Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Космическая фантастика » Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]
Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl] - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]

Электронная книга - «Wojna wspomaganych [The Uplift War - pl]». Краткое содержание книги:

Ewolucja we wszechświecie powieści Brina nie jest tylko siłą naturalną — rozwinięte gatunki istot inteligentnych przyspieszają rozwój innych, „niższych” ras w ramach galaktycznego porządku wspomagania. Wiąże się z tym także system powiernictwa planet — Ziemianie otrzymali Garth w celu przyspieszenia odbudowy jego zniszczonego ekosystemu. Jednak ptasiopodobni Gubru szykują inwazję na Garth. Chcą nie tylko przejąć planetę, ale także wykorzystać ją w szantażu, mającym na celu ujawnienie miejsca stacjonowania odkrytej przez ziemski statek „Streaker” kosmicznej floty starożytnej rasy. Rozpoczęta wojna toczy się nie tylko na powierzchni Garth, gdzie pozbawione ludzkich zwierzchników neoszympansy organizują partyzantkę, ale i na poziomie galaktycznego systemu wspomagania, w ramach którego Ziemianie walczą o swoje prawo do planety.
1 ... 127 128 129 130 131 132 133 134 135 ... 192
Перейти на страницу:

— No jasne.

Na krótką chwilę jednak pogrążył się w żalu, zastanawiając się, czy ujrzy jeszcze kiedyś łagodny blask, który na przelotny moment zagościł w jej oczach. Znowu w stu procentach rzeczowa, podążała za nim wokół pomieszczenia, gdy zbierał prowiant i ubranie. Nie przestała jeszcze mówić, kiedy w kilka minut później rozległo się pukanie do drzwi.

64. Gailet

W ciemności, gdy już ją opuścili, usiadła na materacu z głową skrytą pod kocem. Objęła rękoma kolana i kołysała się powoli w rytm własnej samotności.

W tym roku nie była jednak zupełnie sama. W gruncie rzeczy czułaby się znacznie lepiej, gdyby tak było. Gailet wyczuwała śpiącego obok niej szena, owiniętego w pościel Fibena. Wydychał on cicho słabo wyczuwalne opary narkotyku, który pozbawił go przytomności. Pełniący funkcję strażnika nadzorowany nie obudzi się jeszcze przez wiele godzin. Gailet sądziła, że spokój zapewne nie potrwa równie długo, jak jego drzemka.

Nie, nie była zupełnie sama. Nigdy jednak nie czuła się równie odcięta od świata i izolowana.

Biedny Fiben — pomyślała. — Może Sylvie ma rację co do niego. Z pewnością to jeden z najlepszych szenów, jakich spotkałam. Ale mimo to… — potrząsnęła głową. — Mimo to przejrzał tylko część tej intrygi. A ja nawet nie mogłam powiedzieć mu reszty, gdyż ujawniłabym to, co wiem, podsłuchując w ukryciu.

Gailet nie była pewna, czy Sylvie jest uczciwa. Nigdy nie potrafiła dobrze oceniać innych.

Postawię jednak gamety przeciw zygotom, że ani na chwilę nie udało się jej oszukać gubryjskiej inwigilacji.

Gailet prychnęła pogardliwie na samą myśl o tym, że jedna mała szymka mogłaby zakłócić pracę nieziemniackich monitorów w taki sposób, by nie zostało to natychmiast zauważone.

Nie, wszystko poszło zdecydowanie zbyt łatwo. To było zaaranżowane. Przez kogo? W jakim celu? Czy to naprawdę było ważne? Nie mieliśmy, rzecz jasna, żadnego wyboru. Fiben musiał przyjąć propozycję.

Gailet zastanowiła się, czy go jeszcze kiedyś ujrzy. Jeśli był to po prostu kolejny test rozumności zarządzony przez Suzerena Poprawności, Fiben mógł wrócić choćby jutro, mając na swym koncie kolejną „odpowiednią reakcję”… odpowiednią dla szczególnie zaawansowanego neoszympansa, przedstawiciela awangardy swego znajdującego się na poziomie podopiecznych gatunku.

Gailet zadrżała. Aż do obecnej nocy nigdy nie rozważała możliwych implikacji tej sytuacji. Sylvie jednak wyraziła wszystko aż nadto jasno. Jeśli nawet ona i Fiben znowu znajdą się razem, nic już nigdy nie będzie pomiędzy nimi takie samo. O ile jej biała karta stanowiła pomiędzy nimi barierę, to jego karta niemal na pewno stanie się ziejącą przepaścią.

Gailet zaczynała zresztą podejrzewać, że nie był to po prostu kolejny test zaaranżowany przez Suzerena Poprawności, a w takim razie za dzisiejszą eskapadę musiała być odpowiedzialna jakaś inna frakcja Gubru. Być może któryś z pozostałych suzerenów albo…

Ponownie potrząsnęła głową. Za mało wiedziała, by choć próbować to odgadnąć. Brak było wystarczających danych. Albo być może była po prostu zbyt ślepa czy głupia, by dostrzec kryjącą się w tym logikę.

Wszędzie wokół nich toczyło się przedstawienie i wydawało się, że w żadnej z jej scen nie mają wyboru odnośnie kierunku akcji. Fiben musiał dziś w nocy uciec, bez względu na to, czy propozycja była pułapką. Ona natomiast musiała zostać, by borykać się z komplikacjami przekraczającymi zasięg jej pojmowania. To było jej pisane.

Poczucie, że nią manipulują i że nie ma żadnej kontroli nad własnym przeznaczeniem, było Gailet dobrze znane, nawet jeśli Fiben dopiero zaczynał się do niego przyzwyczajać. Jej towarzyszyło ono przez całe życie.

W skład niektórych z dawnych ziemskich religii wchodziło pojęcie predestynacji — przekonanie, że wszystkie wypadki są z góry przesądzone już od początku procesu stworzenia i że tak zwana wolna wola jest niczym więcej jak tylko złudzeniem.

Wkrótce po Kontakcie, dwa stulecia temu, ludzcy filozofowie zapytali pierwszych Galaktów, których spotkali, co sądzą o tej i o wielu innych ideach. Dość często nieziemscy mędrcy odpowiadali w protekcjonalny sposób. Typowa odpowiedź brzmiała:

— To są pytania, które można sformułować jedynie w nielogicznym języku dzikusów. Paradoksy nie istnieją — zapewniali.

Podobnie jak nie rozwiązane jeszcze tajemnice… a przynajmniej nie takie, które mogliby pojąć podobni Ziemianom.

W gruncie rzeczy predestynacja nie była bynajmniej konceptem trudnym do zrozumienia dla Galaktów. Większość z nich sądziła, że predestynacja klanu dzikusów jest krótka i smutna historia.

Mimo to Gailet przypomniała sobie nagle chwilę, gdy — kiedy jeszcze przebywała na Ziemi — spotkała pewnego neodelfina — starszego, emerytowanego poetę — który opowiadał jej, jak ongiś pływał w strumieniu wielkich wielorybów i słuchał godzinami bez przerwy ich jękliwych pieśni o starożytnych bogach waleni. Czuła się pochlebiona i zafascynowana, gdy postarzały fin skomponował poemat specjalnie dla niej.

Dokąd piłka opada Poprzez jasne powietrze? Uderz ją swym pyskiem!

Gailet doszła do wniosku, że haiku musiało być jeszcze bardziej sarkastyczne w troistym, hybrydowym języku, którego z reguły delfiny używały dla potrzeb swej poezji. Choć, rzecz jasna, nie znała troistego, nawet wypowiedziana w anglicu, drobna alegoria przylgnęła do jej pamięci. Myśląc o tym, Gailet zdała sobie stopniowo sprawę, że się uśmiecha.

Uderz ją swym pyskiem, tak jest!

Postać śpiąca obok niej pochrapywała cicho. Gailet zaczęła uderzać językiem w przednie zęby, udając, że wsłuchuje się w rytm bębnów.

Nadal tam siedziała, pogrążona w myślach, kilka godzin później, gdy drzwi otworzyły się z głośnym trzaskiem i z korytarza napłynęło światło. Do środka wmaszerowało kilka czworonożnych ptasich postaci. Kwackoo. Na czele procesji Gailet rozpoznała pastelowo zabarwiony puch przybocznego Suzerena Poprawności. Podniosła się, lecz jej płytki ukłon nie doczekał się odpowiedzi.

Kwackoo wbił w nią wzrok, po czym wskazał ręką w dół na postać leżącą pod kocami.

— Twój towarzysz nie wstał. To niestosowne.

Najwyraźniej, gdy w pobliżu nie było Gubru, przyboczny nie czuł się zobowiązany do zachowania uprzejmości. Gailet spojrzała w sufit.

— Być może jest niedysponowany.

— Czy potrzebna mu opieka medyczna?

— Przypuszczam, że wróci do siebie bez niczyjej pomocy. Poirytowany Kwackoo zaszurał stopami o trzech palcach.

— Będę szczery. Chcemy obejrzeć twojego towarzysza, by się upewnić co do jego tożsamości.

Gailet uniosła brwi, choć wiedziała, iż owo stworzenie nie zrozumie tego gestu.

— A kim, waszym zdaniem, mógłby być? Dziadkiem Bonzo? Czy wy, Kwackoo, nie prowadzicie rejestru swych więźniów? Podniecenie ptaszyska jeszcze wzrosło.

— To więzienie oddano pod pieczę neoszympansich oddziałów posiłkowych. Jeśli doszło do jakichś błędów, to jest to wina ich zwierzęcej niekompetencji. Ich nierozumnego niedbalstwa.

Gailet roześmiała się.

— Gówno prawda.

Kwackoo przerwał swój taniec irytacji, by wysłuchać przenośnego urządzenia tłumaczącego. Gdy gapił się na nią w milczeniu, Gailet potrząsnęła głową.

— Nie zwalisz tego na nas, Kwackoo. Oboje wiemy, że oddanie kierownictwa nad więzieniem szymskim nadzorowanym było czystą lipą. Jeśli doszło do naruszenia zasad bezpieczeństwa, to miało to miejsce w waszych szeregach.

1 ... 127 128 129 130 131 132 133 134 135 ... 192
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)