Бесплатная библиотека
Читайте книгу на сайте или телефоне
READ-E-BOOK » Фэнтези » Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza - Читать Любимую Русскую Полную Книгу 👉 Read-E-Book.com

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza

Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:

Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 151
Перейти на страницу:

Altsin westchnął.

– Zaczynają mnie nużyć te łzawe historyjki. To było trzy i pół tysiąca lat temu, dziewczyno, trzy i pół tysiąca, i działo się w czasie wojny z kreaturami, przy których twój Oum jest miłym staruszkiem. A to – machnął kółkiem – to tylko kawałek kości jakiegoś żałosnego sukinsyna, który miał pecha. Rozumiesz, co chcę powiedzieć? Wasz bóg może sobie tkwić korzeniami w przeszłości, wspominać dawną chwałę i rozpaczać nad wiekami, które odeszły, ale dla mnie liczy się dzisiaj. Tu i teraz.

Wiedźma uśmiechnęła się i po raz pierwszy poczuł prawdziwy niepokój.

– A jesteś pewien, że tu i teraz zawsze jest najważniejsze? Dzisiejszy dzień, ta właśnie godzina, ten kęs chleba, i nic więcej? Filozofia godna szczura, nie, przepraszam szczury, one przecież gromadzą zapasy i szykują gniazda dla młodych. Twój problem pochodzi z tych samych czasów, co wisiorek, który ściskasz w ręce. Z tych czasów pochodzi mój lud. Twój zresztą również. Wszyscy mamy tam… korzenie. Więc nie bełkocz mi o dniu dzisiejszym, bo wczorajszy kopnie cię w dupę, aż zęby wyplujesz.

No, najwyraźniej udało mu się ją zirytować. Uśmiechnął się.

– Czekam na resztę. Pokazałaś mi swój… amulet, uraczyłaś kolejną opowiastką, jak to w czasie Wojen Bogów było źle. Zapominasz, że ja nie muszę wysłuchiwać takich historyjek, bo mam w głowie, jego. – Uniósł się. – Tego zasranego sukinsyna, który dzielił się ze mną wspomnieniami, rzucał je we mnie niczym części poćwiartowanych trupów! Obozy dla kobiet? Musiałabyś zobaczyć rzezie, które sprawiał on i inni bogowie, ulice zalane krwią tak, że brodziło się w niej po kostki, miasta palone do gołej ziemi, noże pracujące dzień i noc! A wiesz, co jest najgorsze?! Wiesz?!

Nie wiedział kiedy, ale nagle stał już na nogach, z pięściami uniesionymi jak do ciosu.

– Dostawałem te jego wspomnienia jak własne i nic, zupełnie nic wtedy nie czułem. Rozumiesz?! Patrzyłem na dzieci, którym podrzynano gardła, i ponaglałem ludzi, żeby zdążyli przed zachodem słońca! Rozpalałem stosy dla schwytanych jeńców i kazałem żołnierzom ogrzewać się przy nich, żeby nie marnować opału na osobne ogniska. I nie czułem nic, bo oni byli mierzwą. Bo nie byli moimi ludźmi, więc nie byli nimi w ogóle! Rozumiesz?! A gdy się budziłem z tych koszmarów, czułem się, jakby mnie wydupczyła cała mittarska flota. Rozumiesz?!!

Odwrócił się i walnął pięścią w mur, aż pociemniało mu w oczach z bólu.

– Ten twój… – wydyszał przez zaciśnięte zęby – … twój Oum nigdy nie zrozumie, z kim walczył. Więc niech mnie nie raczy historyjkami o krzywdzie i cierpieniu. Czcimy sukinsynów, dla których nie znaczymy więcej niż brud przylepiony do butów. A oni rozparli się na tronach zbudowanych z kłamstwa i fałszu i uśmiechają się z zadowoleniem. Malujemy na ścianach świątyń wizerunki awenderi jako owładniętych bożym duchem promiennych młodzieńców i natchnione dziewice, a nie jako wytatuowanych od stóp do głów szaleńców, będących tylko na wpół bezwolnymi narzędziami opętanymi przez bogów. Opisujemy Niechcianych jako stada demonów żywiących się ludzkim mięsem, choć to nasi Nieśmiertelni pożarli większość ludności świata. Tkamy gobelin wielkiej wojny między Ładem a Chaosem, Prawdą a Kłamstwem, Dobrem a Złem, i zapominamy jedynie wyjaśnić, kto właściwie stał po stronie ciemności. A ja mam jednego z nich tu – stuknął palcem w skroń – ty zaś każesz mi myśleć o przyszłości? Jakiej przyszłości?! Ja nie mam żadnej cholernej przyszłości, i przeszłości też nie! Odkąd…

Spróbowała mu przerwać.

– Nie odzywaj się! – warknął. – Odkąd on pierwszy raz dał o sobie znać, każdy mój dzień jest taki sam, jedną nogą w obłędzie, drugą w strachu, pojmujesz to? Stoję w rozkroku nad przepaścią i tylko to, że jestem złośliwym i upartym durniem, nie pozwala mi spaść!

Uderzył jeszcze raz w mur, drugą ręką, z taką siłą, że aż odrętwiający ból sięgnął barku. Pochylił się, oparł czołem o pozostałości ściany. Mimo późnej pory kamienie zdawały się promieniować ciepłem.

– Oraz to, że boisz się Objęcia i połączenia z boskim kawałkiem duszy – dobiegło go zza pleców. – Bitewna Pięść zresztą też tego nie chce. Objęcie ma być Objęciem, a nie wymieszaniem. Tylko nie wypłakuj mi się w spódnicę, bo mówisz do kobiety, która urodziła się dwadzieścia cztery lata temu, a dziś ma ciało dwa razy starsze i najpewniej umrze w ciągu najbliższych lat dziesięciu. Ja nie stoję nad przepaścią, tylko w nią spadam. Więc nie oczekuj ode mnie współczucia, bo ja przynajmniej wiem, za co płacę swoim życiem. A poza tym i tak musisz skorzystać z mojej pomocy, nie masz innego wyjścia.

– Nie? – Altsin zaśmiał się gorzko. – Naprawdę? Oum się wygadał, że tatuaże są barierą między duszą człowieka a boga. Czymś, co zapobiega albo opóźnia ich wymieszanie się. Mógłbym więc kazać ozdobić sobie skórę takimi tatuażami, jakie nosili awenderi. Pamiętam je w najmniejszym szczególe. W PonkeeLaa każdy dziergacz mi je zrobi. A potem przestać walczyć. Żeby doszło do Objęcia, konieczna jest zgoda obu stron, a ja bym mu ją dał. Wtedy moglibyśmy zawrzeć umowę, przyzwolenie na użycie tego ciała w zamian za pomoc w walce z resztą świata. Co ty na to?

Las wokół dolinki wypełnił się pełną przerażenia ciszą.

– Hę? Pytam, co ty na to? I nie mówię do ciebie, dziewczyno, tylko do twojego boga, który zapewne nas słyszy. Mam dość uciekania, krycia się i uników. Każdy chce mnie zabić albo przepędzić. Skoro tak, to może pora przestać potrząsać kubkiem i zobaczyć, jakie kości mi wypadły?

Murek pokrył się kroplami rosy, a powietrze wokół Altsina skrzepło w nagłym uścisku mrozu.

– Aonel, proszę, nie próbuj czarów – wyszeptał. – One na mnie kiepsko działają. A jeśli twoje siostry się przyłączą, możecie go zmusić do pokazania, co potrafi, a ja nie będę się opierał. Przysięgam.

Uścisk chłodu zelżał. Za to głos wiedźmy był niczym lodowy sopel przyłożony do karku.

– Jeśli pozwolisz mu na Objęcie, twój los będzie gorszy niż śmierć.

– A teraz żyję jak cesarz, prawda? Same rozkosze i swawole, tak? Tylko pozazdrościć. – Odwrócił się powoli, bo coś mu mówiło, że każdy gwałtowniejszy ruch zamieni okolicę w przedsionek piekła, i spojrzał na wiedźmę. Oczy miała zmrużone, a jej dłonie wydawały się tkać materiał z tańczących między nimi cieni. – Poza tym, dziewczyno, większość moich wspomnień to wspomnienia awenderi, nie samego Reagwyra, tylko mężczyzny, który nosił go przez całe lata. To nie było złe życie, wierz mi. Coraz częściej myślę, że było lepsze niż to, które mam teraz ja. Możesz przestać bawić się Mocą? On czuje się zaniepokojony.

Tego nie wiedział, ale ona nie wiedziała, że on nie wie, więc cienie znikły spomiędzy jej dłoni, a złodziej uśmiechnął się z tłumioną ulgą. Chyba nie będzie walczyć. Poza tym ten wybuch złości i gniewu zadziałał jak zrzucenie z siebie starych szmat i skok do wody. Czuł się w dziwny sposób oczyszczony.

1 ... 114 115 116 117 118 119 120 121 122 ... 151
Перейти на страницу:
0
Сюжет
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Атмосфера
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Главный герой
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
0
Общее впечатление
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
Итоговая оценка: 0.0 из 10 (голосов: 0 / История оценок)