Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 121 122 123 124 125 126 127 128 129 ... 185
Перейти на страницу:

Kiedy matka mnie biła, Ósma Siostra przędła dalej bez słowa, jakby to wszystko wcale jej nie dotyczyło.

Szlochając, klęczałem nad miednicą i myłem twarz; tusz błyskawicznie zabarwił wodę na czarno. Matka stała za mną i klęła pod nosem. Wiedziałem, że jej obelgi nie są już skierowane do mnie. Potem zaczęła polewać mi głowę czystą wodą z czerpaka. Woda spływała mi po nosie i brodzie i skapywała do miednicy, rozcieńczając intensywną czerń. Matka wytarła mi włosy.

– Synku – powiedziała – w tamtych czasach nie miałam innego wyjścia. Niebiosa stworzyły cię takim, jakim jesteś. Masz już osiemnaście lat, jesteś dorosły i musisz iść przez życie z podniesioną głową. Sima Ku miał mnóstwo wad, ale był prawdziwym mężczyzną, powinieneś brać z niego przykład!

Skinąłem głową twierdząco. Nagle przypomniałem sobie o połkniętej obrączce. Już miałem się do wszystkiego przyznać, gdy do domu wpadła zdyszana Shangguan Laidi. Była robotnicą w okręgowej fabryce zapałek; miała na sobie fartuch z napisem „Fabryka zapałek «Światło Gwiazd» w okręgu Dalan".

– Mamo! – rzekła z trwogą w głosie. – On wrócił!

– Kto wrócił? – spytała matka.

– Niemowa! – wyjaśniła Najstarsza Siostra.

Matka wytarła ręce ręcznikiem i spojrzała smutno w przywiędłą twarz Najstarszej Siostry.

– Widać taki twój los, córeczko – powiedziała.

Głuchoniemy Sun Niemowa wtoczył się dziwacznym krokiem na nasze podwórze. Bardzo się postarzał przez te wszystkie lata; spod jego równo nasadzonej wojskowej czapki wyglądały siwe włosy. Wyblakłe oczy miały jeszcze bardziej posępny wyraz, dolna szczęka przypominała zardzewiały pług. Był ubrany w nowiutki brązowy wojskowy mundur ze stójką, zapięty wysoko pod szyję, z lśniącymi medalami na piersi. Miał potężne, długie ramiona; dłonie w śnieżnobiałych bawełnianych rękawiczkach spoczywały na obitych skórą niskich, drewnianych stołeczkach. Siedział na czerwonej gumowej poduszce, która stanowiła jakby nieodłączną część jego pośladków. Dwie szerokie nogawki miał związane na brzuchu prostym węzłem. Wyglądał, jakby obcięto mu nogi u samej nasady. Tak właśnie prezentował się głuchoniemy, gdy zjawił się przed nami po latach. Sięgał daleko przed siebie długimi rękami, opartymi na stołeczkach, po czym przesuwał resztę ciała; poduszka pod jego pośladkami lśniła ciemnoczerwono. Przemieścił się w ten sposób pięciokrotnie, po czym usiadł stabilnie w odległości około trzech i pół metra od nas, tak by patrząc nam w oczy, nie zadzierać zbytnio głowy. Myłem włosy i twarz, chlapiąc brudną wodą, której strużka podpłynęła do głuchoniemego; cofnął się, podpierając się z tyłu rękami. Patrząc na niego, zrozumiałem, że ludzki wzrost zależy przede wszystkim od długości nóg. Górna połowa ciała Suna Niemowy, przy braku dolnej, sprawiała wrażenie szczególnie potężnej i groźnej. Mimo swojej połowiczności Sun miał w sobie jakąś zatrważającą moc. Patrzył nam prosto w oczy; na jego ciemnej twarzy malowały się skomplikowane emocje. Tak samo jak przed laty, z drgającą żuchwą, wyrzucał z siebie wypowiadane niskim głosem jednosylabowe słowo: „Zdjąć, zdjąć, zdjąć". Dwie strużki diamentowych łez popłynęły ze złotych oczu.

Zdjął dłonie ze stołków, uniósł ręce w górę i zaczął gestykulować, powtarzając wciąż swoje „zdjąć, zdjąć, zdjąć". Uświadomiłem sobie, że nie widzieliśmy go jeszcze ani razu od czasu naszej mozolnej wędrówki na północny wschód. Z pewnością pyta o swoich synów, Starszego i Młodszego Niemowę. Matka zakryła twarz ręcznikiem i wbiegła z płaczem do domu. Głuchoniemy zrozumiał – głowa zwisła mu ciężko na piersi.

Matka przyniosła dwie zakrwawione małe czapeczki i wręczyła mi, dając do zrozumienia, że mam je przekazać Niemowie. Zbliżyłem się do niego. Całkiem zapomniałem o złotej obrączce w brzuchu. Sun spojrzał w górę, na moją sylwetkę chudą jak bambusowy kij i pokręcił smutno głową. Schyliłem się, lecz wydało mi się to niewłaściwe, więc ukucnąłem, podałem mu czapeczki i pokazałem palcem w kierunku północno-wschodnim. Przypomniałem sobie, jak Niemowa dźwigał na plecach żołnierza z urwaną nogą. Upiorny widok zwłok dwóch głuchoniemych bliźniąt, leżących w wyrwie po bombie, stanął mi przed oczyma. Sun Niemowa wziął jedną czapeczkę, zbliżył do nosa i wciągnął powietrze niczym dobrze wytresowany pies myśliwski, wietrzący woń złoczyńcy lub zmarłego. Następnie umieścił ją między kikutami swoich nóg i wyjął mi z ręki drugą czapeczkę, którą obwąchał pobieżnie i schował w to samo miejsce. Nie czekając na zaproszenie, wtoczył się do domu i obejrzał każdy kąt. Zajrzał do głównego i do obu bocznych skrzydeł, do izby, w której mielono ziarno i do spiżarni. Zaglądnął nawet do wychodka w południowo-wschodnim rogu podwórka i wetknął głowę do kurnika. Szedłem cały czas za nim, podziwiając jego zręczny i zmyślny sposób poruszania się. W izbie, w której sypiała Najstarsza Siostra i Sha Zaohua, urządził mi prawdziwy pokaz wchodzenia na kang. Kiedy przycupnął pod kangiem, wpatrując się w jego krawędź, współczułem mu. Po chwili jednak dowiódł, że moja litość była zupełnie nie na miejscu. Chwycił dłońmi za brzeg kangu, po czym zaczął się podciągać na rękach z iście cyrkową siłą. Gdy jego głowa znalazła się powyżej krawędzi, potężne ramiona zatrzeszczały, przerzucając resztę ciała na kang. Wylądował nieco niezgrabnie, lecz błyskawicznie poprawił postawę.

Siedząc na kangu Najstarszej Siostry, wyglądał jak głowa rodziny, jak przywódca. Stojąc niżej, poczułem się intruzem. Najstarsza Siostra płakała w pokoju matki.

– Mamo, wypędź go stąd, nie chcę go! Nie chciałam go, kiedy miał nogi, a teraz, kiedy została go tylko połowa, tym bardziej nie chcę!

– Drogie dziecko, obawiam się, że łatwo jest zaprosić bóstwo do domu, trudniej się go pozbyć – rzekła matka.

– Czy ktoś go zapraszał?

– Przeznaczyłam cię dla niego szesnaście lat temu, to był mój błąd. Teraz musimy zbierać jego owoce.

Matka nalała gorącej wody do miseczki i podała głuchoniememu. Niemowa przyjął miseczkę, poruszając brwiami, jakby chciał okazać wzruszenie i wypił, przełykając głośno.

– Podejrzewałam, że zginąłeś – rzekła matka. – Nie miałam pojęcia, czy jeszcze żyjesz. Nie udało mi się ocalić twoich dwojga dzieci; moja rozpacz z tego powodu jest większa niż twoja. Wy byliście ich rodzicami, ale to ja je wychowywałam. Widzę, że jesteś bardzo zasłużonym człowiekiem, i mam nadzieję, że rząd zapewnił ci odpowiednie miejsce do życia. Szesnaście lat temu zaaranżowałam wasze narzeczeństwo wedle feudalnych zwyczajów. Teraz, w nowym społeczeństwie, małżeństwa są zawierane samodzielnie. Służysz naszemu rządowi, więc powinieneś być oświeconym człowiekiem. Pozwól żyć w spokoju tej rodzinie wdów i sierot. W końcu Laidi przecież nie wyszła za ciebie, zastąpiła ją moja trzecia córka. Prosimy cię, odejdź stąd i żyj jak najwygodniej, tam gdzie nasz rząd ci przeznaczył…

Nie zwracając uwagi na słowa matki, głuchoniemy wydłubał palcem otwór w papierowym pokryciu okna i wyjrzał na podwórze. Tymczasem Najstarsza Siostra wyciągnęła nie wiadomo skąd szczypce kowalskie, jeszcze z czasów Shangguan Lü i trzymając je w ręku, wpadła do izby.

– Ty głuchy bękarcie, ty beznogi demonie, won z naszego domu! – wrzasnęła, zamierzając się na niego żelaznym narzędziem.

Niemowa sięgnął i bez wysiłku przytrzymał szczypce w powietrzu. Laidi wytężała wszystkie siły, lecz nie była w stanie mu ich odebrać. W czasie tej beznadziejnie nierównej próby sił na twarz głuchoniemego wypełzł arogancki, pełen satysfakcji uśmieszek. Najstarsza Siostra puściła szczypce i płacząc, zakryła twarz rękami.

1 ... 121 122 123 124 125 126 127 128 129 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)