Rozstaje zmierzchu
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #10
- Год: 2004
- Язык: польский
- Переводчик: Ewa Wojtczak
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Rozstaje zmierzchu». Краткое содержание книги:
Solidny biust Sumeko zafalował, gdy kobieta wciągnęła głęboki oddech.
— Sądzę, że zdarzyło się dziś coś bardzo cudownego lub coś bardzo strasznego — powiedziała cicho. — I zdaje mi się, że nawet obawiam się sprawdzić, czy stało się to pierwsze, czy to drugie.
— Coś cudownego — odparła jej Elayne. Cokolwiek się działo, skończyło się już, a Rand przeżył. Dla Dziedziczki Tronu fakt ten był wystarczająco cudowny. Monaelle zerknęła na nią zagadkowo. Wiedząc o więzi, mogłaby się domyślić reszty, jednak tylko dotknęła w zadumie jednego ze swych naszyjników. Może zamierzała wypytać później Aviendhę.
Na odgłos stukania do drzwi wszystkie wzdrygnęły się nerwowo. W każdym razie wszystkie oprócz Monaelle, która — udając, że nie widzi, jak jej towarzyszki podskakują — skupiła się nieco zbyt intensywnie na poprawianiu szala. Ten jej ruch jeszcze wzmocnił kontrast między nimi. Sumeko zakaszlała, usiłując ukryć zakłopotanie.
— Wejść — zawołała głośno Elayne. Ten niemal krzyk był konieczny, w przeciwnym razie osoba za drzwiami (nawet bez zabezpieczenia przeciwpodsłuchowego) na pewno by jej nie usłyszała.
Do salonu wsunęła głowę Caseille z ozdobionym piórami kapeluszem w ręku, potem weszła i starannie zamknęła za sobą drzwi. Biała koronka przy jej kołnierzyku i przegubach była świeża, koronka i lwy na szarfie błyszczały, a napierśnik kobiety lśnił jak dopiero co wypolerowany, gdyż właśnie się ogarnęła po podróży i teraz wracała na dyżur.
— Wybacz, że przerywam, moja pani, pomyślałam jednak, że powinnaś bezzwłocznie otrzymać tę nowinę. Przedstawicielki Ludu Morza wpadły w szał... mam na myśli te, które nadal są z nami. Podobno jedna z ich uczennic zniknęła.
— Coś jeszcze? — spytała Dziedziczka Tronu. Zniknięcie uczennicy było nieprzyjemną wiadomością, lecz coś w twarzy Caseille mówiło Elayne, że kobieta ma w zapasie gorsze informacje.
— Gwardzistka Azeri przypadkiem mi powiedziała, że jakieś trzy godziny temu widziała Merilille Sedai opuszczającą pałac — odparła niechętnie Caseille. — Towarzyszyła jej kobieta, której twarz skrywał kaptur, a ciało było szczelnie otulone płaszczem. Wzięły konie i obładowały zapasami jucznego muła. Yurith twierdzi, że ręce tej nieznanej kobiety były wytatuowane. Moja pani, nikt nie miał powodu, aby szukać...
Elayne zamachała dłońmi, uciszając ją.
— Nikt nie zrobił nic złego, Caseille. Nie ma winnego. — Przynajmniej nie wśród Gwardzistek. Niezła kabała, w każdym razie. Talaan i Metarra, dwie uczennice Poszukiwaczek Wiatru, posiadały spore umiejętności związane z Mocą, a jeśli Merilille udałoby się wmówić którejś z nich konieczność próby zostania Aes Sedai, może zdołałaby samą siebie przekonać, że zabierając dziewczynę w miejsce, gdzie jakoby wpiszą ją do księgi nowicjuszek, znalazła odpowiedni powód dla wykpienia się z własnej obietnicy nauczania Poszukiwaczek Wiatru. A one będą bardziej niż zaniepokojone utratą Merilille i bardziej niż wściekłe z powodu zaginięcia uczennicy. Będą obwiniać dosłownie każdą osobę, która znajdzie się w zasięgu ich wzroku, a najbardziej ze wszystkich Dziedziczkę Tronu.
— Czy już powszechnie znana jest wiadomość o odjeździe Merilille? — spytała.
— Jeszcze nie, moja pani, jednak ludzie, którzy siodłali konie i ładowali zapasy na muła, nie utrzymają języka za zębami. Stajenni uwielbiają plotkować.
Sytuacja była zatem gorsza, niż Elayne sądziła. Istniała mała szansa, że pogłoska nie rozeszła się jeszcze po stajniach.
— Mam nadzieję, że później zjesz ze mną obiad, Monaelle — powiedziała Dziedziczka Tronu — teraz wszakże musisz mi wybaczyć. — Niezależnie od swoich zobowiązań wobec akuszerki, Elayne nie czekała na zgodę Mądrej. Może jeszcze uda się powstrzymać kłopoty, może plotka się nie rozejdzie. Może. — Caseille, poinformuj o całej sprawie Birgitte. Przekaż jej też mój rozkaz. Niech powiadomi wartowników przy wszystkich bramach, aby wypatrywali Merilille. Wiem, wiem, że mogła już opuścić tereny miasta, a wartownicy i tak nie potrafią zatrzymać Aes Sedai, może jednak w jakiś sposób opóźnią jej odjazd albo przestraszą jej towarzyszkę, która wpadnie w panikę i wróci do Caemlyn, gdzie zechce się ukryć. Sumeko, poproś Reanne, żeby poleciła wszystkim Kuzynkom, które nie potrafią Podróżować, przeszukiwanie miasta. Nie mamy na to zbyt wielkiej nadziei, lecz może Merilille uznała, że dziś pora jest zbyt późna na wyruszenie w drogę. Sprawdźcie każdą gospodę, łącznie ze Srebrnym Łabędziem i...
Spodziewała się, że Rand dokonał dzisiaj czegoś cudownego, jednakże w chwili obecnej nie mogła tracić czasu nawet na myślenie o nim. Musiała zdobyć tron, musiała poradzić sobie z rozgniewanymi Atha’an Miere, zanim wyładują wściekłość na niej, czego się niestety obawiała. Krótko mówiąc, dzień przypominał każdy inny od powrotu do Caemlyn, co oznaczało, że Elayne Trakand ma pełne ręce roboty.
15
Zapadające ciemności
Wieczorne słońce przybrało postać krwawej kuli usadowionej na wierzchołkach drzew. Ostatnie promienie obrzucały ponurym światłem obozowisko — szeroko rozstawione rzędy palików dla koni, płótno bud wozów, furmanki na wysokich kołach, wszelkiego rozmiaru i typu namioty oraz połacie śniegu rozdeptane aż do błota. Nie była to ani ta pora dnia, ani ten rodzaj miejsca, w którym Elenia chciałaby siedzieć na końskim grzbiecie. Zapach gotowanej wołowiny unoszący się znad dużych kociołków z czarnego żelaza wystarczył, by zaburczało jej w brzuchu. Chłodne powietrze mroziło oddech i sugerowało nadejście jeszcze zimniejszej nocy, wiatr wręcz do żywego ciął przez najlepszy czerwony płaszcz kobiety, mimo grubego podszycia z białego futra o długim włosiu. Futro śnieżnego lisa miało być cieplejsze niż inne, niestety Elenia nigdy nie doświadczyła praktycznego potwierdzenia tej obietnicy.
Zaciskając jedną, odzianą w rękawiczkę, dłonią poły płaszcza, jechała powoli i bardzo starała się nie drżeć, co zresztą zupełnie jej się nie udawało. Biorąc pod uwagę późną godzinę, bardziej niż prawdopodobne wydawało się, że Elenia spędzi tutaj noc, jednak jak dotąd nie miała żadnego pomysłu, gdzie położy się do snu. Niewątpliwie będzie spała w namiocie jakiegoś pomniejszego przedstawiciela arystokracji, który niechętnie wyruszy poszukać sobie innego miejsca spoczynku, usiłując nie okazywać niezadowolenia z powodu wykwaterowania. Jednakże Arymilla lubiła trzymać Elenię do ostatniej chwili w niepewności, zarówno w kwestii noclegu, jak i we wszystkich innych. Jedną niepewność szybko zastępowała następna. Najwyraźniej Arymilla usiłowała ją zdenerwować. A może sądziła, że Elenia Sarand lubi trwać w takim stanie? Tak czy owak, myliła się.
Eskorta Elenii składała się wcześniej jedynie z czterech mężczyzn noszących na płaszczach godło przedstawiające dwa Złote Dziki, no i oczywiście ze służącej o imieniu Janny, która kuliła się na siodle tak szczelnie okutana płaszczem, że przypominała wielki kłębek zielonej wełny. Poza tym Elenia nie widziała w obozie nawet jednego człowieka, który bez cienia wątpliwości pozostawałby lojalny wobec Dynastii Sarand. Tu i ówdzie taka czy inna grupka osób gromadziła się wokół ognisk, z dumą prezentując Czerwonego Lisa Domu Anshar, Elenię minęła także podwójna kolumna jeźdźców noszących Skrzydlaty Młot Dynastii Baryn; kierowali się bardzo powoli w przeciwnym kierunku. Przypatrzyła się zaciętym minom i surowym twarzom za kratami hełmów. Mężczyźni wyglądali na znużonych. Gdy Morgase zasiadła na tronie, Karind i Lir pożałowały swej opieszałości. Tym razem obie powiodą Anshar i Baryn tam, gdzie dostrzegą dla swoich Domów korzyść, a Arymillę opuszczą równie szybko i ochoczo, jak się do niej przyłączyły. Kiedy nadejdzie pora.