Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 119 120 121 122 123 124 125 126 127 ... 137
Перейти на страницу:

— Przestań, naprawdę — powiedział Jean-Claude. — Powinno się was leczyć, cały KOMKON, a jeszcze lepiej wysłać na Pandorę, żebyście gołymi rękami łapali tych… no, co mają jadowite ogony… i zęby… Ani wy spokojnie nie śpicie, ani innym nie dajecie. Kiedyś tacy jak wy szukali pod łóżkami żydo-masonów. Chłopcy już na całego po BPI łażą, szukają przyczyny i znajdą ją, nie ucieknie. Sam Morichira łazi, odłożył umieranie. Aleś wymyślił: informacyjny fantom! Ze sto razy łapaliście Wędrowców i sto razy zostawał wam w ręku psi ogon. Masaraksz, smocze mleko! Ja ciebie tylko zapytałem, czy to nie wasza robota z Gigandą. Wyjaśniłem, że nie wasza. I nie zawracaj mi głowy Wędrowcami. Znowu się skompromitujecie.

— Kto u ciebie jest odpowiedzialny za Gigandę?

— Kto? Wiadomo, Korniej. I póki Korniej za nią odpowiada, jestem spokojny. Solidny facet, kromaniończyk. Do tego syn tam u niego pracuje…

— Gdzie jest teraz Korniej?

— Rano sprawdzałem. Sekretarz mówi, że poleciał na Gigandę. Tam na całego zachodzą społeczne przekształcenia.

— Znam ja te wasze przekształcenia — rzekł Maksym. — Sam przekształcałem. Ludzi wybiłem, że strach pomyśleć… Dobra, siedź u siebie, ja jeszcze sprawdzę kilka wersji.

— Sprawdzaj — przyzwolił Wołodarski i rozłączył się.

Maksym kilka minut gapił się na wyłączony ekran i wyobrażał sobie, co to będzie, jeśli ten ekran już nigdy więcej nie ożyje.

— Będziemy chodzili do siebie w gości — powiedział głośno i wystukał numer Asi Głumowej.

Rozdział 7

Przewodniczący Wojenno-Rewolucyjnej Rady Wolnej Ałajskiej Republiki, były zastępca ministra obrony, były generał brygady Gnor Gin był zadowolony. Więcej — był szczęśliwy.

Epidemię udało się opanować nieoczekiwanie szybko.

Okazało się, że wyśmienici ałajscy mikrobiolodzy z lekarzem wojskowym drugiej kategorii Maggą na czele, nie bacząc na żebrackie subsydia, nie siedzieli z założonymi rękami, lecz opracowali bardzo skuteczną szczepionkę, która ratowała osobników niemal w ostatnim stadium choroby.

Nie dość na tym; na przekór panującemu bałaganowi i ruinom udało się zachować medyczny personel i znaczną część medycznego parku sanitarnych furgonów. Furgony te, oznaczone tradycyjnie symbolem ptaka Bu, którego jaja według legendy dawały człowiekowi drugie życie, ganiały teraz po całej republice, nie pomijając najbardziej zapyziałych jej zakątków i dzieląc życiodajną ciecz za pomocą jednorazowych strzykawek, których produkcję również cudem udało się uruchomić.

Naród ałajski, wybaczywszy w swojej wielkoduszności poprzednie krzywdy, chętnie podzielił się i szczepionką, i strzykawkami z bratnim narodem byłego Imperium, dziś Karhońskiej Demokracji. Za tę pomoc Gnor Gin bez jednego strzału wytargował u świeżo upieczonego sąsiedniego rządu nie tylko sporne ujście Arichady, ale i niektóre inne strategicznie ważne terytoria, na które herzogowie ałajscy nawet nie zamierzali nalegać.

Sanitarne furgony jeździły po dzielnicach biedoty, po biurach, po ocalałych przedsiębiorstwach, gdzie witano ich jak najbliższych, i dzielni sanitariusze, których los ustrzegł od niesławnej śmierci w obronie cudzych interesów, szybko i sprawnie robili zastrzyki.

Meldowano co prawda, że u pewnej (co prawda nikczemnie małej) liczby osób szczepionka wywołuje swoistą alergiczną reakcję, w wyniku której zaszczepiony zasypia naprawdę twardym snem na dwie doby Wszyscy śpiący natychmiast są dostarczani do odpowiedniego centrum medycznego, gdzie udziela się im niezbędnej pomocy.

Adiutant przy jakiejś okazji zauważył, że wśród śpiących znalazło się wielu aktywistów nowego reżimu, niezastąpionych specjalistów i w ogóle potrzebnych i niezwykłych ludzi.

— Zbyt dużo pracowali w ostatnim czasie — powiedział premier nowego rządu. — A każda szczepionka, jak wiadomo, osłabia organizm. Nasza władza troszczy się o nich, bracie-adiutancie. Niech odpoczną. Zasłużyli na to.

Gnor Gin był kiepskim żołnierzem i kiepskim sztabowcem, ale za to bez problemu dochrapywał się funkcji, od samego dołu począwszy, specjalizując się w organizowaniu wojennych parad i pokazowych ćwiczeń. Ponieważ w czasie wojny tych pożytecznych działań nie organizowano, pętał się po ministerstwie, wyszukując usterek w mundurach i strasznie drażniąc herzoga. W końcu cierpliwość Jego Ałajskiej Wysokości pękła i polecił on wysłać pana generała na pierwszą linię, ale akurat zaczęły się ludowe niepokoje, okrutnym szturmem zajęto pałac i decyzją powstańców (żadnego z przywódców generał w życiu na oczy nie widział) kierowanie rządem postanowiono powierzyć staremu żołnierzowi, wiernemu synowi ludu, Gnorowi Ginowi, który nie splamił swego imienia wysłaniem na rzeź kwiatu ałajskiego narodu.

To była szczera prawda. Gnorowi Ginowi nie powierzano nawet poboru rezerwy. Herzog również trzymał go w ministerstwie w charakterze syna narodu.

— A co tam z bratem-wicepremierem?

— Szukają, bracie-premierze. Sami wiecie, w jakim stanie mamy bezpiekę — przypomniał adiutant. Według wszelkich reguł powinien być nie tu, lecz na obszarach odbudowywanych, ale generał już się do niego przyzwyczaił, a przyzwyczajenia generała stawały się teraz prawem.

Gnor Gin wiedział, w jakim stanie jest bezpieka. Jajognioty, gdy tylko zaczął się szturm pałacu, nie usiłowały bronić Jego Ałajskiej Wysokości z powodu braku czasu, ponieważ zabrały się do zaciekłego palenia swoich archiwów. Archiwa były przygotowane do spalenia już wcześniej — szczerze mówiąc, były do tego gotowe przez cały czas. I wszyscy byli zadowoleni!

— Bez archiwum nie da się pracować — oznajmił po głębokim namyśle generał, pomyślał chwilę i dodał: — A z archiwami nie da się żyć.

Myśl była głęboka, w duchu marszałka Nagon-Giga.

— Referent na przesłuchaniu powiedział, że brata-wicepremiera wyciągnięto podstępem. Niejaki Gag, były kursant szkoły Bojowych Kotów…

— Gag, Gag… — Premier nachmurzył się. — Pamiętam, szukaliśmy już niejakiego Gaga. A co słychać o młodym herzogu? Dopóki żyje, krwawe podziemie ma sztandar.

— Znajdziemy, bracie-premierze — powiedział adiutant. — Nie ma w republice takiego domu, w którym ten pokurcz kata znajdzie schronienie. Każdy uczciwy Ałajczyk…

— To nie wiec — przerwał mu Gnor Gin. — Potrzebuję jego głowy, by stuknąć nią o to biurko! I postukał knykciami o blat biurka.

— Rozstrzelać referenta? — zapragnął się dowiedzieć adiutant.

— Według konieczności — mgliście odpowiedział premier.

— Czas, bracie-premierze — przypomniał adiutant.

Gnor Gin odszedł do lustra. Nowy mundur, uszyty według jego projektu, leżał jak marzenie. Poprawił podanym usłużnie grzebieniem siwe skronie. Wyglądam nie gorzej niż nieboszczyk herzog, bez obawy, tylko tej cholernej pogardy w oczach nie ma, a jest zmęczenie i poważna państwowa troska…

Różnie poubierani wartownicy na korytarzu salutowali po staremu, ponieważ nowego rytuału jeszcze nie wypracowano, a honory przełożonym oddawać należy. Ach, przecież w inten-denturze powinno być strasznie dużo nowych mundurów, o ile oczywiście nie przepłynęły na czarny rynek…

Plac przed Ludowym Zgromadzeniem był nabity ludźmi. Z powodu odświętnego dnia ludzie powkładali najlepsze ubrania, ale i tak wyglądali blado i ubogo. W tłumie wyróżniali się kolorami twarzy zdrowi niemłodzi mężczyźni — na pewno wieśniacy w wieku niepoborowym.

— Pozjeżdżali się ze wszystkich stron, wasza… bracie-premierze — wyjaśnił adiutant. — Jakby w mieście konfitury lały się strumieniami.

1 ... 119 120 121 122 123 124 125 126 127 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)