Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza
- Автор: Вегнер Роберт М.
- Серия: Opowieści z meekhańskiego pogranicza #4
- Год: 2015
- Язык: польский
- Год: satan
- ISBN: 9788364384257
- Жанр: Фэнтези
Электронная книга - «Pamięć wszystkich słów. Opowieści z meekhańskiego pogranicza». Краткое содержание книги:
– A ostatni obóz?
– Ten, którym opiekował się Imili? To znaczy Imwili, jeśli mówisz, że tak miał na imię, nie pamiętam dokładnie. Ten obóz stawił opór. Jednonogi wojownik stoczył tu swoją przedostatnią kampanię. Miał pod opieką jakieś dziesięć tysięcy ludzi, z czego jedna trzecia to były niedobitki z reszty wyspy. Ukrył kobiety i młodsze dzieci w lasach i na wzgórzach przy zachodnim brzegu. Z nielicznych mężczyzn i tych kobiet, które potrafiły i chciały walczyć, stworzył straż. Uzbroił też starsze dzieci, dwunasto i trzynastoletnie, które i tak kończyły już szkolenie wojskowe, i zaczął nękać najeźdźców. Lasy pokrył siecią dołów, spadających pni i innych pułapek, zatruwał źródła i niszczył zapasy jedzenia. Strzelał w plecy i podrzynał gardła śpiącym. Powinniśmy opłakiwać to, że nikt nie spisał pieśni o jego wojnie.
Altsin poczuł nieoczekiwany napływ dumy. Dumy z tego wojownika, jego determinacji i poświęcenia. Cholera, tego już za dużo. Potrząsnął głową – wynoś się!
Nie pomogło.
– Walczył przez pół roku. Może dłużej. Oddziały Gallega i innych bogów wkrótce zaczęły unikać zachodniej części wyspy, nawet towarzyszący im czarownicy nie ośmielali się tam zapuszczać od momentu, gdy Imwili wciągnął dwóch z nich w pułapkę, schwytał żywcem i wbił na pal. Ale dla Nieśmiertelnych cel i tak został osiągnięty, Bitewna Pięść stracił źródło nowych wojowników, a ci, którzy ocaleli, przestali się do niego modlić, bo tak się najczęściej dzieje, że odrzucamy bogów, którzy są obojętni na nasze cierpienia. Więc po pół roku wycofali swoich ludzi, żeby ich nie tracić w niepotrzebnej wojnie podjazdowej. Opuszczając wyspę, zniszczyli wszystko, co udało im się znaleźć, i odpłynęli, by już nie wrócić. Nic nie powiesz? Wyglądasz, jakbyś bił się z myślami i dostawał lanie.
Dostawał, i to niezłe. Jakaś część złodzieja chłonęła tę opowieść z większą uwagą, niż poświęciłby jej on sam. I choć próbował tę część zdławić, nie wychodziło.
– Gualara opowiedziała mi waszą legendę. O Imwilim i Ruanie. O ich pojedynku i…
– O tak. – Chichot Ouma wstrząsnął całą komnatą. – Potrzebowaliśmy tej legendy, żeby się jakoś dogadać. Oni… byli obcy, kilka tysięcy kobiet i podrostków z plemienia, które mówiło innym językiem i czciło innego boga. Choć wtedy nie kłaniali się już żadnemu. I moje dzieci, osiem tysięcy zagubionych, przerażonych dusz. Wiesz, jak było naprawdę? Rauna wpadła w jedną z pułapek zastawionych przez Imwiliego. A gdy siedziała w dole z nogą przebitą zaostrzonym kołkiem, zjawił się osobiście, obejrzał ją, rozpoznał, bo moje dzieci miały wyróżniającą się urodę, i postanowił zabić. Tak po prostu. Ubłagała go, by tego nie robił, podając się za samotnego rozbitka i przysięgając służbę i posłuszeństwo do końca życia. A gdy, zwiedziony przysięgami, Imwili wyciągnął ją z pułapki, wbiła mu nóż w brzuch. Co ty na to?
Altsin uniósł brwi i wzruszył ramionami.
– Przysięga dozgonnej wierności i nóż w brzuchu? Czemu się dziwisz? Tak jest w każdym małżeństwie.
Oum zarechotał.
– No tak. Potem przyszła burza. Wielka i potężna, trwająca trzy dni i noce, a oni… leżeli w jamie pod drzewem, oboje ranni i chorzy, a gdy burza przeszła, nie mieli już ochoty się pozabijać. Gdy Rauna stanęła przede mną wraz z Imwilim, wiedziałem, że to nasza szansa. U nas było więcej mężczyzn i byliśmy lepiej uzbrojeni, ale moje dzieci nadal nie chciały opuszczać doliny. Kończyły się zapasy, zaczynaliśmy głodować, a nie wiedzieliśmy nic o życiu na lądzie, polowaniu na miejscowe zwierzęta, hodowli czy uprawie ziemi. Oni mieli tę wiedzę, lecz brakowało im rąk do pracy i sił, by się obronić.
– Wcześniej pokazali coś innego.
– Owszem. Ale walka z najeźdźcami kosztowała ich wielu zabitych i rannych i gdyby potrwała dłużej, najpewniej by przegrali. Więc byliśmy sobie nawzajem potrzebni, ale potrzebowaliśmy też czegoś, co zmieni nas w jedno plemię.
– Magii?
Bóg znów się zaśmiał, i to całkiem głośno. Altsin miał wrażenie, że razem z nim śmieje się cała dolina.
– Tak. Magii. Najpotężniejszej, jaka istnieje. Opowieści. Zastanawiałeś się kiedyś, co czyni z rodów i klanów plemiona i narody? Co sprawia, że jesteś skłonny uznać za rodaków ludzi, którzy nie są z tobą spokrewnieni, inaczej wyglądają, czasem nawet mówią innym językiem lub wyznają innego boga? Historie snute do uszu dzieci, przyjacielu, opowieści tkane przed snem. Meekhańczycy mają powiedzenie „Z Com Gowel mój ród”. Wiesz, co ono znaczy?
Lekcje historii, które pobierał jako dziecko, na coś się przydały.
– Pod Com Gowel była jakaś bitwa.
– Nie jakaś, ale pierwsza z bitew, które zapoczątkowały historię Imperium. Tam, na początku swojej drogi do dominacji nad resztą kontynentu, Meekhan pierwszy raz wzniósł broń w imię Baelta’Mathran i pokonał Siostry Wojny. Gdy dorastasz jako Meekhańczyk, słyszysz opowieść o pierwszym cesarzu i tej bitwie już jako dziecko. Potem poznajesz historię oblężenia Gnouwm, dzieci Wahili, siedmiu odważnych na moście, kamienia w bucie generała. Każdą cegiełkę, która tworzy twoją tożsamość jako obywatela Imperium. Meekhańczycy są w tym świetni. Dziś nawet potomkowie dzikusów na Północy czy Wschodzie, którzy kilkaset lat temu mieszkali w ziemiankach i płodzili dzieci z własnymi córkami, mówią „Z Com Gowel mój ród” i uważają się za część Imperium. Bo tym właśnie jest naród, nie skałą, jak chcą niektórzy poeci, ale pękiem gałązek powiązanych wspólnymi historiami. Potęga opowieści jest niezmierzona.
– O co właściwie ci chodzi?
– O? Irytujesz się. Ty czy on? Mamy jeszcze czas, Aonel musi znaleźć kilka rzeczy – ton Ouma stał się na moment irytująco pobłażliwy. – Ja też potrzebowałem opowieści, która przełamie nieufność i ukaże drugą stronę jako równorzędną i godną szacunku. Która zwiąże nasze ludy. Więc Rauna opowiedziała nam historię o pojedynku z wielkim wojownikiem, strzegącym osady kobiet i dzieci przed okrutnymi mordercami, a on opowiedział swoim ziomkom o walce ze szlachetną wojowniczką, która przybyła na wyspę w poszukiwaniu miejsca dla własnego ludu i boga. No i oczywiście oboje mówili o wielkiej miłości, jaka między nimi zapłonęła. A potem musieli się pobrać, by przypieczętować związek dwóch światów.
Altsin westchnął, to było dość oczywiste.
– Nóż w brzuchu mieli już za sobą. Czy… – zawahał się.
– Tak. Byli dobrą parą. Mieli wiele dzieci. I z tego, co pamiętam, miłość też ich nie ominęła. Historia ich spotkania była pierwszą z opowieści wiążących twoje… jego i moje dzieci w jeden naród. A za ich przykładem poszli inni. Pojawił się pewien problem z nierówną liczebnością płci, więc przez pewien czas małżeństwa dwóch kobiet z jednym mężczyzną nie stanowiły nic niezwykłego. Potem się wyrównało.
Trzasnęły zewnętrzne drzwi.
– Aonel wraca. Chcę, żeby ci pokazała coś więcej, coś, czego zapewne nie wiedziałeś o swoim gościu.
– Co?
– Zobaczysz. Inaczej nigdy nie zrozumiesz, czemu Seehijczycy, mimo że są potomkami Reagwyra, zabijają każdego jego kapłana, który ośmieli się postawić stopę poza Kamaną.
To były ostatnie słowa, jakie Altsin usłyszał od Ouma. A teraz, po dwóch dniach przedzierania się przez wzgórza porośnięte gęstym borem, stał przed resztkami kamiennego muru i zaciskał pięści. Do tej pory mógł sobie wmawiać, że część wspomnień, które odziedziczył po awenderi boga wojny, była fałszywa, że widział jakieś majaki, bredzenia pogrążonego w malignie umysłu, że nie było mordów, rzezi, brodzenia po kolana we krwi ani nieustannych skarg niewinnych, cichnących pod pieszczotą rzeźniczych noży. W gruncie rzeczy chciał wierzyć, że to raczej fragmenty koszmarów nawiedzających boga niż odzwierciedlenie rzeczywistych wydarzeń. Ale teraz?