Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
Obfite piersi, pełne biodra - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Obfite piersi, pełne biodra

Электронная книга - «Obfite piersi, pełne biodra». Краткое содержание книги:

Obfitymi piersiami i pełnymi biodrami natura obdarza kobiety z rodziny Shangguan, mieszkającej w małej chińskiej wiosce, w prowincji Shandong. Od obfitych piersi i matczynego mleka uzależniony jest narrator powieści, długo wyczekiwany syn, brat ośmiu starszych sióstr. Losy rodziny ukazane są na tle wydarzeń historycznych, począwszy od Powstania Bokserów w 1900 roku, poprzez upadek dynastii Qing, inwazję japońską, walki Kuomintangu z komunistami, „rewolucję kulturalną”, aż do reform gospodarczych. Na prowincji życie toczy się jednak obok wielkich przemian, rządzą tam najprostsze instynkty, a podstawową wartością jest przetrwanie.
W powieści Obfite piersi, pełne biodra wszystko jest trochę oderwane od rzeczywistości, pełne makabrycznych zdarzeń i wynaturzonych postaci, ocierające się o magię – a jednocześnie opisane prostym, niezwykle obrazowym językiem, przesycone ironią i czarnym humorem. Zręczność stylistyczna i wybujała fantazja Mo Yana powodują, że lektura wciąga na długo – jest to jedna z tych książek, które czyta się zachłannie, mimo że ogłuszają, wyprowadzają z równowagi.
1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 185
Перейти на страницу:

– Drugi Bracie, ty draniu, poddaj się! Nie możecie mnie tak bić, przecież się wam zasłużyłem! – krzyczał.

Milicjanci obojętnie machali pałami, jakby tłukli kawał zepsutego mięsa. Jeden funkcjonariusz walił batem w skórzany bukłak z wodą, drugi milicjant smagał witką konopny worek. Wrzaski głośniejsze i cichsze, prawdziwe i fałszywe, wypełniały cały pokój zgiełkiem, cienie batów i pałek tańczyły w świetle gazowych lamp.

Mniej więcej po czasie jednej godziny lekcyjnej odwiązali linę przymocowaną do ramy okiennej; matka osunęła się ciężko na ziemię. Odwiązali kolejną linę, na podłogę spadła Najstarsza Siostra. My byliśmy następni. Milicjanci przynieśli pełne wiadro i chlustali nam w twarze zimną wodą z czerpaka. Oprzytomniałem, lecz byłem kompletnie zdrętwiały.

– To było tylko ostrzeżenie! – wrzasnął Yang. – Przemyślcie to dobrze. Będziecie mówić czy nie? Jeśli zdecydujecie się zeznawać, wasze winy zostaną wam darowane. Jeśli nie, najgorsze jeszcze przed wami!

Oficer Yang założył z powrotem sztuczną nogę, schował fajkę i pistolet, kazał milicjantom dobrze nas pilnować, po czym wykuśtykał z pokoju w towarzystwie swojej straży przybocznej, postukując protezą.

Milicjanci zaryglowali drzwi i obejmując rękoma karabiny, kucnęli pod ścianą, żeby zapalić. Tuliliśmy się do matki z cichym szlochem, nie potrafiąc wykrztusić słowa. Głaskała nas spuchniętą ręką. Sima Ting jęczał z bólu.

– Ej wy, zacznijcie lepiej zeznawać – odezwał się jeden z milicjantów. – Yang potrafi zmusić kamień do mówienia. Ciało ludzkie jest kruche, dziś wytrzymaliście, ale czy przeżyjecie jutro?

– Jeśli Sima Ku naprawdę jest gościem z jajami, powinien się ujawnić – rzekł drugi. – Teraz jest zielono, można schować się w polu, a jak przyjdzie zima, ciężko mu będzie znaleźć jakąś kryjówkę.

– Ten twój zięć to prawdziwy tygrys. Pod koniec zeszłego miesiąca otoczył go cały oddział bezpieki w kępie trzciny nad Jeziorem Białego Konia, ale jemu udało się uciec i zastrzelić siedmiu ludzi, a dowódcę ranić w nogę.

Milicjanci rzucali nam jakieś aluzje, o co jednak dokładnie chodziło, nie miałem pojęcia.

W każdym razie udało nam się dowiedzieć co nieco o Simie Ku. Od chwili gdy pokazał się w starym piecu, zniknął jak kamień w wodę. Mieliśmy nadzieję, że ucieknie daleko i poleci wysoko, lecz on kręcił się w Północno-Wschodnim Gaomi i przysparzał nam kłopotów. Jezioro Białego Konia leżało na południe od Sioła Dwóch Powiatów, nie więcej niż dwadzieścia li od Dalanu.

35

Następnego dnia w południe ze stolicy powiatu przyjechała Pandi. Z początku kipiała złością i chciała natychmiast rozprawić się z urzędnikami okręgowymi, lecz gdy wychodziła z gabinetu szefa okręgu, po jej gniewie nie było już śladu. W towarzystwie szefa przyszła nas odwiedzić. Nie widzieliśmy się z nią już od pół roku i nie mieliśmy pojęcia, czym się zajmuje w powiecie. Schudła. Zaschnięte plamy mleka na jej bluzce świadczyły o tym, że karmi piersią. Patrzyliśmy na nią chłodno.

– Pandi, jakie przestępstwo popełniliśmy? – spytała matka.

Pandi zerknęła na wyglądającego przez okno szefa okręgu.

– Mamo… – rzekła ze łzami w oczach -…bądź cierpliwa… jeszcze trochę… zaufaj władzom… rząd nie krzywdzi niewinnych ludzi…

W czasie gdy Pandi nieporadnie nas pocieszała, na ukrytym w mrocznym sosnowym lesie nieopodal Jeziora Białego Konia cmentarzu rodu uczonego Dinga wdowa Cui Fengxian z wioski Piaszczyste Doły rytmicznie uderzała czarnym kamieniem w nagrobek pana Dinga, ozdobiony inskrypcją opiewającą jego bohaterskie czyny. Dźwięczny odgłos mieszał się z postukiwaniem dzięcioła wykuwającego dziuplę, biały wachlarzowaty ogon szarej sroki mignął między drzewami. Cui Fengxian stukała w nagrobek dłuższą chwilę, po czym usiadła przed stolikiem ofiarnym i czekała. Miała starannie upudrowaną twarz, schludne ubranie, a na ramieniu bambusowy koszyk, przykryty haftowaną serwetką. Wyglądała jak świeżo poślubiona młoda kobieta, wybierająca się z wizytą do domu rodziców. Zza nagrobka wychynął Sima Ku. Wdowa podskoczyła ze strachu.

– Ty przeklęty duchu, aleś mnie przeraził! – rzuciła.

– Taka lisica jak ty boi się duchów? – odparł Sima Ku.

– Więc to tak, mocny w gębie jak zawsze! – rzuciła ze złością Cui Fengxian.

– Jak „tak"? Wszystko idzie świetnie, dużo lepiej niż zwykle! Te żółwie pomioty może myślą, że mnie złapią? Cha, cha, mrzonki! – Poklepał po kolei wiszący na piersi karabin maszynowy, chromowanego mauzera niemieckiej produkcji, przymocowanego u pasa, oraz brauninga w kaburze. – Moja teściowa chce, żebym poszedł precz z Północno-Wschodniego Gaomi. Z jakiej racji miałbym stąd uciekać? Tu jest mój dom, tu leżą moi przodkowie. Znam tu każde źdźbło trawy, każde drzewo, każdy pagórek i rzeczkę. Tu jest pięknie i przyjemnie, tu mieszkasz ty, lisica z ogonem jak płomień… Jak mógłbym to wszystko zostawić?

Z zarośniętych trzciną bagien poderwało się stadko dzikich kaczek. Cui Fengxian zakryła dłonią usta Simy Ku. Sima Ku odtrącił jej rękę.

– Nie ma się czego bać. Dałem tu niezłą nauczkę Armii Ósmego Szlaku. To sępy pasące się na ich trupach wypłoszyły te kaczki…

Cui Fengxian pociągnęła go dalej w głąb cmentarza.

– Mam ci coś ważnego do powiedzenia – rzekła.

Przedarli się przez ciernisty gąszcz aż do wielkiego grobowca.

– Auu! – Kolec ukłuł Cui Fengxian w dłoń.

Sima Ku zdjął karabin, zapalił oliwną lampkę, odwrócił się i chwycił wdowę za rękę.

– Ukłułaś się? – spytał troskliwie. – Daj, obejrzę…

– To nic, to nic – powiedziała Cui Fengxian, wyrywając mu dłoń, lecz Sima Ku już włożył sobie jej palec do ust i ssał z zapałem. – Ty wampirze… – westchnęła wdowa.

Sima Ku wypuścił palec, zakrył swoimi ustami jej wargi i ogromnymi dłońmi bezceremonialnie chwycił ją za piersi. Cui Fengxian wierciła się namiętnie. Koszyk wyśliznął jej się z ręki; jajka o brązowych skorupkach potoczyły się po posadzce. Sima Ku uniósł wdowę i położył na wielkiej grobowej płycie…

Leżał na płycie nagi, ze zmrużonymi oczami i oblizywał koniuszki swoich od dawna nieprzystrzyganych żółtawych wąsów. Cui Fengxian miękką dłonią uciskała zgięcia jego ogromnych palców. Nagle przytuliła rozognioną twarz do szczupłego torsu, który wydzielał woń dzikiego zwierzęcia. Podgryzając go pieszczotliwie, powiedziała tonem pełnym rezygnacji:

– Jesteś groźnym demonem. Nie przychodzisz wtedy, kiedy wszystko dobrze się układa, lecz gdy tylko masz kłopoty, osaczasz mnie i dręczysz… Dobrze wiem, że kobiet, które kręcą się koło ciebie, nic dobrego nie czeka. Ale nie potrafię nad sobą zapanować. Wystarczy, że machniesz ogonem, a ja już biegnę jak wierna suka. Powiedz, demonie, jakich to diabelskich sztuczek używasz, że kobiety z otwartymi oczami skaczą za tobą w ogień?

Sima Ku posmutniał, lecz mimo to uśmiechnął się do niej, ujął jej dłoń i przycisnął do piersi, żeby mogła poczuć mocne bicie jego serca.

– Serce, oto co ofiarowuję kobietom. Moje szczere serce. Cui Fengxian pokręciła głową.

– Serce masz tylko jedno. Jak można dzielić je na tyle części?

– Każda część jest prawdziwa i szczera, bez względu na to, ile by ich było. I mam jeszcze to. – Z chełpliwym uśmieszkiem przesunął jej rękę w dół po swoim ciele. Cui Fengxian wyrwała mu dłoń i ujęła w dwa palce jego wargę.

1 ... 116 117 118 119 120 121 122 123 124 ... 185
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)