowiekowi cokolwiek się należało, czy też wykorzystał sytuację. Zarówno klienci, jak i dostawcy są zdenerwowani, i słusznie. On próbuje wszystkich uspokoić, ale sam nie jest w stanie się z tym uporać. Młodszy architekt, Jaron Bruchim, zaproponował, żeby księgowy sprawdził rachunki i wszystkim się zajął, dopóki nie znajdą jakiegoś rozwiązania. Jest jeszcze bardziej zagubiony od niego.

Jaron wcale nie wyglądał na zbyt zagubionego. Był bardzo ładnym chłopcem i Lizzi miała wątpliwości, czy mu to pomoże w karierze. Takich ładnych chłopców inni mężczyźni usuwają z pola bitwy za pomocą metodycznego dręczenia. Stał przy desce kreślarskiej, ubrany w fioletową koszulę, bez swetra czy kurtki, i sznurowane skórzane buty, które doskonale zdałyby egzamin w śniegach Alp. Średniego wzrostu, średniej budowy, o ustach rozpieszczonego dziecka i czarnych oczach, wpatrzonych w kawałek kalki na stole. Poczuł, iż Lizzi mu się przygląda, i podniósł głowę. Uśmiechnął się zdawkowo. Był przyzwyczajony do kobiecych spojrzeń.

– Czy ma pan prawo podpisywać czeki? – spytała Lizzi Balfoura.

– Oczywiście. Jestem wspólnikiem. Byliśmy wspólnikami. Aleks miała prawo podpisywać pierwsza, oczywiście. Nurit, nasza sekretarka, jest odpowiedzialna za małą kasę i też ma prawo wystawiać czeki, ale tylko na wydatki biurowe.

Bruno wymawiał miękko literę „r”, a spółgłoski językowe topniały mu w ustach.

– Pochodzi pan z Argentyny? – zapytała Lizzi.

– Nie. Z Turcji. Ale przyjechałem do Izraela, jak miałem cztery lata.

– A rodzice?

– Matka z Grecji, a ojciec z Galicji. Niebezpieczne połączenie. – Po raz pierwszy, odkąd weszła do biura, na jego ustach pojawił się uśmiech.

– Rozmawiałam wczoraj z panem Hornsztykiem i poinformowałam go, że tutaj przyjdę. Powiadomił pana?

1 ... 14 15 16 17 18 19 20 21 22 ... 52
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)