Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Научная фантастика » Światy braci Strugackich - Czas uczniów
Światy braci Strugackich - Czas uczniów - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Światy braci Strugackich - Czas uczniów

Электронная книга - «Światy braci Strugackich - Czas uczniów». Краткое содержание книги:

Antologia opowiadań rosyjskich
Wybór: Andriej Czertkow
Borys Strugacki — „O problemie materializacji światów”
Siergiej Łukjanienko — „Krzątanina w czasie”
Ant Skałandis — „Druga próba”
Leonid Kudriawcew — „I myśliwy…”
Nikołaj Romanieckij — „Obarczeni szczęściem”
Wiaczesław Rybakow — „Trudno stać się bogiem”
Andriej Łazarczuk — „Wszystko w porządku”
Michaił Uspienski — „Smocze mleko”
Wadim Kazakow — „Lot nad żabim gniazdem”
Andriej Czertkow — „Nie umówione spotkania”
1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 137
Перейти на страницу:

— Ależ durnie — rzekł herzog. — Już byśmy sto razy ich obeszli i zrobili na ciepło.

— Strateg — z szacunkiem powiedział Gugu. — Marszałek Nagon-Gig jak się patrzy.

Z wagonika, drapiąc się jednocześnie gdzie popadnie, wyszedł dumnie człowiek w żołnierskim mundurze, typowy jeżozwierz. Gabarytami nie ustępował szoferowi, ale był jakiś spuchnięty, spłowiały i jakby nawet zapleśniały. Zalatywało od niego właśnie pleśnią.

— Dawaj papiery! — zażądał.

— Po co ci papiery? Przecież nie umiesz czytać — powiedział herzog, ale papiery podał. Jeżozwierz zrobił minę czytelnika i długo badał dokument, poruszając wargami.

— Co jest w wozie? Broń? Narkotyki? Baby?

— Baby, baby — powiedział herzog. — Idź, poryp sobie. Jeżozwierz obszedł wóz, szczęknął drzwiami i wrócił zadziwiająco szybko.

— Zwariowaliście! Przecież nie dowieziecie ich! Lepiej tu ich rozwalimy, żeby się nie męczyli…

— Patrzcie go, jaki dobry — zakpił Gugu. — Czyżby u was w stolicy nie wiedzieli, że doktor Magga wymyślił lekarstwo na wszystkie choroby?

— Na wszystkie? — zapytał jeżozwierz.

— Na wszystkie — potwierdził Gugu. — Oprócz twojej głupoty.

— Smocze mleko! A ty kim jesteś? Mordę owinąłeś, żeby ukryć gębę uciekającego arystokraty?

Gugu ryknął jeszcze głośniej niż wtedy, kiedy wypychał samochód. Ryczał o tym, że trzykrotnie płonął w transporterze opancerzonym, a w tym czasie panowie jeżozwierze przeczekiwali w okopach, ryczał o moralnym obliczu panów jeżozwierzy, o niektórych szczegółach intymnego życia panów jeżozwierzy, o zachowaniu żon panów jeżozwierzy w czasie wojny, o najszlachetniejszym pochodzeniu dzieci panów jeżozwierzy, o tym, jak panowie jeżozwierze…

— Och, jak dobrze… — powiedział zasłuchany jeżozwierz. — Cywil nawet nie zrozumie, jak dobrze. Tak, arystokraci tak nie potrafią, tylko generał Drygga potrafił, i za to go, bydlaki, wykończyli…

W tym czasie drzwi wagonika otworzyły się, pojawiła się tam chwiejna postać w czarnym mundurze i zielonym kołpaku.

— Oj, jajogniot się ocknął — bąknął wystraszony jeżozwierz. -Dodali mi jajogniota dla pewności. Poję go przez cały czas, żeby nie doniósł… Macie coś do picia? Nie dla siebie potrzebuję, wam to też pomoże…

Herzog z żalem wyjął ze schowka manierkę i podał jeżozwierzowi.

— Mają, mają! — radośnie wrzasnął jeżozwierz. I dodał cicho: — Jedźcie szybciej, nie kuście licha, ten tu na kacu pięciu ludzi rozstrzelał…

Gugu nie trzeba było długo namawiać.

— Dlaczegośmy go nie zabili? — zapytał zdziwiony, kiedy posterunek został daleko z tyłu.

— Przecież nie jesteśmy jajogniotami — powiedział herzog.

— Jajognioty nie jajognioty, a jak zaczniemy doprowadzać wszystko do porządku, to tę drogę będą mi tu wylizywali.

— Wierzysz, że będziemy doprowadzać do porządku? — zapytał herzog.

— Inaczej bym cię nie woził, kociaro! — odpowiedział Gugu i wsunął do ust drogiego papierosa z osobistych zapasów herzoga ałajskiego.

Wkrótce w dolinie pokazała się stolica. Snuły się nad nią dymy z licznych pożarów i nie wszystkie mógł ugasić deszcz. Szara dłoń dymu przykryła ruiny herzogowego pałacu, bryłę centrum handlowego, sześcian Ministerstwa Obrony, wysadzony most na Idi-Ałaj, muzeum historyczne, zbudowane przez szalonego architekta na kształt grobowca, stadion sztuk walki na trzysta tysięcy widzów, stary teatr według zwyczaju nazywany Imperialnym, rejon fabryczny, skąd przede wszystkim wznosiły się słupy dymu, i aż strasznie było sobie wyobrazić, co może się palić, powiedzmy, w fabryce paliw syntetycznych, ponieważ składniki tych paliw były wyłącznie toksyczne — a nad tym wszystkim sterczał z dymowej przykrywki wygięty gwóźdź wieży radiowej.

Przejechali ostatnią rubież obrony — rubież, która i tak się na nic nie przydała, natomiast ktoś bardzo chciał doprowadzić ją do całkowitej ruiny. Tu i tam walały się wyrwane wybuchami wieże wrytych w ziemię transporterów; kołpaki bunkrów wykonanych ze zbrojonego betonu leżały rozbite straszliwymi uderzeniami, jak gdyby z morza wyszedł pacyfista wysoki do nieba i zaczął realizować swoje stare marzenie.

Może to i lepiej, myślał, herzog, przynajmniej wjazdu nic nie tamowało, jeśli tylko, oczywiście, nasi odlegli przyjaciele nie przywieźli tu czegoś poważniejszego… Chociaż nie powinni, to niezgodne z ich zasadami.

Posterunki zatrzymywały ich jeszcze dwukrotnie, ale za pierwszym razem Gugu dokonał werbalnego szturmu i pomogło, a za drugim brodaty jajogniot, absolutnie piśmienny, zaczął bardzo uważnie przyglądać się księciu, ale wtedy jeden z rannych w furgonie wydał z siebie tak żałosny, przedśmiertny jęk, że wzruszyło to nawet jajogniota.

Dojechali do umówionego miejsca. Gugu wprowadził wóz na podwórko. Wydawało się, że mieszkańcy porzucili tę dzielnicę; i nic w tym dziwnego: dzielnica arystokratyczna, prestiżowa. Wszystko tu już było rozgrabione do cna, a co nie dało się ukraść, zostało zniszczone. Na środku podwórka stały resztki rzeźby Morskiej Dziewicy dłuta samego Trugga. Zostały tylko płetwy na postumencie. Herzog bywał wcześniej w tym domu.

Na spotkanie wyszedł im kapral straży pałacowej, niemłody i nie ogolony chłopina z podbitym okiem. Oczywiście poznał herzoga mimo ogolonej głowy i brudnozielonego kitla sanitariusza, ale okiem nie mrugnął, dlatego że nie wolno było mrugać oczami, tylko westchnął głęboko i wyprowadził zza rogu motocykl Skoczek, niegdyś należący do syna gospodarza. Herzog również poznał motocykl. Nie nowy, ale bajerancki, ze wszystkimi chromowanymi bambetlami, i bardzo mocny. Właśnie na takich teraz ganiali obszarpańcy.

— Rozlokujcie się — powiedział herzog do szofera i ten wypuścił znudzone poranione bractwo z furgonu. Bractwo ustawiło się w szeregu według wzrostu, chociaż wzrost mieli mniej więcej jednakowy, odpowiadający standardowi osobistej gwardii książąt ałajskich. — Czekajcie na mnie do wieczoru. Jeśli nie wrócę… — Zastanowił się i dokończył: — To nie wrócę. Wtedy kapral wyprowadzi was z miasta według swojego uznania.

Jeszcze raz obejrzał Gugu, ocenił swoją robotę. Z pewnej odległości ujdzie. Z bliska też ujdzie, przecież nie będzie czasu na przyglądanie się. Nie powinno być takiego czasu.

Po mieście pętały się jakieś amatorskie patrole, czasem ze strachu strzelały do okien, w których zwidywali im się snajperzy starego reżimu. Na Pierścieniu Kwiatowym zatrzymał go prawdziwy patrol — specwóz z dwoma policjantami i jajogniotem.

— Ugog — przeczytał z herzogowego dokumentu jajogniot. — Gdzie to takie nazwiska powstają? Ugog? W oddziałach karnych pewnie?

— W szkole młodszych medyków — spokojnie odpowiedział pułkownik Gigon. — Przecież tam jest napisane.

— Popatrzcie! — Jajogniot plasnął w dłonie. To nie był etatowy pracownik, przez całe życie siedział w jakiejś piwiarni i czekał, czy ktoś litościwy nie postawi kufelka. — Na kogo trafię: sanitariusz, dozorca albo fryzjer. Tylko obrońców krwawego systemu nie widać. Chodźmy na posterunek, wyjaśnimy…

Widać było, że policjanci, jak i wcześniej jeżozwierz, wstydzą się towarzystwa takiego typa — policjanci nie trafili na front z powodu podeszłego wieku.

— Przecież widzicie, to jest meldunek od samego doktora Magga do samego wicepremiera — cierpliwie wyjaśniał herzog. -Raport o epidemiologicznym stanie, panie… eee…

1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 137
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)