Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
— Nie mam żadnych planów związanych z... ucieczką. Kompletnie żadnych — zapewniła Elenia spokojniejszym tonem drugą kobietę. Zacisnęła poły płaszcza, po czym powoli odwróciła głowę i sprawdziła wozy oraz najbliższe namioty. Jeśli Naean aż tak się przestraszyła... Gdyby w powietrzu niespodziewanie pojawiło się wycięcie, otwór... Nie było wprawdzie w pobliżu żadnego, przez które ktoś mógłby podsłuchać ich rozmowę, tym niemniej Elenia wciąż mówiła cicho. — Oczywiście istnieje możliwość, że sytuacja się zmieni. Któż może przewidzieć, co się zdarzy? Jeśli tak się stanie, obiecuję ci na Światłość i na moją nadzieję odrodzenia, że nie odejdę stąd bez ciebie. — Na twarzy Naean pojawiło się zaskoczenie, ale i nadzieja. Elenia stwierdziła, że czas na przedstawienie haczyka. — Tyle że... wolałabym mieć w swoim posiadaniu list napisany twoją ręką, podpisany przez ciebie i z twoją pieczęcią... list, w którym jawnie z własnej i nieprzymuszonej woli odżegnujesz się od poparcia dla Domu Marne, a także przysięgasz, że Dynastia Arawn pomoże mi w zdobyciu tronu. Na Światłość i na twoją nadzieję odrodzenia. Tak wygląda mój warunek.
Naean wykonała nagły ruch głową, a następnie dotknęła językiem wargi. Przesunęła wokół siebie wzrokiem, jakby szukała skądś pomocy lub drogi wyjścia. Karosz nadal parskał i tańczył w miejscu, jego pani — choć prawdopodobnie nieświadomie — ścisnęła wodze mocniej, starając się nie dopuścić do ucieczki konia. Tak, przestraszyła się, z pewnością się przestraszyła, nie tak bardzo wszakże, by nie wiedziała, czego żąda od niej Elenia. W historii Andoru istniało wiele przykładów takich umów i przysiąg. Póki nic nie znajdowało się na piśmie, pozostawało tysiąc możliwości, ale istnienie listu całkowicie zmieniało stan rzeczy. Gdyby Naean przekazała Elenii swoje oświadczenie, wszystko stałoby się jasne. Elenia zyskałaby ogromną przewagę nad Naean, szczególnie że publikacja pisma równałaby się zgubie tamtej, chyba że Elenia zachowa się głupio i przyzna, iż wywarła na Naean presję. Po takiej rewelacji Naean mogłaby udawać, że nic się nie zdarzyło, obie jednak wiedziały, że wówczas nawet Dom, wśród którego członków rzadziej dochodziło do rozmaitych antagonizmów niż między członkami Dynastii Arawn... Dom, w którym znacznie mniej kuzynów, ciotek i wujów gotowych było zaszkodzić każdemu innemu krewniakowi w mgnieniu oka... nawet taki Dom po prostu by się rozpadł. Mniejsze Dynastie zaś, choć od pokoleń związane z Arawnami, natychmiast poszukałyby ochrony gdzieś indziej. W ciągu kilku lat, a może i wcześniej, Naean stałaby się Głową pomniejszej, zdyskredytowanej grupki. Och tak, historia zna wiele podobnych przypadków.
— Już wystarczająco długo gawędzimy na osobności. — Elenia zebrała wodze. — Wolałabym nie wzbudzać plotek. Może znajdziemy lepszą okazję do rozmowy, zanim Arymilla obejmie tron. — „Cóż za nieprzyjemna myśl!”. — Być może.
Druga kobieta westchnęła głośno i ciężko, jakby usiłowała pozbyć się z ciała całego powietrza, Elenia wszakże zawracała już — ani szybko, ani wolno — swojego konia, wyraźnie zamierzając odjechać.
— Zaczekaj! — powstrzymała ją Naean z natarczywością w głosie.
Elenia obejrzała się przez ramię, po czym zastygła w miejscu. Czekała. Nie powiedziała ani słowa. Uważała, że wyjaśniły już sobie wszystko, co trzeba było wyjaśnić. Pozostała co najwyżej jeszcze tylko jedna kwestia — pytanie, czy Naean jest aż tak zdesperowana, że dobrowolnie odda się w ręce Elenii Sarand. Powinno się udać. Naean nie miała nikogo takiego jak Jarid, mężczyzny chętnego jej pomóc. W gruncie rzeczy, wszyscy przedstawiciele Domu Arawn, którzy choćby zasugerowali, że Naean potrzebuje pomocy, prawdopodobnie szybko trafiali do więzienia. Naean karała ich w ten sposób za podważanie jej samodzielności i władzy. Bez Elenii Naean może się zestarzeć w niewoli.
Tyle że jeśli napisze i przekaże pismo, znajdzie się w niewoli zupełnie innego rodzaju. Elenia, mając w ręku pismo Naean, pozwoli tamtej niemal na każdy przejaw kompletnej wolności. Naean była dość bystra, więc to rozumiała. Albo po prostu przestraszyła się wzmianki o Tarabonianinie.
— Dam ci dokument najszybciej, jak zdołam — dodała zrezygnowanym tonem.
— Niecierpliwie na niego czekam — mruknęła Elenia, prawie nie starając się ukryć satysfakcji. O mało nie dorzuciła: „Ale nie zwlekaj z tym zbyt długo”, na szczęście się powstrzymała. Może pokonała w tej chwili Naean, wiedziała jednak, że pokonany wróg wciąż może w każdej chwili wyjąć nóż, zwłaszcza jeżeli druga strona posunie się zbyt daleko. Poza tym Elenia bała się gróźb Naean równie mocno, jak tamta bała się jej pogróżek. A może nawet bardziej. Na szczęście Naean do tej pory nie odkryła tego faktu.
Po powrocie do swoich zbrojnych Elenia zauważyła, że jej nastrój jest w tym momencie pogodniejszy, niż był od czasu... Hmm... Na pewno nie była tak zadowolona od czasu, gdy jej „wybawcy” okazali się ludźmi Arymilli. Może nawet od czasu uwięzienia przez Dyelin w Aringill, chociaż tam Elenia ani na chwilę nie straciła nadziei. Trzymano ją wówczas w domu gubernatora, siedzibie całkiem wygodnej, nawet jeżeli musiała dzielić apartament z Naean. Bez problemu kontaktowała się wtedy z Jaridem i myślała o możliwości najazdu wraz z Gwardią Królowej. Tak wielu Gwardzistów dopiero co przybyło z Cairhien, że nie mieli... pewności... komu są winni lojalność.
Jednym słowem to cudownie przypadkowe spotkanie z Naean podniosło ją na duchu tak bardzo, że uśmiechnęła się do Janny i obiecała jej sporo nowych sukienek, kiedy tylko wkroczą do Caemlyn. Za swoje przyrzeczenie otrzymała odpowiedni, sugerujący wdzięczność uśmiech tej kobiety o pulchnych policzkach. Elenia zawsze kupowała swojej służącej nowe sukienki, ilekroć czuła się wyjątkowo dobrze. Doskonały humor okazywał się dostatecznym powodem do zakupów. W ten sposób zapewniała sobie zarówno lojalność, jak i dyskrecję, a Janny rzeczywiście od dwudziestu lat pozostawała jej wierna.
Słońce miało obecnie kształt czerwonej obręczy doskonale widocznej nad drzewami. Nadeszła pora znaleźć Arymillę, która powie Elenii, gdzie ma spędzić dzisiejszą noc. Oby Światłość dała jej przyzwoite łóżko w ciepłym, lecz niezbyt zadymionym namiocie, a wcześniej odpowiedni posiłek. W tym momencie Elenia nie mogła prosić o więcej. Nawet ta myśl jednakże nie popsuła jej humoru, nie tylko więc kiwała głową mijanym grupkom mężczyzn i kobiet, lecz nawet uśmiechała się do tego czy owej. Jeszcze chwila i zacznie do nich machać! Wszystkie sprawy wyglądały znacznie lepiej niż do tej pory. Nie pozbyła się po prostu Naean jako rywalki do tronu, lecz podporządkowała ją sobie, uzależniła od siebie albo prawie uzależniła... Dzisiejsze zdarzenie może wystarczyć — na pewno wystarczy! — by przekonać Karind i Lir. Sporo osób chętnie zaakceptuje na tronie kogoś spoza Dynastii Trakand. Na przykład Ellorien. Wszak Morgase ją wychłostała! Ellorien nigdy nie poparłaby Trakandów. Przypuszczalnie także Aemlyn, Arathelle i Abelle, gdyż one również miały do Domu Trakand pretensje, które Elenia z rozkoszą wykorzysta. Może powinna również pomyśleć o wsparciu Pelivara czy Luana. Tak, tak, musi jeszcze dokładniej zbadać grunt. I nie lekceważyć posiadanej przez tę hałaśliwą dziewuchę, Elayne, przewagi w postaci Caemlyn. W sensie historycznym, samo utrzymanie się w Caemlyn wystarczało dla zdobycia poparcia co najmniej czterech czy pięciu Domów.
Kluczową sprawą była oczywiście synchronizacja w czasie, w przeciwnym razie wszelkie korzyści trafią się Arymilli, jednak Elenia oczyma wyobraźni już widziała siebie na Tronie Lwa, podczas gdy Głowy wszystkich Domów klękały przed nią, przysięgając jej lenniczą wierność. Miała już w pamięci listę Głów Dynastii, które należy zastąpić innymi osobami. Nikt, kto jej się sprzeciwił, nie będzie później sprawiał kłopotów, Elenia na to nie pozwoli. Może dojdzie do serii nieszczęśliwych wypadków. Szkoda, że sama nie może wybrać następców tamtych ludzi, jednak wypadki zdarzą się prawdopodobnie niewiarygodnie często.