Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 120 121 122 123 124 125 126 127 128 ... 151
Перейти на страницу:

– Widzę, że tym razem nie mają roli dla pustynnej lwicy – odezwała się.

– Ona znikła. Odeszła. A obiecywała…

– Nie zaczynaj. Zranił mnie. Wbił zatruty nóż w… – dotknęła piersi. – Och, do licha, dlaczego właściwie ci się tłumaczę? To nie na twoją głowę.

– Bo jestem tylko książęcym sługą?

– Bo jesteś dzieckiem. Ile właściwie masz lat?

Spojrzał na nią z dziwnym błyskiem w oku.

– Mniej niż powinienem. – Uśmiechnął się przeraźliwie smutno. – Więcej, niżbym chciał. Jestem tylko książęcym kornakiem, jego oczyma…

Nagle zrozumiała. Ruchem szybkim jak uderzenie pikującego ptaka złapała go za ramię.

– Będziesz tam z nim? Tak jak i ci, którzy pozostali przy Laweneresie. Zabiją cię…

Jego uśmiech prawie zmroził jej serce.

– Nie będę. Oddałbym duszę, żeby być, ale on nie przyjedzie na plac na Mamie Bo. Nie pozwolą mu, bo to byłoby zbyt symboliczne. A ja… mam inne zobowiązania. Złożyłem obietnice, przysięgi…

– Ważniejsze niż te dane jemu?

Nie chciała, by to tak zabrzmiało: gniewnie, agresywnie, z ukrytym oskarżeniem. Nie odpowiedział, podciągnął kolana do piersi, ukrył twarz w dłoniach.

Och, przerzucanie własnego poczucia winy na innych jest takie łatwe.

– Przepraszam – powiedziała, nie patrząc na chłopca. – Wiesz… kto z nim będzie?

Przed nimi ślepiec znów się upijał, ignorując buntowników przelewających galony krwi.

– Suchi… – szept Samiyego ledwo przebijał się przez kakofonię udającą prawdziwą muzykę.

– Suchi?

Właściwie to było oczywiste. Żaden władca nie przyjmie na służbę truciciela poprzedniego księcia, zwłaszcza jeśli musiał wyczyścić z krwi tron, zanim na nim zasiadł.

– Powinien uciec… – mruknęła w przestrzeń.

Chłopiec drgnął.

– Nie wszyscy wybierają ucieczkę, Deano z Issaram – powiedział w jej rodzimym języku, i znów poczuła się, jakby ją dźgnął. – Została Owiya, może Evikiat.

– Tylko oni? A…

Spojrzał tak, że reszta złośliwości ugrzęzła jej w gardle.

– Ci, którzy uciekli, nie powinni oceniać?

– Tak. Ale będzie tam jeszcze ktoś – powiedział niespodziewanie. – Jeszcze jedna osoba wejdzie z Laweneresem do Oka. I razem z nim umrze.

Rozdział 16

Pierwszym zmysłem, który Altsin odzyskał, był węch. Duszny, wilgotny i gęsty smród podziemi, niemożliwy do pomylenia z niczym innym, wypełniał mu nos i pełzł niżej, drapiąc gardło. Później usłyszał chlupot wody, powolne ciurkanie, jak z przedziurawionego wiadra. Czuł… że klęczy, nie, nie klęczy, choć kolana uginają się pod nim, bo całe ciało zwisa na uniesionych w górę i rozłożonych na boki rękach.

Co do…

Ból rozbłysnął jasnym światłem, które przeniknęło go od czubka głowy po pięty. Jakby ktoś przeszył go na wylot szklaną drzazgą. Wrzasnął, a ciemność mlasnęła głucho i połknęła jego krzyk.

Przez chwilę wisiał bezwładnie, nie otwierając oczu, obawiając się nawet głębiej odetchnąć. Bolało jak cholera. Musiał wisieć tak godzinami, a ciało poddawało się torturze bezwładności. Naciągnięte mięśnie i ścięgna, dłonie pozbawione dopływu krwi, wykrzywione pod nienaturalnym kątem stawy. Wszystko czekało na moment, gdy spróbuje się poruszyć.

Skądś nadeszło rozbawienie; tak jak powiedziała Aonel, ostatnio jego życie składało się z wyrw w materii czasu, kończących się odzyskiwaniem przytomności w dziwnych miejscach. I tylko jedno było stałe, zazwyczaj poprzedzało to… poprzedzało… Co?

Ciemność.

Jego umysł zawisł na cienkiej linie nad olbrzymią dziurą, skąd głodnymi oczyma gapiła się na niego panika. Nie pamiętał. Nie pamiętał nic, odkąd… odkąd…

Sięganie do wspomnień przypominało próbę wyciągnięcia nogi z lepkiego błota.

Przybyli na molo w Porcie Północnym. Pamiętał, że PonkeeLaa przywitało ich mżawką, zwykła rzecz o tej porze roku, a urzędnik portowy spojrzał tylko na mnisie habity, na podróżny kij obwiązany sznurem z ołowianą pieczęcią Braci Nieskończonego Miłosierdzia, i machnął na nich ręką, skupiając uwagę na załodze i towarach kogi, która ich przywiozła. Statki przypływające z Amonerii miały na pokładach srebro, bursztyn, futra, cenne drewno – tam był zarobek, a nie u tej pary braciszków z żebraczego zakonu.

Pary.

Nie wrócił sam do miasta. Wrócił z…

Aonel.

Wisiał niemal bez ruchu, koncentrując się na wspomnieniach, które przypominały ławicę szprotek: za każdym razem, gdy sięgał po któreś, rozpryskiwały się na wszystkie strony. Aonel postanowiła wrócić z nim do PonkeeLaa, by dopełnić rytuału, który miał usunąć z jego głowy kawałek duszy boga. Musiała być przy końcu tej historii, bo była na jej początku. Równowaga jest ważna, powiedział Oum. Bez niej wszystko się zawali.

Spróbował schwytać resztę wspomnień z chwil, gdy opuścili port. Chaos i błyski światła, odbite od boków uciekających szprotek. Jacyś mężczyźni ze znakiem Reagwyra na przedramionach, Durwon niemal tonie w świeżej opuchliźnie, blokada przy wejściu do D’Artweeny, przewrócony wóz tarasujący ulicę, słowa „witam brata, witam” wypowiedziane przesadnie uniżonym szeptem, ludzie gromadzący się w kupy, według jakiegoś na pierwszy rzut oka dziwnego klucza, nie klucza bogactwa, cechu czy języka, mijana na ulicy grupka uzbrojonych w pałki, kije i noże czeladników rzeźniczych noszących na szyjach wisiorki z symbolem Dłoni Matki, zapłakana kobieta tuląca do siebie zakrwawionego chłopca, Bendoret Terleach, arystokrata z krwi, kości i oblicza, łomot krwi w skroniach i mroczki przed oczyma…

Otrząsnął się i odepchnął te obrazy. To droga do obłędu.

Ciało mówiło mu, że wisi tak już dość długo. Zanim odzyska nad nim władzę, musi się rozejrzeć.

Rozkleił powieki.

Ciemność.

Ciemność za i przed oczyma.

Tak doskonała, jak aksamit utkany przez samą noc.

Najgorszy rodzaj mroku.

Przez chwilę miał wrażenie, że lina pękła i spada. Bezwiednie szarpnął dłońmi w stronę twarzy, ból wybuchł ponownie, ale tym razem od krzyku powstrzymała go myśl dławiąca gardło, przerażająca i odbierająca zdolność racjonalnej analizy sytuacji. Oślepili go…

OŚLEPILI GO!!!

Szarpnął się mocniej, unosząc się na wyciągniętych w górę rękach i stanął na stopy. Ciało zaprotestowało cierpieniem takim, jakby miał połamane wszystkie kości; jęknął; ale ustał, wyprostowany. Zacisnął zęby i zmusił się do myślenia. Oślepili go albo…

Albo był w naprawdę głębokim lochu, takim, gdzie słońce jest tylko legendą snutą przez żyjące na ścianach robaki.

Tak. Tak właśnie musiało być. Nie czuł bólu na twarzy, wszędzie, ale nie na twarzy, więc było po prostu cholernie ciemno.

W tej pozycji ręce miał wciąż lekko uniesione i rozłożone na boki. Gdy poruszał nimi, czuł żelazne obręcze kajdan i ogniwa łańcucha biegnące w górę. Za plecami poczuł pionową belkę, oparł się o nią z wdzięcznością. Gdy odzyska władzę nad ciałem…

Wiesz, co to jest, prawda?

Myśl naszła go nagle i wyczuł w niej ponure rozbawienie.

Widziałeś już kogoś, kto skonał przykuty w takiej pozycji, dotykałeś już ogniw, których nie ruszy żadne narzędzie, alchemiczny kwas ani zaklęcie. A ta belka to wcale nie belka, tylko klinga. Czarna jak fragment nieba, na którym nie płoną żadne gwiazdy. Zimna i głodna.

Wiesz, gdzie jesteś.

Zastygł, przywołując całą siłę woli, by nie zacząć się rzucać i szarpać.

Tak. Wiem. Pamiętam te łańcuchy, wyrastające z końców jelca, rozkrzyżowujące ofiarę na klindze. Pamiętam miecz, czarny jak sen kreta i twardszy niż serce lichwiarza. Jestem tam, gdzie wszystko się zaczęło.

1 ... 120 121 122 123 124 125 126 127 128 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)