Ścieżka Sztyletów
- Автор: Джордан Роберт
- Серия: Kolo czasu #8
- Язык: польский
- Переводчик: Katarzyna Karłowska
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Ścieżka Sztyletów». Краткое содержание книги:
W pewnym momencie przysunęła się do niej Siuan, z twarzą, która mogłaby wyrażać nieskończoną uległość, gdyby nie rozbiegane nerwowo oczy. Być może bała się, że zaraz dopadną je Romanda albo Lelaine i urządzą im publiczną scenę, całkiem zapominając o prawie, obyczaju, dobrym wychowaniu oraz o tym, że ktoś mógł się im przyglądać.
— Shein Chunla — syknęła cicho.
Egwene przytaknęła, ale nawet nie spojrzała na Siuan, bo wzrokiem szukała Talmanesa. Prawie wszyscy zgromadzeni tu mężczyźni, a także niektóre kobiety byli tak wysocy, że nie sposób było wyłowić z tłumu jego sylwetki. A że nikt tu nie stał w jednym miejscu... Wspięła się na czubki palców. Dokąd on poszedł?
Tymczasem na drodze stanęła jej Segan, wsparła pięści na biodrach i zmierzyła Siuan pełnym powątpiewania wzrokiem. Egwene pospiesznie przyjęła bardziej godną postawę. Amyrlin nie mogła zachowywać się jak jakaś płocha dziewczyna, która przyszła na tańce i szuka sobie chłopca. Rozkwitający pączek róży. Spokój. Opanowanie. Ażeby tak Szczelina Zagłady pochłonęła wszystkich mężczyzn!
Segan — szczupła kobieta o długich ciemnych włosach, z grymasem wydętych ust na stałe chyba przylepionym do twarzy, sprawiała wrażenie naburmuszonej od urodzenia. Suknię miała uszytą z dobrej, niebieskiej wełny, wyraźnie odpowiednią na chłodne dni, ale dekolt zdobił zbyt obfity, jasnozielony haft, a tak kolorowych rękawiczek nie powstydziłby się Druciarz. Obejrzała sobie Egwene od stóp do głów, z taką samą nieufnością, z jaką potraktowała Siuan.
— Czy to, co powiedziałaś, wspominając o księdze nowicjuszek — odezwała się nagle — rzeczywiście dotyczyło wszystkich kobiet, niezależnie od wieku? Czy należy przez to rozumieć, że każda może zostać Aes Sedai?
Było to pytanie ważne dla Egwene i z całego serca pragnęła udzielić odpowiedzi — i wytargać za uszy w razie jakichś zastrzeżeń — ale w tym momencie kłębiący się ludzie rozstąpili się na chwilę, ukazując Talmanesa na tyłach pawilonu. Rozmawiał z Pelivarem! Stali sztywno wyprostowani, podobni do dwóch wielkich psów gotowych skoczyć sobie zaraz do gardeł, a jednocześnie pilnowali, czy nikt nie podchodzi dostatecznie blisko, by podsłuchać, o czym rozmawiają.
— Każda kobieta, niezależnie od wieku, córko — potwierdziła nieobecnym tonem. Pelivar?
— Dziękuję ci — odparła Segan i z wahaniem dodała: — Matko. — Dygnęła niedbale i odeszła. Egwene odprowadziła ją wzrokiem. Cóż, zawsze to jakiś początek.
Siuan parsknęła.
— Gotowam żeglować po Palcach Smoka w samym środku nocy, jeśli tak będzie trzeba — mruknęła ledwie słyszalnie. — Omówiłyśmy wszystko, spekulowałyśmy w sprawie ewentualnych zagrożeń, a teraz okazuje się, że jedyny wybór, jaki przed sobą mamy, nie zda się nawet mewie na ostatnią wieczerzę. Ty jednak musiałaś wzniecić pożar na pokładzie, tylko po to, by było ciekawiej. Nie wystarczy ci złapać morlewa w sieć, musisz jeszcze wsadzić sobie ciernika pod suknię. Samo brodzenie w ławicy srebraw to dla ciebie za mało...
Egwene weszła jej w słowo.
Siuan, chyba powinnam poinformować lorda Bryne’a, że kochasz się w nim na zabój. Prosta uczciwość wymagałaby, żeby wiedział, nieprawdaż? — Siuan wytrzeszczyła oczy i przez chwilę poruszała ustami, ale nie wydobyło się z nich nic oprócz nieartykułowanego gulgotania. Egwene poklepała ją po ramieniu. — Jesteś Aes Sedai, Siuan. Postaraj się zachować choć odrobinę godności. I dowiedz się też czegoś na temat sióstr w Andorze. — Tłum znowu się rozstąpił. Spostrzegła Talmanesa w innym miejscu, ale nadal na uboczu zgromadzonego tłumu. Tym razem stał sam.
Ruszyła w tamtą stronę, starając się nie okazywać pośpiechu, Siuan została sama, wciąż gapiąc się za nią wytrzeszczonymi oczyma. Przystojny, kruczowłosy służący, odziany w obszerne wełniane spodnie, spod których wyzierały całkiem kształtne łydki, podsunął w jej stronę parujący srebrny puchar na tacy. Podano poczęstunek, trochę jakby poniewczasie. A już na pewno o wiele za późno, jeśli miał stanowić znak pokoju. Egwene nie usłyszała, co powiedziała Siuan, ale dostrzegła, jak mężczyzna wzdrygnął się i zaczął gwałtownie kłaniać, co jednoznacznie wskazywało, że oberwał ostrymi odłamkami jej wybuchowego temperamentu. Egwene westchnęła.
Talmanes stał; założywszy ręce, i obserwował wszystko z rozbawionym uśmiechem, który wszelako nawet na moment nie pojawił się w oczach. Wydawał się wprawdzie w każdej chwili gotów do działania, ale w jego wzroku przyczaiło się zmęczenie. Na widok zbliżającej się Egwene wykonał pełen szacunku ukłon, niemniej głos zadrżał lekko zgryźliwą nutą, gdy powiedział:
— Zmieniłaś dziś kształt granicy. — Otulił się szczelniej płaszczem, chroniąc przed podmuchami lodowatego wiatru. — Granica między Andorem i Murandy była zawsze... płynna, niezależnie od tego, co mówią mapy, ale Andoranie nigdy dotąd nie pojawiali się na południu w takiej sile, jeśli nie liczyć Wojny z Aielami i Wojny z Białymi Płaszczami, ale wtedy tylko tędy przechodzili. Kiedy już pobędą tu około miesiąca, pojawią się nowe mapy z nową granicą. Popatrz no tylko na Murandian, płaszczą się przed Pelivarem i jego kompanami tak samo jak przed siostrami. A dlaczego? Bo mają nadzieję zyskać nowych przyjaciół na nowe czasy.
Egwene, która ukradkiem spoglądała, czy nikt jej nie obserwuje, zdało się, że wszyscy arystokraci, zarówno Murandianie, jak i Andoranie, skupili całą uwagę na Zasiadających. Tak czy owak, miała na głowie znacznie ważniejsze sprawy niż jakieś tam granice. Ważniejsze dla niej, nie dla arystokratów. Z małymi wyjątkami, nie widziała w tym morzu głów żadnej z Zasiadających. Jedynie Halima i Siuan zdawały się ją zauważać, a w powietrzu unosiła się wrzawa podobna do gęgania stadka podnieconych gęsi. Zniżyła jednak głos i starannie dobierała słowa.
— O przyjaciołach nie wolno nigdy zapominać, Talmanesie. Ty sam byłeś dobrym przyjacielem Mata i myślę, że moim również. Mam nadzieję, że to nie uległo zmianie. Wierzę również, że nie powiedziałeś nikomu nic, czego nie powinieneś. — Światłości, naprawdę była zdenerwowana, bo inaczej nie byłaby tak szczera. Jeszcze chwila, a zapyta wprost, o czym on rozmawiał z Pelivarem!
Na szczęście Talmanes nie wyśmiał jej, nie nazwał wieśniaczką o niewyparzonym języku. Ale mógł tak pomyśleć. Przyjrzał się jej z ciekawością i dopiero wtedy odpowiedział. Cichym głosem. On też potrafił być przezorny.
— Nie wszyscy mężczyźni plotkują. Powiedz mi, czy kiedy wysyłałaś Mata na południe, wiedziałaś, że będziesz tu dzisiaj?
— Skąd mogłam to wiedzieć przed dwoma miesiącami? Nie, Aes Sedai nie są wszechwiedzące, Talmanesie. — Wprawdzie liczyła wtedy, że zdarzy się coś, co pozwoli jej znaleźć się w miejscu, gdzie się znajdowała, poczyniła nawet plany wiodące do tego celu, ale nic nie wiedziała na pewno, nie wówczas. A teraz miała nadzieję, że Talmanes nie będzie rozsiewał plotek. Niektórzy mężczyźni rzeczywiście tego nie robili.
Zauważyła, że w jej stronę zmierza Romanda, ale została zatrzymana przez Arathelle, która złapała ją za ramię i nie dała się zbyć, ku wielkiemu zdumieniu tamtej.
— A może zechcesz mi w końcu zdradzić, gdzie się podziewa Mat? — spytał Talmanes. — Czy towarzyszy Dziedziczce Tronu w drodze do Caemlyn? No co się tak dziwisz? Każda służąca zacznie rozmawiać z żołnierzem, jeśli oboje noszą wodę z tego samego strumienia. Nawet jeśli ów żołnierz zalicza się do tych strasznych Zaprzysięgłych Smokowi — dodał sucho.
Światłości! Mężczyźni naprawdę... bywali czasami... kłopotliwi. Najlepsi potrafili zadać niewłaściwe pytanie, powiedzieć coś w najbardziej nieodpowiednim momencie. Nie wspominając już o bałamuceniu służących pogaduszkami. Byłoby łatwiej, gdyby zwyczajnie mogła skłamać, lecz nawet w ramach ograniczanych Przysięgami miała spory margines swobody. Połowa prawdy powinna wystarczyć, aby odwieść go od zamiaru natychmiastowego pognania do Ebou Dar. Niewykluczone, że wystarczy nawet mniej.