Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 118 119 120 121 122 123 124 125 126 ... 185
Перейти на страницу:

Główny inspektor służby bezpieczeństwa wyciągnął go z pułapki i zakuł w kajdanki.

– Uwolnijcie rodzinę Shangguan! Człowiek powinien sam odpowiadać za swoje czyny! – oznajmił głośno Sima Ku.

36

By zaspokoić żądania mieszkańców Północno-Wschodniego Gaomi, publiczny proces miał się odbyć na tym samym placu, gdzie Sima Ku wspólnie z Babbittem zorganizowali niegdyś pierwszy pokaz filmowy na wolnym powietrzu. Na placu, służącym pierwotnie rodzinie Sima jako klepisko do młócenia zboża, wciąż wznosiło się usypane z ziemi, obecnie już ledwie widoczne podwyższenie, na którym Lu Liren niegdyś rozpoczął swoją kampanię reformy rolnej. W ramach przygotowań do przybycia Simy Ku urzędnicy okręgowi wysłali tam oddział milicji z karabinami na plecach i kazali im w nocy poprzedzającej egzekucję wykopać setki metrów sześciennych ziemi i odbudować podium, by wysokością dorównało wałom nad Rzeką Czarnej Wody. Z przodu i po bokach podwyższenia wydrążono rów i napełniono go zieloną wodą, po której pływały tłustawe oka. Następnie władze okręgu wyłożyły tyle pieniędzy, że wystarczyłoby na kupno tysiąca funtów prosa i na odległym o trzydzieści li targu poleciły nabyć dwa wozy gęsto plecionych, złocistożółtych trzcinowych mat, z których zbudowano wielki namiot i oklejono go różnobarwnymi kawałkami papieru, zapisanymi rozmaitymi sloganami o gniewnej lub radosnej treści. Resztę mat rozłożono na podwyższeniu i udrapowano po bokach na podobieństwo złocistych wodospadów. Szef okręgu w towarzystwie naczelnika powiatu przybyli na inspekcję tego miejsca publicznego przesłuchania. Stojąc na gładkiej, przyjemnej dla stóp powierzchni podwyższenia przypominającego scenę operową, spoglądali w dal, na Rzekę Wodnego Smoka, której szarobłękitne fale toczyły się na wschód. Chłodny wiatr od wody wydymał ich ubrania; nogawki i rękawy przypominały grube świńskie jelita. Naczelnik powiatu potarł swój czerwony nos i głośno zwrócił się do stojącego obok szefa okręgu:

– Kto jest autorem tego arcydzieła?

Nie mając pewności, czy wypowiedź naczelnika należy rozumieć jako kpinę, czy jako pochwałę, szef okręgu odparł bezbarwnie:

– Brałem udział w planowaniu, ale pracami kierował on. – Tu pokazał na urzędnika z okręgowego komitetu propagandowego, który stał niedaleko.

Naczelnik powiatu popatrzył na rozpromienionego urzędnika z komitetu i skinął głową, a potem głosem ściszonym, lecz doskonale słyszalnym dla ludzi stojących za nim, rzekł:

– To mi bardziej wygląda na koronację niż publiczny proces!

W tym momencie przykuśtykał oficer bezpieczeństwa Yang i skłonił się z szacunkiem, lecz bardzo niezdarnie, naczelnikowi powiatu. Naczelnik zmierzył go wzrokiem.

– Władze powiatowe doceniają pana wielkie zasługi w planowaniu akcji pojmania Simy Ku, lecz ponieważ działania te pociągnęły za sobą krzywdę rodziny Shangguan, otrzymuje pan także poważną naganę – oznajmił.

– Najważniejsze, że ten diabeł-morderca został doprowadzony przed oblicze wymiaru sprawiedliwości – odrzekł Yang z zapałem. – Dla tej sprawy gotów jestem nie tylko przyjąć naganę, ale i poświęcić swoją zdrową nogę!

Publiczny proces miał się odbyć rankiem ósmego dnia dwunastego miesiąca. Wszyscy, którzy chcieli wziąć udział w tym podniecającym wydarzeniu, nadciągali z okolicznych wiosek spowici w chłodne światło gwiazd, a księżyc opromieniał ich głowy Jeszcze przed świtem plac wypełnił się czarnym tłumem, który stał także za balustradami zainstalowanymi na brzegu Rzeki Wodnego Smoka. Słońce wyjrzało nieśmiało ponad horyzont, oświetlając oszronione brwi i brody; z ust ludzi unosiła się różowawa mgiełka. Zdawali się nie pamiętać o tym, że jest ranek, czyli najwyższa pora na kleik ryżowy, lecz moja rodzina pamiętała o tym doskonale. Matka usiłowała zarazić nas udawanym entuzjazmem, ale z powodu ciągłego płaczu Simy Lianga wciąż byliśmy w fatalnym nastroju. Ósma Siostra, naśladując zachowanie matki, osuszała jego fontanny łez rzadko spotykaną gąbką, którą kiedyś znalazła na nadrzecznej plaży. Płakał całkowicie bezdźwięcznie, co wywierało na nas dużo silniejsze wrażenie niż głośne lamenty. Najstarsza Siostra chodziła za krzątającą się pośpiesznie matką, dopytując się nieustannie:

– Mamo, jeśli on umrze, to czy ja będę musiała umrzeć razem z nim?

– Co za bzdury! – zganiła ją matka. – Nawet jakbyście byli małżeństwem, nikt nie kazałby ci razem z nim umierać!

Po dwunastym z kolei pytaniu Laidi matka straciła cierpliwość.

– Laidi, czy ty masz jakąś godność? – rzuciła ostro. – Zadałaś się z nim raz, szwagierka poszła do łóżka ze szwagrem, wstyd i tyle!

Laidi oniemiała.

– Zmieniłaś się, mamo – powiedziała wreszcie.

– Owszem, zmieniłam się – potwierdziła matka – i jednocześnie wcale się nie zmieniłam. Przez ostatnich kilkanaście lat Shangguanowie rodzili się i umierali niczym szczypiorek – na miejsce ściętych źdźbeł wyrastały nowe. Tam gdzie jest życie, musi być i śmierć. Umierać jest łatwo, to życie jest naprawdę trudne. Im dłużej żyjesz, tym bardziej chcesz żyć. Im bardziej boisz się śmierci, tym zacieklej walczysz o życie. Chcę dożyć tego dnia, kiedy moje dzieci i wnuki wreszcie wypłyną na powierzchnię. Macie sprawić, że będę z was dumna!

Omiotła po kolei twarze nas wszystkich spojrzeniem mokrych, a zarazem płonących gniewem oczu, wreszcie zatrzymała się na mnie, jakbym to ja był jej największą nadzieją, co wprawiło mnie w wielki popłoch. Oprócz niezłej pamięci do czytanek i umiejętności w miarę czystego odśpiewania Pieśni wyzwolenia kobiet, nie miałem żadnych mocnych stron. Byłem płaczliwy, bojaźliwy i słaby jak wykastrowany baran.

– Słuchajcie uważnie, dzieci. Idziemy pożegnać człowieka, który był niezłym draniem, ale i prawdziwym mężczyzną. Kiedyś tacy jak on trafiali się co siedem, osiem lat. Obawiam się, że rasa ta wymrze wraz z nim.

Staliśmy całą rodziną na wale nad rzeką; wokół nas robiło się coraz puściej. Rzucano nam wiele ukradkowych spojrzeń. Sima Liang chciał się przepchnąć do przodu, lecz matka go zatrzymała.

– Liang, ty możesz patrzeć z daleka. Jeśli podejdziesz bliżej, tylko zamącisz mu w głowie.

Słońce stało już wysoko na niebie. Kilka ciężarówek sunęło ostrożnie przez most na Rzece Wodnego Smoka i wyjeżdżało na drugi brzeg przez przerwę w wale. Były pełne uzbrojonych żołnierzy w hełmach, o surowych minach, jakby za chwilę mieli się zmierzyć z groźnym przeciwnikiem. Wozy zatrzymały się obok namiotu, żołnierze powyskakiwali na ziemię parami, rozproszyli się i pośpiesznie uformowali gęsty kordon. Na koniec dwóch wysiadło z szoferki jednej z ciężarówek i otworzyło drzwiczki z tyłu platformy. Sima Ku, dobrze zbudowany mężczyzna z lśniącymi kajdankami na przegubach rąk, został wypchnięty na zewnątrz. Schodząc na ziemię, potknął się, lecz natychmiast podtrzymał go rosły członek eskorty, któremu z pewnością wcześniej wyznaczono to właśnie zadanie. Sima Ku pokuśtykał za żołnierzami na spuchniętych, zakrwawionych nogach, pozostawiając na ziemi cuchnące ślady. Zaprowadzili go do namiotu i weszli z nim na podwyższenie. Przybysze z innych wiosek, którzy nigdy przedtem nie widzieli Simy Ku i wyobrażali go sobie jako króla zabójczych demonów, pół człowieka, pół bestię o sinej gębie i wielkich kłach, czuli się nieco rozczarowani. Wysoki mężczyzna w średnim wieku z ogoloną głową i dużymi, smutnymi oczyma nie wyglądał ani trochę groźnie. W gruncie rzeczy sprawiał wrażenie uczciwego, dobrego człowieka, co budziło u wielu poważne wątpliwości, czy służba bezpieczeństwa nie pojmała niewłaściwej osoby.

Proces odbył się szybko. Sędzia odczytał listę przestępstw popełnionych przez Simę Ku, a następnie ogłosił wyrok śmierci. Kilku żołnierzy sprowadziło go z podwyższenia. Namiot z mat przesłonił ich na moment, lecz wkrótce pojawili się znowu, po jego wschodniej stronie. Skazaniec chwiał się, co sprawiało, że podtrzymujący go pod ramiona żołnierze gubili krok. Zatrzymali się nad słynnym stawkiem, gdzie tradycyjnie zabijano ludzi. Sima Ku odwrócił się w stronę rzeki. Być może nas zauważył, być może nie. Sima Liang zawołał głośno „Tato!", lecz matka szybko zakryła mu usta dłonią i szepnęła do ucha:

1 ... 118 119 120 121 122 123 124 125 126 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)