Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]
Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]

Электронная книга - «Kawaleria kosmosu [Starship Troopers - pl]». Краткое содержание книги:

Trwa galaktyczna wojna pomiędzy Ziemianami i Pluskwo-Pajęczakami, agresywną rasą antropoidów, których społeczna organizacja przypomina rój, poddany bezwzględnej władzy dyktatorskiej. Ogrom przewagi liczebnej nieprzyjaciela wyklucza globalną konfrontację i wymusza taktykę nagłych, niespodziewanych ataków ze strony sił Ziemskiej Federacji. Do takich zadań najlepiej przygotowani są komandosi z Piechoty Zmechanizowanej, a wśród nich kadet Johny Rico, który karierę żołnierza rozpoczął tak niedawno…
1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 42
Перейти на страницу:

Zatrzymaliśmy się, gdy było prawie ciemno. Rozstawiono straże, a nam kazano się rozejść. Odnalazłem Bronskiego i zapytałem:

— Kapralu Bronski, co to za numery? Kiedy apel na żarcie?

Uśmiechnął się do mnie.

— Mam przy sobie parę sucharów, chcecie, to się z wami podzielę.

— Hm? Och, nie, panie kapralu. Dziękuję. Nie będzie kolacji?

— Nic mi nie powiedzieli, synku. Ale nie słyszę, by nadlatywały jakieś helikoptery. Na twoim miejscu zebrałbym swoją sekcję i starałbym się coś wykombinować. Może któremuś z was uda się trafić kamieniem w królika.

— Tak jest, panie kapralu. Ale… mamy tu zostać na całą noc? Bez śpiworów?

Uniósł brwi.

— Nie macie śpiworów? Coś takiego!

Wyglądał, jakby się zastanawiał.

— Hmm… Widziałeś kiedy, jak owce zbijają się w kupę w czasie śnieżycy?

— Chyba nie, panie kapralu.

— Spróbujcie. One nie zamarzają, więc może i wy nie zamarzniecie. Albo, jeśli nie zależy ci na towarzystwie, możesz spacerować całą noc. Bylebyś tylko nie oddalił się poza wystawione straże. Jak się człowiek rusza, to mu ciepło. Rano, oczywiście, będziesz trochę zmęczony. — Znów się uśmiechnął.

Zasalutowałem i wróciłem do swoich. Podzieliliśmy się tym, co kto miał do jedzenia. Trudno uwierzyć, jak smakuje suchar i parę suszonych śliwek i ile to dodaje sił.

Sztuka z owcami też się udała.

Cały nasz pododdział zgromadził się razem. Nie polecałbym tego jako metody na smaczny sen, bo albo jest się z zewnątrz i marznie z jednej strony, starając się ogrzać od środka, albo jest się w środku, gdzie jest względnie ciepło, ale za to inni starają się tam wepchnąć. Przez całą noc przemieszczasz się z jednej warstwy do drugiej, bez możliwości przyśnięcia na dobre. Noc wlecze się koszmarnie.

* * *

Jednakże cały luksus obecności dwóch tuzinów ciepłych ciał w jednym namiocie doceniłem w pełni dopiero po trzech miesiącach, kiedy zrzucono mnie całkiem nagiego gdzieś w dzikiej okolicy kanadyjskich Gór Skalistych i musiałem czterdzieści mil wędrować przez bezludzie. Przeszedłem, ale z każdym krokiem wzrastała moja nienawiść do wojska.

Nie byłem nawet w najgorszym stanie, kiedy się zameldowałem z powrotem. Parę królików padło ofiarą swej nieostrożności, nie cierpiałem więc głodu… I nie byłem zupełnie goły: miałem ciało pokryte króliczym tłuszczem i brudem, a na nogach mokasyny, bo futerko królikom nie było już potrzebne.

Zdumiewające, co człowiek może zdziałać kawałkiem kamienia, jeśli musi. Sądzę, że nasi przodkowie z epoki kamiennej nie byli takimi przygłupami, za jakich zwykło się ich uważać.

* * *

Innym też się udało, poza dwoma chłopcami, którzy przypłacili tę próbę życiem. Wtedy wszyscy wróciliśmy w góry i przez trzynaście dni szukaliśmy ich, pomagały nam helikoptery i instruktorzy ubrani w kombinezony wyposażone w automatyczne urządzenia do wykrywania szmerów. Piechota Zmechanizowana nie porzuca bowiem swych żołnierzy. Jeśli jest choćby najmniejsza iskierka nadziei.

* * *

Pochowaliśmy ich potem ze wszystkimi honorami, a orkiestra grała Ta ziemia należy do nas. Otrzymali pośmiertnie awans i wysokie odznaczenia.

Piechur nie musi pozostać przy życiu, nie to jest najważniejsze.

Ważne jest, jak masz umierać — z głową do góry, w marszu do celu.

Rozdział piąty

Musi być winny, w przeciwnym razie nie byłby tutaj! Działa z prawej burty — OGNIA! Kula dla niego za dobra, skopać do morza tę wesz! Działa z lewej burty — OGNIA!

Tak wiele się wydarzyło w Obozie Currie. Przeważnie szkolenie bojowe: musztra, ćwiczenia, manewry przy użyciu wszystkiego, od gołych rąk do pozorowanej broni atomowej. Nie zdawałem sobie sprawy, że istnieje tyle rozmaitych sposobów walki.

Zim przestał bezpośrednio dowodzić i więcej czasu poświęcał instruktażowi. Każda broń w jego ręku była śmiercionośna, ale uwielbiał noże. Sam je wyrabiał zamiast korzystać z, doskonałych zresztą, ogólnie dostępnych. Jako nauczyciel zachowywał się nieco sympatyczniej i odpowiadał nawet na głupie pytania.

* * *

Kiedyś jeden z chłopców zapytał:

— Sierżancie? Uważam, że rzucanie nożem to nawet dobra zabawa… ale właściwie po co my się tego uczymy?

— Przypuśćmy — odparł Zim — że wszystko, co masz, to nóż. Albo może nawet nie masz noża. Co wtedy zrobisz? Zmówisz paciorek i do Bozi? A może jednak rzucisz się na przeciwnika i będziesz starał się go pokonać? Synu, taka jest rzeczywistość, to nie gra w warcaby, gdzie zabić można tylko pionka.

— No właśnie, panie sierżancie. Przypuśćmy, że w ogóle jestem nie uzbrojony albo mam tylko jakiś kozik, to co? A mój przeciwnik posiada wszelkie możliwe rodzaje niebezpiecznej broni?

— Nic nie poradzisz, ma cię w ręku i może cię wykończyć — odezwał się któryś.

Zim odpowiedział nieomal łagodnie.

— Całkowicie mylisz się, synku. Nie ma nic takiego jak niebezpieczna broń. Są tylko niebezpieczni ludzie. Staramy się wyszkolić was tak, byście byli niebezpieczni — dla wroga. Niebezpieczni, nawet bez noża. Byście byli groźni, jak długo macie chociaż jedną rękę, jedną nogę i jesteście wciąż żywi. Ale weźmy ten przypadek, o którym wspomniałeś. Jestem tobą i mam tylko nóż. Ten cel poza mną — to wartownik, uzbrojony we wszystko poza bombą wodorową. Musisz go zlikwidować… Spokojnie, natychmiast, żeby nie miał czasu zawołać o pomoc.

Zim odwrócił się nieznacznie — wzzz! — i nóż, którego przed sekundą nie miał w ręku, drżał wbity w środek celu.

— Widzisz? Lepiej mieć przy sobie dwa noże. Ale tak czy inaczej musisz go załatwić… nawet gołymi rękami.

— Och…

— Jeszcze coś cię gnębi? No, powiedz. Śmiało. Jestem tu, żeby odpowiadać na wasze pytania.

— Tak, panie sierżancie. Powiedział pan, że ten wartownik nie miał bomby wodorowej. A gdyby miał? W tym sęk. My przecież mamy i gdybym ja był wartownikiem… i prawdopodobnie każdy wartownik strony przeciwnej będzie ją miał. No, nie mam na myśli koniecznie wartownika, ale w ogóle nieprzyjaciela.

— Rozumiem cię.

— No więc, widzi pan, panie sierżancie. Jeśli my możemy użyć bomby wodorowej — a jak pan sam powiedział, to nie jest gra w warcaby, to prawdziwa wojna i nikt tu nie udaje — to czy nie jest śmieszne, czołgać się w krzakach, rzucać nożami i być może dać się zabić… a nawet przegrać tę wojnę… zamiast wykorzystać tę swoją skuteczną broń i zwyciężyć? Co za sens, by mnóstwo ludzi ryzykowało życie, walcząc przestarzałą bronią, kiedy jakiś jeden profesor może dokonać znacznie więcej przyciskając po prostu odpowiedni guzik?

Zim nie odpowiedział od razu, co było do niego niepodobne. Potem odparł miękko:

— Czy jesteś zadowolony, będąc w piechocie? Możesz zrezygnować, wiesz o tym.

Chłopak coś zamruczał. Zim zawołał:

— Odpowiadaj!

— Nie mam zamiaru rezygnować, panie sierżancie. Przemęczę się do końca.

— No tak. Widzisz, na pytanie, które postawiłeś, nie może ci odpowiedzieć sierżant… Nie powinieneś mnie o to pytać. Sam powinieneś znać odpowiedź, zanim wstąpiłeś do wojska. Czy w twojej szkole były wykłady z historii i filozofii moralności?

1 ... 7 8 9 10 11 12 13 14 15 ... 42
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)