Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 120 121 122 123 124 125 126 127 128 ... 185
Перейти на страницу:

– Nie ma żadnego skarbca! W czasie reformy rolnej przekopali wszystko na trzy stopy w głąb! – tłumaczył się żałośnie Sima Ting.

– Nie rób tyle hałasu, braciszku – rzekł z uśmiechem Sima Ku.

– To przez ciebie moja krzywda, głupcze! – krzyknął Sima Ting. Sima Ku pokręcił głową z gorzkim uśmiechem.

– Dość tego zamieszania! – krzyknął oficer służby bezpieczeństwa do wioskowego urzędnika, trzymając dłoń na kolbie pistoletu. – Zabierzcie stąd tego człowieka! Czy wy tu w ogóle macie jakieś zasady?

– Pomyśleliśmy, że może tak uda nam się coś z niego wyciągnąć – odparł wioskowy urzędnik, ciągnąc Simę Tinga z powrotem.

Oficer kierujący egzekucją podniósł czerwoną flagę i donośnym głosem oznajmił:

– Gotowi!

Żołnierze z plutonu egzekucyjnego podnieśli broń, czekając na komendę. Sima Ku spoglądał w czarne wyloty luf z lodowatym uśmiechem. W tym momencie nad wałem rozbłysło czerwone światło, zapach kobiety wypełnił niebo i zasnuł ziemię.

– Kobiety to wspaniała rzecz! – zawołał Sima Ku.

Zagrzmiał głuchy huk wystrzałów. Czaszka Simy Ku rozpadła się na części jak roztrzaskana tykwa; czerwona posoka i biały mózg trysnęły na wszystkie strony. Jego ciało na chwilę zastygło w bezruchu, po czym runęło do przodu.

W tym momencie, niczym w punkcie kulminacyjnym przedstawienia, tuż przed opadnięciem kurtyny, wdowa Cui Fengxian z wioski Piaszczyste Doły, ubrana w kurtkę z czerwonego jedwabiu i zielone spodnie, z kiścią złotych jedwabnych kwiatów we włosach, sfrunęła ze szczytu wału i wylądowała obok zwłok Simy Ku. Przypuszczałem, że rzuci się na jego ciało i uderzy w płacz, lecz tego nie zrobiła – być może przeraził ją widok rozpłatanej czaszki Simy Ku. Wyjęła zza pasa nożyce. Myślałem, że wbije je sobie w serce, by towarzyszyć Simie Ku na jego ostatniej drodze, lecz myliłem się. Na oczach tłumów zatopiła ostrze w klatce piersiowej martwego Simy Ku. Następnie zakryła twarz i uciekła ze szlochem, zataczając się w biegu.

Widzowie stali nieruchomo jak drewniane słupy. Niezbyt godnie brzmiące ostatnie słowa Simy Ku zapadły wszystkim w umysły, łaskocząc je od środka niczym wijące się robaczki. Czy kobiety rzeczywiście są wspaniałą rzeczą? Może i są. Owszem, kobiety są wspaniałą rzeczą, ale w istocie wcale nie są „rzeczą".

Część piąta

37

W dzień osiemnastych urodzin Shangguana Jintonga Shangguan Pandi zabrała Lu Shengli. Jintong siedział na wale, spoglądając posępnie na fruwające nad wodą jaskółki. Z lasu wyłoniła się Sha Zaohua i przyniosła mu w prezencie maleńkie lusterko. Na klatce piersiowej ciemnoskórej dziewczynki już pojawiały się wypukłości. Jej odrobinę zezujące, czarne oczy, podobne do małych kamyczków na dnie rzeki, lśniły namiętnym blaskiem.

– Schowaj je lepiej i daj Simie Liangowi, kiedy wróci – rzekł Shangguan Jintong.

Sha Zaohua wyciągnęła zza pasa większe lustro.

– To jest dla niego – wyjaśniła.

– Skąd wzięłaś tyle lusterek? – zdziwił się Jintong.

– Ukradłam ze spółdzielczego sklepu – odparła szeptem. – Na targu w Wopu poznałam niesamowitego złodzieja, przyjął mnie na uczennicę. Kiedy skończę terminować, ukradnę dla ciebie, co tylko zechcesz. Mój nauczyciel zwinął radzieckiemu konsultantowi złoty ząb prosto z ust i zegarek prosto z ręki!

– Boże drogi! Przecież to przestępstwo!

– Mój nauczyciel mówił, że mała kradzież to przestępstwo, ale wielka kradzież – nie! – zaprotestowała Sha Zaohua. – Wujaszku, jak się nie dostaniesz do szkoły średniej, będziesz mógł się ode mnie uczyć złodziejstwa. – Złapała go za dłoń. – Masz takie delikatne, drobne paluszki, byłby z ciebie świetny złodziej!

– O nie, nie zamierzam się tego uczyć. Nie jestem dość odważny – odrzekł Jintong. – Ale Sima Liang jest i odważny i zręczny. Jego możesz uczyć, kiedy wróci.

Sha Zaohua schowała większe lusterko za pazuchę.

– Liang, Liangzi, braciszku, kiedy znowu cię zobaczę? – przemówiła tonem dojrzałej kobiety.

Sima Liang zniknął pięć lat wcześniej, wieczorem w dzień pogrzebu Simy Ku, następnego dnia po jego egzekucji. Lodowaty północno-wschodni wiatr gwizdał wśród wiszących na ścianie wyszczerbionych dzbanków. Siedzieliśmy przygnębieni wokół jedynej lampy oliwnej. Kiedy wiatr zdmuchnął płomień lampy, siedzieliśmy dalej po ciemku. Wszyscy milczeli, wspominając pogrzeb Simy Ku. Nie mieliśmy trumny, więc owinęliśmy go ciasno w trzcinową matę niczym cebulę w placek i obwiązaliśmy kilka razy sznurem. Kilkunastu ludzi zaniosło zwłoki na cmentarz komunalny, gdzie wykopano głęboki grób. Sima Liang ukląkł przed grobem i złożył pojedynczy czołobitny ukłon. Nie płakał. Na jego małej twarzyczce pojawiło się kilka drobnych zmarszczek. Bardzo chciałem jakoś pocieszyć swojego najlepszego przyjaciela, lecz nie mogłem znaleźć odpowiednich słów. W powrotnej drodze szepnął mi:

– Muszę stąd odejść, wujaszku.

– Dokąd? – spytałem.

– Jeszcze nie wiem.

W chwili gdy wiatr zdmuchnął lampę, wydało mi się, że jakiś czarny cień wymknął się na zewnątrz. Podejrzewałem, że to Sima Liang, ale nawet nie pisnąłem.

Sima Liang po prostu odszedł. Matka długim bambusowym kijem grzebała we wszystkich wyschniętych studniach i głębokich stawach w okolicy. Wiedziałem, że jej poszukiwania nie mają najmniejszego sensu, Sima Liang z pewnością nigdy nie odebrałby sobie życia. Matka prosiła wszystkich, by wypytywali o niego, gdzie się da. Uzyskiwała same sprzeczne informacje. Ktoś twierdził, że widział go w wędrownej trupie cyrkowej, kto inny, że odkrył nad jeziorem zwłoki chłopca z twarzą wydziobaną przez sępy, a przysłani z północnego wschodu rekruci mówili, że spotkali go gdzieś w okolicy mostu na rzece Yalu Jiang. Wrzała wtedy wojna koreańska, amerykańskie bombowce w dzień i w nocy bombardowały wszystkie mosty.

W lusterku, które dostałem od Sha Zaohua, po raz pierwszy przyjrzałem się dokładnie swojej twarzy. Osiemnastoletni Shangguan Jintong miał burzę złotych włosów, białe, grube małżowiny uszne, brwi koloru dojrzałej pszenicy i żółtawe rzęsy, odbijające się w intensywnie błękitnych oczach, wydatny nos, różowe wargi i porośniętą gęstym meszkiem skórę. Już wcześniej zdążyłem się co nieco dowiedzieć o swoim niezwykłym wyglądzie, patrząc na Ósmą Siostrę. Ze smutkiem stwierdziłem, że naszym ojcem żadną miarą nie mógł być Shangguan Shouxi. Musiał nim być ten, o którym ludzie wspominali szeptem za naszymi plecami. Byliśmy dziećmi z nieprawego łoża szwedzkiego pastora Malloya, co czyniło z nas dwójkę niewątpliwych bękartów. Straszliwe poczucie niższości wgryzało mi się w serce. Farbowałem włosy czarnym tuszem, smarowałem nim twarz. Nie znałem sposobu, by zmienić kolor oczu; najchętniej bym je sobie wyłupił. Słyszałem o metodzie popełniania samobójstwa poprzez połknięcie złota, wygrzebałem więc ze szkatułki Laidi złotą obrączkę, jeszcze z czasów Sha Yuelianga i połknąłem ją z wysiłkiem, wyciągając szyję. Następnie położyłem się na kangu i czekałem na śmierć. Ósma Siostra siedziała w rogu kangu i przędła. Kiedy matka wróciła z pracy w komunie, zdumiała się niezmiernie na mój widok. Przypuszczałem, że raczej się zawstydzi, lecz na jej twarzy nie dostrzegłem nawet śladu zażenowania – była wykrzywiona w przerażającym gniewie. Matka złapała mnie za włosy i podniosła do siadu, po czym spoliczkowała osiem razy. Biła tak mocno, że z dziąseł pociekła mi krew, w uszach dzwoniło, miałem gwiazdy w oczach.

– Tak, to prawda, Malloy był waszym ojcem, i co z tego? – piekliła się matka. – Masz mi się tu zaraz umyć do czysta, twarz i włosy, a potem wyjść na ulicę, wypiąć pierś i powiedzieć głośno: „Moim ojcem był szwedzki pastor Malloy, jestem szlachetnie urodzony i lepszy od was żółwie pomioty!"

1 ... 120 121 122 123 124 125 126 127 128 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)