Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 143 144 145 146 147 148 149 150 151 ... 217
Перейти на страницу:

Ponad głową Alaine widział Thoma, prostującego się z ukłonu, którym dziękował za całkowity brak owacji, a nawet uwagi. Bard krzywiąc się, porwał kielich z tacy zaskoczonego służącego.

— Widzę kogoś, z kim muszę porozmawiać — powiedział Rand kobietom i wyślizgnął się z klatki, w której go zamknęły, dokładnie w chwili, gdy ta trzecia wyciągnęła dłoń, by złapać go za ramię. Wszystkie trzy odprowadzały go wytrzeszczonymi oczyma, gdy mknął w stronę barda.

Thom zlustrował go badawczym wzrokiem znad brzegu pucharu, po czym upił kolejny, długi łyk.

— Thom, wiem, mówiłeś, że to całkowite zerwanie, ale ja musiałem uciec od tych kobiet. Niby opowiadały tylko o swoich mężach, którzy wyjechali, ale dawały do zrozumienia różne rzeczy.

Thom zakrztusił się winem i Rand klepnął go w plecy.

— Jak się pije za szybko, to coś zawsze spłynie niewłaściwą drogą. Thom, oni tu myślą, że ja spiskuję z Barthanesem, albo z Galldrianem, i nie uwierzą, jak im powiem, że to nieprawda. Potrzebowałem wymówki, żeby móc od nich odejść.

Thom pogładził długie wąsy kłykciem i zerknął na trzy kobiety po przeciwległej stronie komnaty. Nadal stały razem, obserwując Randa.

— Znam te trzy, chłopcze. Sama Breane Taborwin dałaby ci takie wykształcenie, jakie każdy mężczyzna winien otrzymać przynajmniej raz w życiu, o ile oczywiście byłby w stanie je przeżyć. Przejmują się swoimi mężami. To mi się podoba, chłopcze. — Nagle w jego oczach pojawił się ostrzejszy błysk. — Powiedziałeś mi, że już się uwolniłeś od Aes Sedai. Połowa rozmów, jakie się tutaj odbywają tego wieczora, dotyczy andorańskiego lorda, który się. zjawił bez uprzedzenia, z Aes Sedai u boku. Barthanes i Galldrian. Tym razem sam pozwoliłeś, by Biała Wieża wpakowała cię do swego garnka.

— Przyjechała dopiero wczoraj, Thom. I jak tylko Róg będzie zabezpieczony, znowu się od nich uwolnię. Naprawdę mam zamiar tego dopilnować.

— Tak mówisz, jakby teraz nie był bezpieczny — powiedział wolno Thom. — Wcześniej twierdziłeś co innego.

— Sprzymierzeńcy Ciemności go ukradli, Thom. Przynieśli go tutaj. Barthanes jest jednym z nich.

Thom udawał, że wpatruje się w kielich z winem, lecz jego rozbiegane oczy upewniły się, że nikt nie jest dostatecznie blisko, by coś posłyszeć. Nie tylko trzy kobiety obdarzały ich ukradkowymi spojrzeniami, udając jednocześnie, że są pochłonięte rozmową, ale wszystkie grupki gapiów zachowały między sobą właściwy dystans. Thom jednak na wszelki wypadek nie podnosił głosu.

— To niebezpieczne mówić coś takiego, jeśli nie jest to prawdą, a jeszcze niebezpieczniej, jeśli jest przeciwnie. Takie oskarżenie przeciwko najpotężniejszemu człowiekowi w królestwie... Powiadasz, że to on ma Róg? Sądzę, że znowu szukasz mojej pomocy, gdyż ponownie zamieszałeś się w sprawy Białej Wieży.

— Nie. — Uznał, że Thom miał rację, nawet jeśli nie znał prawdziwego charakteru sytuacji. Nie mógł wciągać nikogo w swoje tarapaty. — Chciałem tylko uciec od tych kobiet.

Bard wydął wąsy, zaskoczony.

— Cóż. No tak. Bardzo dobrze. Po ostatnim razie, gdy udzieliłem ci pomocy, zacząłem kuleć, a ty najwyraźniej pozwoliłeś, by Tar Valon znowu cię uwiązało na swoich sznurkach. Tym razem będziesz musiał sam się z tego wywikłać. — Brzmiało to tak, jakby przekonywał samego siebie.

— Tak się stanie, Thom. Tak się stanie.

„Jak tylko Róg będzie bezpieczny, a Mat odzyska ten przeklęty sztylet. Mat, Hurin, gdzie jesteście?”

Myśl ta stanowiła jakby wezwanie, bo w komnacie pojawił się Hurin i przyglądał się wszystkim zgromadzonym. Spoglądali na niego jak na powietrze — słudzy nie istnieli, dopóki nie byli potrzebni. Gdy znalazł Randa i Thoma, zaczął się przepychać między grupkami arystokratów, po czym ukłonił się Randowi.

— Mój panie, przysłano mnie do ciebie z wiadomością. Twój sługa upadł i skręcił kolano. Nie wiem, czy to poważny upadek, mój panie.

Rand przez chwilę gapił się tylko na niego, dopóki nie zrozumiał. Świadom wszystkich wbitych w niego spojrzeń, przemówił tak głośno, by usłyszeli go stojący najbliżej.

— Niezdarny dureń. Na co mi on, skoro nie może chodzić? Chyba pójdę sprawdzić, czy mocno się poranił.

Wydawało się, że powiedział właściwą rzecz. W głosie Hurma wyraźnie zabrzmiała ulga, gdy po złożeniu kolejnego ukłonu powiedział:

— Jak sobie mój pan życzy. Czy mój pan zechce iść za mną?

— Znakomicie udajesz lorda — cicho zauważył Thom. — Ale zapamiętaj jedno. Cairhienianie mogą grać w Daes Dae’mar, ale to przede wszystkim Biała Wieża wymyśliła Wielką Grę. Pilnuj się, chłopcze.

Spoglądając spode łba na arystokratów, odstawił pusty kielich na tacę przechodzącego obok służącego i wolnym krokiem odszedł, trącając struny harfy. Zaczął recytować Kumoszkę Mili i Kupca Jedwabiem.

— Prowadź, człeku — rozkazał Hurinowi Rand, wstydząc się swego głupiego zachowania. Gdy wychodził w ślad za węszycielem z komnaty, czuł na sobie odprowadzające go oczy.

33

Przesłanie z mroku

— Znaleźliście go? — spytał Rand, gdy prowadzony przez Hurina schodził w dół ciasną klatką schodową. Kuchnie znajdowały się na niższych poziomach i tam posyłano wszystkich służących, którzy usługiwali gościom. — A może Mat rzeczywiście miał wypadek?

— Och, z Matem wszystko w porządku, lordzie Rand. — Węszyciel zmarszczył brwi. — W każdym razie na takiego wygląda, utyskuje jak człek pełen krzepy. Nie chciałem niepokoić, tylko potrzebowałem wymówki, żeby cię jakoś ściągnąć na dół. Trop znalazłem całkiem łatwo. Ludzie, którzy podłożyli ogień w karczmie, pokonali mur ogrodu znajdującego się na tyłach dworu. Dołączyły do nich trolloki i potem razem weszli do kuchni. Stało się to wczoraj, jak mi się zdaje. Może nawet jeszcze ubiegłej nocy. — Zawahał się. — Lordzie Rand, oni już stąd nie wyszli. Muszą gdzieś tu być.

U stóp schodów rozlegały się, dobiegające z głębi komnaty, odgłosy zabawiającej się służby, śmiech i śpiewy. Ktoś miał bitternę, wybrzdąkiwał chropawą melodię, której akompaniowało rytmiczne klaskanie i łomot roztańczonych stóp. Nie było tu ani zdobnych sztukaterii, ani zachwycających gobelinów, sam nagi kamień i proste drewno. Wnętrza oświetlały świece knotami z sitowia, zasnuwając dymem sklepienia, a rozstawione w takich odległościach, że przestrzeń pomiędzy nimi tonęła w mroku.

— Cieszę się, że znowu przemawiasz do mnie zwyczajnie — powiedział Rand. — Tyle było tych ukłonów i szurania stopami, że już zaczynałem myśleć, że jesteś bardziej Cairhieninem niż Cairhienin.

Twarz Hurina poczerwieniała.

— No cóż, jeśli o to... — Zerknął w głąb sali, w stronę, z której dobiegała wrzawa i zrobił taką minę, jakby miał ochotę splunąć. — Oni wszyscy udają, że są tacy układni, ale... Lordzie Rand, każdy tu mówi, że jest lojalny względem swego pana albo pani, ale wszyscy dają do zrozumienia, że chętnie sprzedadzą, co wiedzą albo co podsłuchali. A jak już się trochę napiją, to mówią, zawsze szeptem do ucha, takie rzeczy o swoich chlebodawcach, od których człowiekowi włosy stają dęba. Ja wiem, że to Cairhienianie, ale w życiu nie słyszałem o niczym podobnym.

— Niebawem się stąd wydostaniemy, Hurin. — Rand miał nadzieję, że to prawda. — Gdzie ten ogród?

Hurin skręcił w boczny korytarz wiodący na tyły dworu.

— Czy sprowadziłeś już na dół Ingtara i innych?

Węszyciel pokręcił głową.

— Lord Ingtar pozwolił się osaczyć sześciu albo siedmiu takim, co mienią się damami. Nie mogłem podejść dostatecznie blisko, by móc z nim zamienić słowo. A Verin Sedai towarzyszył Barthanes. Takim mnie spojrzeniem obrzuciła, kiedym podszedł blisko, że w ogóle nie próbowałem jej nic mówić.

1 ... 143 144 145 146 147 148 149 150 151 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)