Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 236
Перейти на страницу:

Jej radosne dumania przerwał chudy osobnik, który nagle zjawił się obok niej na krępym siwku. Oczy mężczyzny błyszczały niezdrowo w gasnącym świetle. Z jakiegoś powodu Nasin nosił w swoich cienkich białych włosach gałązki zielonej jedliny, które sprawiały, że wyglądał, jak gdyby niedawno wspinał się po drzewach. Z kolei jego kaftan i płaszcz z czerwonego jedwabiu przyozdobiono tak jaskrawymi haftami przedstawiającymi kwiaty, że obie części stroju mogłyby uchodzić za illiańskie kobierce. Jednym słowem mężczyzna prezentował się groteskowo. Był jednakże Głową najpotężniejszego Domu w Andorze. I wydawał się kompletnie szalony.

— Elenia, mój ukochany skarb — ryknął, opryskując się śliną. — Jakże słodki stanowisz widok dla moich oczu. Przy tobie miód wydaje się zatęchły, a róże bezbarwne.

Elenia bez zastanowienia pospiesznie skierowała Wiatr Świtu w tył i na prawo, stając za brązową klaczą Janny, która odgrodziła ją od Nasina.

— Nie jestem twoją narzeczoną, Nasinie — warknęła, sapiąc ze złości, że musiała wypowiedzieć takie stwierdzenie na głos, wobec wszystkich. — Jestem mężatką, stary głupcze! Czekać! — dodała, gwałtownie machnąwszy ręką.

Rozkaz i gest przeznaczone były dla jej zbrojnych, którzy położyli już dłonie na rękojeściach mieczy i przeszywali Nasina przepełnionymi nienawiścią spojrzeniami. Mężczyźnie towarzyszyło około trzydziestu lub czterdziestu osobników z Mieczem i Gwiazdą Domu Caeren. Ludzie ci z pewnością nie zawahaliby się posiekać na kawałki każdego, kogo uważali za zagrożenie dla Głowy ich Dynastii. Niektórzy już na wpół wysunęli ostrza z pochew. Nie skrzywdziliby oczywiście Elenii. Gdyby ją chociaż posiniaczyli, Nasin powywieszałby ich co do jednego. O Światłości, nie wiedziała, śmiać się z tego czy płakać.

— Nadal boisz się tego młodego przygłupa, Jarida? — spytał Nasin, kierując ku niej swego wierzchowca. — Ten człowiek nie ma żadnego prawa dalej ci się naprzykrzać. Został zwyciężony i powinien się pogodzić z przegraną. Wyzwę go! — Jedna ręka, której straszliwą kościstość jawnie podkreślała bardzo obcisła, czerwona rękawiczka, opadła na rękojeść miecza, którego mężczyzna nie wyciągał z pochwy prawdopodobnie od dobrych dwudziestu lat. — Potnę go jak psa za to, że cię przeraża!

Elenia poruszyła zwinnie Wiatrem Świtu, Nasin sunął jednak za nią, toteż oboje objechali Janny, która wymamrotała przeprosiny pod adresem Nasina i udawała, że pragnie zjechać mu z drogi, lecz nie potrafi zapanować nad swoją klaczą. Elenia z wdzięczności dodała w myślach subtelny haft do sukienek, które zamierzała kupić służącej. Chociaż Nasin nie wydawał się szczególnie rozgarnięty, w każdej chwili mógł przejść od słodkich słówek i dworskiej miłości do obłapiania jej niczym tawernianej dziewczyny. Tego Elenia nie potrafiłaby znieść, nie znowu i na pewno nie publicznie. Krążąc, zmusiła się do zatroskanego uśmiechu, choć po prawdzie uśmiech wymagał od niej więcej wysiłku niż troska. Jeśli ten stary dureń zmusi Jarida do zabicia go, stanie się coś strasznego, a ich plan zostanie całkowicie zrujnowany!

— Wiesz, że nie mogę pozwolić, aby mężczyźni o mnie walczyli, Nasinie. — Przemawiała nerwowo i niespokojnie, ale nie próbowała panować nad tonem. Uważała, że ma w tym momencie prawo zarówno do nerwowości, jak i do niepokoju. — Jak mogłabym kochać człowieka, który ma krew na rękach?

Groteskowy osobnik zmarszczył czoło i długi nos, toteż Elenia zaczęła się zastanawiać, czy nie posunęła się za daleko. Bez dwóch zdań, był szalony jak postrzałek, lecz nie do końca, nie zawsze i nie w każdej sprawie.

— Nie miałem pojęcia, że jesteś taka... wrażliwa — oświadczył wreszcie. Nie zatrzymał się, nadal usiłując objechać Janny. Rysy jego pomarszczonej twarzy nagle się rozpogodziły. — Chociaż powinienem był przypuszczać. Od tej chwili będę o tym pamiętał. Pozwolę Jaridowi żyć. Póki nie będzie cię niepokoił.

Niespodziewanie popatrzył na służącą wzrokiem człowieka, który widzi kogoś po raz pierwszy i jego twarz skrzywiła się w pełnym irytacji grymasie, on sam zaś podniósł wysoko rękę i zacisnął ją w pięść. Pulchna kobieta wyraźnie nastawiła się na cios i nawet się nie poruszyła. Elenia zazgrzytała zębami. Kupi jej sukienkę nie dość, że haftowaną, to jeszcze z jedwabiu. Zdecydowanie niewłaściwy strój dla służącej, lecz Janny z pewnością na taki zasłużyła.

— Lordzie Nasin, wszędzie cię szukam — rozległ się kokieteryjny kobiecy głos i mężczyzna zatrzymał konia.

Kiedy z półmroku wyłoniła się Arymilla wraz ze swoją świtą, Elenia najpierw westchnęła z ulgą, po chwili jednak musiała zdławić napływającą furię spowodowaną tymże uczuciem ulgi. W przesadnie wyszukanej, haftowanej sukni z zielonego jedwabiu, obszytej koronką przy kołnierzu i na mankietach, Arymilla wyglądała pulchnie, niemal korpulentnie. Jej uśmiech był bezmyślny, a brązowe oczy jak zwykle zbyt szeroko otwarte — zawsze tak spoglądała, udając zainteresowanie, nawet gdy wokół nie znajdowało się zupełnie nic ciekawego. Wyraźnie nie posiadała dość rozumu, by wychwycić wszystkie niuanse danej sytuacji, nie sposób było jej wszakże odmówić sprytu, dzięki któremu zdawała sobie sprawę z istnienia kwestii, które powinny ją zainteresować. Na wszelki wypadek wolała zatem nigdy nie dawać nikomu do zrozumienia, że coś przegapiła. Tak naprawdę ważne były dla niej zresztą jedynie własne wygody i odpowiedni dochód, który jej je zapewni, toteż jedynym powodem dla objęcia tronu wydawał jej się królewski skarbiec, którego zawartość gwarantowała wspanialsze korzyści niż pieniądze dostępne każdej Głowie Dynastii. Jej świta była większa niż Nasina, chociaż zaledwie w połowie stanowili ją zbrojni jej Domu z godłem Czterech Księżyców, resztę zaś tworzyli przeważnie wazeliniarze i faworyci, pomniejsi lordowie, lady mniej znaczących Domów i inne osoby skłonne przypochlebiać się Arymilli, byleby tylko znaleźć się blisko władzy. A Arymilla uwielbiała wszelkiej maści lizusów. Towarzyszyła jej także Naean, która czekała obok głównej grupy wraz ze swoimi zbrojnymi i służącą. Rozglądała się wokół spokojnie i znów wyglądała na całkowicie opanowaną. Chociaż trzymała się wyraźnie z dala od Jaqa Lounalta, szczupłego mężczyzny w jednej z tych groteskowych, taraboniańskich zasłon skrywającej jego ogromne wąsy oraz stożkowej czapce, która podwyższała kaptur jego płaszcza do śmiesznej wysokości. Lounalt zbyt często się uśmiechał. Zdecydowanie nie wyglądał na osobnika, który przy użyciu zaledwie kilku sznurów potrafi zmusić każdego do błagania o litość.

— Arymillo — odezwał się Nasin zmieszanym tonem. Spojrzał z marsową miną na swoją pięść, dziwiąc się, że ją podniósł, po czym szybko opuścił rękę na łęk siodła, a swej niemądrej rozmówczyni posłał promienny uśmiech. — Arymillo, moja droga — dodał ciepło.

Elenii nigdy nie traktował z tego rodzaju ciepłem. Można by mniemać, że uważał Arymillę Marne za swoją córkę i to w dodatku tę najbardziej ulubioną. Kiedyś Elenia słyszała zresztą jego długą opowieść o związku z kobietą, jego ostatnią żoną, która była jakoby matką Arymilli. Z tego jednak, co wiedziała, Arymilla nigdy nie spotkała Miedelle Caeren. Tym niemniej, mimo ojcowskich uśmiechów, które posyłał teraz Arymilli, Lord Nasin przeszukiwał równocześnie wzrokiem ledwie widoczny w mroku tłumek stojących za nią konnych.

1 ... 117 118 119 120 121 122 123 124 125 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)