Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 136 137 138 139 140 141 142 143 144 ... 197
Перейти на страницу:

— Cóż, mam nadzieję, że ona... — zaczął i urwał, bo znienacka pojawił się raken, nadlatujący od wschodniej przełęczy. Wielkie skórzaste skrzydła biły z całej siły w powietrze, żeby utrzymać wysokość, a nad samym wzgórzem stwór przechylił się znienacka i zatoczył niewielki krąg, czubkiem jednego skrzydła celując w dół. Po chwili oderwała się od niego cienka czerwona wstążka obciążona ołowianą kulką.

Bakuun zmełł w ustach przekleństwo. Awiatorzy lubili się popisywać, ale jeśli tych dwóch zraniło któregoś z łączników, to obedrze ich ze skóry, nieważne, komu będzie musiał stawić czoło, by ich dopaść. Na pewno nie chciałby walczyć bez wsparcia awiatorów-zwiadowców, ale doprawdy, rozpieszczano ich niczym jakichś ulubieńców Krwi.

Wstążka poszybowała prosto jak strzała. Ołowiany ciężarek zetknął się z ziemią i raz odbił, tuż obok wysokiego, cienkiego pręta, który służył do podawania wiadomości jeźdźcom rakenów, zbyt długiego, by dawało się go wygodnie pochylić, chyba że była jakaś wiadomość do wysłania. Poza tym kiedy leżał na ziemi, ktoś zawsze najeżdżał na niego koniem i łamał łącza.

Bakuun pomaszerował prosto do swego namiotu, ale jego Pierwszy Porucznik czekał tam już z ubłoconą wstążką i tubką zawierającą wiadomość. Tiras był chuderlawym mężczyzną, o głowę od niego wyższym, z niewielkim szpicem bródki.

Zrolowany raport wsunięty do cienkiej metalowej tubki został napisany najprościej, jak się dało. Nigdy w życiu nie był zmuszony do lotu na grzbiecie rakena albo to’rakena — Światłości niech będą dzięki oraz Imperatorowej, oby żyła wiecznie, niech będzie pochwalona! — wątpił jednak, by posługiwanie się piórem w siodle przymocowanym do grzbietu latającej jaszczurki było łatwą czynnością. Treść wiadomości sprawiła, że otworzył wieko małego polowego biurka i bezzwłocznie zabrał się do pisania.

— Na wschodzie, niecałe dziesięć mil stąd, są jakieś wojska — wyjaśnił Tirasowi. — Jest ich pięć albo sześć razy więcej od nas. — Awiatorom zdarzało się przesadzać, ale bardzo rzadko. Jak to możliwe, by takie rzesze pojawiły się w tych górach i nikt ich wcześniej nie zauważył? Widział wschodnie wybrzeże i wolałby pierwej opłacić swe modły pogrzebowe, zanim spróbuje na nim wylądować. Ażeby mu oczy wypaliło, awiatorzy chełpili się, że zauważą nawet pchłę poruszającą się w zasięgu ich wzroku. — Nie ma podstaw, by podejrzewać, że wiedzą o naszej obecności tutaj, ale nie miałbym nic przeciwko jakimś posiłkom.

Tiras zaśmiał się.

— Nawet gdyby ich było dwadzieścia razy więcej niż nas, to i tak wystarczy, że połechcą ich damane. — Tiras mial jedną wadę. Była nią nadmierna pewność siebie. Ale z pewnością był dobrym żołnierzem.

— A jeśli są wśród nich jakieś... Aes Sedai? — odparł cicho Bakuun, ledwie się zająknąwszy przy wymawianiu tego słowa, kiedy wciskał raport awiatorów i swój krótki list do tubki. Nie wierzył tak naprawdę, by ktoś odważył się pozwolić tym... kobietom biegać tak swobodnie.

Twarz Tirasa zdradzała, że pamięta opowieści o broni używanej przez Aes Sedai. Czerwona wstążka powiewała za nim w powietrzu, kiedy pobiegł z tubką.

Niebawem tubka została przymocowana do szczytu pręta, lekki wiatr powiewał długim paskiem czerwonej materii w odległości piętnastu kroków od szczytu wzgórza. Raken poszybował w tamtą stronę przez całą długość doliny, na skrzydłach nieruchomych niczym śmierć. Naraz jeden z awiatorów wychylił się. z siodła i zawisł — do góry nogami! — pod pazurami rakena. Bakuuna aż żołądek rozbolał od tego widoku. Awiator złapał jednak wstążkę, pręt wygiął się, po czym na powrót wyprostował, gdy tubka z wiadomością została odpięta i awiator wspiął się z powrotem na grzbiet rakena, który stopniowo nabrał wysokości, zataczając powolne kręgi.

Bakuun wdzięczny, że może oderwać myśli od rakena i awiatorów, zajął się obserwowaniem doliny. Długa i szeroka, niemal płaska, gdyby nie to wzgórze, otoczona stromymi, zalesionymi zboczami; tylko koza dałby radę tu wejść, jeśli nie liczyć przełęczy. Z pomocą damane posieka ich na kawałki, zanim zdołają przypuścić atak z drugiej strony tej błotnistej łąki. Ale na wszelki wypadek posłał wiadomość, jeśli wróg będzie tu podążał prostą drogą, to przynajmniej o trzy dni wyprzedzi wszelkie posiłki. Jak oni mogli dotrzeć tak daleko nie zauważeni?

Spóźnił się, na ostatnie bitwy Konsolidacji — przynajmniej o dwieście lat — ale niektóre z tamtych buntowniczych powstań wcale nie były takie małe. Dwa lata walk na Marendalar, trzydzieści tysięcy poległych i pięćdziesiąt razy tylu wysyłanych na ląd w charakterze przedmiotów własności. Żołnierz, by utrzymać się przy życiu, musiał zwracać uwagę na wszystkie rzeczy odbiegające od normy. Nakazał zwinąć obóz i zatrzeć ślady, po czym zaczął przerzucać swych podkomendnych na zalesione zbocza. Na wschodzie gromadziły się ciemne chmury, zwiastuny kolejnej z tych przeklętych burz.

23

Ćma wojny, nawała bitwy

Deszcz na chwilę przestał padać. Rand poprowadził Tai’daishara skroś stoku, ominął pień wyrwanego z korzeniami drzewa, zmarszczył brwi, kiedy zobaczył ciało poległego mężczyzny rozciągnięte na wznak. Tamten był niski i krępy, twarz miał pomarszczoną, ciało zakute w zbroję z nachodzących na siebie płyt lakierowanych zielenią i błękitem, teraz jednak, z oczyma wpatrzonymi martwo w czarne chmury pełznące po niebie, wyglądał trochę jak Eagan Padros, a brak nogi tylko pogłębiał to wrażenie. Najwyraźniej oficer — leżący obok wyciągniętej ręki miecz miał rękojeść z kości słoniowej, wyrzeźbioną w kształt kobiecej sylwetki, przypominający zaś łeb ogromnego owada lakierowany hełm wieńczyły dwa długie i cienkie, błękitne pióra.

Na przestrzeni dobrych pięciuset kroków stok zaścielały wyrwane z korzeniami, strzaskanie pnie drzew, po większej części całkowicie zwęglone. I ciała — żołnierze połamani jak kukiełki, rozerwani przez saidin, który szalał na powierzchni zbocza. Większość twarzy wciąż kryły stalowe zasłony, barwne poziome pasy jak gdyby nigdy nic zdobiły napierśniki. Dzięki Światłości, żadnych kobiet. Ranne konie już dorżnięto, następna rzecz, za którą należało być wdzięcznym. Niewiarygodne, jak przeraźliwie potrafiły kwiczeć okaleczone konie.

„A tobie się wydaje, że umarli milczą?” — rozległ się w jego głowie zgrzytliwy śmiech Lewsa Therina. — „Naprawdę tak myślisz?” — Śmiech przeszedł w przepełniony wściekłością krzyk. — „Umarli wyją i wrzeszczą na mnie!”

„Na mnie też” — pomyślał ze smutkiem Rand. — „Nie stać mnie na to, by wsłuchiwać się w ich krzyki, ale jak mógłbym odebrać im głos?” — Lews Therin zaczął lamentować nad stratą Ilyeny.

— Wielkie zwycięstwo — oznajmił gromko za plecami Randa Weiramon, natychmiast jednak zniżył głos i mruknął: — Ale niewielka chwała. Stare sposoby walki były znacznie lepsze. — Kaftan Randa obficie plamiło błoto, natomiast ubiór Weiramona jakimś zdumiewającym sposobem zdawał się równie nieskalany jak wówczas na Srebrnej Drodze. Wypolerowany hełm i zbroja wręcz lśniły. Jak on to robił? Tarabonianie w końcu zaatakowali, Jedynej Mocy przeciwstawiając wyłącznie swe lance i brawurę, a wówczas Weiramon poprowadził szarżę, by przełamać szeregi wroga. Manewr zrodził się w jego głowie zupełnie spontanicznie, bez żadnego rozkazu, ale co zaskakujące, bitewnemu szaleństwu dali się porwać wszyscy Tairenianie, wyjąwszy bodaj tylko Obrońców Kamienia, nawet na poły pijany Torean. Zresztą nie tylko oni. Semaradrid i Gregorin Panar również wzięli udział w szturmie, a wraz z nimi większość Cairhienian i Illian. W takiej chwili spokojne pozostanie na miejscu było właściwie niemożliwe, w końcu każdy żołnierz chciał przecież stawić czoło temu, co i tak go czekało. Jednak Asha’mani zrobiliby to szybciej. Nawet jeśli ich metody walki były znacznie bardziej nieczyste.

1 ... 136 137 138 139 140 141 142 143 144 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)