Desiderium Intimum
- Автор: Gobuss, Lindt Ariel
- Язык: польский
- Жанр: Фанфик
Электронная книга - «Desiderium Intimum». Краткое содержание книги:
Kiedy jedno zdarzenie zmienia całe Twoje życie...
- Możesz już iść. Nic mi nie jest, naprawdę. - Zerknęła ponad jego ramieniem i
szybko spuściła wzrok.
Harry domyślał się na kogo czekała.
- W porządku. - Udał, że jej wierzy. - Ale jeżeli będziesz czegoś potrzebowała, to
wiesz, gdzie mnie szukać, prawda?
Skinęła głowa i spróbowała się uśmiechnąć.
Kiedy znikał za zakrętem i obejrzał się jeszcze raz, widział, jak odprowadzała go
wzrokiem. Zrobiło mu się głupio, więc oddalił się czym prędzej.
Była jego przyjaciółką. Nie mógł jej śledzić i deptać jej po piętach. Skoro nie chciała
podzielić się z nim swoim problemem, to musiała mieć ku temu ważny powód. Albo...
ktoś inny tego nie chciał.
Uśmiechnął się do siebie.
Chyba zaczynał już pojmować, o co w tym wszystkim chodzi...
***
- Co za drań! Jak mógł ci to zrobić w przeddzień meczu? Będziesz siedział zamknięty
w lochach na jakimś durnym szlabanie, zamiast trenować z nami! - Ron chodził w tę i
z powrotem po Pokoju Wspólnym i niemal krzyczał. - Jeżeli przegramy, to osobiście
wyleję mu na głowę cały kociołek eliksiru! Najlepiej jakiegoś wybuchającego!
- Ron, uspokój się. Nikt tak nie potrafi łapać zniczy, jak Harry. Powinieneś się skupić
na własnym treningu, zamiast obmyślać plan zemsty na tym tłustym draniu -
powiedziała zdecydowanie Ginny, siedząca na podpórce kanapy, obok Hermiony.
Dziewczyna podniosła głowę znad trzymanej na kolanach książki i machnęła ręką.
- Szkoda twoich słów. Na niego nie podziała nic, poza obiadem.
Ron zaczerwienił się.
- Ja się przynajmniej przejmuję tym, czy wygramy, czy nie. Dla ciebie to i tak
wszystko jedno.
Hermiona zacisnęła usta. Harry, przeczuwając gwałtowny wybuch, szybko zerwał się
z fotela i rzucając "To ja już pójdę", zabrał swoje książki i ruszył ku wyjściu. Kiedy przechodził przez portret Grubej Damy, usłyszał podniesiony głos Hermiony:
- Zarzucasz mi, że nie kibicuję naszej drużynie i że nie zależy mi na zdobyciu
Pucharu Do... - Słowa urwały się, kiedy portret zamknął się za nim.
Odetchnął z ulgą. Nie poszło tak źle. Spodziewał się jeszcze gwałtowniejszej reakcji.
Z powodu ulewnego deszczu ze śniegiem i tego, że po południu boisko zajęli
Krukoni, ostatni trening miał się odbyć dopiero wieczorem, a on zamiast ćwiczyć
razem z drużyną, będzie siedział cały wieczór ze Snape'em. Sam na sam.
Świadomość tego rozgrzewała jego wnętrze ciepłym płomieniem. Wiedział, że czeka
go bardzo ważny mecz i że nie może cieszyć się, iż spędzi z nim cały wieczór.
Powinien być zły, że nie może trenować i cały czas próbował sobie wmawiać, że tak
jest w istocie, ale...
No właśnie. Ale...
Ale to był Severus. I Harry ani trochę nie przestał go pragnąć. Szczególnie, że od ich
ostatnich wspólnych chwil minęło... ile? Tydzień. Zasłanianie się książkami i
rozmową było bardzo wygodnym sposobem na poskromienie swojego pragnienia.
Pomimo wszystko... potrafił jednak się kontrolować. A przynajmniej się starał.
Wiedział, że gdyby tylko Snape wykonał jakiś gest, gdyby to on zainicjował to, czego
Harry tak bardzo pragnął... złamałby się.
A nie mógł! Nie przed meczem! Nie mógł ich zawieść kolejny już raz! Dlatego tak
bardzo nie chciał iść na ten szlaban. I podejrzewał, że Snape przydzielił mu go
specjalnie.
Ale ma swoje ksiązki. Może nie zdążył nauczyć się jeszcze o eliksirach
niewidzialności, no, może nie wszystkiego, ale da sobie radę. Posiedzi sobie cicho i
poczyta. A tak poza tym... jeżeli Snape będzie czegoś od niego chciał, to niech sam
wykaże się w końcu inicjatywą. Dlaczego to on musi zawsze rozpoczynać rozmowę,
przytulać się do niego i w ogóle...? Jeśli tego nie zrobi, a Snape się nie przełamie,
to... może będzie dobrze.
Uśmiechnął się do siebie i wszedł do gabinetu. Przemierzył go w kilku krokach i
zatrzymał się przed drzwiami prowadzącymi do prywatnych kwater. Odetchnął
głęboko i wszedł.
Przywitało go twarde spojrzenie, które ześlizgnęło się w dół, zatrzymało na
książkach, które miał pod pachą, powędrowało z powrotem ku jego twarzy i
natychmiast zmieniło w nieprzyjemne i zagniewane.
- Dobry wieczór, Severusie - powiedział, starając się zabrzmieć naturalnie.
Nie podobało mu się to spojrzenie.
Nie czekając na odpowiedź, której i tak wiedział, że się nie doczeka, usiadł w fotelu i
rozłożył przed sobą swoje rzeczy. Zauważył stojącą naprzeciw Severusa pustą
szklankę z odrobiną bursztynowego alkoholu na dnie. Udając, że jej nie dostrzegł,
otworzył książkę, rozwinął pergamin i zabrał się za czytanie.
W tym samym momencie usłyszał prychnięcie, a zaraz po nim kilka niezrozumiałych
słów, które Snape mruknął pod nosem.
Harry uniósł głowę i spojrzał wprost w napierające na niego czarne oczy.
- Co? Mówiłeś coś? - zapytał niewinnie, chociaż czuł, jak w środku drży cały.
Severus wyglądał przez chwilę tak, jakby żuł cytrynę i nie potrafił jej wypluć. Jakby
walczył ze sobą. Jakby chciał coś powiedzieć, ale... prędzej się udusi niż to zrobi.
W końcu parsknął i odwrócił głowę.
Harry zmarszczył brwi.
- Chciałbyś o czymś porozmawiać, Severusie? - Nie dawał za wygraną.
Zaintrygowało go zachowanie mężczyzny i nie pozwoli tak łatwo się zbyć.
Severus ponownie wbił w niego płonące gniewem spojrzenie.
- O czym? - warknął. - O twoich "cudownych" przyjaciołach? O kolejnym meczu, który słynny Wybraniec musi wygrać, bo inaczej zostanie zrzucony z piedestału i
przestanie być wielkim idolem? Czy może o twoim zapchlonym ojcu chrzestnym?
Harry, w którym każde słowo Severusa wzbijało coraz większe i coraz bardziej
spiętrzone fale gniewu, zerwał się z fotela i syknął:
- Nie chcę o nim rozmawiać!
Oczy Snape'a zabłysły.
- A więc porozmawiamy właśnie o nim - wysyczał jadowicie. - Podobno mogę z tobą
rozmawiać o wszystkim.
Harry zacisnął drżące pięści. Nie miał pojęcia, co się dzieje. Czuł się tak, jakby nagle został wrzucony w wir, który porwał go ze sobą i nie pozwalał wyhamować.
- Co cię dzisiaj ugryzło? - zapytał, walcząc ze sobą, aby się uspokoić i wyrównać
oddech. - Odkąd tylko przyszedłem zachowujesz się... dziwnie.
Snape nie odpowiedział. Jego oczy wydawały się jeszcze ciemniejsze niż zwykle.
Uśmiechnął się szyderczo i wycedził:
- Jestem niemal pewien, że gdybyś w zeszłym roku uczył się tak samo pilnie,
wszystko potoczyłoby się inaczej. Gdybyś z taką samą determinacją przykładał się
do Oklumencji, twój zapchlony kundel nadal by... - urwał, kiedy Harry trzasnął pięścią
w stół. Szklanka przewróciła się i spadła na podłogę, roztrzaskując się.
Gryfon czuł, jak wir unosi go ze sobą i próbuje rozedrzeć na strzępy. Odwrócił się
gwałtownie w stronę drzwi.
Nie zostanie tu ani chwili dłużej! Nie będzie słuchał tego, co ten...
Zdołał zrobić zaledwie krok, kiedy poczuł rękę Snape'a chwytającą jego ramię.
- Zostaw mnie! - krzyknął, szarpiąc się i uwalniając z uścisku. Ruszył ku drzwiom, nie
oglądając się za siebie.
Nie chciał na niego patrzeć! Nie chciał już nigdy więcej...
Zdołał dotrzeć do wyjścia, lecz zanim sięgnął do klamki, poczuł oplatające go od tyłu
ramiona. Mężczyzna naparł na niego i przycisnął go do drewnianej powierzchni.