Światy braci Strugackich - Czas uczniów
- Автор: Лукьяненко Сергей Васильевич, Скаландис Ант
- Год: 2001
- Язык: польский
- Год: Rebis
- Жанр: Научная фантастика
Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
Andriej Korniejewicz Jaszmaa postawił sakwojaż, rzucił się do rannego na pierś. I natychmiast potężne ręce mocno objęły wicepremiera wolnego Ałaju, zostawiając na jego jasnym trenczu czarne ślady.
Dwa gnatołomy zamarły z noszami w ręku, czując ostrza noży, a trzeci nie chciał zamrzeć…
Lekko i ciężko ranni działali szybko i zgodnie. Panu premierowi zaklejono usta taśmą klejącą, ręce i nogi związano specjalnie przygotowanym sznurem ze skóry żmii wodnej — jego wysokość dobrze znał wybitne umiejętności Ziemian.
— Proszę się nie ciskać, panie Jaszmaa — powiedział herzog ałajski. — Nic szczególnego się nie dzieje. Po prostu nasz wywiad wojskowy wykonuje zaplanowaną jeszcze trzy lata temu operację „Progresor”.
Rozdział 6
Wedle wszystkich prawideł należało uderzyć w dzwony, ogłosić stan wyjątkowy, a może nawet powszechną mobilizację, ponieważ doszło do awarii systemu będącego w istocie rzeczy jednym z filarów Ziemi i Peryferii.
Niczego takiego Maksym Kammerer nie zrobił.
Zamiast tego zjadł obfite śniadanie, na siłę wpychając w siebie każdy kęs, wypił ogromny kufel wielorybiego mleka i wrócił na swoje miejsce pracy.
Mniej więcej miesiąc wcześniej dała o sobie znać kolejna organizacja — Liga Nieingerencji. Przewodniczący Ligi, niejaki Angieł Teofilowicz Kopiec, w formie ultimatum zażądał zlikwidowania instytutu progresorstwa jako instytucji, a zaoszczędzone środki polecił skierować… Maksym zapomniał już, jakie zastosowanie chciał znaleźć dla nich Angieł Teofilowicz Kopiec, smagły brodaty młody człowiek w lustrzanych okularach.
Zobaczmy, postanowił Maksym i zażądał od BPI informacji o Kopcu, Lidze oraz zapisu ich jedynej rozmowy.
INFORMACJI BRAK — chętnie odpowiedział ekran.
Trzeba połączyć się z którymś z ludenów, pomyślał Maksym. Ługowienko, jak pamiętam, obiecał wszelką pomoc w razie zagrożenia…
Ale tak z marszu nie dawało się połączyć z ludenami, chyba że któryś z nich przypadkowo znajdzie się na Ziemi i co jest jeszcze bardziej nieprawdopodobne, zechce pogawędzić z przedstawicielem KOMKON-u 2. Ale ludenowie nie potrzebują żadnej BPI, progresorstwo ich nie interesuje…
Stop. Tojwo Głumow. Tojwo Głumow dwa lata pracował jako progresor akurat na Gigandzie, jeszcze przed wojną. Zajmował dość skromne stanowisko w imperialnym banku Karhonu. Zapobiegł, jeśli pamięć nie zawodzi, napadowi na ten bank, rozłożył całą bandę na podłodze i w takim położeniu utrzymał do przyjazdu policji, za co został mianowany szefem ochrony i otrzymał medal Ofiarnego Bohaterstwa, co dawało prawo do działki ziemi i nieoddawania honorów szarżom poniżej generała brygady…
Na szczycie kariery Tojwo Głumow składa pismo o rezygnacji, nie podając przy tym żadnych istotnych argumentów. Lew Abałkin wcale nie składał podań, porzucił Saraksz samowolnie i nawet chyba przy tym kogoś zabił. Abałkin, jeden z podrzutków, zaczyna szukać detonatora, w wyniku czego ginie od kuli Rudolfa Sikorskiego. Tojwo Głumow zaczyna szukać Wędrowców, w wyniku czego staje się jednym z ludenów…
Maksym wywołał życiorys Tojwo Głumowa. Jak oczekiwał, według najnowszych danych BPI Tojwo Głumow po ukończeniu szkoły progresorów nie pracował na żadnej Gigandzie, ponieważ nie istnieje ona we Wszechświecie. Pracował natomiast nie wiadomo dlaczego jako uczeń zootechnika na fermie Wołga-Jedynoróg i następnie tego bezcennego zootechnika wziął do siebie do pracy niejaki Maksym Kammerer… KOM-KON 2 w tych czasach bardzo potrzebował zootechników z progresorskim wykształceniem…
Dziwna myśl przyszła mu do głowy, ale w dzisiejszej sytuacji żadna myśl nie mogła być szczególnie dziwna.
Tojwo Głumow dowiedział się na Gigandzie o Wędrowcach tego, o czym albo nie chciał, albo się bał mówić. Dowiedział się czegoś określonego, tak określonego i strasznego, że całkowicie uwierzył w ich realne istnienie i tą pewnością zaraził cały KOMKON 2. A potem, przekonawszy się, że jako człowiek jest całkowicie bezsilny, wolał zostać ludenem… Ukryć się pomiędzy ludenami. Uciec do ludenów. Podać się za ludena… A wszystkie nasze tłumaczenia Wielkiego Objawienia są błędne: to po prostu schronienie, emigracja wobec groźby agresji. Uratują się sprawiedliwi. Schronią się w swoim niezrozumiałym świecie na czas, kiedy Wędrowcy będą zwijali nasze niebo jak dywanik… Ale najpierw zwiną BPI. Zresztą w jakimś sensie to jedno i to samo.
Maksym przypomniał sobie jakąś starożytną powieść, w której strasznego zbója skazali na demontaż osobowości. Najpierw w odbiorze bandyty zniknął Księżyc, potem gwiazdy, potem zaczęli ginąć ludzie, domy, przedmioty… Tu będzie to samo, tyle że w przestrzeni informacyjnej.
Połączył się z KOMKON-em 1. Jean-Claude Wołodarski również był bardzo zdenerwowany.
— Nie mogę się połączyć z Gigandą — oznajmił.
— To naturalne — odpowiedział Maksym. — Skoro żadna Gigandą nie istnieje, to i nie może być łączności z nią. Lepiej pomyśl, Jean-Claude, bez paniki, na temat związków Gigandy z Wędrowcami. Przecież wszystkie raporty przechodziły przez ciebie. Przypomnij sobie dobrze. Co to, bez BPI już do niczego się nie nadajemy? Jesteśmy wywiadowcami, Jean-Claude.
— Nie, to my jesteśmy wywiadowcami — uściślił Wołodarski. -Wy jesteście kontrwywiadowcami. Na Gigandzie i dokoła, jeśli dobrze pamiętam, nie zauważono żadnych śladów działalności Wędrowców, oprócz kawałka jantarynu w imperialnym muzeum…
— To już dużo — powiedział Maksym. — Przypominaj sobie, wspominaj. Obawiam się, że mamy teraz do dyspozycji tylko własne mózgi.
— Waldemar Mbonga meldował, że w legendach mieszkańców archipelagu Tiuriu mówi się o pewnych nieokreślonych istotach próbujących dokopać się do Serca świata, za co zostały surowo ukarane przez miejscowe bóstwa…
— Tak — rzekł Maksym. — Książki przecież powinny być, monografie na ten temat… Posłuchaj, Jean-Claude, zbierz wszystkie wiadomości o Gigandzie w prostych, niewymyślnych bibliotekach i na nowo załaduj je do BPI! Nie będziemy przecież siedzieli z założonymi rękami.
— Nie mam czasu szwendać się po bibliotekach — smutno odpowiedział Wołodarski. — Na Gigandzie mam ludzi pozbawionych łączności. Nie wiem, czy ewakuować ich wszystkich?
— Nie rób niczego w pośpiechu — zaznaczył Maksym. — Bywało, że wywiadowcy latami siedzieli bez łączności we wrogich państwach. Wytrzymają i twoi progresorzy, przysięgali… Zresztą co ma do tego Giganda?
— A co mają do tego Wędrowcy? — zapytał Wołodarski. — Może na Ziemi urodził się drugi Bromberg, zakręcił się na progresorstwie i zaczął świnić…
— Wyobrażasz sobie Bromberga świniącego w BPI? — zainteresował się Kammerer.
— Tak, urodził się Bromberg — rzekł Jean-Claude. — I zakręcił się Bromberg. Ale nie na progresorstwie się zakręcił, lecz na Wędrowcach. Maksym Bromberg.
— Dzięki, oczywiście — powiedział Maksym. — Sądzę, że znasz niejakiego Angieła Kopca?
— Jeszcze jak — potwierdził Wołodarski. — Łysinę mi wyżarł ten Angieł, diabli by go wzięli. Wielki znawca gigandzkiej historii. Chce zostać obrońcą tej historii, tylko żeby ta historia była całkowicie nietykalna.
— Więc wyobraź sobie, że w BPI nie ma żadnego Angieła Kopca — poinformował go Maksym. — Łysinę wyżarł ci informacyjny fantom Wędrowców. A my znowu, jak zwykle, wszystko przegapiliśmy.