Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Wielkie Polowanie
Wielkie Polowanie - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wielkie Polowanie

Электронная книга - «Wielkie Polowanie». Краткое содержание книги:

Wielkie Polowanie
1 ... 139 140 141 142 143 144 145 146 147 ... 217
Перейти на страницу:

Verin wsparła dłonie na oparciach fotela.

— Jego Galldrian też nie dostanie. Musimy tylko znaleźć jakiś sposób na dostanie się do wnętrza dworu Barthanesa. Jeśli znajdziemy Róg, to odkryjemy też sposób, by go wydostać. Tak, Mat, sztylet również. Jak już się rozniesie, że w mieście przebywa Aes Sedai... cóż, na ogół unikam takich metod, ale jeśli pozwolę, by Tiedrze wpadło w ucho, że mam chęć obejrzeć nowy dwór Barthanesa, wówczas winnam za dzień albo dwa dostać zaproszenie. Nie powinno być trudno wprowadzić tam przynajmniej kilku z was. O co chodzi, Hurin?

Węszyciel kołysał się nerwowo na piętach, od momentu w którym wspomniała o zaproszeniu.

— Lord Rand już takie dostał. Od lorda Barthanesa.

Perrin nie był jedyny, który wytrzeszczył oczy na Randa.

Rand wyciągnął dwa zapieczętowane pergaminy z kieszeni kaftana i bez słowa podał je Aes Sedai.

Ingtar podszedł bliżej, by niedowierzającym wzrokiem zerknąć przez jej ramię na pieczęcie.

— Barthanes i... I Galldrian! Rand, skąd ty je masz? Coś ty zrobił?

— Nic — odparł Rand. — Nic nie zrobiłem. Oni mi je po prostu przysłali.

Ingtar zrobił długi wydech. Usta Mata otworzyły się szeroko.

— Oni naprawdę mi je po prostu przysłali — cicho powtórzył Rand.

Biło od niego poczucie godności, której Perrin nie znał, spoglądał na Aes Sedai i Shienaranina jak na równych sobie. Perrin potrząsnął głową.

„Pasujesz jak ulał do tego kaftana. Wszyscy się zmieniamy”.

— Lord Rand spalił całą resztę — wyjaśnił Hurin. — Przychodziły codziennie i codziennie on je palił. Z wyjątkiem tych dwóch, ma się rozumieć. Co dzień z coraz to potężniejszych domów. — W jego głosie słychać było dumę.

— Koło Czasu wplata nas wszystkich do Wzoru tak, jak chce — oświadczyła Verin, przypatrując się pergaminom. — Czasami jednak ofiarowuje nam to, co potrzebne, jeszcze zanim się dowiemy, że będziemy tego potrzebować.

Niedbałym gestem zmięła zaproszenie od króla i cisnęła je do kominka, by odtąd tam leżało, odznaczając się bielą na tle zimnych kłód. Kciukiem przełamała pieczęć na drugim, przeczytała.

— Tak. Tak, to się znakomicie przyda.

— Jak ja miałbym tam iść? — spytał ją Rand. — Poznają, że nie jestem lordem. Jestem pasterzem i rolnikiem.

Na twarzy Ingtara pojawił się sceptycyzm.

— Jestem, Ingtarze. Mówiłem ci.

Ingtar wzruszył ramionami, wciąż nie wyglądał na przekonanego. Hurin zagapił się na Randa z tępym niedowierzaniem.

„Niech sczeznę — pomyślał Perrin — gdybym go nic znał, też bym nie uwierzył”.

Mat obserwował Randa z przekrzywioną głową, marszcząc się, jakby dostrzegł coś, czego nigdy przedtem nie widział.

„On też to teraz widzi”.

— Możesz to zrobić, Rand — powiedział Perrin. — Możesz.

— Najlepiej będzie — odezwała się Verin — jeśli nikomu nie powiesz, kim nie jesteś. Ludzie widzą to, co spodziewają się zobaczyć. Poza tym, patrz im prosto w oczy i mów z przekonaniem. Dokładnie tak, jak rozmawiałeś ze mną — dodała oschłym tonem i policzki Randa nabrały koloru, nie spuścił jednak oczu. — To nieważne, co powiesz. Każdą rzecz nie na miejscu będą przypisywali twemu cudzoziemskiemu pochodzeniu. Przydałoby się także, gdybyś sobie przypomniał sposób, w jaki się zachowywałeś przed obliczem tronu Amyrlin. Jeśli okażesz się równie arogancki, uwierzą żeś lord, nawet gdybyś miał na sobie łachmany.

Mat wykrzywił się szyderczo.

Rand gwałtownie wyrzucił ręce w górę.

— W porządku. Zrobię to. Ale nadal uważam, że zorientują się w pięć minut po tym, jak otworzę usta.

— Barthanes wymienia pięć dat i jedna z nich to jutrzejszy wieczór.

— Jutro! — eksplodował Ingtar. — Do jutrzejszego wieczora Róg może stąd odpłynąć rzeką na odległość pięćdziesięciu mil, albo...

Verin przerwała mu.

— Uno i twoi żołnierze mogą obserwować dwór. Gdyby próbowali wywieźć Róg w jakimkolwiek kierunku, bez trudu pójdziemy ich śladem i być może odzyskamy go z jeszcze większą nawet łatwością niż u Barthanesa.

— Może i tak — zgodził się niechętnie Ingtar. — Po prostu nie chciałbym czekać, teraz, gdy Róg jest już prawie w moich rękach. Będę go miał. Muszę go mieć! Muszę!

Hurin wbił w niego zdziwiony wzrok.

— Ależ lordzie Ingtar, to nie tak. Co ma się stać, się stanie, a co trzeba zrobić, będzie... — Groźne spojrzenie Ingtara kazało mu przerwać, dodał jednak ledwie słyszalnie: — To nie tak, tu nie ma żadnego „muszę”.

Ingtar sztywno zwrócił się z powrotem do Verin.

— Verin Sedai, Cairhienowie bardzo skrupulatnie przestrzegają etykiety. Jeśli Rand nie prześle odpowiedzi, Barthanes poczuje się tak urażony, że nas nie wpuści, nawet jeśli stawimy się z pergaminem w rękach. Jeśli zaś Rand odpowie... no cóż, przynajmniej Fain go zna. W ten sposób możemy ich ostrzec, że mają przygotować pułapkę.

— Weźmiemy ich z zaskoczenia. — Krótki uśmiech Verin nie był miły. — Myślę jednak, że Barthanes będzie chciał zobaczyć Randa niezależnie od wszystkiego. Sprzymierzeniec to Ciemności czy nie, wątpię czy zaprzestał knuć intrygi przeciwko tronowi. Rand, on twierdzi, żeś ty się zainteresował jednym z przedsięwzięć króla, tylko nie określa, które to. O co mu chodzi?

— Nie wiem — wolno odparł Rand. — Odkąd tu przyjechałem, nie zrobiłem absolutnie nic. Czekajcie. Może chodzi mu o posąg. Przejeżdżaliśmy przez wioskę, w której wykopywano ogromny posąg. Mówiono, że pochodzi jeszcze z Wieku Legend. Król chce go przewieźć do Cairhien, choć ja nie wiem, w jaki sposób można by przewieźć coś równie wielkiego. Ale przecież spytałem tylko, co to takiego.

— Mijaliśmy go onegdaj i nie zatrzymaliśmy się, by pytać. — Verin pozwoliła, by zaproszenie wypadło jej z rąk na kolana. — Galldrian raczej nie postępuje roztropnie, chcąc go wykopać. Nie chodzi tu tyle o realne niebezpieczeństwo, jednakże ci, którzy nie wiedzą, co robią, nie postępują mądrze, jeśli majstrują przy przedmiotach pochodzących z Wieku Legend.

— Co to jest? — spytał Rand.

— Sa’angreal.

Powiedziała to takim tonem, jakby cała sprawa nie była nadzwyczaj ważna, jednak Perrin znienacka nabrał wrażenia, że tych dwoje wdało się właśnie w prywatną rozmowę, mówiąc sobie rzeczy, nie przeznaczone dla uszu innych ludzi.

— To jeden z pary największych, kiedykolwiek wykonanych, o jakich nam wiadomo. A przy tym dziwna to para. Jeden, nadal zagrzebany w Tremalking, może być użyty wyłącznie przez kobietę. Ten może zaś tylko przez mężczyznę. Zostały wykonane podczas Wojny o Moc, jako broń i jeśli koniec tamtego Wieku albo Pęknięcie Świata mają jakąkolwiek pozytywną wartość, to na pewno streszcza się ona w tym, iż nastąpiły, zanim zdołano wykorzystać te dwa sa‘angreale. Wespół są tak potężne zapewne, że mogą spowodować następne Pęknięcie świata, gorsze jeszcze niźli poprzednie.

Dłonie Perrina zwinęły się w ciasne supły. Unikał patrzenia bezpośrednio na Randa, ale nawet kątem oka widział białą obwódkę wokół jego ust. Przyszło mu do głowy, że Rand boi się i ani trochę go za to nie winił.

Ingtar wyglądał na wstrząśniętego, być może nawet naprawdę go to poruszyło.

— To coś powinno się na powrót zakopać i to głęboko, pod jak największym kopcem z ziemi i kamieni. Co by się stało, gdyby odnalazł to Logain? Albo jakiś inny nikczemnik, który potrafi przenosić Moc, nawet i taki, który mieni się Smokiem Odrodzonym. Verin Sedai, powinnaś ostrzec Galldriana, co właściwie robi.

— Co takiego? Ach, nie ma takiej potrzeby, jak mniemam. Trzeba wryć jednocześnie obydwu sa’angreali, by udźwignąć taką ilość Mocy, jaka jest niezbędna do Pęknięcia świata. Tak to się odbywało w Wieku Legend, mężczyzna i kobieta pracujący pospołu byli zawsze dziesięć razy silniejsi niż wtedy, gdy każde działało z osobna, a jaka Aes Sedai w dzisiejszych czasach wsparłaby mężczyznę przenoszącego Moc? Każdy z tych sa’angreali jest sam w sobie potężny, jednakże zdaje mi się, że niewiele jest kobiet tak silnych, by przetrwać przepływ Mocy przez ten, który się znajduje w Tremalking. Rzecz jasna Amyrlin. Moiraine i Elaida. Może jeszcze jedna albo dwie. A trzy nadal jeszcze są szkolone. Jeśli zaś idzie o Logaina, to musiałby poświęcić wszystkie swoje siły, by zwyczajnie nie dać się spalić na popiół, po czym nie zostałaby mu już żadna rezerwa na swobodne działanie. Nie, Ingtarze, nie sądzę, byś miał powody do obaw. W każdym razie żadnych, póki jeszcze Smok Odrodzony nie proklamował swych roszczeń, a potem i tak będzie się czym zamartwiać. Martwmy się teraz o to, co zrobimy, gdy będziemy już na dworze Barthanesa.

1 ... 139 140 141 142 143 144 145 146 147 ... 217
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)