Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Rozstaje zmierzchu
Rozstaje zmierzchu - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Rozstaje zmierzchu

Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:

Rozstaje zmierzchu
1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 236
Перейти на страницу:

Nie potrzebowała ze strony otoczenia wyszukanych ukłonów i uprzejmych dygnięć — za każdym razem, gdy się odwróci... Wystarczyła jej minimalna przyzwoitość i szacunek, a jej ludzie o tym wiedzieli i zawsze trwali w oczekiwaniu na jej rozkazy. Za to o wszystkich innych musiała się martwić, niech sczezną!

Gdy długonogi gniadosz skoczył naprzód, Elenia wypuściła z rąk poły płaszcza, który popłynął za nią niczym szkarłatny sztandar Sarandów. Nie chwyciła okrycia ponownie, pędząc na oczach farmerów i Światłość jedna wie, na czyich jeszcze, więc wiatr szarpał także suknią do jazdy konnej, dając jej kolejny powód do rozdrażnienia.

Naean miała przynajmniej na tyle poczucia przyzwoitości, że zwolniła, toteż obie kobiety spotkały się mniej więcej w połowie drogi, obok dwóch ciężko obładowanych wozów, których puste dyszle leżały w błocie. Najbliższe ognisko paliło się prawie dwadzieścia kroków stąd, jeszcze dalej znajdowały się najbliższe namioty, których klapy wejściowe z powodu zimna szczelnie zasznurowano. Ludzie przy ogniu koncentrowali się zresztą na dużym, żelaznym naczyniu parującym nad płomieniami i chociaż dochodzący stamtąd odór przyprawiał Elenię o mdłości i chęć wymiotów, wiatr niosący ów smród równocześnie nie dopuszczał do siedzących tam osób słów, które wymienią dwie kobiety. A powinny to być słowa ważne.

Dzięki częściowo skrytej pod obszytym czarnym futrem kapturem twarzy tak bladej jak kość słoniowa, niektórzy mogliby uważać Naean za piękność — nawet mimo jej surowej miny, nieco wykrzywionych ust i zimnych niczym niebieski lód oczu. Wyprostowana i na pozór całkiem spokojna Naean wydawała się podchodzić do wszelkich przeszłych zdarzeń z zupełną obojętnością. Jej oddech, wydobywający się z ust w postaci białej mgły, był mocny i równomierny.

— Wiesz, gdzie dzisiaj śpimy, Elenio? — spytała chłodno.

Jej towarzyszka w żaden sposób nie zamierzała się powstrzymywać przed piorunującym spojrzeniem.

— Czy po to przybyłaś? — odparowała. Ryzykowała niezadowolenie Arymilli z powodu takiego głupiego pytania?! Elenię zdenerwowała myśl o ryzyku związanym z niezadowoleniem Arymilli, którego z całych sił starała się uniknąć, więc prawie warknęła na drugą kobietę: — Wiesz tyle samo co ja, Naean.

Szarpnąwszy cugle, już odwracała swego wierzchowca, gdy jej towarzyszka odezwała się ponownie, z lekką złością w głosie.

— Nie udawaj przy mnie naiwnej, Elenio. I nie mów mi, że nie jesteś równie gotowa jak ja do ucieczki z tej pułapki. No! Możemy przynajmniej markować grzeczność?

Elenia zatrzymała Wiatr Świtu w połowie odwrotu od Naean i ze swego obszytego futrem kaptura popatrzyła bokiem na drugą kobietę. W ten sposób z ukrycia mogła także obserwować ludzi tłoczących się wokół najbliższego ogniska. Nigdzie nie dostrzegała symboli któregokolwiek z Domów, osoby te mogły zatem służyć komukolwiek. Co jakiś czas ten czy ów, chroniąc nagie ręce pod pachami, spojrzał ku dwóm amazonkom, jednak naprawdę chyba interesowała ich jedynie bliskość dającego ciepło ognia. Może jeszcze obchodziła ich gotująca się wołowina i czas potrzebny na przyrządzenie mięsa do postaci jadalnej. Zresztą wyglądali na takich, którzy zjedzą wszystko.

— Sądzisz, że możesz stąd uciec? — spytała cicho. Grzeczność jej odpowiadała, lecz nie za cenę pozostawania tutaj dłużej, niż było to absolutnie konieczne. Jeśli Naean widziała wszakże drogę wyjścia... — W jaki sposób? Zobowiązanie, które podpisałaś dla poparcia Domu Marne, do tej pory widziała już połowa Andoru. Poza tym, chyba nie sądzisz, że Arymilla pozwoli ci po prostu odjechać.

Naean wzdrygnęła się, a Elenia nie mogła się powstrzymać przed lekkim uśmieszkiem. Jej rozmówczyni wcale nie była zatem tak obojętna, jak udawała. A jednak gdy odpowiedziała, udało jej się zachować spokojny ton.

— Elenio, widziałam wczoraj Jarida, który nawet z oddali wyglądał jak chmura gradowa. Pędził tak szybko, że bałam się, iż on i wierzchowiec skręcą sobie karki. Jeśli znam twojego męża, już zamyśla nad planem wyciągnięcia cię z oblężenia. Splunąłby dla ciebie Czarnemu w oko. — To było prawdą. Jarid z pewnością by tak postąpił. — Chciałabym, żeby w swoich planach wziął pod uwagę również moją osobę. Na pewno się ze mną w tej kwestii zgodzisz.

— Mój mąż podpisał to samo zobowiązanie, które ty podpisałaś, Naean, a jest wszak człowiekiem honorowym.

Był wręcz zbyt honorowy, choć Elenia jeszcze przed ślubem korzystała z jego porad. Zobowiązanie podpisał, ponieważ sama je napisała i mu podsunęła, zresztą nie miała wtedy wyboru. Teraz zaś odstąpiłby od niego (chociaż niechętnie), gdyby Elenia była na tyle szalona, żeby go o to poprosić. Tyle że... w obecnej chwili miała niejakie trudności z poinformowaniem go, czego pragnie. Arymilla bardzo się starała nie dopuszczać do siebie małżonków na dystans bliższy niż mila. Elenia panowała nad wszystkim — na tyle, na ile mogła w tych okolicznościach — musiała się jednak skontaktować z Jaridem, choćby właśnie po to, by go powstrzymać przed „wyciągnięciem jej z oblężenia”. Splunąć Czarnemu w oko? Jarid mógłby zniszczyć ich oboje, szczerze wierząc, że swoim zachowaniem jej pomaga. Może podjąłby to ryzyko, nawet gdyby wiedział, co jego akcja dla nich oznacza.

Wielkiego wysiłku wymagało ukrycie frustracji i furii, która nagle zawładnęła jej ciałem, jednak Elenia przykryła gniew i inne emocje uśmiechem. Szczyciła się, że potrafi w każdej sytuacji przywołać na twarz uśmiech. W jej aktualnej minie było nieco zaskoczenia. I trochę pogardy.

— Niczego nie planuję, Naean, podobnie jak Jarid, jestem tego pewna. Gdybym wszakże miała jakieś plany, dlaczego miałabym włączyć w nie twoją osobę?

— Ponieważ jeśli nie weźmiesz mnie w nich pod uwagę — odparła otwarcie Naean Arawn — Arymilla może się o nich dowiedzieć. Pewnie jest głupia i niewiele zauważa poza własną osobą, lecz na pewno więcej pojmie, jeśli ktoś wskaże jej kierunek, w którym powinna zerknąć. I może wtedy będziesz musiała dzielić namiot ze swoim... hmm... ukochanym w każdą noc, że nie wspomnę o ochronie ze strony jego zbrojnych.

Kiedy Elenia uświadomiła sobie, kogo Naean ma na myśli, jej uśmiech zgasł, a głos stał się lodowaty, dopasowując się do lodowej kuli, która nagle wypełniła jej żołądek.

— Zachowuj ostrożność, gdy coś mówisz, w przeciwnym razie Arymilla poprosi swojego Tarabonianina, żeby zabawił się z tobą w kotka i myszkę. Wierz mi, że to akurat mogę ci zagwarantować.

Wydawało się niemożliwe, żeby twarz Naean mogła się stać jeszcze bledsza, a jednak się stała. Kobieta straszliwie zakołysała się w siodle i złapała Elenię za rękę, może obawiając się, że spadnie. Poryw wiatru szarpnął połami jej płaszcza, lecz Naean pozwoliła im trzepotać. Zimne oczy otworzyła teraz szeroko. Nijak nie starała się ukryć strachu. Może wypadki zaszły za daleko i nie potrafiła już maskować lęku. Jej głos zabrzmiał teraz chrypliwie. Kobieta wyraźnie panikowała.

— Wiem, że ty i Jarid coś planujecie, Elenio. Wiem o tym! Proszę, weź mnie z sobą, a... a ręczę, że Dom Arawn cię wesprze. Natychmiast, kiedy uwolnię się od Arymilli.

Och, naprawdę była wstrząśnięta, że coś takiego zaproponowała.

— Chcesz przyciągnąć jeszcze większą uwagę? — warknęła na nią Elenia, uwalniając się od jej uścisku. Wiatr Świtu i czarny wałach Naean tańczyły nerwowo, wyczuwając nastrój obu amazonek i Elenia mocno ściągnęła cugle, starając się zapanować nad gniadoszem. Dwaj spośród mężczyzn przy ognisku pospiesznie spuścili głowy. Bez wątpienia uważali, że widzą dwie arystokratki sprzeczające się w zapadającym zmierzchu i nie chcieli, by któraś odreagowała na nich swoją wściekłość. Tak, musiało właśnie o to chodzić. Pewnie lubią plotkować, z pewnością jednak wolą się nie wplątywać w takie kłótnie.

1 ... 115 116 117 118 119 120 121 122 123 ... 236
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)