Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
Chrząknął niezbyt zachwycony tą myślą i sprawdził raz jeszcze główną holoprojekcję. Od pojawienia się przeciwnika minęła prawie dokładnie godzina i jego siły znajdowały się mniej niż dziewięć sekund świetlnych od Medusy. Na jego spotkanie leciały okręty admirała Markhama i Reynaud wolał nie myśleć, co się stanie z jednostkami RMN, gdy do tego spotkania dojdzie.
Admirał Hanaby znajdowała się w drodze od czterdziestu czterech minut i oddaliła się od terminalu o ponad szesnaście milionów kilometrów, lecąc już z prędkością dwunastu tysięcy dwustu czterdziestu dwóch kilometrów na sekundę. Robiło to wrażenie, jak długo ktoś nie zdał sobie sprawy, że jej okręty pokonały prawie dokładnie 1,5% odległości dzielącej terminal i planetę…
Dla Reynauda znacznie istotniejsza była świadomość, że pierwsze niszczyciele Ósmej Floty zjawią się za trzynaście minut i…
I rozmyślania przerwał mu dźwięk alarmu. Michael Reynaud siadł prosto i zbladł, wpatrując się w czerwony symbol wyjścia z nadprzestrzeni kolejnej niezidentyfikowanej grupy okrętów.
Towarzysz kontradmirał Gregor Darlington zmełł w ustach następne bezgłośne przekleństwo, gdy spojrzał na ustabilizowaną holoprojekcję, nie czując już kolejnej fali nudności. Wiedział, że siedzący za jego plecami oficer astronawigacyjny najchętniej zapadłby się pod pokład. Sam z najwyższym trudem powstrzymywał się przed urwaniem głowy pechowemu towarzyszowi komandorowi, i to publicznie. Znacznie by mu ulżyło, ale tak naprawdę to po pierwsze nie całkiem była to wina towarzysza komandora Huffa, a nawet gdyby tak było, nigdy by go nie zrugał w obecności komisarza. Ludowa Marynarka miała w swej historii zdecydowanie zbyt wiele kozłów ofiarnych. Najczęściej martwych kozłów ofiarnych.
— Widzę, żeśmy się trochę pomylili w obliczeniach, Gorg — powiedział tak spokojnie, jak umiał, po czym odchrząknął i spytał: — Konkretnie o ile?
— O osiemdziesiąt sekund świetlnych, towarzyszu admirale — przyznał Huff. — Polecieliśmy za daleko o dwadzieścia trzy koma siedem miliona kilometrów.
— Rozumiem… — Darlington splótł dłonie na plecach i pobujał się na piętach, przyswajając tę rewelację.
Sprawa nie była bynajmniej tak prosta, jak mogłoby to sugerować określenie, że polecieli za daleko. Grupa Wydzielona 12.4.2 powinna wyjść z nadprzestrzeni cztery miliony kilometrów od terminalu Basilisk i skierować się wprost ku niemu z prędkością pięciu tysięcy kilometrów na sekundę. W ten sposób forty znalazłyby się w zasięgu ich skutecznego ostrzału rakietowego, gdy obrońcy właśnie orientowaliby się, co się stało. Przy szczęściu, tylko forty, gdyż stacjonujące w tym rejonie okręty RMN od godziny powinny gnać na złamanie karku ku Medusie. Co prawda trzydzieści dwa miliony ton umocnień pomnożone razy dwa to nadal groźny przeciwnik, ale on miał osiem dreadnoughtów, dwanaście pancerników i cztery krążowniki liniowe, czyli ponad trzykrotną przewagę tonażu. I powinien też mieć niezastąpiony atut w postaci całkowitego zaskoczenia.
Którego nie miał dzięki towarzyszowi komandorowi Huffowi. Co prawda uczciwość nakazywała przyznać, iż tak precyzyjne wyjście z nadprzestrzeni byłoby nie lada osiągnięciem, ale Huff, do cholery, właśnie do takich zadań był przez lata przygotowywany. A poza tym cała grupa wyszła z nadprzestrzeni w odległości mniejszej niż dwa miesiące świetlne od celu tylko po to, by mógł spokojnie skalibrować i przeliczyć raz jeszcze, co potrzeba. I w sumie nawet się tak bardzo nie pomylił… bo o mniej niż dwie tysięczne procenta.
Tyle że to zupełnie wystarczyło.
— Ile potrzebujemy na wytracenie prędkości i powrót do terminalu? — spytał.
— Około dwudziestu jeden minut, by wytracić prędkość do zera — zameldował Huff, starannie obserwując plecy i kark dowódcy.
Zobaczył grę mięśni i uznał, że lepiej nie dodawać, iż pancerniki zrobią to szybciej. Obaj o tym wiedzieli i gdyby Darlington chciał poznać szczegóły, to by o nie zapytał.
— Będziemy wówczas nieco ponad trzydzieści milionów kilometrów od celu — dodał, licząc gorączkowo. — Na dotarcie do terminalu będziemy potrzebowali sto jedenaście minut, licząc od teraz. W skutecznym zasięgu rakiet znajdziemy się za osiemdziesiąt cztery minuty, ale nasza prędkość względna w chwili dotarcia do celu wyniesie prawie szesnaście tysięcy kilometrów na sekundę.
— Hmm… — skwitował to Darlington.
Obrońcy zorientowali się już, co się święci — forty uruchamiały wszystkie posiadane zagłuszacze, ECM-y, boje, platformy i inne środki wojny radio-elektronicznej, w tym parę wyczyniających rzeczy, o jakich żaden agent wywiadu nie wspominał. Pozorne cele i echa elektroniczne rozświetliły cały rejon terminalu wyglądający teraz niczym jedna wielka kula elektronicznych i grawitacyjnych zakłóceń oraz źródeł emisji. Nie było się co oszukiwać — jego sensory pokładowe z odległości większej niż cztery miliony kilometrów nie miały szans się przez to przebić. Jedyny plus stanowiło to, że nic nie zakłócało pozycji okrętów Królewskiej Marynarki zazwyczaj stacjonujących w pobliżu terminalu. I że były one obecnie znacznie dalej od tegoż terminalu niż Grupa Wydzielona 12.4.2.
— Kiedy okręty RMN zdołają wrócić do terminalu? — spytał na wszelki wypadek oficera operacyjnego.
Odpowiedź nastąpiła natychmiast: najwyraźniej spodziewał się pytania i nie miał zamiaru oberwać za Huffa.
— Potrzebują czterdziestu pięciu minut i dwudziestu sekund na wytracenie prędkości, towarzyszu admirale. W tym momencie będą prawie dwie minuty świetnie od terminalu i na powrót będą potrzebowały dalszych dziewięćdziesięciu. Zakładając, że natychmiast zaczną wytracać prędkość, zajmie im to około stu trzydziestu pięciu minut.
— Dziękuję… — mruknął Darlington.
Nie podobała mu się perspektywa lotu na oślep w elektroniczną burzę, którą generowały forty. Pomimo modyfikacji sensorów dzięki technologii solarnej będzie musiał przelecieć około miliona kilometrów, robiąc za ruchomy cel i nie mogąc odpowiedzieć ogniem z braku pewnego namiaru. Przy niskiej prędkości, bo większej nie zdoła rozwinąć w tak krótkim czasie, oznaczało to prawie minutę. Co nie byłoby jeszcze takie złe, gdyby nie świadomość, że oba forty miały do dyspozycji dużo zasobników. Nie wiedział wprawdzie jak dużo, ale nie miał złudzeń: wszystkie znajdą się na pozycjach i będą czekały na jego okręty.
Teoretycznie mógł spróbować mikroskoku w nadprzestrzeń, ale był to pomysł zdecydowanie niepraktyczny, było to bowiem zadanie tak trudniejsze dla astrogatora, jak i bardziej ryzykowne dla formacji. Wystarczyła bowiem naprawdę drobniutka różnica w cyklach generatorów nadprzestrzennych okrętów, by rozrzucić całą formację po paru sekundach normalnej przestrzeni przy wyjściu i jeszcze bardziej utrudnić wykonanie zadania. Dlatego właśnie okręty Królewskiej Marynarki leciały ku Medusie, a nie próbowały mikroskoku. Jedynym rozsądnym sposobem było dotarcie do terminalu tą samą metodą. Zajmie to trochę czasu, ale wynik i tak był przesądzony.
Spojrzał na towarzysza komisarza Leopolda i powiedział:
— Sądzę, że powinniśmy natychmiast zawrócić w stronę terminalu.
— A możemy w dalszym ciągu pokonać oba forty? — Leopold nawet nie spojrzał na Huffa, co temu ostatniemu zdecydowanie źle wróżyło.
— Uważam że tak, towarzyszu komisarzu — odparł bez wahania. — Poniesiemy większe straty, niż zakładał plan, ale zdobędziemy kontrolę nad terminalem. To, czy zdołamy ją utrzymać do przybycia admirała Giscarda, to już inna sprawa, gdyż siły osłonowe terminalu mogą przybyć przed nim, a liczą tyle samo dreadnoughtów, ile my mamy. Jeśli poniesiemy ciężkie straty w walce z fortami, wątpię, byśmy zdołali je pokonać, a jeżeli nawet, to nie bardzo zostałoby nam cokolwiek do zniszczenia okrętów Home Fleet, gdy te rozpoczną tranzyt z Manticore. Z drugiej strony, ponieważ jesteśmy poza granicą przejścia w nadprzestrzeń, możemy uciec w nią, kiedy tylko zobaczymy siły, z którymi nie będziemy sobie w stanie poradzić. To zresztą był główny powód, dla którego admirał Giscard zgodził się na ten dwustopniowy atak. Zawsze możemy uciec bez walki.