Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 123 124 125 126 127 128 129 130 131 ... 151
Перейти на страницу:

– I nie zastanowił się, a ja wraz z nim nad tym, że Rody Wojny istnieją tylko dzięki niewolnikom, że Świątynia Ognia boi się utraty potęgi, jeśli nagle połowa wolnych mieszkańców księstwa będzie wyznawać Baelta’Mathran, a właściciele plantacji to banda prymitywnych głupców, ubierających własną indolencję w takie zwroty, jak tradycja, odwieczne przywileje, nadane przez bogów prawa. Że wszyscy ci ludzie też będą mieli wizję Konoweryn bez niewolników, ale będzie to wizja inna niż jego. Będzie ich przerażać.

– Podobno nie piłeś, a gadasz…

– Jak po kilku dzbanach? Może muszę z kimś pogadać, a jeśli to jest tylko barbarzyńska kobieta zza pustyni, która jako jedyna nie boi się wejść do mojej komnaty, to trudno. Teraz, gdy jest po wszystkim, wydaje się to takie proste, oślepić Pałac, odciąć go od wieści o nastrojach wśród niewolników, wywołać bunt, który wstrząśnie całym Południem, wezwać na pomoc Obrara z Kambehii, jedynego księcia z dość czystą krwią, by wejść do Oka i osadzić go na tronie. W zamian za co? Jak myślisz, co Płomienny obiecał Af’gemidom i kapłanom?

– Nie graj ze mną w takie gierki, trucicielu. Co powiesz na wymianę? Ja będę odpowiadać na twoje głupie pytania, a ty na moje, zgoda?

Zmarszczył brwi. Potem się wyszczerzył grymasem szerokim jak po cięciu nożem. Wyglądał przy tym dość przerażająco.

– Nigdy cię nie zrozumiem, Deano d’Kllean. Nawet w takiej chwili potrafisz mnie zaskoczyć. Ale dobrze, pytaj.

Zabębniła palcami w blat.

– Na razie opowiem ci historię. Pytanie potem. Była sobie dziewczyna. W jej żyłach płynęła krew Pana Ognia. Wystarczająco czysta, by wybrano ją na Oblubienicę tutejszego księcia.

Wzruszył ramionami.

– Jak zapewne wiesz, takie rzeczy zdarzają się niektórym naszym dziewczętom.

– Wiem. Przywieziono ją do pałacu, spełniła swój obowiązek, urodziła następcę tronu i wróciła do siebie.

– Jak większość wybranek Varali.

– Ta historia dzieje się jeszcze przed Varalą. Wiele lat temu. Wiem, jak tu wychowuje się dziewczęta. Skromność, posłuszeństwo, cnota, tradycja.

– Tak. – Truciciel pociągnął z kielicha. – Nadal pielęgnujemy te wszystkie wady.

– Nie przerywaj mi. W domu czekał na nią narzeczony, którego linia krwi była oczywiście równie czysta jak jej, i obowiązek przedłużenia rodu. Ale była uparta i niezależna, miała kości z żelaza i płynną stal zamiast krwi, więc ani myślała poddać się tradycji. Wiedziała, że zostawiła w mieście część siebie.

– Coś takiego…

Nie patrzył już na nią ze złośliwym uśmieszkiem. Zamiast tego gapił się w napięciu w kielich, jakby znalazł w zielonym płynie coś wielce interesującego.

Deana uśmiechnęła się smutno. Samiy miał rację. Truciciel wiedział.

– Dziewczyna upozorowała swoją śmierć, i to tak dobrze, że Świątynia i Biblioteka uznały ją za martwą. Potem wyruszyła w podróż. Po kilku latach pojawiła się w stolicy. Została kochanką jednego z arystokratów, potem kolejnego, ważniejszego, miała prawdziwy talent do sztuki miłosnej, wieści o jej „darze” wędrowały od ucha do ucha, aż wreszcie trafiły to tego najważniejszego, książęcego. Podobno po jednej nocy awansowała na Pierwszą Nałożnicę.

– A książę nie rozpoznał matki swojego syna?

– Nie kpij – syknęła, a on drgnął, jakby usłyszał świst przecinającej powietrze klingi. – Wiesz dobrze, jak za pierwszym razem wyglądały ich… akty miłosne. Została jego kochanką, powierniczką i zaufaną, a kiedy umarł, ku zdumieniu wielu mężczyzn i zazdrości wszystkich kobiet w pałacu utrzymała stanowisko, wskakując do łoża nowego księcia. Wszystko po to, by być jak najbliżej jego brata.

– Ohoho, zapachniało kazirodztwem – mruknął Suchi.

Długie dni ćwiczeń i medytacji w obliczu morza zostawiły w niej ślad, jej gniew był więc chłodny, spokojny, panowała nad nim w sposób, którego nie doświadczyła nigdy wcześniej. Więc zamiast naznaczyć trucicielowi twarz szablą za kpinę i złośliwość, pochyliła się tylko i machnęła ręką, wytrącając mu kielich z dłoni. Tak szybkim ruchem, że nie zdążył mrugnąć.

Ale nawet gdy naczynie trzasnęło o podłogę, nie spojrzał na nią, zacisnął tylko dłonie w pięści, zasznurował usta.

– Ja też o to zapytałam, a wtedy Samiy…

– Samiy?

– Zamilcz! Nie ostrzegłeś mnie… nie uprzedziłeś. Być może nawet umówiłeś się z nią, by odegrać całą scenę, bym znalazła Laweneresa w jej sypialni… Dlaczego? Bo odciągałam myśli księcia od właściwych spraw? Nie odzywaj się teraz. Nie wiesz, jak blisko jesteś Domu Snu… przyjacielu. Gdy go o to zapytałam, Samiy nazwał mnie głupią dziewczyną. Miał rację. Przecież książęta byli braćmi przyrodnimi, z różnych matek. Nienawidziłam jej, a powinnam raczej podziwiać kobietę, która posunęła się tak daleko, by być blisko własnego dziecka.

Spojrzał na nią po raz pierwszy od bardzo długiej chwili.

– Lepiej nie rozpowiadać tych bajek – powiedział szeptem, a w jego oczach nie było strachu, jak się spodziewała, tylko coś, co mimo wszystko ją zmroziło. – Nawet teraz… Znaleźliby się tacy, którzy chcieliby na tej opowieści coś zyskać. Bo kara za jej wykroczenie jest straszniejsza, niż możesz sobie wyobrazić.

– Na przykład nie mogłaby być przy tym, jak będą szlachtować jej syna?

– Na przykład. A jakie chciałaś zadać pytanie?

– Czy ta historia jest prawdziwa?

– Przecież opowiedział ci ją ktoś, komu ufasz.

– Nie wiem już komu ufać.

– Mądre dziecko.

Milczeli, patrząc na siebie, aż z jego oczu znikły demony. Potem niemal niedostrzegalnie skinął głową.

– Ale to już nie ma znaczenia. – Wstał, podniósł kielich i napełnił go ponownie. Potrząsnął butelką zdobną w małe czaszki i kości. – Tu wszystko jest inne, niż się wydaje. W tym na przykład nie znajduje się śmiertelna trucizna, tylko wydestylowana esencja zielonych ziaren vaolei. Tych samych, z których po wypadnięciu z ptasiego tyłka powstaje gri. Trzeba wiedzieć, jak ją przyrządzić, ale działa lepiej niż najwspanialszy ożywiający napar, mimo iż smakuje jak sfermentowane krowie łajno. Słyszałem kiedyś o człowieku, który nie spał przez dwadzieścia dni i nocy, pijąc tylko to. – Pociągnął głęboki łyk, skrzywił się wściekle. – Podobno potem upadł w pół słowa i umarł. Nieważne. Zrobiłem, co uznałem za słuszne, i możesz mi wierzyć lub nie, nie miałem nic wspólnego z tym, jak go wtedy znalazłaś. Potrafiłbym cię odsunąć w inny sposób.

Nie odpowiedziała.

– Czy miasto naprawdę podporządkuje się wynikowi pojedynku?

Truciciel westchnął i klapnął ciężko na krzesło.

– Mówiłem ci już, tu nawet kominki przyznają się do pokrewieństwa z imieniem Pana Ognia. Wynik walki w Oku będzie niepodważalny. Nawet jeśli ludzie sądzą… czują, że dzieje się niesprawiedliwość… że to nieuczciwe, by ślepiec stawał przeciwko widzącemu. Że ta krew nie musi być przelana, bo Laweneres mógłby oddać tron dobrowolnie, wrócić do ksiąg, traktatów filozoficznych i poezji.

– Więc czemu tego nie zrobi?

– Nie pozwolą mu. Mówiłem. Lwy na sawannie. Zawsze stanowiłby zagrożenie. – Westchnął. – Być może taki był warunek Obrara. Ta linia krwi awenderi ma zniknąć. Więc miasto będzie patrzeć, zaciskając pięści, bo wszystko odbywa się przecież zgodnie z prawem Świątyni, z odwiecznym obyczajem, nawet jeśli stał się on kpiną z – wybacz banalne słowo – prawości.

– A potem? Wojna z niewolnikami? Rzeź, śmierć, konie po pęciny brodzące we krwi?

Wzruszył ramionami.

Af’gemidzi i Świątynia dostaną wsparcie, które przywróci zachwianą równowagę. Płomienny połączy Konoweryn z Kambehią. A potem… Pamięć o tym, że Południe było kiedyś jednym królestwem, wcale nie umarła. – Dłonie zaciśnięte na kielichu pobielały. – Na popiół na języku Agara, gdybym miesiąc temu wiedział, jak wygląda sytuacja wśród niewolników!

1 ... 123 124 125 126 127 128 129 130 131 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)