Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]
- Автор: Вебер Дэвид Марк
- Год: 2003
- Язык: польский
- Год: REBIS
- ISBN: 83-7301-389-X
- Переводчик: Jaroslaw Kotarski
- Жанр: Космическая фантастика
Электронная книга - «Honor ponad wszystko [Echoes of Honor - pl]». Краткое содержание книги:
Tymczasem na Hadesie, planecie więziennej, Honor leczy rany odniesione w trakcie ucieczki. O tym, że przeżyła, wiedzą jedynie dwie osoby. Dzięki pomocy więźniów Harrington opanowuje planetę i obiecuje zabrać ich ze sobą. Jest tylko jeden problem — uwięzionych jest prawie czterysta tysięcy, a ona ma zwyczaj dotrzymywać słowa.
Jessie potwierdziła ruchem głowy, a Reynaud zwrócił się do jednego z dyżurnych łącznościowców:
— Al, razem z Gusem zajmiecie się łącznością ze wszystkimi statkami. Chcę, żeby Angela skupiła się wyłącznie na kanale floty, tak na wszelki wypadek.
Al skinął głową.
A Reynaud dodał spokojnym co prawda głosem, ale nie kryjąc powagi sytuacji:
— Piekło się zacznie, gdy kapitanowie statków się zorientują co się dzieje. Jesteśmy o dziesięć godzin świetlnych od Medusy, ale mało który będzie myślał logicznie, a wszyscy będą żądali pierwszeństwa, żeby jak najprędzej wywieźć swe bezcenne tyłki z tego systemu. Nie pozwólcie się zastraszyć i przekrzyczeć. Jess poda wam kolejność wylotów, gdy tylko ją dogra. Trzymajcie się jej za wszelką cenę, bo inaczej nie zapanujemy nad chaosem!
— Tak jest, sir! — obaj wyglądali, jakby mieli zamiar zasalutować.
Czego w ACS nigdy nie praktykowano.
Reynaud zdążył się już jednak od nich odwrócić, szukając kolejnego podwładnego. A raczej podwładnej, która musiała gdzieś tu być… tyle że nie mógł jej znaleźć…
— Cynthia! — zawołał w końcu.
— Słucham, sir?
Reynaud podskoczył, gdyż głos dobiegł tuż zza jego pleców, po czym obrócił się tak gwałtownie, że porucznik Cynthia Carluchi musiała odskoczyć, by nie oberwać łokciem. Jakim cudem zdołał nie spojrzeć na nią wściekle, świadom, że sam jest sobie winien. Carluchi dowodziła kontyngentem Royal Manticoran Marines przydzielonym do stacji ACS prawie pięć miesięcy i powinien się już przyzwyczaić do tego, jak bezgłośnie się porusza.
— A, tu jesteś! — burknął.
Zaczerwieniła się, co w innych warunkach sprawiłoby mu niejaką satysfakcję, gdyż porucznik Carluchi była równie opanowana co młoda i atrakcyjna. Teraz jednak miał co innego na głowie, toteż spojrzał poważnie w jej błękitne oczy i spytał:
— Słyszałaś, co kazałem zrobić Alowi? Przytaknęła bez słowa.
— To dobrze — dodał Reynaud jeszcze poważniej. — Bo do ciebie będzie należało uzmysłowić tym panikarzom na zewnątrz, że muszą słuchać poleceń kontroli lotów. Da się, poruczniku?
— Da się zrobić, sir — odparła rzeczowo. I zasalutowała.
Reynaud ku własnemu zdumieniu odsalutował jej, choć znacznie mniej precyzyjnie.
Carluchi wykonała paradny w tył zwrot i ruszyła szybkim marszem ku wyjściu. Wiedział, że gdy tylko znajdzie się na korytarzu, zacznie biec, i nie miał nic przeciwko temu. Lady Harrington zapoczątkowała tradycję, wydzielając dwie pinasy do służby celnej i do egzekwowania poleceń ACS, dwanaście lat temu, i tak już pozostało. Tyle że w tej chwili miał do dyspozycji dwanaście pinas obsadzonych przez Marines. Choć dwa działka pulsacyjne i działo laserowe, w które każda była uzbrojona, nie mogły się równać z uzbrojeniem choćby kutra rakietowego, to wobec nieopancerzonych statków handlowych wystarczały aż nadto. A co ważniejsze wiedział, że Cynthia Carluchi i jej Marines nie zawahają się ich użyć, jeśli zajdzie taka konieczność.
I lepiej żeby kapitanowie frachtowców także mieli tę świadomość.
Wiceadmirał Eskadry Czerwonej Silas Markham jedynie dużym wysiłkiem woli zdołał zmusić się do spokojnego siedzenia w fotelu. Jedenaście minut temu był jak zwykle zagrzebany w papierach w swym gabinecie na pokładzie Medusa Gold 1, stosunkowo nowej stacji orbitalnej mieszczącej sztab i dowództwo Sił Wydzielonych Basilisk. Papierów jak zwykle nie ubywało, a robota była nudna, frustrująca i monotonna. Poza tym czuł się oszukany z powodu ciągłych redukcji podległych mu sił w ciągu ostatnich siedmiu standardowych miesięcy.
Rozumiał powody, dla których Admiralicja odbierała mu okręty liniowe. Nawet się z nimi zgadzał. Ale to nie uprzyjemniało świadomości, że dowodzi siłami, którymi z powodzeniem mógłby dowodzić kontradmirał albo i komodor. I dowodziłby, gdyby nie fakt, iż pod jego ochroną znajdował się jeden z terminali Manticore Wormhole Junction, czyli otwarta droga do systemu Manticore.
I nawet nie miał argumentów, żeby się kłócić! Od ponad dziesięciu lat standardowych w okolicy systemu Basilisk nie pojawił się nawet jeden zasmarkany niszczyciel Ludowej Marynarki, żeby dokonać pobieżnego choćby rozpoznania. Służba w sektorze była rutyną, podobnie jak utrzymywanie w nim okrętów. Basilisk znajdował się tak głęboko na tyłach, że defensywnie nastawionemu kierownictwu Ludowej Marynarki po rewolcie nawet przez myśl nie przeszło, by go zaatakować. A gdyby przeszło, to o jeden tranzyt czekała cała Home Fleet. Gdyby więc cokolwiek wskazywało na zainteresowanie wroga tym systemem, byłoby aż nadto czasu, by wzmocnić odpowiednio stacjonujące w nim siły. No i było pięknie.
Tyle że teraz wyglądało na to, że nikt nie powiedział nowej sekretarz wojny, że ma być defensywnie nastawiona i nie ryzykować takiej głupoty jak rajd na system Basilisk. To, co leciało ku Medusie, mimo że nadal było niezidentyfikowanymi siłami, mogło być jedynie silną grupą okrętów Ludowej Marynarki, których celem było zniszczenie wszystkiego, co się tylko dało.
Co więcej, wszystkie te wygodne zapewnienia (w które sam jak głupi uwierzył) o wzmocnieniu w razie zagrożenia w praktyce można było o kant dupy potłuc. Nawet krążownik liniowy potrzebował na dotarcie z orbity Manticore do terminalu Basilisk dziewiętnastu godzin, superdreadnought prawie dwudziestu dwóch… jeśli miał kompensator bezwładnościowy nowego typu. A od terminalu do Medusy dzieliło go dalsze dwadzieścia dwie do dwudziestu sześciu godzin lotu. Mówiąc krótko, przybycie posiłków wymagało czasu. Niewielkiego jak na skalę przelotów międzysystemowych, ale zbyt długiego jak na warunki taktyczne, w których toczono walki w obrębie jednego systemu. A przy takich walkach czterdzieści jeden godzin czy czterdzieści jeden dni nie robiło już różnicy, bo przybywająca po takim czasie odsiecz i tak zjawiała się za późno.
Zwłaszcza że przeciwnika od planety dzieliły dwie godziny lotu…
Pinasa dogoniła wreszcie jego okręt flagowy HMS King William, zwany przez załogę Billy Boy, który leciał wolniej, niż mógł, czekając na nią. Markham dla zabicia czasu przyglądał się manewrom i samemu cumowaniu. Nie uważał się za specjalnie odważnego i czuł strach na myśl o tym, z jaką siłą przyjdzie mu się zmierzyć. Ale był wiceadmirałem Royal Manticoran Navy i gdy podległe mu siły miały zetrzeć się z wrogiem, jego miejsce było na pomoście flagowym okrętu flagowego, a nie w jakimś zakichanym gabinecie oddalonym o całe minuty świetlne od pola walki.
Promienie ściągające superdreadnoughta wciągnęły pinasę na jasno oświetlony pokład hangarowy i umieściły w kołysce dokującej. Markham wstał, nim jeszcze mechaniczne cumy zakotwiczyły ją ostatecznie. Było to wbrew regulaminowi, gdyż aż do zakończenia manewru cumowania pasażerowie mieli siedzieć przypięci pasami do foteli, ale był za bardzo zniecierpliwiony, by bezczynnie czekać. Poza tym był też najstarszy stopniem, co oznaczało, że nikt nie mógł mu zakazać wstania.
Prychnął, ledwie mu to przyszło do głowy, i pochylił się, obserwując herb okrętu widoczny na ścianie galerii. Jego głównym elementem była osobista pieczęć króla Williama I, jako że to jego imię nosił okręt. Markham uśmiechnął się ironicznie, zastanawiając się, ilu członków załogi wiedziało, że król William I padł ofiarą zamachowca-wariata.
Nie była to myśl specjalnie podbudowująca morale.