Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 126 127 128 129 130 131 132 133 134 ... 192
Перейти на страницу:

PODJĘCIE PRÓBY UCIECZKI BYNAJMNIEJ NIE OZNACZA, ŻE Z POGARDA ODTRĄCAM ZASZCZYT, JAKIM OBDARZYŁ MNIE CZCIGODNY SUZEREN, BIORĄC MNIE POD UWAGĘ JAKO POTENCJALNEGO KANDYDATA NA REPREZENTANTA GATUNKU. MAM NADZIEJĘ, ŻE KONTYNUUJĄC HONOROWY OPÓR PRZECIWKO GUBRYJSKIEJ OKUPACJI GARTHU ZACHOWUJĘ SIĘ TAK, JAK PRZYSTOI PODOBNEJ PODOPIECZNEJ ISTOCIE ROZUMNEJ I OKAZUJĘ NALEŻYTE POSŁUSZEŃSTWO WOLI MOICH OPIEKUNÓW.

DZIAŁAM TERAZ ZGODNIE Z TRADYCJAMI GALAKTYCZNEGO SPOŁECZEŃSTWA, TAK JAK MNIE ICH NAUCZONO.

Tak jest. Dzięki pomocy Gailet Fiben nauczył się wystarczające wiele, by zrozumieć, o ile lepsza jest ta wersja. Ponownie zarejestrował swą akceptację i po raz kolejny plama rejestrująca zmieniła barwę. Fiben oddał dysk Gailet.

Liczy się podjęcie próby — powiedział sobie, zdając sobie sprawę, jak beznadziejne z pewnością było to przedsięwzięcie.

— A więc — Gailet zwróciła się do Sylvie. — O jakiej cenie mówiłaś? Czego pragniesz?

Sylvie przygryzła wargę. Zwróciła się twarzą w stronę Gailet, lecz ręką wskazała na Fibena.

— Jego — powiedziała szybko. — Chcę, żebyś się nim ze mną podzieliła.

— Co? — Fiben zaczął się podnosić z miejsca, lecz Gailet uspokoiła go szybkim gestem. — Wyjaśnij to — poleciła Sylvie. Ta wzruszyła ramionami.

— Nie byłam pewna, jaki rodzaj układu małżeńskiego macie wy dwoje.

— Nie mamy żadnego! — odparł gwałtownie Fiben. — I co ci do…

— Zamknij się, Fiben — nakazała mu spokojnym tonem Gailet. — To prawda, Sylvie. Nie mamy żadnego układu, grupowego czy monogamicznego. O co w tym wszystkim chodzi? Czego od niego chcesz?

— Czy to nie oczywiste? — Sylvie spojrzała na Fibena. — Bez względu na to, jaką miał wcześniej kategorię wspomaganiową, teraz jest praktycznie białokartowcem. Spójrz na jego zdumiewające wyczyny wojenne i na to, jak, w beznadziejnej sytuacji, pokrzyżował szyki nieziemniakom w Port Helenia i to nie raz, tylko dwa razy. Każda z tych rzeczy wystarczyłaby do awansu ze statusu niebieskiego. A teraz suzeren wytypował go na reprezentanta gatunku. Taki fakt nie mija bez echa. Zapamiętają go bez względu na to, kto wygra wojnę. Wiesz o tym, doktor Jones.

Sylvie dokonała podsumowania:

— On ma białą kartę. Ja zieloną. Tak się też składa, że podoba mi się jego styl. To cała sprawa.

Niech mnie Goodall! Ja? Białasem?

Fiben wybuchnął śmiechem wywołanym absurdalnością tej sytuacji. Dopiero teraz zaczęło do niego docierać, do czego zmierza Sylvie.

— Bez względu na to, kto wygra — ciągnęła spokojnie ta, ignorując go — czy Ziemia, czy Gubru, chcę, by moje dziecko popłynęło na szczycie fali Wspomagania, chronione przez Urząd. Pragnę, by czekało je wielkie przeznaczenie. Będę miała wnuki, a wraz z nimi udział w jutrze.

Sylvie najwyraźniej żywiła w tej kwestii namiętne uczucia. Fiben jednak nie był w nastroju odpowiednim do okazywania zrozumienia.

Cóż za metafizyczne bajdurzenie! — pomyślał. Ponadto Sylvie nawet nie rozmawiała o tym z nim. Mówiła tylko do Gailet, do niej zwracała się z prośbą!

— Hej, a czy ja nie mam w tej sprawie nic do powiedzenia? — zaprotestował.

— Oczywiście, że nie, głuptasie — odparła Gailet, potrząsając głową. — Jesteś szenem. Samiec szyma jest gotów przerżnąć kozę albo liść, jeśli nie ma pod ręką nic lepszego.

Była to przesada, lecz ów stereotyp miał wystarczająco wielke oparcie w prawdzie, by Fiben się zaczerwienił.

— Ale…

— Sylvie jest atrakcyjna i zbliża się do różowości. Jak sądzisz, co uczynisz, gdy tylko wyrwiesz się na wolność, jeśli wszyscy troje zgodzimy się z góry, że twój obowiązek i przyjemność łączą się ze sobą? — Gailet przesunęła się. — Nie, decyzja nie należy do ciebie. Teraz, po raz ostatni, bądź cicho, Fiben.

Gailet odwróciła się z powrotem do Sylvie, by zadać jej nowe pytanie, lecz tym razem Fiben nie mógł nawet dosłyszeć słów. Huk w jego uszach zagłuszał wszelkie pozostałe dźwięki. Jedynym, o czym mógł w tej chwili myśleć, był ów perkusista, nieszczęść Igor Patterson.

Nie. Och, Goodall, ratuj mnie!

— …samcy już tacy są.

— Tak, oczywiście. Myślę sobie jednak, że łączy cię z nim więź, bez względu na to, czy ma ona charakter formalny. W teorii brzmi to fajnie, każdy jednak może zauważyć, że on ma żyłkę honoru grubą na milę. Mógłby się okazać uparty, gdyby nie wiedział, że nie masz nic przeciwko temu.

Czy tak właśnie samice myślą w głębi duszy o nas, szenach? — zastanowił się Fiben. Przypomniał sobie lekcje „zdrowia” w szkole średniej, gdy młodych szymów-samców prowadzono na wykład o uprawnieniach rozrodczych oraz filmy o chorobach wenerycznych. Podobnie jak inni szymscy chłopcy zastanawiał się często o czym wtedy uczyły się szymki.

Czy to w szkołach wpajają im tę nieczułą logikę? A może uczą się tego na własnej skórze? Od nas?

— On nie jest moją własnością — Gailet wzruszyła ramionami. — Jeśli masz rację, nikt nigdy nie będzie miał do niego podobnych praw… nikt poza Urzędem Wspomagania. Biedaczysko — zmarszczyła brwi. — Jedyne, czego od ciebie żądam, to żebyś go zaprowadziła bezpiecznie w góry. Do tej chwili cię nie dotknie, jasne? Otrzymasz zapłatę, gdy będzie już bezpieczny wśród partyzantów.

Ludzki mężczyzna nie zniósłby czegoś takiego — pomyślał z goryczą Fiben. Z drugiej strony jednak ludzcy mężczyźni nie byli nie do końca uformowanymi istotami na poziomie podopiecznych, gotowymi „przerżnąć kozę lub liść, jeśli nie ma pod ręką nic lepszego”, prawda?

Sylvie skinęła głową na znak zgody. Wyciągnęła rękę. Gailet ją uścisnęła. Obrzuciły się wzajemnie długim spojrzeniem, po czy rozłączyły się.

Sylvie podniosła się na nogi.

— Zanim wejdę, zapukam. To potrwa jakieś dziesięć minut — spojrzała na Fibena, na jej twarzy malowała się satysfakcja, jak gdyby ubiła jakiś bardzo korzystny interes. — Bądź gotowy do opuszczenia celi — dorzuciła, po czym odwróciła się i odeszła.

Gdy już wyszła, Fiben odzyskał wreszcie głos.

— Zanadto wierzysz tym wszystkim swoim gładkim teoryjkom, Gailet. Dlaczego, u diabła, jesteś taka pewna…

— Nie jestem niczego pewna! — odburknęła. Jej zakłopotana, dotknięta mina oszołomiła Fibena bardziej niż wszystko, co wydarzyło się tego wieczoru.

Gailet przesunęła dłoń przed swymi oczyma. — Przepraszam cię, Fiben. Zrób to, co uznasz za najlepsze. Tylko, proszę, nie obrażaj się. Żadne z nas nie może sobie w tej chwili pozwolić na dumę. Zresztą, w ogólnym rozrachunku, Sylvie nie prosi znowu o tak wiele, prawda?

Fiben dostrzegł stłumione napięcie w oczach Gailet i jego oburzenie rozwiało się. Zastąpiła je troska o nią.

— Czy… czy jesteś pewna, że nic ci nie grozi? Wzruszyła ramionami.

— Chyba nic. Suzeren zapewne znajdzie mi nowego partnera. Zrobię wszystko, co będę mogła, by jak najbardziej odwlec sprawę. Fiben przygryzł wargę.

— Prześlemy do ciebie wiadomość od ludzi. Obiecuję. Jej mina powiedziała mu, że Gailet nie żywi zbyt wiele nadziei. Mimo to uśmiechnęła się.

— Zróbcie to, Fiben — wyciągnęła rękę do góry i dotknęła nią delikatnie boku jego twarzy. — Wiesz co? — szepnęła. — Naprawdę będę za tobą tęskniła.

Chwila minęła. Gailet cofnęła dłoń i jej twarz ponownie stała się poważna.

— Lepiej już zbieraj wszystko, co chcesz ze sobą zabrać. Jest też parę rzeczy, które — jak sądzę — powinieneś przekazać swojej pani generał. Spróbujesz je zapamiętać, Fiben?

1 ... 126 127 128 129 130 131 132 133 134 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)