Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
W przeciwległym kącie pawilonu stała Siuan pogrążona w rozmowie z wysokim rudowłosym młodzieńcem z zakręconymi wąsami, który przyglądał jej się z taką samą rezerwą jak Segan. Arystokraci zazwyczaj potrafili rozpoznać Aes Sedai na pierwszy rzut oka. Młodzieniec absorbował jedynie część uwagi Siuan, której wzrok bezustannie wędrował w stronę Egwene. I zdawał się wręcz krzyczeć, natrętny niczym sumienie. Ileż byłoby łatwiej. Jakże wygodniej. Jednak na tym polegało bycie Aes Sedai. Nie wiedziała, co się dzisiaj wydarzy, miała tylko nadzieję, że uda jej się do tego doprowadzić! Egwene westchnęła z irytacją. Ażeby ta kobieta sczezła!
— Był w Ebou Dar, kiedy ostatni raz o nim słyszałam — mruknęła. — Ale niewykluczone, że teraz pędzi na północ co koń wyskoczy. Jemu wciąż się wydaje, że musi mnie ratować, Talmanesie, a poza tym Matrim Cauthon nie przepuściłby okazji, żeby w krytycznej chwili być na miejscu i rzec: „A nie mówiłem?”
Talmanes ani trochę nie wyglądał na zdziwionego.
— Tak też myślałem — westchnął. — Bo od wielu tygodni mam takie wrażenie, jakbym coś... czuł. Inni z Legionu twierdzą to samo. Niby nie jest to żadne palące uczucie, jednak nawet na moment nie znika. Jakby on mnie potrzebował. Albo jakby na południu coś na mnie czekało. Lojalność wobec ta’veren przedziwny niekiedy wpływ potrafi wywrzeć na twoje życie.
— Pewnie tak — zgodziła się, z nadzieją, że w jej głosie nie słychać powątpiewania. Już i tak wystarczająco dziwnie się czuła, zmuszona widzieć w Macie, tym utracjuszu, dowódcę Legionu Czerwonej Ręki, a co dopiero ta’veren, jednak zawsze zakładała, że wpływ ta’veren ogranicza się do bezpośredniego otoczenia, mniej lub bardziej bezpośredniego w każdym razie.
— Mat mylił się, sądząc, że potrzebujesz wsparcia. Nigdy nie zamierzałaś prosić mnie o pomoc, prawda?
Nadal mówił cicho, ale Egwene na wszelki wypadek rozejrzała się pospiesznie dookoła. Siuan wciąż ich obserwowała. Halima również. Obok Halimy stał trochę zbyt blisko Paitr, który nadymał się, prężył i gładził wąsy — nie uznał jej błędnie za jedną z sióstr, łatwo to było wywnioskować ze sposobu, w jaki zaglądał jej w dekolt! — ona jednak zaszczycała go jedynie marginalną uwagą, uśmiechając się do niego ciepło, cały czas rzucała ukradkowe spojrzenia w kierunku Egwene. Poza tym uwagę wszystkich pozostałych najwyraźniej bez reszty pochłaniały inne sprawy, a zresztą nikt nie stał dostatecznie blisko, by cokolwiek usłyszeć.
— W obecnych okolicznościach Zasiadającej na Tronie Amyrlin raczej nie będzie potrzebny azyl, nieprawdaż? Jednak nieraz czerpałam pociechę ze świadomości, że gdzieś tam jesteś — przyznała. Z niechęcią. Zasiadająca na Tronie Amyrlin rzekomo nie potrzebowała mysiej dziury, do której mogłaby się schować, ale w niczym by nie zaszkodziło, gdyby taką możliwością dysponowała, pod warunkiem że nie wiedziałaby o tym żadna z Zasiadających. — Zawsze uważałam cię za przyjaciela, Talmanesie. I mam nadzieję, że nie ulegnie to zmianie. Naprawdę.
— Jesteś wobec mnie bardziej... szczera... niż się spodziewałem — powiedział powoli — dlatego też zdradzę ci coś. — Talmanes zaczął mówić szeptem, nie zmieniając przy tym wyrazu twarzy, który w oczach postronnego obserwatora nadal pozostawałby wcieleniem obojętności. — Król Roedran już kilkakrotnie próbował nawiązać ze mną kontakt. Liczy chyba na to, że zostanie pierwszym prawdziwym królem Murandy, i chce nas wziąć na swój żołd. W normalnych okolicznościach nie brałbym tego pod rozwagę, ale pieniądza nigdy za dużo, a przez to... przez to wrażenie, że Mat nas potrzebuje... Może jednak powinniśmy zostać w Murandy. Sprawa jest jasna jak słońce: zostajesz tam, gdzie chcesz być i gdzie możesz mieć oko na wszystko.
Umilkł, bo stanęła przed nim młoda służąca, która dygnęła i zaoferowała wino przyprawione korzeniami. Dziewczyna była odziana w suknię z zielonej wełny ozdobioną subtelnym haftem oraz płaszcz podbity zajęczym futrem. Inni słudzy z obozu też się kręcili wśród uczestników spotkania, bez wątpienia po to, by coś robić, a nie tylko stać w miejscu i dygotać. Krągła twarz młodej kobiety była wyraźnie ściągnięta mrozem.
Talmanes odprawił ją gestem i otulił się szczelniej płaszczem, za to Egwene wzięła srebrny puchar, by zyskać chwilę na pozbieranie myśli. Prawda była taka, że Legion w zasadzie przestał być potrzebny. Siostry coś tam jeszcze pomrukiwały, a jednak przyjęły teraz jego obecność jako rzecz oczywistą, niezależnie od tego, czy naprawdę widziały w nim Zaprzysięgłych Smokowi; nie bały się już potencjalnego ataku, a od czasu wyjazdu z Salidaru ani razu nie trzeba było wykorzystywać obecności Legionu, by je skłonić do działania. Teraz Shen an Calhar przydawał się głównie jako polityczny straszak, napędzający rekrutów do armii Bryne’a, ludzi, którzy uważali, że dwie armie w jednym miejscu oznaczają bitwę i pragnęli koniecznie przyłączyć się do silniejszej strony. Egwene nie potrzebowała już Legionu, ale Talmanes istotnie nie raz udowodnił, że jest przyjacielem. Ona zaś była Zasiadającą na Tronie Amyrlin. Niekiedy przyjaźń i odpowiedzialność dyktowały ten sam kierunek działania.
Kiedy służąca zostawiła ich samych, Egwene położyła dłoń na ramieniu Talmanesa.
— Pod żadnym pozorem nie powinniście tego robić. Legion nie podbije samodzielnie całej Murandy, zwłaszcza że wszyscy będą przeciwko wam. Sam dobrze wiesz, że nic tak nie potrafi skonsolidować Murandian jak obcy na ich ziemi. Jedźcie z nami do Tar Valon, Talmanesie. Mat też się tam zjawi, co do tego nie mam wątpliwości. — Mat nigdy nie uwierzy, że ona jest Amyrlin, dopóki nie zobaczy jej w Białej Wieży, ze stułą na szyi.
— Roedran nie jest durniem — odparł spokojnie. — On tylko chce, żebyśmy siedzieli i czekali. Ot, jakaś obca armia... bez żadnych Aes Sedai... i na dodatek nikt nie ma pojęcia, jakie są jej zamiary. Nie powinien mieć trudności ze zjednoczeniem szlachty wobec zagrożenia, jakie rzekomo stanowilibyśmy. A wtedy my, powiada, ukradkiem przenikniemy granicę. Uważa, że od tego momentu już sobie z nimi poradzi.
Egwene nie umiała się pohamować i odpowiedziała mu nieco zapalczywie:
— A co mogłoby go powstrzymać przed zdradą? Jeśli zagrożenie zniknie bez walki, to razem z nim mogą się rozwiać jego marzenia o zjednoczonej Murandy. — Ten głupi mężczyzna zdawał się rozbawiony jej spostrzeżeniami!
— Ja też nie jestem durniem. Roedran nie zdąży zakończyć przygotowań przed nastaniem wiosny. Ta banda nigdy nie wyściubiłaby nosa ze swych dworów, gdyby Andoranie nie pojawili się na południu, a poza tym wezwano ich do broni przed nastaniem śniegów: Do wiosny Mat już nas odnajdzie. Skoro jedzie na północ, to z pewnością o nas usłyszy. Roedran będzie musiał się zadowolić tym, co zdziała do tej pory. A jeśli Mat rzeczywiście zamierza się udać do Tar Valon, to może jednak w końcu tam się spotkamy.
Egwene syknęła z irytacją. Był to interesujący plan, plan, jakiego nie powstydziłaby się Siuan i rzeczywiście, raczej nie należało się spodziewać, że Roedran Almaric do Arreloa a’Naloy zdoła go udaremnić. O tym człowieku powiadano, że jest tak rozwiązły oraz przebiegły, iż Mat wyglądałby przy nim na cnotliwego. Z drugiej jednak strony nie sądziła, by Roedran potrafił wymyślić taką intrygę... Niemniej pewne było to, że Talmanes podjął już ostateczną decyzję.