Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Ścieżka Sztyletów
Ścieżka Sztyletów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Ścieżka Sztyletów

Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:

Ścieżka Sztyletów
1 ... 138 139 140 141 142 143 144 145 146 ... 197
Перейти на страницу:

Rand zerknął na Bashere. A Weiramon wciąż jeszcze ciągnął swą orację:

— ...oczyścić te wzgórza dla ciebie, mój Lordzie Smoku. Stratujemy ich kopytami naszych koni i... — Anaiyella kiwała głową z ponurą aprobatą.

— Sześciu przeżyje, podczas gdy pół tuzina padnie — cicho mruknął Bashere. Paznokciem zeskrobywał zaschnięte błoto z wąsa. — Albo jak to mówią niektórzy moi krajanie, co zyskasz na skrótach, stracisz, podróżując obwodnicą. — Cóż to, na Światłość, mogła być „obwodnica”? Wielki pożytek z takiego gadania!

A potem zdobycz jednego z patroli Bashere dodatkowo pogorszyła sprawę.

Sześciu mężczyzn poganiało przed swoimi końmi jeńca, szturchając go tępymi końcami lanc. Jeniec okazał się czarnowłosą kobietą w poszarpanej i brudnej niebieskiej sukni, z czerwonymi wstawkami na piersiach i symbolami rozwidlonych błyskawic na spódnicy. Jej twarz również była ubrudzona, znaczyły ją ślady łez. Potknęła się, omal nie upadła, ale tamci szturchali ją bardziej dla pozoru, niźli chcąc zadać ból. Oglądała się pogardliwie na swych zwycięzców, raz nawet splunęła. Na widok Randa również wykrzywiła usta.

— Wyrządziliście jej krzywdę? — zapytał ostro Rand. Dziwna być może troska o wroga, po tym wszystkim, co tamci zrobili w dolinie. Przejmować się sul’dam. Ale pytanie jakoś samo wyrwało mu się z ust.

— To nie my, Lordzie Smoku — powiedział dowódca patrolu, człowiek o surowym obliczu. — Znaleźliśmy ją już w tym stanie. — Drapiąc skórę pod czarną, kędzierzawą brodą porastającą policzek, patrzył na Bashere, jakby oczekując odeń wsparcia. — Cały czas lamentuje, że zabiliśmy jej Gille. Ulubioną suczkę, kotkę czy coś takiego, sądząc ze sposobu, w jaki o niej mówi. Ma na imię Nerith. Tyle zdołaliśmy z niej wyciągnąć. — Kobieta odwróciła się do niego i znowu wyszczerzyła zęby.

Rand westchnął. Nie chodziło o ulubionego psa. Z pewnością nie! I to imię nie miało prawa znaleźć się na jego liście! Ale już słyszał nieprzerwaną litanię, którą wewnętrzny głos sam z siebie recytował, nie ustając nawet na chwilę i... „Gille, damane” również tam była. Lews Therin lamentował po swej Ilyenie. Jej imię również było na liście. Tego prawa Rand wszelako nie kwestionował.

— Czy to seanchańska Aes Sedai? — zapytała znienacka Anaiyella, pochylając się nad łękiem siodła, by móc przyjrzeć się Nerith. W rewanżu Nerith splunęła na nią, a jej oczy rozszerzył gniew. Rand podzielił się swoją skromną wiedzą o sul’dam, wyjaśnił, że potrafiące przenosić kobiety słuchały ich rozkazów, one same jednak ze swej strony nie potrafiły przenosić, a za narzędzie zniewolenia służyła smycz z obrożą; wówczas, ku jego zaskoczeniu, Wysoka Lady oznajmiła lodowatym tonem, uśmiechając się przy tym uroczo:

— Jeśli mój Lord Smok wzdraga się przed tym czynem, ja chętnie ją dla niego powieszę. — Na co Nerith znowu na nią splunęła! Tym razem z jawną pogardą. Przynajmniej odwagi jej nie brakowało.

— Nie! — warknął Rand. Światłości, czego to ludzie nie zrobią, byle tylko wkraść się w jego łaski! A może Anaiyella była znacznie bliżej ze swym Mistrzem Koni, niźli to uważano za stosowne. Tamten był wprawdzie krępy i łysiejący, nadto pochodził z pospólstwa, co u Tairenian miało niebagatelne znaczenie, jednak kobiety gustowały w najdziwniejszych typach mężczyzn. Wiedział o tym z własnego doświadczenia.

— Kiedy tylko będziemy gotowi do wymarszu — poinformował Rand Bashere — każ rozpuścić tych jeńców. — Branie ich ze sobą, mając w perspektywie następny atak, zupełnie nie wchodziło w rachubę, a zostawienie setki żołnierzy (później z pewnością miało ich jeszcze przybyć) w taborach oznaczało dopraszanie się fury kłopotów wszelakiego rodzaju. Natomiast puszczeni na wolność nikomu nie zrobią nic złego. Nawet konni, którym udało się uciec, nie potrafią szybciej zanieść ostrzeżenia swym towarzyszom, niźli on będzie Podróżował.

Bashere nieznacznie wzruszył ramionami; spodziewał się takiego rozkazu, jednak zawsze istniały przynajmniej równe szanse na inną decyzję. Dziwniejsze rzeczy się zdarzały, nawet gdy ta’veren nie było w pobliżu.

Weiramon i Anaiyella nieomal równocześnie otworzyli usta ze zdumienia, ich twarze zastygły w grymasie protestu, jednak Rand uparł się.

— Rzekłem, i tak właśnie się stanie! Zatrzymamy jednak tę kobietę. I wszystkie inne, które wpadną nam w ręce.

— Na mą duszę — uniósł się Weiramon. — Po co? — Wydawał się kompletnie oszołomiony tym pomysłem, a jeśli już o tym mowa, Bashere również zaskoczony poderwał głowę. Usta Anaiyelli wykrzywiły się w pogardliwym grymasie, który po chwili przeszedł w wymuszony uśmiech, przeznaczony wyłącznie dla Randa. Najwyraźniej uznała, że jest zbyt miękki, skoro nie chce odesłać kobiety z pozostałymi na poniewierkę. Ale przecież i tak na tym terenie marsz zapowiadał się ciężki, nie wspominając już o ograniczonych racjach żywnościowych. Poza tym w taką pogodę nawet psa by na dwór nie wygnał.

— Mam przeciwko sobie dosyć Aes Sedai, żeby jeszcze na poważnie igrać z możliwością odesłania sul’dam do jej ponurego dzieła — poinformował ich. Światłość jedna wiedziała, że to prawda! Pokiwali głowami i chyba tylko Weiramon wyraźnie ociągał się z przyznaniem mu racji, Bashere zdawał się uspokojony, Anaiyella rozczarowana. Co jednak miał począć z tą kobietą i z wszystkimi innymi, które z pewnością wpadną jeszcze w jego ręce? Nie miał zamiaru zamieniać Czarnej Wieży w więzienie. Mogli je wprawdzie wziąć do siebie Aielowie, obawiał się jednak, że Mądre gotowe byłyby poderżnąć im gardła, kiedy tylko odwróci się do nich plecami. A co z siostrami, które Mat miał odprowadzić wraz z Elayne do Caemlyn? — Kiedy to się skończy, przekażę je wybranym przez siebie Aes Sedai. — Może to nawet wyglądać na gest dobrej woli, odrobina miodu na osłodę, że musiały zaakceptować jego ochronę.

W chwili, gdy wypowiedział ostatnie słowo, twarz Nerith powlekła śmiertelna bladość, krzyknęła straszliwie, wkładając w to całą siłę swych płuc. Potem wyjąc nieprzerwanie, pobiegła na ślepo w dół zbocza, i jakby zupełnie zapomniała, że może je omijać, bezładnie gramoliła się przez kolejne pnie, które stawały jej na drodze, przewracała i gramoliła na powrót.

— Cholerna!... Łapcie ją! — warknął Rand, a żołnierze saldeańskiego patrolu rzucili się za kobietą, gnając na łeb na szyję skroś stoku zasłanego pniami drzew. Wciąż zanosząc się histerycznym łkaniem, kobieta pędziła między końmi, nie dbając o to, czy zostanie stratowana.

U wejścia do najdalej na wschód położonej przełęczy, w błysku srebrzystego lśnienia otworzyła się brama. Odziany w czerń Żołnierz przeprowadził przez nią swego wierzchowca, wskoczył na siodło w tej samej chwili, gdy brama mrugnęła i znikła, pognał galopem w stronę wzgórza, gdzie czekali Gedwyn i Rochaid. Rand obserwował niecierpliwie całą scenę. W jego głowie Lews Therin warczał o zabijaniu, o pozabijaniu wszystkich Asha’manów, zanim będzie za późno.

W chwili gdy cała trójka wędrowała już w stronę wzgórza, na którym czekał Rand, czterech Saldaean przygwoździło wreszcie Nerith do ziemi, właśnie krępowali jej dłonie i stopy. Cała operacja wymagała udziału czterech mężczyzn, co tak rozbawiło Bashere’a, że chciał się nawet założyć, czy mimo wszystko jej nie będzie na wierzchu. Anaiyella mruczała coś pod nosem na temat spuszczenia jej porządnego lania. Czy to oznaczało, że chce ją oblać wodą? Rand na wszelki wypadek spojrzał na nią groźnie spod zmarszczonych brwi.

1 ... 138 139 140 141 142 143 144 145 146 ... 197
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)