Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 140 141 142 143 144 145 146 147 148 ... 217
Перейти на страницу:

Mówiła to do Randa. Perrin o tym wiedział, i wiedział też Mat, bowiem wyglądał, jakby zbierało mu się na mdłości. Nawet Loial poruszył się nerwowo na siedzeniu.

„Och Światłości, Rand — pomyślał Perrin. — Światłości, nie pozwól, by ona go wykorzystała”.

Rand wciskał dłonie w blat stołu z taką siłą, że aż zbielały mu kłykcie, mówił jednak pewnym głosem. Ani na moment nie spuścił wzroku z Aes Sedai.

— Najpierw musimy odebrać Róg i sztylet. Wtedy już wszystko się uda, Verin. Wszystko.

Na widok uśmiechu Verin, ukradkowego i tajemniczego, Perrin poczuł, jak przeszywa go dreszcz. Nie sądził, by Rand choć w połowie zdawał sobie sprawę z tego, co on o nim wie. Choć w połowie.

32

Niebezpieczne słowa

Dwór lorda Barthanesa, razem z wszystkimi murami i przybudówkami, rozsiadł się niczym ogromna ropucha przyczajona w mroku, na takiej połaci ziemi, jaką zajęłaby forteca. Nie był jednak fortecą, wszędzie widziało się wysokie okna, światła, słyszało napływające z wnętrz odgłosy śmiechu i muzyki, przy czym Rand wypatrzył strażników spacerujących po szczytach wież i ścieżkach wiodących skrajami dachów, zaś żadne z okien nie znajdowało się blisko ziemi. Zsiadł z grzbietu Rudego, wygładził kaftan, poprawił pas z mieczem. Pozostali zgromadzili się dokoła niego, u stóp szerokich, zbudowanych z białego kamienia stopni, wiodących do ogromnych, bogato rzeźbionych drzwi dworu.

Eskortę stanowiło dziesięciu Shienaran, dowodzonych przez Uno. Jednooki mężczyzna skinął nieznacznie Ingtarowi głową, zanim dołączył ze swymi ludźmi do służby pozostałych gości, której podawano piwo przy wielkim rożnie z piśkącą się na nim wołową tuszą.

Pozostałych dziesięciu Shienaran zostało razem z Perrinem. Wszyscy mieli przydzielone określone zadania, jak wyjaśniła Verin, tylko Perrin tego wieczora nie miał co robić. Eskorta była czymś niezbędnym dla dodania powagi w oczach mieszkańców Cairhien, jednakże gdyby liczyła więcej niż dziesięć osób, mogłaby wydać się czymś podejrzanym. Rand tam był, bo dostał zaproszenie. Ingtar poszedł z nim, by przydać prestiżu związanego z jego tytułem, natomiast Loial dlatego, bo towarzystwo ogirów było pożądane w wyższych kręgach cairhieńskiej arystokracji. Hurin udawał, że jest przybocznym sługą Ingtara. Jego prawdziwym zadaniem było wywęszenie Sprzymierzeńców Ciemności i trolloków — Róg Valere musiał znajdować się blisko nich. Mat, wciąż utyskujący z tego powodu, miał występować jako służący Randa, ponieważ mógł wyczuć sztylet, jeśli znajdzie się w jego pobliżu. Gdyby Hurin zawiódł, to być może on mógłby znaleźć Sprzymierzeńców Ciemności.

Gdy Rand spytał Verin, po co ona idzie na przyjęcie, uśmiechnęła się tylko i odparła:

— Żeby chronić ciebie i pozostałych przed kłopotami.

Gdy wstępowali na schody, Mat mruknął pod nosem:

— Nadal nie pojmuję, dlaczego miałbym być czyimś sługą. — Razem z Hurinem szedł nieco z tyłu. — Niech sczeznę, skoro Rand może być lordem, to i ja mógłbym nałożyć taki fikuśny kaftan.

— Sługa — odezwała się Verin, nie oglądając się na niego — może wchodzić do miejsc, do których nie mają wstępu inni ludzie i wielu wysoko urodzonych nawet tego nie dostrzeże. Ty i Hurin macie przydzielone zadania.

— Bądź teraz cicho, Mat — skarcił go Ingtar — chyba że chcesz nas zdradzić.

Zbliżali się już do drzwi, przy których stał oddział dwunastu strażników z Drzewem i Koroną Domu Damodred na piersiach, towarzyszył im tuzin ludzi w ciemnozielonych liberiach z Drzewem i Koroną na rękawach.

Rand zrobił głęboki wdech i wręczył im zaproszenie.

— Jestem lord Rand z domu al’Thor — wyrzucił pośpiesznie, by mieć już to za sobą. — A to są moi goście. Verin Aes Sedai z Brązowych Ajah. Lord Ingtar z domu Shinowa, ze Shienaru. Loial, syn Arenta syna Halana, ze Stedding Shangtai.

Loial prosił, by ominąć ten stedding, jednak Verin twierdziła uparcie, że należy wykorzystać każdy element etykiety, jaki tylko jest im należny.

Sługa, który pierwej odebrał zaproszenie z niedbałym ukłonem, teraz niemalże widocznie wzdrygał się przy każdym tytule. Gdy padło imię Verin, wybałuszył oczy. Przemówił zduszonym głosem:

— Witajcie w domu Damodred, moi panowie. Witaj, Aes Sedai. Witaj, przyjacielu ogirze.

Ręką dał znak pozostałym, by otworzyli szeroko drzwi, następnie ukłonem zaprosił Randa i jego towarzyszy do środka, gdzie pośpiesznie podał zaproszenie innemu, ubranemu w liberię słudze i szepnął mu coś do ucha.

Drzewo i Korona na piersi tego człowieka były doprawdy niebanalnych rozmiarów. Stał, wspierając się na długiej lasce.

— Aes Sedai — powiedział i ukłonił się, nieomal zginając wpół. W podobny sposób pozdrowił każdego z osobna. — Moi panowie. Przyjacielu ogirze. Zwą mnie Ashin. Idźcie za mną, proszę.

Zewnętrzną salę wypełniał tylko tłum służby, następnie Ashin wprowadził ich do wielkiej komnaty pełnej szlachetnie urodzonych, gdzie w jednym końcu dawał przedstawienie żongler, a w drugim trupa akrobatów. Dobiegające zewsząd głosy i muzyka zdradzały, że nie są to jedyni goście, ani też jedyne propozycje rozrywki. Arystokraci stali w parach oraz w trzy- i czteroosobowych grupach, niekiedy mężczyźni i kobiety razem, czasami tylko jedni, albo drudzy, zawsze odgradzając się stosowną przestrzenią, by nikt nie mógł podsłuchać, co się gdzie indziej mówi. Goście ubrani byli w ciemne cairhieńskie barwy, do połowy piersi poznaczone jaskrawymi paskami, u niektórych zaś sięgały one aż do pasa. Kobiety miały pukle spiętrzone w postaci kunsztownych wieżyc, w każdym przypadku inne od pozostałych, a ich ciemne spódnice były tak obszerne, że musiały stawać bokiem, by móc przejść przez wszystkie drzwi węższe od tych, którymi wchodziło się do dworu. Żaden mężczyzna nie golił czaszki na modłę wojownika — wszyscy nosili ciemne, aksamitne kapelusze na długich włosach, jedne o kształcie dzwonów, inne płaskie — natomiast dłonie kobiet nieomal całkowicie skrywały mankiety z koronki barwy ciemnej kości słoniowej.

Ashin zastukał laską i obwieścił donośnym głosem ich przybycie, w pierwszej kolejności wymieniając Verin.

Wszystkie oczy zwróciły się ku nim. Verin miała na sobie szal z brązowymi frędzlami, haftowany w gałązki winorośli; obwieszczenie przybycia Aes Sedai wywołało pomruk wśród zgromadzonych lordów i dam, a żongler upuścił jedno ze swych kółek, nikt jednak i tak już go nie oglądał. Większość spojrzeń skupiła się na Loialu, nawet jeszcze zanim Ashin wymienił jego imię. Pomimo srebrnych haftów na kołnierzu i rękawach, niczym nie urozmaicona czerń kaftana Randa nadała mu nieomal surowy wygląd, wiele uwagi przyciągnęły miecze; jakie on i Ingtar mieli przytroczone do pasa. Żaden z obecnych lordów nie wydawał się uzbrojony. Rand nie jeden raz posłyszał, wygłaszane szeptem słowa: „ostrze ze znakiem czapli”. Niektóre ze skierowanych nań spojrzeń wyrażało dezaprobatę, podejrzewał, że pochodziły od ludzi, których obraził, odrzucając ich zaproszenia.

1 ... 140 141 142 143 144 145 146 147 148 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)